Pożegnaliśmy legendarne San Siro. Stadion jest w rozsypce, podobnie jak finanse włoskiego futbolu
Kibice z całego świata przybywają do Mediolanu, by oddać hołd San Siro przed jego planowanym wyburzeniem. Wizyta na legendarnym stadionie jest nie lada przeżyciem, choć niekoniecznie pozytywnym. Mimo sportowych emocji i historycznych walorów obiektu, trudno nie dostrzec jego kolosalnych wad. Symbolicznie oddaje obecną kondycję finansową włoskiego futbolu. Dawnej świetności, która próbuje nadrobić stracone lata. Wyburzenie San Siro będzie krokiem w tym kierunku.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Dlaczego San Siro jest symbolem kryzysu infrastrukturalnego i finansowego włoskiego futbolu.
- Jak warunki bezpieczeństwa i organizacji meczów wpływają na doświadczenie kibiców AC Milan i Interu Mediolan.
- Z jakich powodów włoskie kluby coraz bardziej odstają finansowo od konkurencji.
Jako dziennikarz sportowy i kibic co tydzień dostarczam Wam najświeższe wiadomości ze świata brytyjskiej piłki nożnej. Polecam pozostałe teksty z serii Wyspa futbolu.
Kluby Inter Mediolan i AC Milan za 197 mln euro odkupiły San Siro od władz miasta. Na przestrzeni kilku kolejnych lat zamierzają zburzyć stadion i przenieść się na nowy obiekt, który zostanie wybudowany tuż obok. Kibice z całego świata zaczęli więc przybywać do Lombardii, by oddać hołd blisko 100-letniemu obiektowi.
San Siro jest symbolem włoskiego futbolu – jego historii, ale też opłakanej aktualnej kondycji. Jak legendarny stadion został uznany przez UEFA za niezdolny do organizacji meczu na Euro 2032, tak kibice oraz partnerzy Serie A sygnalizują coraz większe rozczarowanie ligą. Dzieli ją coraz większa przepaść w porównaniu z głównymi konkurentami, takimi jak angielska Premier League.
Dojazd na San Siro i chaos komunikacyjny w Mediolanie
Większość kibiców na San Siro dojeżdża metrem, a konkretnie linią M5, operowaną przez wyjątkowo krótkie pociągi, nawet jak na włoskie standardy. Na stacji Milano Centrale, półtorej godziny przed meczem, czekałem około dwudziestu minut, by w ogóle wcisnąć się do któregoś z nadjeżdżających co 180 sekund pociągów. Nie jestem groźnym zabijaką, ale też nie należę do słabeuszy. Myślę, że szybciej na miejsce w wagonie po prostu nie dało się załapać.
Długie oczekiwanie na transport, jazda z innymi kibicami w ścisku, ciągłe spoglądanie na zegarek – to część życia kibica. Dało się to wszystko zorganizować lepiej, ale nie o to chodzi. Stanie w kolejce pod stadionem, by zeskanować bilet, w chmarze ludzi bez pardonu palących grube papierosy, ma swój klimat. To klasyczny, piękny włoski chaos. Po to przecież jeździ się po świecie, by doświadczyć innych kultur, również kibicowania sportowcom.
Wszystko jednak ma swoje granice. Myślę, że nie jestem przewrażliwiony – szczególnie na meczach. Jednak pewne aspekty kibicowskiego doświadczenia na San Siro dość szybko zaczęły mnie niepokoić. Jeżeli chodzi o kwestie bezpieczeństwa, zaczęło się standardowo – od zdjęcia korków z wnoszonych na stadion butelek. Skrupulatne respektowanie tego dość rygorystycznego prawa zasygnalizowało mi, że podobnie będzie dalej. Byłem w błędzie.
Bezpieczeństwo i infrastruktura trybun na San Siro
By wejść na legendarną trybunę Curva Sud, musiałem udać się na legendarną serpentynę, czyli zapętloną ścieżkę stopniowo prowadzącą do góry. Była jedynym sposobem, by dojść do mojego miejsca. Ma raptem trzy metry szerokości, a w razie ewakuacji musiałoby skorzystać z niej raptownie około 10 tys. osób. Cóż, dziś zbudowano by to inaczej – nie tylko ścieżkę, ale całą trybunę, bo po wejściu na nią wcale nie było lepiej.
Dziś pod trybunami buduje się korytarze, po których kibice mogą się swobodnie przechadzać, pójść po napój czy skorzystać z toalety. Na San Siro zapętlona ścieżka kończy się wejściem w sam środek trybuny, z którego szerokim na raptem metr przejściem w lewą i prawą stronę można się udać na miejsce. Na dwóch krańcach trybun, z wejściem obok najwyżej położonego rzędu, znajdują się wieże z toaletami i sklepikami.
Droga ze środka trybuny do toalety trwa co najmniej 5 minut, a tam Armagedon. Na jedną trybunę przypadają dwie toalety – po osiem sedesów każda. By jednak znaleźć się przy sedesie, który oczywiście jest bez deski i papieru, trzeba brodzić w wodzie zakrywającej podeszwę buta. Toalety są oczywiście koedukacyjne, więc panie po prostu z nich nie korzystają, widząc panów sikających z metra przy otwartych drzwiach. Idą do sklepiku metr obok i zamawiają moczopędne piwko dla partnera, by miał jeszcze okazję z toalety skorzystać.

Kibicowanie na San Siro: klimat kontra bezpieczeństwo
Podczas samego meczu, już siedząc na krzesełku, można naprawdę rozkoszować się dobrym futbolem i śpiewami najbardziej zagorzałych kibiców zarówno AC Milanu, jak i Inter Mediolanu – w zależności od tego, kto gra danego dnia. To oczywiście, jeśli ktoś będzie w stanie zignorować inne kwestie, robiące „klimat” widowiska. Jestem w stanie przyznać, że niektóre zwyczaje – rzucanie przed siebie kubkami po piwie przy golu gospodarzy – można uznać za ciekawe. Inne są po prostu niebezpieczne.
Na wąskich już i tak schodach między sektorami trybuny kibice na San Siro lubią siadać. Przez to też rzadko z nich korzystają do chodzenia. Raczej lubują się we wspinaczce po barierkach oddzielających rzędy trybuny. Gdy już zasiądą, to odpalają papieroska lub jointa. To drugie jest zakazane w całych Włoszech, a to pierwsze – na trybunie. Zauważę jednak, że zapalniczkę już można wnieść na stadion. Jakbym wiedział, to zapalniczką zatkałbym szyjkę od mojej pozbawionej korka butelki.
Całą drugą połowę meczu, na którym byłem, grupka osób z najwyższego rzędu trybuny zrzucała w dół samoloty zrobione z papieru. Kto dostał ostrym końcem jednego z nich w tył głowy, ten zwykle… rzucał go dalej w dół. Pojawiły się głosy protestu, ale nie było ich wiele. Podobnie jak wtedy, gdy niektórzy kibice zaczęli odbijać piłkę plażową. Tak – to wszystko w 90 minut i pod czujnym okiem ochrony.
Frekwencja w Serie A i problem przestarzałych stadionów
Mecze futbolowe muszą być klimatyczne, ale nie do tego stopnia, że traktuje się je jako wydarzenia dla koneserów. Sportowy klimat musi być przyjemny dla możliwie dużej grupy osób, jeżeli bilety mają się masowo sprzedawać. A we Włoszech z tym jest coraz większy problem.
Średnia frekwencja na meczach włoskiej Serie A to 81 proc. – najmniej od lat – podaje BBC. Dla porównania, w angielskiej Premier League wyprzedaje się średnio 99 proc. biletów. Na pewno dużą rolę odgrywają tu właśnie stadiony i organizacja meczów, które się na nich odbywają. Jak wynika z danych PwC, na przestrzeni ostatniej dekady we Włoszech wykonano… zaledwie dziewięć budów lub renowacji stadionów. Dla porównania – 24 w Anglii, 19 w Niemczech i 15 w Hiszpanii.
Jeżeli gdzieś należy dać impuls do zmian na lepsze, to właśnie w Mediolan – nie tylko stolicy mody, ale także finansowym zagłębiu Włoch. Nowy stadion ma przyciągnąć nową grupę kibiców w „białych kołnierzykach” i być dostosowany również do ich potrzeb. Jednocześnie, jak przekonuje Paolo Scaroni, członek zarządu AC Milan, obiekt stanie się miejscem organizacji licznych koncertów i imprez, dzięki czemu będzie zarabiał na siebie 365 dni w roku. Oficjalny projekt budowy ma się pojawić w połowie 2026 r.
Kryzys finansowy włoskiej piłki i przewaga Premier League
Zarobki z pozasportowych eventów na stadionie to dla klubów piłkarskich istotny przychód nominalny, ale stosunkowo niewielki w pełnym bilansie przychodów i kosztów. Dlatego trzeba pamiętać, że chociaż nowy stadion pomoże klubom z Mediolanu ustabilizować długoterminową sytuację finansową i może stać się impulsem do odbudowy włoskiej piłki, to problemy są znacznie głębiej zakorzenione.
Stopniowy upadek potęgi największych włoskich klubów zaczął się na początku XXI w., wraz z pogorszeniem się sytuacji gospodarczej i politycznej we Włoszech. W ostatnim ćwierćwieczu kraj miał dwunastu premierów, a AC Milan i Inter Mediolan wielokrotnie zmieniali właścicieli, od włoskich, przez chińskich, po amerykańskich, których mają obecnie.
Lata marazmu – małych inwestycji w skład, infrastrukturę i marketing – odcisnęły swoje piętno. Niesamowicie znamienne jest to, że AC Milan i Inter Mediolan, wielokrotni zwycięzcy Ligi Mistrzów, od początku 2020 r. wydali na transfery mniej niż… Wolverhampton Wanderers czy Brighton and Hove Albion. W tym okresie aż dwanaście angielskich klubów wydało na zawodników więcej niż włoscy giganci.
To głównie efekt mniejszych pieniędzy od sponsorów, słabszych wpływów z biletów, ale przede wszystkim… znacznie niższych przychodów ze sprzedaży praw telewizyjnych. W 2024 r. kluby z Premier League przygarnęły średnio 142 mln funtów z tego tytułu. Dla porównania, kluby z Serie A prawie 100 mln funtów mniej – dokładnie 48 mln funtów.
Dużo jest do zrobienia. Mamma mia…
Główne wnioski
- San Siro, mimo legendarnego statusu, nie spełnia współczesnych standardów bezpieczeństwa i komfortu. Jego wyburzenie jest raczej koniecznością niż wyborem, mimo sentymentów.
- Problemy frekwencyjne Serie A wynikają nie tylko z poziomu sportowego, ale także z przestarzałej infrastruktury stadionowej. Nowoczesne obiekty są dziś kluczowym elementem rywalizacji lig.
- Nowy stadion w Mediolanie może poprawić sytuację finansową lokalnych klubów, ale nie rozwiąże systemowych problemów włoskiej piłki. Bez reform w zarządzaniu i podziale przychodów dystans do konkurencji pozostanie istotny.

