Zmiany klimatu uderzają w zimowe igrzyska. Sztuczny śnieg to już za mało
Kurczy się lista miejsc, w których można zorganizować zimowe igrzyska, nie opierając ich na sztucznym dośnieżaniu. MKOl rozważa przesunięcie terminu ich rozgrywania, ale też dorzucenie do programu kilku dyscyplin letnich. W ten sposób do rywalizacji można by wciągnąć sportowców z Afryki czy Karaibów.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Od kiedy na igrzyskach olimpijskich wykorzystywany jest sztuczny śnieg i jakie problemy powoduje jego używanie.
- Co Międzynarodowy Komitet Olimpijski może zrobić, by ograniczyć oddziaływanie zmian klimatu na organizację igrzysk.
- Ilu afrykańskich sportowców wzięło udział w igrzyskach we Włoszech.
Olimpijskiego konkursu duetów, srebrnego dla polskich skoczków narciarskich, nie udało się dokończyć przez obfite opady śniegu. Z tego samego powodu kilka innych finałów trzeba było przesunąć. Co do zasady jednak organizatorzy zimowych igrzysk mają ze śniegiem zgoła odmienny problem: brakuje go.
Tegoroczne zimowe igrzyska odbywają się częściowo w Cortinie d'Ampezzo. Położony w Wenecji Euganejskiej kurort gościł już olimpijczyków w 1956 roku. Nie wszystkie jednak miejsca, w których niegdyś przebiegała olimpijska rywalizacja, byłyby w stanie ugościć ją ponownie. Powodem są zmiany klimatu pociągające za sobą wzrost temperatur i niższe opady śniegu.
Zespół naukowców z kanadyjskiego Uniwersytetu w Waterloo stworzył listę 93 lokalizacji goszczących dotychczas zimowe igrzyska olimpijskie i paralimpijskie. Następnie przeanalizował je pod kątem możliwości zorganizowania igrzysk w przyszłości. Symulacja wykazała, że do 2050 roku 40 z tych miejsc nie będzie przez pogodę zdatnych do przeprowadzenia olimpijskich zmagań.
– Ustaliliśmy, że rosnące temperatury i malejąca niezawodność pokrywy śnieżnej zmniejszą liczbę potencjalnych gospodarzy tych globalnych wydarzeń sportowych. Zmiany klimatyczne przekształcają geografię zimowych igrzysk. Przyszłość tego święta sportu będzie w dużej mierze zależeć od decyzji dotyczących polityki klimatycznej podejmowanych w nadchodzącej dekadzie – mówi kierujący zespołem badaczy z Uniwersytetu Waterloo prof. Daniel Scott.
Zmiany dotknęły już francuskie Grenoble – gospodarza zimowych igrzysk w 1968 roku. Choć w 2030 igrzyska ponownie zagoszczą we Francuskich Alpach, do Grenoble nie zawitają.
Pomysłów, co zrobić, by zimowe igrzyska nadal mogły się odbywać bez zakłóceń, jest sporo. Choć żaden nie jest idealny.
Sztuczny śnieg, prawdziwe kontuzje
Z brakiem wystarczającej pokrywy śnieżnej zmagają się nie tylko organizatorzy igrzysk. Lekkie i bezśnieżne zimy dokuczają też mieszkańcom tradycyjnych kurortów narciarskich i odwiedzającym te kurorty amatorom narciarstwa. W obu przypadkach jedną z recept jest sztuczne naśnieżanie stoków.
Organizatorzy igrzysk korzystają z niego już od lat 80. Początkowo był to tylko dodatek do naturalnego puchu. Potem zaczęto go wykorzystywać jako równoprawny (a przy tym niezależny od kaprysu pogody i łatwiejszy do układania) zamiennik. Technologia pozwoliła organizować zawody w miejscach, w których nie byłoby to możliwe. Na igrzyskach w Soczi w 2014 roku aż 80 proc. wykorzystanego do przygotowania obiektów śniegu zostało wytworzone maszynowo. W 2022 w Pekinie było to niemal 100 proc.
– Strategie adaptacyjne, takie jak zaawansowane technologie produkcji śniegu, mogą ograniczyć część negatywnych skutków. Nie niwelują jednak całkowicie problemu braku naturalnego śniegu – mówi prof. Daniel Scott.
Przypomina igrzyska w Soczi, na których sztuczny śnieg w połączeniu z niszczącą go wysoką temperaturą przyczyniły się do wysokiej liczby doznanych przez startujących zawodników urazów.
– Już na igrzyskach olimpijskich startujące w narciarstwie alpejskim zawodniczki miały problemy na trasie. Na igrzyskach paralimpijskich było jeszcze gorzej, bo rozgrywane są później, jest więc cieplej. Liczba urazów wśród paralimpijczyków była sześciokrotnie wyższa w porównaniu z Vancouver 2010 – mówi prof. Daniel Scott.
Sztuczne naśnieżanie ma jeszcze dwie istotne wady. Po pierwsze zwykle nie pozostaje bez wpływu na środowisko. Co prawda 80-90 proc. wykorzystanej do produkcji śniegu wody można odzyskać. Jej transport do miejsca przeznaczenia i transformacja w śnieg są jednak energochłonne. A nie wszędzie odbywają się przy wykorzystaniu czystej energii. Po drugie technologia słono kosztuje. Włosi też sięgnęli po sztuczne wsparcie. Jak podaje „Le Monde”, tylko na dośnieżenie areny do narciarstwa dowolnego w Livingo wydali ponad 22 mln euro.
Nie ma miejsca w kalendarzu
Jak wskazuje nazwa, zimowe igrzyska odbywają się zimą. Choć ta pora roku zaczyna się w grudniu, to co cztery lata olimpijczycy konkurują w lutym, niekiedy zahaczając o ostatnie dni stycznia. To oznacza, że rozgrywane po nich paraigrzyska rozpoczynają się w marcu, gdy aura bywa już bardziej wiosenna niż zimowa.
Wśród rekomendacji zespołu prof. Daniela Scotta znalazło się przesunięcie terminu igrzysk bliżej początku roku. Miałoby to zwiększyć szanse na niższe temperatury. MKOl zajął się tym pomysłem, ale nie powziął jeszcze żadnych decyzji. Głównie dlatego, że nie funkcjonuje w próżni. Sportowy terminarz wypełniony jest wydarzeniami, które obecnie mogłyby kolidować z igrzyskami. Mowa chociażby o zawodach z cykli Pucharu Świata czy sezonie zasadniczym NHL. Dzięki podpisanemu z MKOl-em porozumieniu w tym roku hokeiści z najlepszej ligi świata po 14 latach przerwy zagrali na igrzyskach.
Precedens na tym polu przerobiła FIFA. W 2022 roku swój mundial zorganizowała na przełomie listopada i grudnia, a nie jak to było wcześniej w czerwcu i lipcu. Powodem był klimat w goszczącym mistrzostwa Katarze. Na czas turnieju trzeba było wstrzymać rozgrywki lig krajowych i kontynentalnych pucharów. Udało się. Być może podobny manewr zostanie powtórzony w 2034 r., gdy mistrzostwa odbędą się w Arabii Saudyjskiej. Arabia dostała też prawa do organizacji... zimowych igrzysk azjatyckich. Zaplanowana na 2029 rok impreza została póki co odwołana.
Igrzyska już się zmieniły
Przeglądając archiwalne zdjęcia, można zobaczyć, że kiedyś curling ,łyżwiarstwo figurowe czy szybkie rozgrywane były nie w halach, a na wolnym powietrzu. Swój olimpijski medal w Squaw Valley w 1960 roku „pod chmurką” wywalczyła m.in panczenistka Elwira Seroczyńska.
– Dotychczasowe adaptacje igrzysk obejmowały przenoszenie sportów lodowych, takich jak hokej czy curling, do hal, produkcję śniegu oraz wybór możliwie najlepszych terenów górskich w pobliżu dużych aglomeracji zdolnych do organizacji ceremonii otwarcia i zamknięcia. Spowodowało to znaczne rozproszenie geograficzne lokalizacji igrzysk, co wiąże się z intensywnym transportem lądowym. Generuje to dodatkowe obciążenie dla środowiska – mówi XYZ prof. Madeleine Orr, ekolożka sportu z Uniwersytetu Toronto.

Zamknięcie tych sportów pod dachem to nie tylko kwestia ocieplającego się klimatu. Opady deszczu i śniegu utrudniały rywalizację, a nawet stanowiły zagrożenie dla zawodników. Transmisje telewizyjne z zamkniętych aren są łatwiejsze. Jednak nie wszystkie sporty zimowe da się przenieść do hali, choć zdarzało, że nawet skoczkowie narciarscy skakali w zadaszonych miejscach.
– Możliwości jest wiele, m.in. wprowadzenie modelu rotacyjnego organizacji igrzysk czy zmniejszenie skali wydarzenia, aby mogły je organizować mniejsze społeczności. To jednak oznaczałoby ograniczenie turystyki związanej z igrzyskami. Mogłoby to zmniejszyć ich atrakcyjność finansową dla potencjalnych gospodarzy. Ostatecznie jednak nie obawiam się o przyszłość zimowych igrzysk olimpijskich. Istnieje wystarczające zainteresowanie i inwestycje, by zapewnić im długofalowe funkcjonowanie, a MKOl będzie się dostosowywać. Bardziej martwię się o paraolimpiadę, która odbywa się miesiąc później i zmaga się z gorszymi warunkami śniegowymi, a także o globalny system szkolenia młodych talentów w sportach zimowych, który odczuwa skutki coraz krótszych zim – mówi prof.Madeleine Orr.
Nawet jednak w przypadku igrzysk MKOl nie może pozostawać bierny. Do organizacji letnich igrzysk wciąż ustawia się kolejka chętnych. Zimowych – mniejszych i mniej prestiżowych – niewielu chce i może organizować. Dość powiedzieć, że w przypadku tych najbliższych, w 2030 roku, MKOl przymknął oko na brak wymaganych przez siebie rządowych gwarancji finansowania tej imprezy.
Niepokój sportowców
Zimowy kryzys dostrzegają sportowcy. Pochodząca z Grenlandii Ukaleq Slettmark opisała w felietonie dla „Time” swoje problemy na mistrzostwach świata w biathlonie w 2024 roku, rozgrywanych w czeskim Novym Mescie.
„Jeździłam na śniegu zredukowanym do wąskiego, sztucznego pasa, otoczonego trawą i błotem. Temperatury w połowie lutego zbliżały się do przyjemnych 10 stopni. W niektórych miejscach śnieg był tak cienki, że asfalt przebijał się spod moich nart. W dniu, który miał być dniem treningowym na śniegu, powiedziano nam, że w ogóle nie wolno nam jeździć. Komitet organizacyjny starał się zachować resztki śniegu; zbyt intensywne uprawianie narciarstwa przyspieszyłoby jedynie jego topnienie” – napisała sportsmenka.
Według biathlonistki międzynarodowe organizacje związane ze sportami zimowymi powinny zaangażować się w edukację dotyczącą zmian klimatu. I odciąć od sponsorów pochodzących z sektora paliw kopalnych. A tych nie brakuje. Norweską Federację Biathlonu wspiera sieć paliw YX, a kadrę alpejczyków eksportujący gaz Vår Energi. Na igrzyskach we Włoszech reklamuje się miejscowy potentat paliwowy ENI.
„Ironią losu jest to, że sporty zimowe dają firmom naftowym i gazowym platformę do budowania publicznej wiarygodności, podczas gdy warunki niezbędne do uprawiania naszego sportu dosłownie topnieją. Średni sezon narciarski w Stanach Zjednoczonych skrócił się w latach 2000-2019 o pięć do siedmiu dni. W zeszłym roku kilka zawodów biathlonowych w Norwegii zostało odwołanych z powodu ciepłych temperatur i braku śniegu. W całej Europie regiony, które kiedyś miały zimy pewne pod względem śniegu, już ich nie mają. Szybkie zmiany, które obserwujemy, mają nazwę, którą wszyscy znamy, nawet jeśli czasem wolimy o niej nie myśleć: zmiany klimatu” – pisze Ukaleq Slettemark.
Jej zdaniem część sportów mogłaby zwrócić się w stronę swoich letnich odpowiedników: łyżwiarze zamienić panczeny na rolki, a biatlohniści i biegacze narciarscy narty na nartorolki.
Ale MKOl-owi chodzi po głowie inne rozwiązanie.
Otworzyć się na resztę świata
W tegorocznych igrzyskach wystartowało blisko 3 tys. sportowców. Z tego tylko 15 z Afryki. Tam warunków do uprawiania zimowych dyscyplin po prostu nie ma. Podobnie jak w Oceanii, na Karaibach czy w dużej części Azji.
– W Pakistanie mamy bardzo krótki i niepewny sezon zimowy. Profesjonalnych obiektów treningowych praktycznie nie ma. Sprzęt jest niezwykle drogi, brakuje trenerów. Jeśli chce się poważnie jeździć na nartach, trzeba latać na obozy do Europy. A to ogromne poświęcenie finansowe i rodzinne – opisuje XYZ Muhammad Karim, pakistański alpejczyk, czterokrotny uczestnik igrzysk.
- Do moich pierwszych kwalifikacji mieszkałem w Ekwadorze i Australii, w miejscach, gdzie nie miałem dostępu do śniegu. To jest kosztowne, zwłaszcza gdy w twoim kraju nie ma federacji sportów zimowych albo istnieje, ale nie ma finansowania. Można trenować na nartorolkach, ale w biegach narciarskich, są elementy i umiejętności, których nie da się zasymulować na nartorolkach - na przykład zjazdów i szybkich zakrętów. Jeśli ścigasz się z zawodnikami, którzy od listopada do lutego przepracowali 200 godzin na śniegu, jesteś na straconej pozycji - tłumaczu Klaus Jungbluth, ekwadorski biegacz narciarski, jeden z dwóch zimowych olimpijczyków w historii tego kraju.
Z perspektywy mieszkańców co najmniej połowy państw świata (na tych igrzyskach wystartowali zawodnicy z 93 komitetów olimpijskich, na letnich w Paryżu z 211) zimowe igrzyska to tylko ciekawostka, a nie emocjonujące zmagania. Łącząc chęć zaangażowania ich ( i zarobienia na tym) z koniecznością podjęcia zmian wobec obecnego modelu imprezy, MKOl zaczął rozważać wprowadzenie na zimowe igrzyska kilku sportów letnich: np. biegów i kolarstwa przełajowego.
- Jeśli jedną z wartości i zasad olimpijskich jest inkluzywność, to im więcej krajów uczestniczy, tym lepiej. Gdyby niektóre sporty letnie zostały włączone do zimowych igrzysk, mielibyśmy znacznie więcej uczestników, a z czasem poziom rywalizacji dorównałby temu, który reprezentują najlepsze nacje w dyscyplinach zimowych - mówi XYZ Klaus Jungbluth.
Przeciwne takiemu pomysłowi są federacje sportów zimowych. Obawiają się rozproszenia uwagi kibiców i konieczności dzielenia się wpływami. A MKOl bada grunt. Gdyby chciał otworzyć się na nowe dyscypliny, trzeba by zmienić Kartę Olimpijską, w której obecnie stoi, że zimą olimpijczycy rywalizują wyłącznie na śniegu i lodzie.
Ale może ten zapis będzie musiał zniknąć. Tak jak śnieg i lód znikają z olimpijskich aren.
Główne wnioski
- Według naukowców z Uniwersytetu Waterloo do 2050 roku liczba miejsc, w których będzie można zorganizować zimowe igrzyska w obecnym kształcie, z powodu zmieniającego się klimatu spadnie z 93 do ok. 53.
- Wśród pomysłów na przetrwanie zimowych igrzysk jest zmiana terminu ich rozgrywania (przesunięcie z lutego na styczeń) i dołożenie do programu dyscyplin letnich.
- Obecny program zimowych igrzysk sprawia, że nie jest to impreza o uniwersalnym zasięgu. W tym roku wystartowali w niej sportowcy z 93 komitetów narodowych.