Kategoria artykułu: Sport

Łamane procedury, zarzut oszustwa wobec prezesa PKOl-u. Polska nie umie wybrać kadry alpejskiej na igrzyska olimpijskie

Najpierw w kadrze kobiet poza reprezentacją została alpejka spełniająca polskie kryterium olimpijskie, a do kadry zamiast niej weszła ta, która kryteriów nie spełniła. Wszystko dzięki… głosowaniu, które później, pod presją, odwrócono. Teraz gruchnęło w kadrze męskiej – jej skład został skorygowany przez prezesa PKOl-u Radosława Piesiewicza. I jest jeszcze goręcej – sekretarz Polskiego Związku Narciarskiego zarzuca Piesiewiczowi oszustwo i wprowadzenie zarządu PKOl-u w błąd.

Radosław Piesiewicz, prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego
Radosław Piesiewicz, prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego (PKOl) zdecydował, że na igrzyska do Włoch poleci Michał Jasiczek, a nie Piotr Habdas. Fot. Piotr Nowak/PAP

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Dlaczego Polski Związek Narciarski zarządził głosowanie, kto poleci na zimowe igrzyska do Włoch – Nikola Komorowska, czy Aniela Sawicka.
  2. Dlaczego Polski Związek Narciarski nie zgłosił Michała Jasiczka do polskiej kadry na lutowe igrzyska olimpijskie.
  3. Na czym, według sekretarza PZN-u, miał polegać fortel zastosowany przez Radosława Piesiewicza, który umożliwił wprowadzenie Michała Jasiczka do polskiej kadry olimpijskiej.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Wydawać by się mogło, że rekrutując zawodniczki do kadry olimpijskiej, należy po prostu spojrzeć na ich wyniki sportowe. Ale w Polskim Związku Narciarskim sprawę rozstrzygało głosowanie – i w efekcie w reprezentacji na zbliżające się igrzyska znalazła się zawodniczka, która nie spełniała polskich olimpijskich kryteriów (Nikola Komorowska), a nie weszła do kadry ta, która te kryteria spełniała (Aniela Sawicka).

Po głosowaniu argumentowano, że wybrano Nikolę Komorowską, bo co prawda nie spełnia polskich kryteriów (nie była najlepsza, przegrała z Anielą Sawicką), ale spełnia te lżejsze, międzynarodowe. I na igrzyskach mogłaby wystartować w większej liczbie konkurencji niż Sawicka... I w jednej mogłaby zająć względnie niezłe miejsce – bo stawka tam jest mniej liczna… Słowem: w Polskim Związku Narciarskim procedury zostały zastąpione typowym kombinowaniem – jak tu ugrać wyższe miejsce.

Rodzina Anieli Sawickiej była zrozpaczona, rozpętała się awantura. Po paru dniach Nikola Komorowska wydała oświadczenie, w którym ogłosiła, iż wycofuje się z igrzysk. Wycofałby ją zapewne i tak PKOl, który ma do tego prawo, o czym za chwilę. PZN przyjął nową uchwałę, przeprosił obie alpejki.

Piesiewicz kontra Małysz

W alpejskiej kadrze męskiej gorąco zrobiło się zaledwie kilka dni po tym, jak względny porządek zapanował w reprezentacji kobiecej. Zrobiło się gorąco, a raczej – gruchnęło. Oto w poniedziałek zarząd PKOl-u i jego kontrowersyjny szef Radosław Piesiewicz zamienili w kadrze Polski alpejczyka Piotra Habdasa na alpejczyka Michała Jasiczka.

PKOl posiada tego rodzaju prerogatywę. Może w głosowaniu udzielić lub nie udzielić wsparcia danej liście – i był, jak wiadomo, gotów interweniować w sprawie Anieli Sawickiej. Mocno naciskał na to na pewno prezes Piesiewicz, wszak już od jakiegoś czasu iskrzy w jego relacjach z prezesem PZN.

Szefem PZN jest Adam Małysz i jako prezes związku zasiada jednocześnie w zarządzie PKOl. I należy do grupy, która zarzuca Piesiewiczowi brak transparentności i podejmowanie decyzji bez konsultacji z zarządem. Gdy Radosław Piesiewicz nawiązał współpracę PKOl-u z firmą zondacrypto z rynku kryptowalut, Małysz był jedną z osób, które wyraziły wzmocniony sprzeciw –do argumentu o braku konsultacji z zarządem dodano też to, iż media produkują zbyt dużo materiałów przedstawiających zondacrypto w bardzo nieciekawym świetle. Piesiewicz z kolei w tym tygodniu powiedział o Małyszu, iż to, że ktoś był wybitnym sportowcem, nie musi oznaczać, że będzie też wielkim menedżerem.

Na zdjęciu Adam Małysz, były skoczek narciarski
Adam Małysz, prezes Polskiego Związku Narciarskiego był przeciwny współpracy PKOl-u z firmą zondacrypto z rynku kryptowalut. Fot. Jarek Praszkiewicz/PAP

Sprawa Michała Jasiczka i zarzut wobec prezesa PKOl-u

Zespół Michała Jasiczka przyznaje, że zwrócił się do PKOl-u z prośbą o interwencję, ponieważ jego alpejczyk bardziej zasługuje na udział w lutowych igrzyska. W Pucharze Europy Michał Jasiczek zdobył 18 punktów, a Piotr Habdas – osiem. Znów można pomyśleć, iż nie powinno być tu żadnych problemów z wyborem zawodnika: niech jedzie ten, który zdobył więcej punktów. Ale...

Polski Związek Narciarski, który wybrał do kadry Piotra Habdasa, odpowiada, że Michał Jasiczek nie może być członkiem reprezentacji olimpijskiej, ponieważ, jako alpejczyk trenujący poza strukturami związku, nie wykonywał organizowanych przez związek badań sportowo-lekarskich. I nie znalazł się w puli tych, którzy mogą być badani antydopingowo. Dlatego też, jak tłumaczą członkowie Polskiego Związku Narciarskiego, PZN nie może brać odpowiedzialności za tego sportowca.

Możemy mówić o dziurawych procedurach – Jasiczek jest alpejczykiem wyłączonym z opieki PZN-u, ale startuje jako reprezentant Polski dzięki zgodom, których PZN udziela na prośbę jego teamu. Sekretarz generalny PZN-u Tomasz Grzywacz nie przeczy powyższemu, ale mówi, że wszystko może wytłumaczyć. Poza tym dużo bardziej gorszące jest to, co wydarzyło się w 26 stycznia w poniedziałek podczas zatwierdzania kadr olimpijskich.

– Bo to, że dawaliśmy zgody na start Michałowi Jasiczkowi, mimo że działa on poza związkiem, to jednak nic wielkiego. Mamy 500 zawodników i nie możemy za każdym razem wszystkich sprawdzać. Nie mogliśmy wiedzieć, że informacje o badaniach Michała Jasiczka otrzymywane od jego ekipy są fałszywe. Dziś wiemy, że takie były. Ale wracam do sprawy jeszcze bardziej niepokojącej. Z tego, co słyszałem, zarząd PKOl-u [czyli m.in. szefowie polskich związków sportowych – red.] nieświadomie podjął decyzję o zmianie składu kadry alpejczyków na igrzyska. Podobno prezes Piesiewicz (albo ktoś z jego polecenia) zamienił w tajemnicy na naszej liście nazwisko „Habdas” na „Jasiczek” i nikomu o tym nie powiedział – chyba że swoim sojusznikom w tej sprawie. Inni byli przekonani, że głosują za listą, którą rekomendował wcześniej PZN. Okazało się, że głosowali za zmianą. Prezesa Adama Małysza z powodów zdrowotnych nie było podczas głosowania, a mnie, choć byłem wyznaczony jako jego zastępca, nie wpuszczono na salę – mówi Tomasz Grzywacz.

Dodał też, że PZN przygotowuje analizę prawną, czy może podważyć decyzję PKOl-u, jeśli istotnie prezes Piesiewicz dopuścił się oszustwa.

– Będziemy składać skargę do międzynarodowych władz narciarstwa. Nie możemy odpowiadać za sportowca, o którym nie wiemy nic również w kontekście kontroli antydopingowych – mówi Tomasz Grzywacz.

Tomasz Grzywacz, sekretarz generalny Polskiego Związku Narciarskiego
Tomasz Grzywacz, sekretarz generalny Polskiego Związku Narciarskiego mówi, że PZN spróbuje sprawdzić, czy Radosław Piesiewicz nie dopuścił się oszustwa podczas głosowania nad zmianą w olimpijskiej kadrze polskich alpejczyków. Fot. Jarek Praszkiewicz/PAP

Ktoś tu kłamie...

Tomasz Grzywacz powtarza także, że dyskusja o wynikach sportowych Michała Jasiczka była bezprzedmiotowa w kontekście rekomendacji PZN-u na igrzyska, gdyż zawodnik ten „oblewał” już pierwszy punkt procesu. Nie dostarczał odpowiednich badań medycznych.

Ekipa Michała Jasiczka odpowiedziała na te zarzuty w TVP.

– Obowiązek zgłoszenia kadrowiczów na [regulaminowe dla kadry – red.] badania leży po stronie PZN-u, a nie kadrowiczów. To związek umawia zawodników kadry, co też zrobił w tym roku, no ale pominął Michała. (…) Fakt, iż Michał ma podpisany kontrakt zawodniczy i startuje w zawodach, na które zgłoszenia wysyła PZN zaprzecza słowom Tomasza Grzywacza, że zawodnik nie ma kontaktu ze związkiem – mówił Dariusz Jasiczek, ojciec alpejczyka.

Dodał, że wymagane przez PZN badania Michał Jasiczek wykona – ale kosztami obciąży PZN.

Na powyższe słowa z niesmakiem reaguje Tomasz Grzywacz, sekretarz generalny PZN-u.

– Michał Jasiczek ma podpisany kontrakt zawodniczy, ale nie realizuje połowy punktów w nim zawartych, więc już dawno powinien… No ale wiemy, że taki kontrakt pomaga w karierze, więc życzliwie przymykaliśmy oko. I widzimy, co otrzymujemy w zamian… Ale to drobiazg. Są w wypowiedzi pana Dariusza kłamstwa poważniejsze. My nie umawialiśmy Michała Jasiczka na badania, ponieważ wcześniej jego sztab poinformował nas, że oni już te badania w odpowiednim miejscu wykonali. Gdy po kilku miesiącach zobaczyliśmy, że to kłamstwo, bo badań nie wykonali, to znów, jeszcze raz idąc na rękę sportowcowi, przypomnieliśmy mu o tak poważnych zaległościach. Nic to nie dało – zapewnia Tomasz Grzywacz.

Znów, jak się wydaje, zawodzą nieostre procedury. PZN, choć legitymizuje starty Michała Jasiczka w międzynarodowych zawodach (daje odpowiednie zgody), to jednocześnie pozwala mu funkcjonować poza swoim systemem – dlaczego więc chce go włączać do swoich „systemowych” badań? Co więcej – swoje starty Jasiczek finansuje sam.

Michał Jasiczek, polski alpejczyk
Michał Jasiczek, polski alpejczyk, trzykrotny uczestnik igrzysk olimpijskich. Fot. Anna Szilagyi PAP/EPA

Nie pierwsza burza z Jasiczkiem

Zarząd PKOl- u zamiany Piotra Habdasa na Michała Jasiczka dokonał w poniedziałek, więc na razie trudno ocenić, po czyjej stronie stoi publiczność. Można jednak przypuszczać, że w aspekcie „PR-owym” Jasiczek tego starcia nie wygra. Zwłaszcza że już raz w kontrowersyjnych okolicznościach dostał się do kadry olimpijskiej – gdy w 2018 r. PZN wybrał go kosztem Michała Kłusaka, w środowisku rozpętała się burza. Zarzucano niektórym ludziom z PZN-u zmienianie kryteriów kwalifikacyjnych w taki sposób, by premiowały one Jasiczka. Ostatecznie na igrzyska pojechali obaj alpejczycy (Jasiczek i Kłusak), ponieważ Polsce powiększono kwotę startową. Tym razem takiej powtórki nie będzie.

Igrzyska olimpijskie (Mediolan-Cortina) rozpoczną się 6 lutego.

Główne wnioski

  1. W polskim świecie narciarstwa alpejskiego w ostatnich dniach wybuchły dwie awantury. Najpierw Polski Związek Narciarski przegłosował, że na igrzyska do Włoch poleci alpejka, która nie spełnia polskich kryteriów olimpijskich, a w domu zostanie ta, która owe kryteria spełnia. Tę sprawę, pod presją również PKOl-u, odwrócono. Kilka dni później doszło do zmiany w kadrze męskiej – Michał Jasiczek, decyzją PKOl-u, zastąpił Piotra Habdasa, którego wskazał PZN.
  2. PZN nie rekomendował do olimpijskiej kadry Michała Jasiczka, gdyż ten nie dostarczał do Związku odpowiednich badań medycznych. Ekipa Jasiczka odpowiedziała, iż na żadne badania alpejczyk nie był zapraszany. W XYZ sekretarz generalny PZN skomentował to następująco: „Najpierw nie był zapraszany, ponieważ poinformował, że wszystkie badania wykonał. A gdy te kłamstwa wyszły na jaw, to dostał kolejne przypomnienie. Nic to nie dało”.
  3. Napięte relacje między PKOl-em a PZN-em nie są efektem sporu o Michała Jasiczka. Teraz nastąpiła intensyfikacja, ale wszystko zaczęło się wcześniej – gdy Radosław Piesiewicz z dumą ogłaszał umowę PKOl-u z firmą zondacrypto, Adam Małysz (szef PZN-u) był wśród tych, którzy ten ruch skrytykowali. Małysz przyznawał sam, że wokół zondacrypto jest zbyt dużo niejasności.