Kategorie artykułu: Polityka Technologia

Pierwszy krok długiego marszu. W Gdyni położono stępkę pod Ratownika

Marynarka Wojenna RP znowu jest w metaforycznej ciąży. W gdyńskiej Stoczni Wojennej, będącej częścią Polskiej Grupy Zbrojeniowej, położono stępkę pod kolejny okręt. Jest nadzieja, że jego ewentualni bracia trafią do innych flot w Europie.

Wizualizacja okrętu Ratownik
Pierwszy krok długiego marszu. W Gdyni położono stępkę pod Ratownika. Tak ma wyglądać przyszły okręt. Fot. MMC Ship Design/ PGZ SW

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Jakie będą zadania i cele stawiane przed przyszłym okrętem ratowniczym, którego budowę rozpoczęto w Stoczni Wojennej.
  2. Gdzie mogą pojawić się problemy techniczne i konstrukcyjne.
  3. Jakie kraje są (lub mogą być) zainteresowane pozyskaniem okrętu tego typu.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

W Gdyni położono stępkę pod kolejny okręt. Tym razem będzie to Ratownik – okręt, który ma być uzupełnieniem dla przyszłych okrętów podwodnych. Ma także zwiększyć bezpieczeństwo morskiej infrastruktury krytycznej. Inwestycja jest warta niemal 1,3 mld zł. Okręt ma trafić do Marynarki Wojennej (MW) RP za trzy lata.

– To polski projekt i polski produkt. Desing Authority, czyli inżynierowie, którzy zaprojektowali ratownika, to polskie biuro. Do tego jest Polski Rejestr Statków, czyli instytucja kwalifikująca i dopuszczająca jednostkę. Ponadto PGZ Stocznia Wojenna (PGZ SW) buduje okręt rękoma polskich stoczniowców. Znajdzie się na nim także gros polskiego wyposażenia – mówi XYZ Jan Grabowski, wiceprezes Polskiej Grupy Zbrojeniowej.

Dodaje, że firm, które będą partycypowały w budowie okrętu jest znacznie więcej niż 31 wymienionych przez prezesa stoczni Marcina Ryngwelskiego. Podkreśla, że budowa okrętów wzmacnia polską obronność i gospodarkę, ponieważ podatki i pensje zostają w Polsce, a do tego rośnie zatrudnienie.

Jednak budowa okrętu to jedno. Największym sukcesem byłby zakup go nie tylko przez polską MW, ale przez innych nabywców w Europie.

– Wierzymy, że deklaracje rządu Królestwa Szwecji o chęci zakupu okrętu Ratownik przejdą w realizację – dodaje wiceprezes PGZ.

Ratownik będzie miał braci? Wiceszef MAP: Jestem pełen optymizmu

Wiceszef resortu aktywów państwowych Konrad Gołota w rozmowie z XYZ przekazuje, że stan zaawansowania technicznego sprawia, że już dziś pojawiło się zainteresowanie flot innych krajów. Oczywiście, od zainteresowania do zakupu droga jest długa, ale zgodnie ze słowami ministra Gołoty z uwagi na jego zaawansowanie techniczne okręt już na tak wczesnym etapie, na starcie budowy, budzi zainteresowanie.

– Jestem pełen optymizmu – mówi Konrad Gołota.

Zainteresowanie przejawiają Szwecja, a także Dania i… Norwegia. Na razie to jednak zainteresowanie projektem. Czy przełoży się na zakup – to się dopiero okaże.

Stępka okrętu
Stępka przyszłego okrętu Ratownik w PGZ Stoczni Wojennej. Przemawia wiceszef resortu aktywów państwowych Konrad Gołota. Fot. XYZ

Gołota przypomina, że jednym z wymogów podpisania umowy na okręty podwodne od Szwedów były zakupy w polskim przemyśle zbrojeniowym i współpraca. Może w to wchodzić właśnie „Ratownik”. Ale to nie wszystko.

Używanie podobnego sprzętu, w tym okrętów, to zwiększenie interoperacyjności między marynarkami obu krajów. Oznacza to więcej współpracy na Bałtyku. A ta jest dla nasz niezwykle istotna. Tak samo, jak dla Szwedów.

Dlaczego Ratownik jest tak ważny?

Budowa Ratownika ma potrwać mniej więcej rok. Przyszły okręt ratowniczy będzie całkiem spory, bo liczyć ma ok. 100 m długości, 19 m szerokości i mieć ok 6,5 tys. ton wyporności całkowitej. To niewiele mniej niż docelowa wyporność przyszłych fregat z programu Miecznik. Wicher, Burza i Huragan mają liczyć po ok. 7 tys. ton wyporności całkowitej.

Budzi to obawy. Przy specyficznej budowie okrętu (wysoka część dziobowa i niższa część rufowa) może to wywołać problem ze statecznością. To spory ból głowy dla technicznej części twórców okrętu.

Wizualizacja okrętu
W Gdyni położono stępkę pod Ratownika. Tak ma wyglądać przyszły okręt. Fot. MMC Ship Design/ PGZ SW

– To będzie projekt rewolucyjny ze względu na zastosowane w nim systemy. System ratowania załóg okrętów podwodnych to bardzo złożone narzędzie, które znajdzie się w posiadaniu MW RP po zakończeniu projektu. I z tego choćby względu jest to projekt tak wyjątkowy – mówi XYZ Jamal Hamoud, kierownik biura projektowego PGZ.

Projekt rewolucyjny, ale nie wolny od problemów

Jak tłumaczy, będzie to okręt przede wszystkim ratowniczy, ale spektrum jego działań będzie większe. Ratowanie załóg okrętów podwodnych, wsparcie prac nurkowych, działania związane z podmorską infrastrukturą krytyczną – to wszystko będzie, jak mówi Hamoud, w zakresie możliwości Ratownika.

W kuluarach stoczni można było usłyszeć, że wciąż nie są domknięte projekty techniczny i wykonawczy jednostki.

– Projekt techniczny faktycznie nie jest jeszcze zamknięty. Na obecnym etapie trwają prace związane z dostosowaniem dokumentacji technicznej do wymagań zamawiającego. Wynika to z potrzeby zapewnienia Ratownikowi najnowszego i najbardziej zaawansowanego w swojej klasie wyposażenia. Prace te nie wpływają na harmonogram budowy okrętu – twierdzi Jerzy Łopatyński, rzecznik PGZ SW. 

Zamknięty może być faktycznie projekt techniczny, ale „poprzedniego” Ratownika. Do zakontraktowania budowy okrętu były dwa podejścia, obecne jest trzecie. Aktualny projekt Ratownika bazuje na poprzednim, jednak wciąż nie jest w stu procentach pewne, jaki będzie ostateczny kształt okrętu, co sprawia.

Jednostka do zadań specjalnych.

Jego „sercem” będzie zaawansowany kompleks hiperbaryczny produkcji brytyjskiej. Dostarczy go szkocka firma JFD Global. To kluczowy operator systemu NSRS (NATO Submarine Rescue System – system ratownictwa podwodnego NATO) i światowej klasy dostawca systemów do nurkowań saturacyjnych. Chodzi o specjalistyczne prace wymagające dłuższego przebywania pod wodą, co jest uciążliwe dla organizmu. Saturacja polega na odpowiednim przygotowaniu organizmu poprzez trening, a następnie wprowadzenie w stan pozwalający na dłuższą pracę na odpowiedniej głębokości. Zazwyczaj powyżej 60 m, ale założenie jest na pracę głębiej.

Zastosowane rozwiązanie będzie hybrydowe i certyfikowane do 300 m, łącząc: głębokowodne prace podwodne, nurkowania saturacyjne oraz wsparcie ratownictwa załóg okrętów podwodnych we współpracy z NSRS.

Unikatową cechą „Ratownika” będzie możliwość wykorzystania pokładowego kompleksu hiperbarycznego w operacji ratowniczej SMER (Submarine Escape and Rescue), co pozwala ograniczyć mobilizację NSRS głównie do pojazdu SRV oraz niezbędnych modułów wsparcia. Dzięki temu skraca się czas do pierwszej ewakuacji. Kompleks hiperbaryczny zapewni także zdolność  działań nurkowych do głębokości 300 m przy zastosowaniu najnowocześniejszych światowych rozwiązań.

Komandor Piotr Skóra: To przesiadka ze starego porsche do nowego lamborghini

Z czym mamy do czynienia?

– Może porównanie motoryzacyjne: przesiądziemy się ze starego porsche sprzed kilkudziesięciu lat do nowoczesnego  lamborghini z całą elektroniką – mówi komandor Piotr Skóra, zwierzchnik Szefostwa Techniki Morskiej w Agencji Uzbrojenia.

Dodaje, że okręt trzeba najpierw zbudować, ale będą na nim zainstalowane ultranowoczesne systemy robotyczne, dające możliwość pracy na dużych głębokościach. Jednocześnie systemy przeciwpożarowe pozwolą wspomagać walkę z ogniem i pożarami.

– Stocznia z każdym rokiem rozwija swoje kompetencje, jesteśmy przekonani, że zdąży z budową na czas – mówi oficer.

Zdaniem eksperta

Jacek Siewiera: Załogi okrętów podwodnych nie będą pozostawione same sobie

System do nurkowań saturowanych daje wojsku możliwość wykonywania działań podwodnych do głębokości 200-300 m. To są ekstremalne głębokości, niezwykle trudne warunki. Przy użyciu Ratownika możliwe będzie planowanie i wykonywanie działań operacyjnych oraz ratowniczych na takich głębokościach.
Ten okręt da również możliwość prowadzenia inspekcji infrastruktury krytycznej na dużych głębokościach nie tylko przy pomocy systemów bezzałogowych, ale także najwyższej klasy nurków saturowanych. Oraz, od czego właściwie powinno się zacząć, możliwość ratowania załóg okrętów podwodnych.

Największym zagrożeniem dla okrętu podwodnego jest jego zatonięcie; opadnięcie na dno bez możliwości wynurzenia, szasowania balastu [usuwania wody ze zbiorników balastowych – red.] i odcięcia przez panujące pod wodą ciśnienie możliwości przyjścia z pomocą załodze. To widzieliśmy na przykładzie Kurska, gdzie władze polityczne wolały poświęcić załogę, niż zdradzić informację o rejonie działania okrętu, jego celach, zadaniach, łączności itp. Ratownik taką możliwość da naszym Silom Zbrojnym na wyłączność. Bo trzeba pamiętać, że sprzęt to jedno. Okręt da się naprawić, wyleasingować, kupić nowy, jest wiele możliwości. Natomiast najważniejsze jest posiadanie wyszkolonych i przygotowanych do działań załóg. To są największe koszty i to jest najcenniejszy zasób Marynarki, o który trzeba dbać. I dlatego Ratownik będzie tak ważny.

Posiadanie okrętu tego typu służy nie tylko badaniom dna morskiego i prowadzeniu działalności operacyjnej sił zbrojnych. On daje poczucie, że załogi okrętów podwodnych, wychodząc w morze, nie będą pozostawione same sobie.

To trzecie podejście do pozyskania okrętu tego typu. Cieszę się, że położono stępkę i że program w końcu ruszył. Budowa jest w rękach SW mającej coraz większe kompetencje i dobry management. Dlatego jestem dobrej myśli co do zakończenia budowy.

O wiele trudniejsza będzie instalacja skomplikowanego systemu hiperbarycznego oraz instalacji podtrzymania życia na tym okręcie. Mówiąc szerzej: wyposażenie go w to, co powinno się na nim znaleźć. Warto dodać, że dzięki temu okrętowi będziemy w stanie wykonywać zadania wsparcia i operować w rejonie arktycznym, co jest niezwykle ważne w obecnych realiach, gdzie tereny na dalekiej północy stają się tak istotne z punktu widzenia polityki międzynarodowej i sojuszniczej. I wreszcie ważne jest, by okręty tego typu miały możliwość współpracy z właściwymi ośrodkami hiperbarycznymi na lądzie. Konieczne są instalacje ratunkowe i lecznicze infrastruktury umożliwiającej ratowanie załóg własnych oraz sojuszniczych okrętów podwodnych w ramach zintegrowanego systemu.

Czekanie na Godota?

Tym bardziej przydałoby się, aby nie skończyło się na jednym okręcie, zbudowanym tylko do użytku polskiego. Zainteresowani są Szwedzi, których ratowniczy Belos jest coraz starszy. Norwegowie jednostki tego typu nie mają w ogóle.

W kuluarach uroczystości położenia stępki można było usłyszeć jeszcze jedną ciekawą opowieść. Obciążona pracami PGZ SW (budowa Mieczników, modernizacja okrętów rakietowych Tarantula, prace nad ORP Ślązak) może „oddać” część budowy okrętu innej stoczni, np. szczecińskiej.  

– Podzlecanie części prac jest normalną praktyką w przemyśle stoczniowym. Stocznia realizuje obecnie budowę trzech dużych i zaawansowanych technologicznie jednostek równocześnie, a za nieco ponad dwa miesiące rozpocznie budowę czwartej. Ostatnio zastosowaliśmy kooperację przy budowie sekcji dziobowej fregaty w stoczni Crist z Gdyni. W przypadku Ratownika rozważane są różne warianty, jednak żadne decyzje w tej sprawie nie zostały jeszcze podjęte – twierdzi Jerzy Łopatyński.

Niezależnie od tego Ratownik może być dla marynarki przełomem. Oby pojawił się przed okrętami podwodnymi z programu Orka. Tym razem nie możemy sobie pozwolić na „położenie” projektu. Choć smutny los ORP Ślązak dowodzi, że dewiza MW RP „ciągłość – cierpliwość – tradycja” ma dwojaki wydźwięk. Ciągłość polegała na powielaniu błędów, a cierpliwość – głównie na oczekiwaniu na coś, co nie nadchodzi. I to stało się marynarską tradycją. Oby tym razem skończyło się inaczej.

Główne wnioski

  1. Położenie stępki pod Ratownika to pierwszy etap budowy okrętu. Przed PGZ Stocznią Wojenną jeszcze cały proces konstrukcji, a przede wszystkim wyposażania jednostki. Będzie to jednak jeden z najnowocześniejszych okrętów nie tylko w MW RP, ale także w naszej części Europy.
  2. Istotne są możliwości budowy dalszych okrętów. Zainteresowanie projektem mają wyrażać kraje skandynawskie – Szwecja, Dania, a być może też Norwegia.
  3. Koszt projektu to ok. 1,3 mld zł. Będzie to trzecie podejście do pozyskania jednostki tego typu. Nie jest na razie pewne, czy powstanie on w całości w PGZ SW, czy będzie musiała ona skorzystać ze wsparcia innego zakładu.