Blue Monday. Psychologiczne zjawisko czy marketingowy trik?
W nowym roku wielu z nas pokłada – właściwie nie wiadomo, dlaczego – wielkie nadzieje. Jednak gdy już w nim osiądziemy, gdy opadnie pierwszy zapał związany z postanowieniami, co roku w trzeci poniedziałek stycznia wraca termin Blue Monday. Angielski zwrot „feel blue” oznacza złe samopoczucie. To rzekomo najbardziej depresyjny dzień w roku. Czy są naukowe podstawy, żeby w to wierzyć, czy to raczej zjawisko działające na zasadzie samospełniającej się przepowiedni?
Z tego artykułu dowiesz się…
- Czym jest Blue Monday - to termin naukowy czy marketingowy.
- Czy warto wierzyć, że najbardziej depresyjny dzień w roku istnieje.
- Jakie są możliwości wsparcia własnej kondycji psychicznej i fizycznej w trudnych momentach roku.
Styczeń bardzo często zaczyna się od dużych oczekiwań. Nowy rok kojarzy się z nowym początkiem, świeżą energią, planami i postanowieniami. Chcemy zmieniać nawyki, lepiej o siebie dbać, więcej się ruszać, chodzić na siłownię, zdrowiej jeść. Problem polega na tym, że ta energia potrafi bardzo szybko opaść.
– Zanim miesiąc się skończy, pojawia się myśl: „znowu mi nie wyszło”. I wtedy łatwo wpaść w poczucie frustracji, zniechęcenia i winy wobec samego siebie. W takich momentach często pojawia się też pojęcie Blue Monday. Warto jednak powiedzieć to jasno, ten termin nie ma potwierdzenia naukowego. Dlatego dobrze zachować ostrożność w jego używaniu i w tłumaczeniu nim swojej kondycji fizycznej i psychicznej. Pytanie, które naprawdę warto sobie zadać, brzmi: czy taka etykieta nam pomaga, czy raczej nam szkodzi? – mówi dr Marcin Capiga, trener biznesu, autor podcastu Maska Męskości.
Blue Monday fakt czy fikcja?
Z perspektywy psychologicznej odpowiedź nie jest jednoznaczna.
– Z jednej strony może uruchamiać się mechanizm samospełniającej się przepowiedni. Jeśli jestem przekonany, że dany dzień czy okres jest „z definicji” gorszy, to zaczynam uważniej obserwować swoje ciało i emocje. Częściej zauważam zmęczenie, smutek czy rozdrażnienie. W efekcie rzeczywiście mogę poczuć się gorzej. Nie dlatego, że tak „musi być”, ale dlatego, że moja psychika wpływa na sposób, w jaki odbieram rzeczywistość. Wiemy przecież, że psychosomatyczne reakcje są realne. Psychika potrafi wpływać na ciało i kondycję fizyczną, a badania potwierdzają, że możemy nieświadomie wywoływać u siebie pewne objawy. Czasem wystarczy informacja, na przykład wiadomość o tym, że „wszyscy chorują na grypę”, żeby nagle zacząć odczuwać ból gardła czy osłabienie. Organizm reaguje na napięcie i przekonania, nawet jeśli obiektywnie nic złego się nie dzieje – wyjaśnia Marcin Capiga.
Samospełniająca się przepowiednia, jak dodaje ekspert, polega na tym, że poprzez własne zachowania nieświadomie doprowadzamy do sytuacji, której się spodziewaliśmy.
– Na przykład menedżer, który uważa pracownika za leniwego, będzie każde jego działanie interpretował w ten sposób. Może też dawać mu mniej ambitne zadania albo zakładać z góry, że pracownik sobie nie poradzi. W efekcie rzeczywiście obniży jego motywację i zaangażowanie, co potwierdzi pierwotne przekonanie menedżera. Ten mechanizm działa jednak również w drugą stronę. Jeśli wierzymy, że ktoś jest zdolny i kompetentny, częściej w niego inwestujemy, poświęcamy mu uwagę i dajemy szansę na rozwój. W ten sposób możemy wywołać pozytywny efekt. Samospełniająca się przepowiednia nie musi więc prowadzić do negatywnych konsekwencji – mówi Marcin Capiga.
Dobrym przykładem jest nauczyciel, który uważa swoją klasę za wyjątkowo zdolną. Gdy uczniowie czegoś nie rozumieją, nie zakłada od razu ich niekompetencji, lecz zastanawia się, czy nie wytłumaczył materiału niewystarczająco jasno. Tłumaczy więc jeszcze raz, innym sposobem, i uczniowie faktycznie zaczynają rozumieć. W przypadku klasy, którą uważa za „słabą”, może nie mieć już tej samej motywacji do inwestowania czasu i energii, przez co sam przyczynia się do gorszych wyników.
– Wszystko to pokazuje, jak ogromny wpływ mają nasze przekonania, zarówno na zdrowie, jak i na relacje, edukację czy pracę. I właśnie te mechanizmy, łączące psychikę z realnymi efektami w świecie, są czymś, o czym naprawdę warto mówić. Dlatego tak ważne jest, by nie nakręcać się dodatkowo narracją, która z góry zakłada gorszą kondycję psychiczną i fizyczną. Jednocześnie nie oznacza to, że mamy ignorować to, jak się czujemy. Wręcz przeciwnie, każdy moment jest dobry, żeby rozmawiać o naszym zdrowiu, zdrowiu psychicznym, szczególnie zimą - dodaje Marcin Capiga.
Przypomina, że badania potwierdzają inne funkcjonowanie w tym okresie. Mamy mniej światła słonecznego, często mniej się ruszamy, więcej czasu spędzamy w zamkniętych pomieszczeniach. Nasza dieta bywa uboższa w świeże warzywa i owoce, a codzienny rytm sprzyja zmęczeniu.
– To wszystko realnie wpływa na nasz dobrostan i nie jest żadną wymówką, to po prostu fakt. Pytanie brzmi więc nie: „na co to zrzucić?”, ale: „jak mogę na to odpowiedzieć?”. Czy chcę powiedzieć sobie: „jest Blue Monday, więc nic ode mnie nie wymagaj”, czy raczej: „jest zima, jest ciemno i chłodno, więc może potrzebuję więcej snu, więcej odpoczynku, może warto zadbać o witaminę D albo trochę zwolnić tempo” – uważa Marcin Capiga.
To nie jest przyzwolenie na rezygnację, tylko na łagodność wobec siebie. Na zauważenie, że warunki są trudniejsze, i że w takim czasie możemy potrzebować innych strategii niż latem.
– Zima rzeczywiście jest okresem, w którym częściej chorujemy i mamy mniej energii, i to nie podlega dyskusji. Ale zamiast traktować to jak wyrok, można potraktować to jak sygnał, by zadbać o siebie trochę uważniej. Nie chodzi o to, żeby nic nie robić. Chodzi o to, żeby robić to, co możliwe, adekwatnie do okoliczności. Czasem będzie to wcześniejsze pójście spać, czasem ograniczenie oczekiwań wobec siebie, a czasem po prostu danie sobie prawa do gorszego dnia bez oceniania się i bez poczucia porażki – podpowiada Marcin Capiga.
Zdaniem eksperta
Sprowadzanie kondycji zdrowia psychicznego do jednej daty może być szkodliwe
Po okresie Świat i przygotowań do Sylwestra a potem noworocznego zrywu, wiele osób może doświadczać spadku energii, zmęczenia, trudności finansowych. Poza tym wciąż doskwiera mniejsza ilości światła dziennego, której nie rozświetlają już świąteczne iluminacje. Jest to realne doświadczenie, którego według mnie nie da się jednak zamknąć w jednej dacie.
Warto też zwrócić uwagę, że sprowadzanie kondycji zdrowia psychicznego do jednej daty może być szkodliwe. Depresja nie pojawia się z dnia na dzień, ale jeśli dla kogoś Blue Monday będzie przyczynkiem do tego, żeby sięgnąć po pomoc ,to warto i takiej formy wpływu próbować.
Blue Monday jako rytuał
Blue Monday nie ma potwierdzenia w badaniach naukowych i nie funkcjonuje jako uznane zjawisko psychologiczne.
– Jednocześnie można postrzegać go jako interesujący przykład współczesnego rytuału społecznego. Od zawsze ludzkie wspólnoty tworzyły rytuały nie tylko po to, by radzić sobie
z trudnymi momentami, lecz także po to, by wspólnie przeżywać różne doświadczenia, zmiany, przejścia, napięcia, a również nadzieje, oczekiwania i momenty intensywności emocjonalnej. Dobrym kontrapunktem dla Blue Monday jest noc świętojańska, głęboko zakorzeniona w tradycji, osadzona w cykliczności pór roku i silnie powiązana z rytmem życia wspólnoty oraz jednostek. Łączy ona porządek natury z porządkiem społecznym i biograficznym: dojrzewaniem, relacjami, płodnością, zmianą statusu. Była momentem wspólnego przeżywania energii, bliskości i przejścia, osadzonym w konkretnym miejscu, czasie i lokalnej wspólnocie – wyjaśnia Katarzyna Konkel, socjolożka, prezeska Omnisense.
Według niej współcześnie globalizacja sprawia, że wiele zbiorowych przeżyć zostaje oderwanych od lokalności, natury i cielesnego współbycia. Przestrzenią wspólnotową coraz częściej stają się media społecznościowe. Jedną z dominujących form wspólnotowej aktywności jest konsumpcja
i uczestnictwo w globalnych narracjach.
– Nic więc dziwnego, że takie fenomeny jak Blue Monday łatwo redukować do wymiaru marketingowego i konsumpcyjnego. To właśnie w tych obszarach globalność ujawnia się najsilniej i najbardziej widocznie – uważa Katarzyna Konkel.
Jednocześnie, jej zdaniem, można dostrzec w tych mechanizmach coś znacznie bardziej uniwersalnego. Niezależnie od formy i kontekstu kulturowego, ludzie wciąż poszukują wspólnych ram znaczeniowych, które pozwalają im zsynchronizować indywidualne doświadczenia z doświadczeniem zbiorowym.
– Blue Monday, mimo swojego uproszczonego i medialnego charakteru, pełni funkcję symbolicznego momentu wspólnego przeżywania określonego stanu psychicznego związanego z porą roku, bilansem końca i początku oraz napięciem między oczekiwaniami a rzeczywistością. Dla mnie jest to bardzo ciekawe zjawisko, które obserwuję z dużym zainteresowaniem. Przede wszystkim jako przykład tego, w jaki sposób tradycyjne sposoby wspólnotowego przeżywania doświadczeń adaptują się do nowych, zglobalizowanych form życia społecznego. Zastanawiam się, jak ta narracja będzie się rozwijać oraz czy, podobnie jak dawne rytuały sezonowe, zacznie przyjmować bardziej zróżnicowane, być może także materialne i relacyjne formy, wykraczające poza samą sferę komunikacji i konsumpcji – dodaje Katarzyna Konkel.
Blue Monday - co to jest w ogóle?
Blue Monday to jeden z tych przypadków, które idealnie pokazują, jak marketing potrafi stworzyć coś, co z czasem zaczyna funkcjonować jak społeczna prawda.
– Geneza Blue Monday jest stricte marketingowa. Wiąże się z kampanią biura podróży Sky Travel, które potrzebowało impulsu sprzedażowego w środku zimy. I trzeba uczciwie powiedzieć, że to był dosyć sprytny i niekonwencjonalny ruch. Ale to, że coś powstało jako chwyt marketingowy, nie znaczy, że dziś nie działa, co doskonale pokazuje nam od ponad 100 lat czerwony Święty Mikołaj wymyślony przez Coca Colę. Blue Monday nie żyje dlatego, że ktoś wyliczył wzór na depresję, tylko dlatego, że bardzo dobrze trafia w nastroje społeczne. Styczeń jest dla wielu ludzi po prostu trudny. Po świętach wielu z nas mierzy się z emocjonalnym zjazdem. Do tego dochodzi: mało światła, zimno, zmęczenie, wydane pieniądze i niska motywacja. Marka Sky Travel tego nie wymyśliła, ona po prostu to nazwała i ubrała w prostą historię. A to jest jedna z podstawowych funkcji marketingu – mówi Marek Myślicki, wiceprezes Generation9.
Warto wiedzieć
Skąd się wziął Blue Monday
Blue Monday przypada na trzeci poniedziałek pierwszego miesiąca roku. W tym roku jest to 19 stycznia. Nazwa odnosi się do angielskiego zwrotu „feel blue”, oznaczającego bardzo złe samopoczucie. Określenie to wprowadził w 2005 r. brytyjski psycholog Cliff Arnall, który na podstawie własnych wyliczeń wskazał najbardziej depresyjny dzień w roku. Zdaniem psychologa jest to czas, kiedy zaczynamy wątpić w swoje noworoczne postanowienia, kończymy rozliczanie świątecznych wydatków, a dodatkowo odczuwamy dotkliwy brak słońca.
Blue Monday szybko zadomowił się w społeczeństwie i wiele osób uwierzyło w to zjawisko. W kontrze do teorii Cliffa Arnalla stanęli naukowcy, podważając założenia brytyjskiego psychologa. W odpowiedzi Cliff Arnall przyznał, że jego praca nie ma podłoża naukowego, a została stworzona na potrzeby reklamowe jednego z biur podróży, aby zachęcić do zakupu wycieczek na osłodę najbardziej depresyjnego dnia w roku.
Jak marki zarabiają na Blue Monday
Czy marki na tym zarabiają?
– Oczywiście, że tak. Blue Monday stał się wygodnym kontekstem komunikacyjnym, pretekstem do promocji kampanii contentu w social mediach, współprac influencerskich. Biura podróży, linie lotnicze, marki wellbeingowe, modowe, technologiczne, wszyscy mogą w tym dniu zaproponować jakieś rozwiązanie. Wyjazd, rabat, poprawę nastroju, drobną przyjemność. Klasyczny schemat: jest problem, jest emocja i jest produkt jako odpowiedź. Z perspektywy marketingowej i influencer marketingowej to wręcz podręcznikowy przykład real time marketingu, który z czasem stał się stałym punktem w kalendarzu – dodaje Marek Myślicki.
Co ciekawe, coraz więcej marek dziś gra inaczej: nie straszy Blue Monday, tylko go odczarowuje.
– Pojawiają się komunikaty, że każdy dzień może być dobry, że nie potrzebujesz powodu, żeby zadbać o siebie. I paradoksalnie nawet krytyka Blue Monday stała się kolejną formą jego wykorzystania. Ważna jest tu jedna rzecz, odpowiedzialność. Operowanie na emocjach związanych z obniżonym nastrojem czy zdrowiem psychicznym wymaga wyczucia. Najlepiej działają kampanie które nie udają diagnozy tylko proponują coś prostego i pozytywnego, mały rytuał, chwila dla siebie, uśmiech, oderwanie się od codzienności. Problem zaczyna się wtedy gdy marketing próbuje udawać naukę albo zapomina o empatii. Dobrze zrobiona komunikacja robi coś innego, daje ludziom symboliczny moment żeby powiedzieć sobie ok dziś zrobię coś miłego dla siebie. I z punktu widzenia marek dokładnie o to chodzi – zapewnia Marek Myślicki.
Główne wnioski
- Blue Monday to rzekomo najbardziej depresyjny dzień w roku, wypada każdego roku w trzeci poniedziałek stycznia. Blue Monday nie ma potwierdzenia w badaniach naukowych i nie funkcjonuje jako uznane zjawisko psychologiczne.
- Geneza Blue Monday jest stricte marketingowa i wiąże się z kampanią biura podróży Sky Travel, które potrzebowało impulsu sprzedażowego w środku zimy. Blue Monday to jeden z tych przypadków, który pokazuje jak marketing potrafi stworzyć coś, co z czasem zaczyna funkcjonować jak społeczna prawda
- Blue Monday został oparty na tzw. „wzorze”, który nigdy nie został zweryfikowany, opublikowany w rzetelnym czasopiśmie naukowym ani powtórzony w badaniach. Środowiska psychologiczne i psychiatryczne od lat podkreślają, że nie istnieje jeden, uniwersalny dzień, w którym wszystkim ludziom pogarsza się nastrój. To jednak nie znaczy, że styczeń bywa trudny.

