SAFE, drony i tukany. Premier wzmacnia wschodnią flankę, polscy piloci w Brazylii
Posiedzenie rządu 28 stycznia było w dużej części poświęcone bezpieczeństwu. Premier Donald Tusk może mieć powód do zadowolenia, ponieważ polskie wnioski w ramach środków SAFE zostały zaakceptowane. Oznacza to rozwój wielu projektów, w tym zabezpieczenia wschodniej flanki, także przed naruszającymi granicę dronami. Nieoczywisty trop, związany z tym zagadnieniem, wiedzie zaś do Brazylii.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jakie plany ma rząd na wzmocnienie flanki wschodniej w związku z akceptacją polskich wniosków w ramach funduszy SAFE.
- Po co polscy piloci polecieli na rekonesans do Brazylii.
- Czy możemy oczekiwać, że Siłach Powietrznych pojawią się kolejne typy statków powietrznych, a jeśli tak - to jakie.
Komisja Europejska zaakceptowała polskie wnioski o wypłaty z instrumentu SAFE. Oznacza to, że do naszego kraju popłynie szeroka rzeka pieniędzy na poprawę bezpieczeństwa i inwestycje. Jak mówił we wtorek 28 stycznia premier Donald Tusk, będzie ich więcej, niż wynosi budżet obronny Hiszpanii.
Przed wtorkowymi obradami rządu premier przekazał, że ponad 80 proc. kwot z instrumentu SAFE Polska trafi do polskich firm. Polska wyda je m.in. na program antydronowy o kryptonimie San, który ma zostać przedstawiony w najbliższych dniach.
San będzie najniższym piętrem systemu obrony przeciwlotniczej. Uzupełni systemy Wisła i Narew o ochronę przed takimi środkami napadu powietrznego jak drony. Konieczność dodania takiego piętra uwidoczniła się w minionym roku, gdy naszą przestrzeń powietrzną często naruszały rosyjskie i białoruskie bezzałogowce. Kumulacja miała miejsce 10 września, gdy do Polski wleciało ich kilkanaście.
Premier o SAFE: „Skala absolutnie bezprecedensowa"
Donald Tusk zwrócił uwagę, że Polska była wśród inicjatorów całego projektu i stanie się jego największym beneficjentem, otrzymując niemal 44 mld euro na inwestycje w zbrojenia. Wskazał, że to kwota większa niż np. budżet obronny Hiszpanii czy Włoch. Akceptację wniosków nazwał „epokowym wydarzeniem”.
– Skala jest tutaj absolutnie bezprecedensowa; mówimy o blisko 200 mld zł, środków zorganizowanych przez Unię Europejską – dodał premier.
Powtórzył przy tym wcześniejsze deklaracje, że 80 proc. pieniędzy, do których uzyskaliśmy dostęp, będzie spożytkowane w polskim przemyśle zbrojeniowym. Krajowe zakłady dostarczą m.in. kolejne bojowe wozy piechoty Borsuk. Te produkuje Huta Stalowa Wola. Wojsko potrzebuje przeszło tysiąc takich maszyn, obecnie zamówiono jednak dopiero 116 z nich.
Jak mówił, zakupione zostaną także m.in. powietrzne tankowce. Na tę potrzebę, mającą znacząco zwiększyć możliwości polskiego lotnictwa, od lat wskazują kolejni dowódcy Sił Powietrznych. Chodzi o zakup kilku powietrznych tankowców A330 MRTT produkowanych przez europejski koncern Airbus. Według wiedzy XYZ, na razie mają to być dwa samoloty tego typu.
Lek na dronozę? Okłady z... tukana
Idąc tropem lotnictwa i dronów nie można nie wspomnieć o dość zaskakującej wizycie polskich pilotów w Brazylii. Odwiedzili oni zakłady lotnicze firmy Embraer. A zdjęcia, które pojawiły się w brazylijskich mediach po tej wizycie, są co najmniej znaczące. Oprócz bowiem samolotu KC-390 Millenium, nasi piloci przyglądali się Embraerowi EMB 314 Super Tucano.
Dlaczego akurat nieduże, nieszczególnie nowoczesne śmigłowe Super Tucano? Pozornie wydaje się to być samolot nieprzystosowany do realiów współczesnego pola walki. Ale tylko pozornie. Są one z powodzeniem użytkowane przez wiele krajów Ameryki Południowej i Afryki. To stosunkowo lekkie, choć mocno uzbrojone samoloty, wykorzystywane do działań bliskiego wsparcia i operacji przeciwpartyzanckich.
Mogą przenosić także pociski AIM-9 Sidewinder, czy niekierowane pociski rakietowe kal. 70 mm. Do tego wyposażone są w karabiny maszynowe 12,7 mm, oraz 20-mm działko. Dzięki temu, mogłyby zapewne dość skutecznie zwalczać np. drony. Takie jak te, które we wrześniu ubiegłego roku naruszyły przestrzeń powietrzną Polski. Być może także mogłyby one wesprzeć działania szkolne. Nasze PZL-130 Orlik są leciwe i mocne wyeksploatowane. Ich czas w siłach zbrojnych dobiega końca.
O możliwości (lub nie) ich wykorzystania w takim zakresie mówi poniżej były pilot samolotów F-16, płk Krystian Zięć. Czy możliwość pozyskania śmigłowych samolotów szturmowych jest w ogóle brana pod uwagę przez Polskę? Zapytany przez nas o wiceszef MON, Cezary Tomczyk, odpowiada krótko, że żadne decyzje nie zapadły, ale „badanych jest wiele opcji”.
A może transportowy KC-390?
Inny brazylijski samolot, chyba bardziej poważnie rozpatrywany przez Siły Powietrzne RP, to transportowy KC-390 Millennium. Jego konstrukcję i zastosowanie opisywaliśmy na łamach XYZ w grudniu, kiedy Brazylijczycy przylecieli do Polski zaprezentować maszynę mediom.
W przypadku zamówienia tego samolotu przez Polskę, nasze firmy mogłyby wejść w globalne łańcuchy dostaw brazylijskiego koncernu. A samolot ten jest w Europie całkiem powszechny. Użytkują go (lub będą użytkować) Austriacy, Czesi, Holendrzy, Litwini, Portugalczycy, Słowacy, Szwedzi i Węgrzy. Producent chciałby go teraz sprzedać kolejnemu krajowi europejskiemu, czyli Polsce.
Przy całej mizerii naszego ciężkiego lotnictwa transportowego (przypomnijmy: za transport ciężki odpowiada 5 mocno już zużytych samolotów Hercules), byłaby to opcja więcej niż ciekawa. Nie można jednak nie zadać pytań o logistykę. Już raz kupiliśmy wojsku samoloty z drugiego końca świata: koreańskie FA-50. I problemów z nimi - a konkretnie z dostawami - nie brakuje. Brazylia to dostawca jeszcze bardziej egzotyczny.
Nawet jeśli więc coś jest na rzeczy, to Siły Powietrzne powinny bardzo dokładnie przemyśleć swój wybór.
Zdaniem eksperta
Płk Krystian Zięć: Szukanie rozwiązania w Brazylii wydaje się egzotyczne
Dodatkowo, jeśli mamy saturowanie przestrzeni powietrznej do wys. np. 30 tys. stóp, przez dużą ilość śnp, powinniśmy wykorzystywać artylerię lufową. Jeśli dziś mówimy o wykorzystaniu samoloty wojskowe do samodzielnego poszukiwania celów, to jest to po prostu absolutnie nieefektywne kosztowo. Mówiąc krótko, są inne sposoby użycia tańszych środków do niszczenia śnp. Ukraińcy czasem prowadzą działania, polegające na samodzielnym poszukiwaniu celu, ale generalnie niszczą je przy pomocy artylerii lufowej.
Super Tucano nie ma sensorów, dzięki którym można byłoby prowadzić takie działania. Wydawajmy pieniądze w sposób racjonalny. Samoloty, które zastąpią Orlika mają posłużyć do wyszkolenia 30-40 pilotów rocznie za mniejsze sumy, niż obecnie. Samolot szkolny nie będzie wykorzystywany do ganiania za Shahedami. Szukanie rozwiązania w Brazylii wydaje mi się po prostu… egzotyczne.
Bezdyskusyjne jest, że musimy szkolić dużą liczbę pilotów. Zwiększajmy zatem efektywność systemu szkolenia. Samoloty takie, jak Super Tuacno czy nawet uzbrojony Orlik nie mają dużego wpływu na pole walki. Samolot, który zastąpi np. naszego Orlika, to samolot, który musi realizować nie tylko zadania szkolenia podstawowego, ale także szkolenia bardziej zaawansowanego, takie jak szkolenie powietrze-powietrze, czy powietrzne-ziemia. Super Tuacno to samolot nienowy, wyposażony w ograniczoną liczbę nowoczesnych sensorów, a zarazem pochodzący z Brazylii. Czyli kraju będącego częścią BRICS, a więc sojuszu stojącego w pewnej opozycji do NATO i UE. Nie wydaje mi się, by było to dobry wybór, także ze względu na logistykę. Będę zdziwiony, jeśli nasi politycy zdecydują się na zacieśnienie współpracy z Brazylią.
Główne wnioski
- Współpraca wojskowa Sił Powietrznych RP z brazylijską firmą Embraer może być z jednej strony szansą dla polskich firm, a z drugiej - niesie też ryzyka. Polscy lotnicy odwiedzili zakłady brazylijskiego wytwórcy, gdzie zapoznali się z samolotami Super Tucano i KC-390 Millennium.
- Turbośmigłowe, uzbrojone Super Tucano mogłyby być elementem systemu obrony powietrznej, służącym zwalczaniu lekkich środków napadu powietrznego, takich jak bezzałogowce.
- Były pilot wojskowy, płk Krystian Zięć tłumaczy, że ich zakup mógłby być jednak nieracjonalny ze względu na relację koszt-efekt oraz z uwagi na mocno wydłużony łańcuch dostaw.


