Projekt ustawy sieciowej wywołał burzę w branży OZE. Inwestorzy mówią o walce ze spekulacją kosztem uczciwych firm
Przyjęty przez rząd projekt tzw. ustawy sieciowej ma na celu wyeliminowanie z rynku spekulantów, którzy otrzymali warunki przyłączenia do sieci farm wiatrowych lub słonecznych, ale nie realizują inwestycji. Pozwoli to odblokować dostęp do sieci dla nowych projektów. Branża energetyczna alarmuje jednak, że nowe przepisy uderzą w mniejszych inwestorów. Batalia trwa także w rządzie, bo niektórym rozwiązaniom sprzeciwia się resort klimatu.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jak rząd chce odblokować dostęp do sieci dla inwestycji w OZE.
- Jakie uwagi do projektu ustawy sieciowej zgłosił resort klimatu.
- Dlaczego proponowane przepisy wywołały kontrowersje w branży.
Odblokowanie dostępu do sieci energetycznych dla nowych inwestycji w odnawialne źródła energii to jeden z kluczowych czynników, który pozwoli na dalszą transformację polskiej energetyki. Sprawa dotyczy głównie elektrowni fotowoltaicznych. Boom na tego typu instalacje spowodował, że inwestorzy zaczęli masowo rezerwować miejsca na zielone elektrownie w systemie, ubiegając się u operatorów sieci o warunki przyłączenia do linii energetycznych. Jednak w praktyce wiele firm nie realizuje swoich projektów. Niektóre z powodów finansowych, inne od początku nie chciały budować farm, a jedynie odsprzedać projekty innym inwestorom. Są też firmy, które starają się o warunki przyłączenia dla jednego projektu w kilku miejscach, by później wybrać najlepszą opcję.
Problem narastał przez lata i dziś mamy patową sytuację. Polskie Sieci Elektroenergetyczne informują, że na podstawie wydanych warunków przyłączenia do 2030 r. powstać powinny instalacje OZE o łącznej mocy prawie 60 GW. To niemal dwa razy więcej, niż wynosi aktualna moc elektrowni wiatrowych i słonecznych w Polsce. Oczywiste, że tyle instalacji nie powstanie. Sprawia to jednak, że w sieci nie ma miejsca na projekty, które inwestorzy faktycznie chcą realizować. Tylko w 2024 r. spółki energetyczne zgłosiły aż 7,8 tys. odmów wydania warunków przyłączenia do sieci instalacji o łącznej mocy 73,5 GW.
Rząd postanowił rozwiązać problem przez regulacje prawne, które wyeliminują z rynku spekulantów. Proponowane przepisy oprotestowali jednak mniejsi inwestorzy OZE i resort klimatu.
Opłaty pójdą w górę
W środę 7 stycznia Rada Ministrów przyjęła opracowany przez Ministerstwo Energii projekt ustawy, która ma m.in. uporać się z projektami widmo w energetyce.
– Usprawniamy proces przyłączania do sieci, który ma kluczowe znaczenie dla transformacji energetycznej. Projekt ustawy ma wprowadzić jasne i przewidywalne zasady oraz ograniczyć nadmierne formalności – zarówno dla inwestorów, jak i odbiorców końcowych. Reforma odpowiada na postulaty branży energetycznej zgłaszane od lat: skraca czas przyłączeń, porządkuje planowanie rozwoju sieci i pozwala na optymalizację kosztów oraz nakładów inwestycyjnych. Celem nowych przepisów jest odblokowanie niewykorzystywanych warunków przyłączenia i pełniejsze wykorzystanie istniejącej infrastruktury energetycznej – zapewnia Miłosz Motyka, minister energii.
Kluczowa zmiana dotyczy opłat za przyłączenie do sieci. Projekt zwiększa kwotę zaliczki na poczet opłaty za przyłączenie z 30 zł na 60 zł za każdy kilowat mocy. Co ciekawe, obowiązek ten będzie dotyczył także tych firm, które już otrzymały warunki przyłączenia i wniosły opłatę w wysokości 30 zł/kW albo były dotychczas zwolnione z tego obowiązku. Projekt wprowadza też bezzwrotną opłatę za rozpatrzenie wniosku o określenie warunków przyłączenia w wysokości 1 zł za każdy kilowat. Ponadto inwestor, który otrzyma warunki przyłączenia, będzie musiał złożyć odpowiednie zabezpieczenie finansowe na poczet realizacji inwestycji.
Resort energii wyszedł z założenia, że wyeliminuje to spekulantów, czyli firmy, których nie stać na realizację projektów. Takie rozwiązanie popierają też eksperci z PSE. Ich zdaniem tylko w ten sposób można rozprawić się z projektami, których inwestorzy od lat nie realizują. Inwestorzy, którzy nie mają w planach budowy zgłoszonej farmy fotowoltaicznej, po prostu zrezygnują z dodatkowych opłat, a przyznane im warunki przyłączenia wygasną.
Nadmierne obciążenie?
Krytycznie do wzrostu opłat odniosła się szefowa klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska.
„Ponownie wskazuję na zarzuty formułowane przez wytwórców energii dotyczące znacznego zwiększenia obciążeń finansowych, związanych zarówno ze znaczącym podwyższeniem dotychczasowych opłat, jak i dodaniem nowych obciążeń finansowych, które mają być stosowane również w odniesieniu do spraw rozstrzygniętych lub wciąż procedowanych” – napisała Paulina Hennig-Kloska w uwagach do projektu tuż przed przyjęciem go przez Radę Ministrów.
Ministerstwo Energii w ostatniej chwili przyjęło część propozycji resortu klimatu. W określonych przypadkach inwestorzy ubiegający się o przyłączenie do sieci uiszczają zabezpieczenie w wysokości połowy kwoty określonej w projektowanej ustawie.
Prawo zadziała wstecz
Sprzeciw wobec ustawy sieciowej zgłosiły: Polska Izba Gospodarcza Energetyki Odnawialnej i Rozproszonej (PIGEOR) oraz Polskie Stowarzyszenie Fotowoltaiki i Magazynów Energii (PSFiME). Organizacje napisały do premiera list, w którym proszą o pilne zajęcie się sprawą. Branża szacuje, że nowe obciążenia finansowe już na wczesnym etapie inwestycji mogą sięgnąć blisko 20 mln zł za projekt. Inwestorzy ostrzegają, że rodzi to poważne ryzyko dla przedsiębiorców związane z możliwością utraty zamrożonego na kilka lat kapitału z przyczyn niezależnych od nich, np. braku akceptacji społecznej dla inwestycji albo wprowadzonych później ograniczeń dla lokalizacji instalacji OZE.
„Projektowane przepisy zmieniają zasady gry w trakcie jej trwania. Nowe, wysokie opłaty i zabezpieczenia finansowe mają objąć również inwestycje, które już uzyskały warunki przyłączenia lub podpisały umowy z operatorami sieci. Oznacza to w praktyce działanie prawa wstecz i podważenie zaufania do państwa” – piszą organizacje branżowe.
Ich zdaniem regulacje uderzą przede wszystkim w małe i średnie firmy, które często dysponują ograniczonymi zasobami finansowymi. Z kolei skorzystają na tym duże koncerny energetyczne i zagraniczne firmy, które szukają szans rozwojowych w Polsce. Wyższe ryzyko oznaczać może natomiast droższy prąd dla konsumentów.
„Rozumiemy potrzebę uporządkowania rynku i walki ze spekulacją. Jednak nie można tego robić kosztem uczciwych inwestorów, łamiąc podstawowe zasady państwa prawa i przerzucając ryzyko systemowe na obywateli” – alarmują wytwórcy energii.
Co jeszcze zmieni ustawa?
Projekt ustawy sieciowej przewiduje też wiele innych rozwiązań, które mają przyspieszyć zieloną transformację.
- Inwestorzy będą mogli korzystać z elastycznych umów przyłączeniowych, które pozwolą im na uruchomienie instalacji OZE w okresie przejściowym – zanim sieć zostanie w pełni rozbudowana.
- Każda umowa o przyłączenie instalacji do sieci będzie zawierała kamienie milowe, czyli określała etapy inwestycji, np. uzyskanie pozwolenia na budowę. Jeśli etapy nie będą realizowane w terminie, umowa wygaśnie. To wyeliminuje spekulacje i pozwoli sprawnie planować przyłączenia.
- Przyłącze energetyczne będzie mogło być współdzielone nie tylko przez instalacje OZE, ale też przez magazyny energii i inne instalacje. Dzięki temu obecna infrastruktura sieciowa będzie wykorzystywana w sposób bardziej efektywny, bez konieczności kosztownej rozbudowy.
- Ograniczono liczbę wymaganych dokumentów przy staraniu się o przyłączenie do sieci, skrócono ważność warunków przyłączenia z dwóch lat do jednego roku oraz uregulowano status wydanych wcześniej warunków, aby uniknąć niejasności prawnych.
- Wprowadzono dodatkowe ułatwienia dla biogazowni i OZE. Instalacje stabilizujące sieć otrzymają gwarancję mocy przyłączeniowej w określonych godzinach oraz preferencyjne ograniczenia w razie zagrożenia pracy sieci.
- Operatorzy sieci zostaną zobligowani do utworzenia scentralizowanych platform informatycznych, które ułatwią składanie wniosków o przyłączenie oraz monitorowanie ich statusu.
- Wprowadzony zostanie obowiązek instalacji inteligentnych liczników gazu w nowych budynkach oraz przy wymianie liczników – w sposób ekonomicznie uzasadniony i bez dodatkowych kosztów dla odbiorców.
Sejmowa batalia
Po przyjęciu projektu przez rząd trafi on pod obrady sejmu. To tam przeniesie się więc batalia o ostateczny kształt przepisów. Ministerstwo Energii oceniło prace nad regulacjami jako pilne. Termin pierwszego czytania projektu w sejmie nie jest jeszcze znany.
Główne wnioski
- Rząd przyjął projekt ustawy, który ma rozprawić się z projektami widmo w energetyce. Inwestorzy od lat blokują dostęp do sieci projektami, które uzyskały warunki przyłączenia, ale w praktyce nie są realizowane. Na przeszkodzie stoją najczęściej albo kłopoty z pozyskaniem finansowania, albo działania spekulacyjne – rezerwacja miejsca w sieci po to, by sprzedać projekt innemu inwestorowi.
- Rząd chce rozwiązać ten problem przez podniesienie opłat za przyłączenie instalacji OZE do sieci i wprowadzenie dodatkowych zabezpieczeń finansowych. Nowe opłaty mają dotyczyć też projektów, które już uzyskały warunki przyłączenia do sieci. To pomysł Ministerstwa Energii, ale sprzeciwia się temu Ministerstwo Klimatu i Środowiska.
- Swój sprzeciw wyrażają także wytwórcy energii. Ich zdaniem przepisy uderzą przede wszystkim w małe i średnie firmy, których nie będzie stać na dodatkowe opłaty. Alarmują też, że prawo zadziała wstecz, co ich zdaniem podważy zaufanie inwestorów do państwa.

