Kategoria artykułu: Polityka

Nowy rok, nowe wojny na prawicy. Kaczyński podgryza Brauna, ale to PiS traci, a KKP zyskuje

Jarosław Kaczyński, dostrzegając odpływ elektoratu, zaostrza kurs wobec środowiska Grzegorza Brauna i jednoznacznie wyklucza możliwość powyborczej koalicji. PiS szuka dla siebie nowej narracji, a skrajna prawica szykuje się do pierwszego kongresu. Równocześnie także partia Brauna popełnia błędy, które Prawo i Sprawiedliwość próbuje wykorzystać. Jaki jest więc realny układ sił między PiS a KKP na początku nowego roku politycznego?

Prezes PiS Jarosław Kaczyński
Prezes PiS Jarosław Kaczyński w ostatnich tygodniach krytykował Grzegorza Brauna i jego sojuszników. W najnowszych sondażach PiS notuje najniższe pomiary od lat, a partia Brauna - najwyższe. Fot. PAP/Rafał Guz

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Co skłoniło Jarosława Kaczyńskiego do radykalnej zmiany strategii i publicznego odcięcia się od środowiska Grzegorza Brauna.
  2. W jaki sposób PiS wykorzystuje kontrowersyjne wypowiedzi posła Romana Fritza – dotyczące płacy minimalnej i historii – do ataków na konkurencję.
  3. Ktozapowiedział udział w kongresie środowisk skupionych wokół Grzegorza Brauna.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Początek roku na polskiej scenie politycznej upływa w cieniu wydarzeń międzynarodowych, ale nie oznacza to zastoju na prawicy. Wręcz przeciwnie – tam dzieje się wyjątkowo dużo.

Atak Kaczyńskiego na Brauna

Już w pierwszych tygodniach stycznia widać, od czego w dużej mierze będzie zależeć przyszłość Prawa i Sprawiedliwości. I wbrew pozorom nie chodzi tu o kolejną odsłonę wojny z rządem Donalda Tuska – ta pozostaje stałym, niemal rytualnym elementem strategii PiS.

Partia Kaczyńskiego doskonale zdaje sobie sprawę, że nie ma dziś realnych szans na odbicie wyborców Koalicji Obywatelskiej. Jej prawdziwym problemem jest jednak coś innego: odpływ elektoratu na prawo, w stronę środowiska Grzegorza Brauna. To właśnie Konfederacja Korony Polskiej, najbardziej radykalny projekt w obecnym Sejmie, skutecznie przejęła część dotychczasowych wyborców PiS.

Zjawisko to było widoczne już w kampanii prezydenckiej, a po wyborze Karola Nawrockiego tylko się pogłębiło. W sondażach Prawo i Sprawiedliwość od dłuższego czasu nie potrafi wrócić powyżej psychologicznej granicy 30 proc., podczas gdy KKP konsekwentnie przekracza próg wyborczy i buduje własną tożsamość polityczną.

Jarosław Kaczyński dostrzegł to zagrożenie i postanowił działać. Publiczne wykluczenie powyborczego sojuszu z Braunem nie jest więc gestem ideowym, lecz elementem defensywnej strategii – próbą zatrzymania odpływu wyborców i jednoczesnego zarysowania ostrej granicy między „odpowiedzialną prawicą” a radykalnym marginesem.

– Jeżeli Polska chce utrzymać choćby elementarne podstawy swojego bezpieczeństwa, to nowy rząd nie może powstać z udziałem ani przy poparciu zwolenników pana Brauna – mówił Jarosław Kaczyński.

Warto jednak pamiętać słowa tego samego polityka sprzed dwóch dekad. Wówczas prezes PiS również zapewniał, że koalicji z Samoobroną nie będzie. Ostatecznie sejmowa arytmetyka okazała się silniejsza, a rząd powstał przy udziale Samoobrony oraz Ligi Polskich Rodzin Romana Giertycha. Historia pokazuje więc, że deklaracje Kaczyńskiego bywają elastyczne, gdy w grę wchodzi władza.

PiS traci, Braun zyskuje

Styczniowe sondaże nie pozostawiają wątpliwości co do kierunku zmian. Ze średniej badań wynika, że PiS może dziś liczyć na około 26,15 proc. poparcia. Ugrupowanie Grzegorza Brauna osiąga natomiast średnio 8,25 proc. To dla PiS najniższy wynik od wielu lat, a dla KKP – najwyższy w historii. Trend jest czytelny, a nic nie wskazuje, by obecne poziomy miały być odpowiednio dnem i sufitem dla obu formacji.

PiS ma wyraźny problem, którego nie rozwiązują wewnętrzne próby dyscyplinowania przekazu. Spory między frakcjami o kierunek partii są coraz bardziej widoczne, choć w ostatnich tygodniach prezes Kaczyński starał się je tonować, demonstrując jedność obozu. Pomogła w tym także sytuacja międzynarodowa – w sprawach geopolitycznych politycy PiS tradycyjnie mówią jednym głosem, co tymczasowo przykrywa wewnętrzne napięcia.

To jednak raczej odłożenie problemu niż jego rozwiązanie. Realna decyzja o kierunku, w jakim pójdzie partia przed wyborami w 2027 r., wciąż pozostaje przed nią. Tymczasem prezenty PiS przynoszą… polityczni rywale. W ostatnich dniach rolę nieoczekiwanego darczyńcy odegrał poseł KKP Roman Fritz.

Gospodarczy spór między ultraliberalnym KKP a prosocjalnym PiS

Jeden z trzech posłów koła Grzegorza Brauna udzielił wywiadu Radiu Wnet. Rozmowa szybko zaczęła żyć własnym życiem w mediach społecznościowych, ale tym razem nie z powodów światopoglądowych czy geopolitycznych. Roman Fritz zasugerował bowiem, że płaca minimalna w ogóle nie powinna istnieć.

To stwierdzenie okazało się dla PiS wyjątkowo wygodne. Partia, która od lat buduje swoją tożsamość na programach socjalnych i narracji o ochronie „zwykłych ludzi”, zyskała idealny punkt zaczepienia do ataku na skrajną prawicę – tym razem nie na tle ideologicznym, lecz gospodarczym.

– (Płaca minimalna) to bardzo szkodliwe rozwiązanie. Moim zdaniem powinna być liberalizacja gospodarki polegająca na tym, aby zostawić wolność umowy zatrudnienia między pracodawcą a pracownikiem – mówił Roman Fritz w audycji Radia Wnet.

Wywiad Fritza szybko znalazł się pod ostrzałem komentatorów. Jak się okazało, okazję postanowili także wykorzystać posłowie Prawa i Sprawiedliwości.

Wypowiedź szybko wywołała falę komentarzy. Co istotne, okazję do ataku wykorzystali także politycy Prawa i Sprawiedliwości. Tobiasz Bocheński przypomniał regularne podwyżki płacy minimalnej w czasie rządów PiS, akcentując różnice między linią własnego ugrupowania a stanowiskiem środowiska Brauna.

W poniedziałkowym programie „Rozmowa Piaseckiego” w TVN24 głos zabrał także wiceprezes PiS Jacek Sasin. Jego zdaniem działania lidera KKP wprost pomagają Donaldowi Tuskowi.

– Tusk trzyma kciuki za Brauna dzisiaj, to dla nas zupełnie oczywiste – stwierdził Jacek Sasin.

Wypowiedź ta była o tyle znamienna, że jeszcze w grudniu ten sam polityk twierdził coś zupełnie innego. Wówczas mówił wprost, że większym zagrożeniem dla Polski są kolejne rządy Donalda Tuska niż ewentualny udział KKP w rządzie.

– Oczywiście, że wolę Grzegorza Brauna niż Donalda Tuska – mówił wówczas wiceprezes PiS.

Historyczne manipulacje jako polityczna amunicja

Zaostrzenie tonu wobec środowiska Brauna nie jest przypadkowe. W niedawnej debacie na Kanale Zero ponownie starli się Roman Fritz i Tobiasz Bocheński. W trakcie rozmowy Fritz zakwestionował istnienie dowodów na funkcjonowanie komór gazowych w Auschwitz. Tego typu wypowiedzi natychmiast stały się dla PiS politycznym prezentem.

Partia Brauna już wcześniej balansowała na granicy negacjonizmu historycznego, a obecnie dodatkowo proponuje skrajnie liberalny model gospodarczy, pozbawiony zabezpieczeń socjalnych. To powrót do narracji znanej z dawnych wystąpień Janusza Korwin-Mikkego, który zresztą dziś otwarcie wspiera środowisko Brauna.

Dla PiS wypychanie KKP na najbardziej kontrowersyjne pola debaty – od historii po politykę społeczną – staje się narzędziem walki politycznej. Pozostaje jednak pytanie, czy taka strategia okaże się skuteczna w dłuższej perspektywie. Gra toczy się o zachowanie równowagi między elektoratem konserwatywnym a wyborcami akceptującymi obecność Polski w strukturach NATO i Unii Europejskiej.

KINGS – próba wejścia do pierwszej ligi

Tymczasem środowisko Brauna wyraźnie przyspiesza. Kluczowym momentem ma być kongres KINGS Kongres Inicjatyw Narodowych Gospodarczych i Samorządowych – zaplanowany na 31 stycznia. Organizatorzy nie ujawniają dokładnej lokalizacji wydarzenia, podając jedynie, że odbędzie się ono około 70 kilometrów od Warszawy.

Wśród zaproszonych gości znaleźli się czołowi działacze KKP: Grzegorz Braun, Roman Fritz, Włodzimierz Skalik i Konrad Zawiślak. W programie pojawiają się jednak także nazwiska dotychczas kojarzone raczej z szerokim obozem prawicy niż z radykalnym nurtem: Jan Pospieszalski, Paweł Lisicki czy Robert Gwiazdowski. Udział zapowiedziała także Monika Jaruzelska, od lat goszcząca Brauna w swoich mediach.

Obok nich na kongresie mają wystąpić osoby budzące poważne kontrowersje, m.in. prof. Grażyna Cichosz, znana z antynaukowych tez żywieniowych, oraz Justyna Socha – jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci ruchu antyszczepionkowego, wcześniej związana z Konfederacją.

Braun rozpycha się na prawicy

Kongres KINGS będzie pierwszą tak szeroką próbą instytucjonalizacji środowiska Grzegorza Brauna. Z politycznego punktu widzenia to wyraźny krok w stronę budowy realnych struktur partyjnych. Mimo rosnącego poparcia KKP wciąż cierpi bowiem na deficyt rozpoznawalnych kadr i zaplecza organizacyjnego.

Do wyborów parlamentarnych w 2027 r. pozostaje jeszcze czas, ale kierunek działań jest czytelny. Braun i jego zaplecze próbują przekształcić luźny ruch protestu w trwały projekt polityczny, którego celem jest głęboka zmiana kursu państwa – zarówno w wymiarze ustrojowym, jak i geopolitycznym.

Główne wnioski

  1. Kryzys PiS i rosnące znaczenie KKP. Sondaże z początku 2026 r. pokazują wyraźny przepływ elektoratu na prawej stronie sceny politycznej. PiS spada do poziomu około 26 proc., notując najniższe poparcie od lat. Konfederacja Korony Polskiej osiąga natomiast historyczne 8,25 proc. Jarosław Kaczyński uznał ten trend za realne zagrożenie i zdecydował się na twarde odcięcie od Brauna, argumentując to względami bezpieczeństwa państwa.
  2. Kontrowersje jako narzędzie walki politycznej. PiS konsekwentnie wykorzystuje radykalne wypowiedzi działaczy KKP – zarówno gospodarcze, jak i historyczne – aby przedstawiać ich jako zagrożenie dla stabilności państwa. Roman Fritz stał się w tej strategii symboliczną postacią: jednocześnie jako przeciwnik płacy minimalnej i autor wypowiedzi podważających fakty historyczne.
  3. Kongres KINGS jako próba legitymizacji. Środowisko Brauna podejmuje próbę wejścia do głównego nurtu polityki poprzez organizację kongresu KINGS. Udział publicystów i byłych urzędników ma nadać wydarzeniu rangę ogólnopolską, choć obecność postaci znanych z radykalnych lub antynaukowych poglądów pokazuje, że projekt wciąż balansuje na granicy politycznego mainstreamu.