Słowacja staje się europejskim „pasem rdzy”
Żaden kraj na świecie nie może się równać ze Słowacją pod względem produkcji samochodów per capita. To z jednej strony błogosławieństwo, z drugiej – strukturalne obciążenie. Ten drugi aspekt coraz wyraźniej daje się Słowakom we znaki. Prognozy rozwoju sektora motoryzacyjnego są systematycznie korygowane w dół. Branża ostrzega, że jeśli nie zmieni się polityka gospodarcza państwa, Bratysława może podzielić los Detroit, a Słowacja stać się europejskim „pasem rdzy”.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Ile aut zjechało w zeszłym roku z taśm produkcyjnych słowackich fabryk motoryzacyjnych.
- Dlaczego produkcja samochodów u naszego południowego sąsiada okazała się niższa, niż jeszcze niedawno prognozowano.
- Co postulują przedstawiciele branży motoryzacyjnej, aby uchronić słowacki przemysł samochodowy przed scenariuszem amerykańskiego „pasa rdzy”.
Z taśm produkcyjnych słowackich fabryk motoryzacyjnych zjechało w zeszłym roku 1,07 mln aut. To wprawdzie o prawie 8 proc. więcej niż rok wcześniej, ale wyraźnie mniej, niż oczekiwała branża. Wiosną 2025 r. Zväz automobilového priemyslu SR (ZAP) prognozował, że cały 2025 r. zakończy się wynikiem 1,15 mln samochodów. Byłby to najlepszy rezultat w dziejach słowackiej motoryzacji – o ponad 40 tys. sztuk wyższy od dotychczasowego rekordu z 2019 r.
Dziś coraz trudniej zakładać, że tamten rekord zostanie pobity w przewidywalnej przyszłości. Jeszcze rok temu ZAP szacował, że w latach 2026-2027 produkcja będzie sięgać ok. 1,115 mln sztuk rocznie. W 2028 r. – w związku z planowanym uruchomieniem nowej fabryki samochodów Volvo w okolicach Koszyc – miała wzrosnąć do 1,12-1,27 mln aut. Warto przypomnieć, że prognozy z pierwszej dekady tego wieku były jeszcze bardziej optymistyczne: zakładały, że w 2028 r. słowacka produkcja sięgnie nawet ok. 1,47 mln samochodów. Dziś te założenia można uznać za nieaktualne.
Prognozy w dół
ZAP skorygował właśnie swoje ostatnie przewidywania. „Prognozujemy, że w 2026 r. będziemy mieli nieco niższą produkcję niż w tym r., pomimo że latem ruszyć ma fabryka Volvo” – mówi Alexander Matušek, przewodniczący ZAP. W kolejnych latach, m.in. dzięki tej inwestycji, produkcja nieco wzrośnie, ale pozostanie na poziomie zbliżonym do tego z 2025 r.
To spory paradoks. „Pięć słowackich fabryk motoryzacyjnych będzie produkować mniej samochodów niż przed pandemią COVID-19, gdy w kraju były tylko trzy fabryki” – pisze „Denník N”. Chodzi o 2018 r., gdy produkcja sięgnęła 1,08 mln aut. Na Słowacji funkcjonowały wówczas zakłady w Bratysławie (Volkswagen), Trnawie (Stellantis) oraz Żylinie (Kia). Dopiero w kolejnym roku ruszyła fabryka w Nitrze (Jaguar Land Rover), a łączny wynik produkcji skoczył do 1,11 mln sztuk.
Żylina niczym Buffalo
„Denník N” idzie w swoich wnioskach jeszcze dalej. Twierdzi, że Słowację może spotkać los upadłego Detroit, niegdyś głównego ośrodka przemysłu motoryzacyjnego w USA, a ryzyko przekształcenia się kraju w europejski „pas rdzy” rośnie.
„Pasem rdzy” (Rust Belt) określa się region na południe od Wielkich Jezior, który przez dekady był sercem amerykańskiego przemysłu ciężkiego, w tym samochodowego. Najbardziej znane ośrodki to Detroit, Cleveland czy Buffalo. Na przełomie lat 70-80. XX w. sektor ten wpadł jednak w długotrwały kryzys. Zapaść – zarówno gospodarcza, jak i społeczna – trwa do dziś. Podobnego scenariusza obawiają się teraz także Słowacy.
„Proces powolnego wymierania naszego przemysłu motoryzacyjnego właśnie się rozpoczął i można go odwrócić jedynie wtedy, jeśli zmieni się polityka gospodarcza państwa” – uważa Alexander Matušek.
Branża apeluje do rządu
Przypomnijmy, że światowe koncerny motoryzacyjne lokowały swoje zakłady u naszego południowego sąsiada, ponieważ produkcja była tam konkurencyjna kosztowo. „Dziś Słowacja pod tym względem zostaje w tyle za międzynarodową konkurencją” – podkreśla szef branżowej organizacji.
Jednym z kluczowych czynników pogarszającej się sytuacji jest obecna polityka gospodarcza rządu. Dlatego ZAP apeluje o jej korektę. Organizacja przekonuje, że bez obniżenia podatków i opłat nie uda się zwiększyć konkurencyjności cenowej słowackiej branży motoryzacyjnej, a tym samym zatrzymać obecnego trendu spadkowego. Oprócz tego ZAP chce rozmawiać z władzami na temat celów klimatycznych oraz zatrzymania w kraju wykwalifikowanych pracowników. Zdaniem Alexandra Matuška to właśnie drenaż mózgów staje się coraz poważniejszym problemem słowackiego przemysłu, w tym sektora motoryzacyjnego.
„Na razie wciąż jesteśmy w korzystnej sytuacji, ponieważ wytwarza się u nas modele, które weszły do produkcji dwa lub trzy lata temu. Dlatego klienci są nimi zainteresowani” – ocenia Alexander Matušek. Zastrzega jednak, że ten bufor nie będzie działał wiecznie.
Główne wnioski
- Produkcja samochodów na Słowacji jest niższa, niż prognozowano. W 2025 r. wyprodukowano tam 1,07 mln aut, wobec oczekiwanych 1,15 mln. Prognozy na 2026 r. wskazują na dalszy spadek skali produkcji, a branża zakłada stagnację także w kolejnych latach. Sytuacji nie poprawi nawet uruchomienie nowej inwestycji – fabryki Volvo w okolicach Koszyc.
- Słowacja stoi przed ryzykiem strukturalnym. Branża ostrzega, że krajowy przemysł motoryzacyjny może wejść na ścieżkę degradacji podobną do losów Detroit w USA. W efekcie nasz południowy sąsiad mógłby stać się europejskim „pasem rdzy”, a ryzyko realizacji takiego scenariusza jest dziś wyższe niż jeszcze rok temu.
- Kluczowe znaczenie ma polityka gospodarcza państwa. Dalsza konkurencyjność słowackiej motoryzacji zależy od reform podatkowych, stabilnych ram regulacyjnych, podejścia do realizacji celów klimatycznych oraz skutecznych działań na rzecz zatrzymania wykwalifikowanych pracowników. Brak decyzji w tych obszarach oznacza utratę przewagi kosztowej i innowacyjnej.