Zwietrzałe wnętrza, czyli o sukcesie Łukasza Stokłosy
To jego sezon. Malarz Łukasz Stokłosa zeszły rok otworzył wystawą w Zamku Królewskim na Wawelu, ten — w Zamku Królewskim w Warszawie i krakowskiej miejskiej galerii Bunkier Sztuki. A po drodze brał udział w kilku wystawach czasowych. Dziś malarz może mówić o sukcesie.
Z tego artykułu dowiesz się…
- W jakich wyjątkowych miejscach swoje wystawy zrobił krakowski artysta.
- Z czego wynika popularność tego malarstwa.
- Czym jest sfumato.
Stokłosa maluje dawne ogrody w stylu francuskim, a także wnętrza pałacowe. Ale żadne nie są do życia. To raczej wnętrza po historii, po narracjach, po ludziach. Przestrzenie, w których echo jest ważniejsze niż głos. W jego obrazach pałace trwają w stanie permanentnego „po”. Jakby ktoś uchylił drzwi do przeszłości, ale zapomniał zapalić światło. Wszystko zatopione jest w mroku.
Kluczowe jest tu zjawisko, które w historii sztuki nazywa się sfumato. To rodzaj „roztarcia” konturów. To dzięki temu gestowi artysta uzyskuje rodzaj zamglenia. Stokłosa nie rekonstruuje dawnego życia tych wnętrz, nie dopowiada figur, nie wstawia cieni postaci. Przeciwnie: maluje rodzaj „wywietrzenia życia”. Powolne, konsekwentne ulatnianie się obecności. To malarstwo o tym, co zostało po intensywnym byciu. Kurz, półmrok, miękka nieostrość, w której wszystko jest „jeszcze” i „już nie” jednocześnie.
Zamki i pałace się otwierają
Dla współczesnego artysty wystawienie w dwóch polskich Zamkach Królewskich – zwłaszcza w tak krótkich odstępach czasu – to ewenement, który zasługuje na dostrzeżenie. Wawel był tu naturalnym punktem odniesienia, miejscem, gdzie historia jest tak gęsta, że niemal staje się materią. Warszawski Zamek wystawą „Lśnienie” przesuwa akcent bardziej ku pytaniu o autentyczność pamięci, ku temu, co pamiętamy, bo naprawdę przetrwało.
Dla wielu gest kuratorski był tu zbyt odważny jako „nieodpowiedni” dla królewskiej rezydencji. To dyskusja, która w świecie sztuki odbywa się od dawna. Sprowadzić ją można do prób odpowiedzi na pytanie: czy historyczne wnętrza są odpowiednią scenerią dla projektów sztuki współczesnej? Próbując odpowiedzieć na to pytanie, warto zdawać sobie sprawę, dlaczego takie przedsięwzięcia się pojawiają. Dla instytucji to przede wszystkim szansa na przyciągnięcie nowych odbiorców. A dla wystaw i kolekcji to odświeżający powiew, pozwalający spojrzeć na sztukę dawną z nieco innej, aktualnej perspektywy. Przy okazji można się przekonać, jak dużą inspiracją dla dzisiejszych twórców jest „dawność”, jak powracają niektóre motywy artystyczne. I to właśnie dlatego takie miejsca jak madrycki Palacio de Liria czy wenecka Villa Borghese również stawiają na pokazywanie sztuki współczesnej.

Wirus sztuki
W wypadku Zamku Królewskiego w Warszawie (kuratorka Izabela Zychowicz) zabieg jest prosty. Malarstwo Stokłosy zostało tu wprowadzone niczym wirus. Często na pierwszy rzut oka wręcz niewidoczny. Łatwo przegapić, że to dzieła współczesne. To jak ćwiczenia z uważności. Choć zdecydowana większość umiejętnie podejmuje dyskusję z tradycją miejsca albo z wątkami znanymi z dzieł z zamkowej kolekcji. Widok z Łazienek wprowadzony został przy biurku ostatniego króla, Stanisława Augusta Poniatowskiego, by władca miał swoje ukochane miejsce w Warszawie blisko. Z kolei nagi tors koresponduje ze słynnym matejkowskim „Rejtanem”. Takich smaczków jest tu znacznie więcej.

Niektóre z dzieł wyeksponowano w sali, z której – z powodu konserwacji – zniknęło „Kazanie Piotra Skargi” Jana Matejki. I tak widzimy dwie wizje malarskich nawiązań do historii. Wielkie narracje XIX-wieczne, monumentalne i patetyczne, spotykają kameralną, osobistą opowieść współczesnego artysty.
Z kolei Bunkier Sztuki (kuratorka Katarzyna Wąs), instytucja z obszaru sztuki współczesnej, wprowadza kontrapunkt. Wystawa „Fałszywe widoki” pokazuje, że te zamglone wnętrza nie są wyłącznie o przeszłości, lecz o naszym dzisiejszym sposobie patrzenia na historię. O potrzebie dystansu. O zmęczeniu monumentalnością. Wreszcie – o potrzebie kontaktu z naturą, która towarzyszy ludziom od początku istnienia cywilizacji. Na różne sposoby człowiek próbował z niej czerpać, przenosić ją do wnętrz w postaci motywów zdobniczych i ornamentów. Oswajać ją, wpasowywać w swoje wyobrażenia, ujarzmiać. I przy okazji poszukiwać w niej odbicia utraconego raju.

Bez jaskrawości
Malarstwo Stokłosy jest ciche, ale nie neutralne. Nie krzyczy, nie domaga się głośnych interpretacji na głos. Rozpuszcza znaczenia, pozwala im osiąść jak para na chłodnej szybie. Patrząc na te obrazy, mamy wrażenie, że uczestniczymy w procesie zanikania, że jesteśmy świadkami chwili, w której wnętrze staje się obrazem, a obraz – wspomnieniem.
Można mówić o „sezonie” Stokłosy bez cienia przesady. Zastanawiając się, z czego wynika popularność artysty, można dojść do wniosku, że to malarstwo idealnie trafia w aktualną potrzebę i wrażliwość, zmęczoną nadmiarem opowieści, ostrością komunikatów, presją jasnych tez i jaskrawych kolorów. Jego obrazy proponują coś odwrotnego: pauzę, zawieszenie, miękki fokus. Uczą patrzenia na historię nie przez pryzmat wydarzeń, lecz przez atmosferę. To może się podobać, a nawet – biorąc pod uwagę popularność wśród kolekcjonerów i instytucji wystawiających sztukę – podoba się zdecydowanie. A że to artysta, który w portfolio ma już wystawy w dwóch zamkach królewskich, to jego popularność (i co za tym idzie ceny) jeszcze wzrosną.
Główne wnioski
- Sztuka współczesna w zabytkowych wnętrzach to dla instytucji szansa na przyciągnięcie nowych odbiorców. A dla wystaw i kolekcji to odświeżający powiew, pozwalający spojrzeć na sztukę dawną z nieco innej, aktualnej perspektywy. Przy okazji można się przekonać, jak dużą inspiracją dla dzisiejszych twórców jest „dawność”, jak powracają niektóre motywy artystyczne. I to właśnie dlatego takie miejsca jak madrycki Palacio de Liria czy wenecka Villa Borghese, podobnie jak Zamek Królewski w Warszawie, stawiają na pokazywanie sztuki współczesnej.
- W wypadku Zamku Królewskiego w Warszawie zabieg jest prosty. Malarstwo Stokłosy zostało tu wprowadzone niczym wirus. Często na pierwszy rzut oka wręcz niewidoczny. Łatwo przegapić, że to dzieła współczesne.
- To malarstwo idealnie trafia w aktualną potrzebę i wrażliwość, zmęczoną nadmiarem opowieści, ostrością komunikatów, presją jasnych tez i jaskrawych kolorów. Jego obrazy proponują coś odwrotnego, pauzę, zawieszenie, miękki fokus. Popularność stosującego tzw. fumato Łukasza Stokłosy oznacza, że ceny jego dzieł jeszcze wzrosną.