Kategoria artykułu: Polityka

Premier wdraża plan B w sprawie SAFE. Kto najwięcej straci, a kto zyska na prezydenckim wecie?

Prezydent Karol Nawrocki zapowiedział, że nie podpisze ustawy o przyjęciu funduszy z instrumentu unijnego SAFE. W piątek odniósł się do tego premier Donald Tusk. Zapowiedział, że i tak wprowadzi program „Polska Zbrojna”, a pieniądze do wojska popłyną. Jednak funkcjonariusze policji i Straży Granicznej mają powody do smutku – oni nie mogą liczyć na unijne wsparcie. Decyzja prezydenta może mieć kosztowne długofalowe polityczne skutki nie tylko dla niego, ale również dla szerokiej prawicy.

Donald Tusk i Karol Nawrocki
Premier wdraża plan B w sprawie SAFE. „Weto prezydenta nas nie zatrzyma”. Na co popłyną pieniądze, a na co nie?

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. W jaki sposób rząd zachował się po zapowiedzi prezydenckiego weta do ustawy o programie SAFE.
  2. Kto zyska, a kto straci najwięcej na zapowiedzi zablokowania ustawy o przyjęciu unijnych środków oraz co „spadnie” a co może „wejść” na listę sprzętu, który ma zostać zakupiony dzięki SAFE.
  3. Jakie będą polityczne skutki decyzji prezydenta Karola Nawrockiego.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Prezydent Karol Nawrocki zapowiedział, że nie podpisze projektu ustawy o przyjęciu wsparcia unijnego z instrumentu SAFE. W odpowiedzi w piątek rząd zebrał się na nadzwyczajnym posiedzeniu, na którym przyjął uchwałę uruchamiającą wydatkowanie pieniędzy bez ustawy.

– Byliśmy przygotowani na tę ewentualność – powiedział w piątek szef polskiego rządu.

W odpowiedzi na prezydenckie weto zapowiedział, że unijne pieniądze na zbrojenia popłyną i tak. Ale nie dostaną ich wszyscy, którzy na nie liczyli. W pierwszej kolejności stracą policja i Straż Graniczna (SG). Projekt ustawy przewidywał m.in. duże zasilenie obu wyżej wymienionych służb, podległych MSWiA. Pieniądze miały otrzymać na modernizację sprzętową, a swoje miałby „ugrać”także SOP, czyli odpowiedzialna za ochronę VIP-ów Służba Ochrony Państwa.

Policjanci i strażnicy graniczni bez poważnego zastrzyku sprzętowego

Na rzecz policji, Straży Granicznej i Służby Ochrony Państwa miało trafić ponad 7 mld zł. Po 3 mld zł do policji i SG, ok. 700 mln – do SOP. Głównie na modernizację sprzętową. Policja i SG miały otrzymać m.in. kolejne śmigłowce wielozadaniowe i wozy opancerzone. Te drugie – do wzmocnienia ochrony granicy i działań patrolowych. Miały również zostać wyposażone w drony różnych typów i klas oraz systemy antydronowe. Są one obecnie niezwykle potrzebne zarówno Straży Granicznej, jak i policji do działań rozpoznawczych, patrolowych i wykrywania zagrożeń. Policja i SG miały również otrzymać konkretne uzbrojenie. Jakie? Choćby karabinki i broń wyborową (snajperską) i automatyczne granatniki, duże ilości amunicji, wkłady balistyczne do kamizelek kuloodpornych, nowe hełmy, optoelektronikę (nokto- i termowizory) czy nowoczesne systemy łączności.

Sprzęt mogłyby dostarczyć czy to firmy z Polskiej Grupy Zbrojeniowej, czy przedsiębiorstwa sektora prywatnego. Także te, które nie produkują wprost uzbrojenia, ale dostarczają wysoko zaawansowane technologie, mogące mieć podwójne zastosowanie (dual-use). Czyli teoretycznie i w głównej mierze będące technologiami cywilnymi, ale także służącymi wojsku czy służbom.

Mniej również na infrastrukturę

9 mld zł miało trafić do resortu infrastruktury. Pieniądze te w zamierzeniu miały zasilić military mobility – budowę i rozbudowę dróg i szlaków komunikacyjnych, mających służyć wojskowemu transportowi. To bardzo istotna część bezpieczeństwa infrastrukturalnego. Budowa nowych dróg jest nam potrzebna ze względu na ewentualny transport wojsk sojuszniczych. W przypadku realnego konfliktu zbrojnego, duża część takiego ciężkiego sprzętu sojuszniczego trafiłaby nad Wisłę drogą morską. A północ kraju jest z jego pozostałą częścią skomunikowana pod kątem drogowym najwyżej średnio. Dlatego też fundusze z SAFE miały trafić do resortu infrastruktury – na rozbudowę sieci drogowej.

Na pieniądze liczył także resort cyfryzacji. O 7 mld zł mówił w piątek w Sejmie Krzysztof Gawkowski. Wzmocnienie zdolności w cyberprzestrzeni to również jeden z priorytetów obrony, bo Polska jest jednym z najmocniej atakowanych w ten sposób krajów Europy.

Zaś rozwój własnych zdolności w tym zakresie kosztuje. Chmury obliczeniowe, rozwój sztucznej inteligencji – to wszystko rozwiązania nowoczesne i... drogie. Podobnie jak tworzone przez Dowództwo Komponentu Wojsk Obrony Cyberprzestrzeni systemy zarządzania polem walki czy bezpiecznej łączności szyfrowanej dla żołnierzy.

Co dalej? SAFE przejdzie – przepchnięty kolanem

Tak czy inaczej, Polska sięgnie po fundusze z budżetu unijnego, a pieniądze trafią do wojska. Tyle że bardziej okrężną drogą, inaczej rozliczane, ponieważ zostanie nimi zasilony Fundusz Wsparcia Sił Zbrojnych. Powiedział o tym przed posiedzeniem rządu wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz. Warunki finansowe będą jednak gorsze od tych, niż gdyby miały one zostać rozliczone przez nowe ciało, którego stworzenie zakładała ustawa. Kwota, która do Polski trafi, prawdopodobnie będzie znacząco mniejsza. Więcej będziemy musieli także oddać.

Wreszcie, jest także opcja trzecia – rząd pochyli się nad prezydencką propozycją, znaną jako „SAFE 0 proc”. Trudno jednak sobie wyobrazić, by przy takiej temperaturze sporu politycznego była to opcja realna. Donald Tusk i Karol Nawrocki ewidentnie weszli na wojenną ścieżkę. Czas pokaże, który z dwóch najważniejszych polskich polityków ma w tej wojnie więcej amunicji.

Polityczny krajobraz po decyzji prezydenta

Prezydencka zapowiedź weta do ustawy wdrażającej SAFE wywołała polityczne trzęsienie ziemi. Politycy koalicji rządzącej piszą na platformach społecznościowych o zdradzie narodowej. Premier Donald Tusk mówił z kolei na nadzwyczajnym posiedzeniu rządu, że prezydencka propozycja „SAFE 0 proc.” to jedynie hucpa wymyślona „aby mieć alibi dla tego weta”. O prezydencie Nawrockim mówi, że stracił szansę na zachowanie się jak patriota.

Prawo i Sprawiedliwość nie kryje zadowolenia z decyzji prezydenta. Jeszcze przed ogłoszeniem pomysłu „SAFE 0 proc.” w partii wspierającej prezydenta nie było pewności, jaką decyzję podejmie Karol Nawrocki. Słychać było jednak, że weto jest coraz bardziej prawdopodobne przy rosnących napięciach między rządem a Pałacem Prezydenckim.

Już po ogłoszeniu decyzji w sprawie SAFE politycy PiS przyznają nieoficjalnie, że „SAFE 0 proc.” mogło być mocnym argumentem dla czwartkowej decyzji prezydenta. Nie mają jednak pewności, czy w momencie przedstawienia pomysłu wspólnie z prezesem NBP weto dla unijnych pożyczek było przesądzone. Rządzącym zarzucają ostrą retorykę wobec podnoszonych wątpliwości.

W PiS zdają sobie sprawę, że koalicja będzie uderzać w opozycję za podejście do SAFE i sugerować, że PiS jest przeciwko wspieraniu armii.

– Tak oczywiście może się zdarzyć, aczkolwiek generalnie poparcie dla weta mocno się skonsolidowało. Najbardziej prawdopodobny jest wariant neutralny – uważa nasz rozmówca z PiS.

SAFE a nastroje społeczne

W czwartkowym orędziu prezydent twierdził, że zadłużanie państwa jest wbrew interesowi Polski i cieszyć się z niego mogą jedynie wrogowie. Przyjrzyjmy się skali poparcia społecznego dla SAFE.

W badaniu CBOS z początku marca 52 proc. badanych poparło udział Polski w SAFE. Przeciwnego zdania było 35 proc. Pracownia IBRiS opublikowała w środę wyniki badania, w którym zapytano Polaków czy prezydent powinien podpisać ustawę o wdrożeniu SAFE. Odpowiedzi twierdzącej udzieliło 54 proc. badanych, a przeczącej 42 proc.

Oznacza to, że w ciągu kilku tygodni przewaga zwolenników prezydenckiego podpisu zmalała. Jeszcze w lutym ta sama pracownia zadała to samo pytanie przeprowadzając sondaż dla "Rzeczpospolitej". Wtedy za podpisem pod ustawą o SAFE było 58 proc. badanych, a przeciwko było 30 proc.

Kilka godzin przed ogłoszeniem przez prezydenta swojej decyzji TVN24 opublikowała wyniki badania pracowni Opinia24. Wynika z niej, że 53 proc. badanych uznało, że prezydent powinien podpisać ustawę. Przeciwnego zdania było 25 proc. ankietowanych. Więcej niż co piąty badany nie miał zdania.

„Weto osłabia pozycję prezydenta”

Dwudzieste ósme weto prezydenta Karola Nawrockiego ma inny polityczny wymiar niż pozostałe. W rozmowie z XYZ prof. Sławomir Sowiński, politolog z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, zwraca uwagę, że także dla niego może to być decyzja kosztowna. Ekspert podkreśla, że zarówno premier Tusk jak i prezes Kaczyński „zrobili bardzo wiele, by decyzję prezydenta Nawrockiego w sprawie SAFE uczynić niezwykle trudną i bardzo politycznie kosztowną”.

– Każda decyzja byłaby kosztowna, ale uważam, że prezydent podjął decyzję złą. Nie tylko ze względu na imponderabilia, czyli sprawy związane z bezpieczeństwem Polski, ale także ze względu na własną rachubę polityczną. Od wyborów prezydenckich prezydent Nawrocki dzięki swojej zręczności i wyrazistości zaczął wybijać się po prawej stronie na niezależność. Stał się w jakimś stopniu liderem prawicy. W zasięgu ręki był scenariusz, w którym to on sprawowałby rząd dusz po prawej stronie i to on rozdawałby karty po kolejnych wyborach parlamentarnych. To weto tę jego pozycję jednak osłabia. Postawiło go bowiem w roli polityka będącego w orbicie jednej partii – ocenia prof. Sławomir Sowiński.

W zasięgu ręki był scenariusz, w którym to on sprawowałby rząd dusz po prawej stronie i to on rozdawałby karty po kolejnych wyborach parlamentarnych. To weto tę jego pozycję jednak osłabia.

„Niebezpieczny Rubikon dla całej prawicy”

Politolog zwraca uwagę również na szerszy kontekst decyzji prezydenta Nawrockiego. W politycznej dyskusji o SAFE sporą rolę odgrywał argument o warunkowości unijnej pożyczki. Jest to jednak warunkowość standardowo towarzysząca innym funduszom unijnym, a nie taka, jaką znamy z Krajowego Planu Odbudowy. KPO dla polskiej prawicy było argumentem na niekorzyść SAFE.

– To również niebezpieczny Rubikon dla całej polskiej prawicy. Eurosceptyczny ton był do tej pory istotną częścią jej retoryki.  O ile jednak w sferze retoryki była krytyka Unii Europejskiej, to w sferze decyzji, przed 2023, były próby wzmocnienia miejsca i roli Polski w Unii. Wczorajsza decyzja prezydenta była w mojej ocenie przejściem w polskim eurosceptycyzmie od retoryki do polityki. To bardzo niebezpieczne. Stawia to mainstream polskiej prawicy w pułapce. Nie ma ona teraz do zaoferowania pozytywnego scenariusza jeżeli chodzi o obecność w Unii. W kontekście tego, co dzieje się w Ukrainie i w Iranie, melodia o Unii jako głównym zagrożeniu będzie coraz bardziej odklejona od rzeczywistości. Pytanie, co w tej sytuacji zrobi premier Morawiecki, który stara się budować bardziej racjonalne skrzydło w PiS – zastanawia się wykładowca UKSW.

Wczorajsza decyzja prezydenta była w mojej ocenie przejściem w polskim eurosceptycyzmie od retoryki do polityki.

Droga bez odwrotu?

Czy PiS może jeszcze z tej drogi zawrócić? Zdaniem prof. Sowińskiego byłoby to niewiarygodne dla wyborców niepokojących się o obecność Polski w Unii Europejskiej. Również dla wyborców skrajnie prawicowych, o których – jako kandydat na premiera – ma walczyć Przemysław Czarnek.

– Oby jednak taka refleksja w PiS nastąpiła, choć dziś wydaje się bardzo kosztowne. I wątpię, by prezes Kaczyński się na nią zdecydował – mówi ekspert.

Sytuacja, w której PiS jest przeciwko SAFE może stać się okazją dla rządu. Politycy koalicji w swojej narracji oskarżają PiS i prezydenta o szkodzenie polskiemu bezpieczeństwu. Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski wytyka opozycji, że po pieniądze z SAFE sięgają rządy Węgier i Włoch, na czele których stoją polityczni sojusznicy PiS.

– Na tle dużych problemów wizerunkowych rządu, choćby w sferze edukacji czy ochrony zdrowia, ta batalia, która rząd stawia w roli rzecznika Polski zbrojnej, to dla niego spora szansa. Nie jest to oczywiście żadna cudowna machina, która przekona do rządu wszystkich wyborców prawicy, ale na szerszym horyzoncie trudnego dla rządu politycznego „tu i teraz”  to jednak dobra okazja do politycznej ofensywy – uważa prof. Sławomir Sowiński.

Reakcja Komisji Europejskiej

Po prezydenckiej zapowiedzi weta głos zabrał przedstawiciel Komisji Europejskiej. Jej rzecznik, Thomas Regnier, oznajmił, że Komisja finalizuje umowę pożyczkową, by móc podpisać ją z polskimi władzami i już w kwietniu wypłacić zaliczkę.

Zaliczka ma wynieść 15 proc., czyli ok. 6,5 mld euro z łącznej puli 43,7 mld euro. Polska jest największym beneficjentem programu i otrzyma ok. jedną trzecią łącznej wartości środków przewidzianych w ramach SAFE.

Przedstawiciel Komisji Europejskiej był pytany o skutki prezydenckiego weta. Stwierdził, że KE nie będzie angażować się w debaty polityczne toczące się wewnątrz danego kraju. Podkreślił, że podstawa prawna wdrażająca program (czy będzie to ustawa czy rządowe rozporządzenie) leży w gestii władz Polski.

Główne wnioski

  1. Środki z instrumentu SAFE popłyną do Polski mimo prezydenckiego weta Karola Nawrockiego. Ich wykorzystanie będzie jednak trudniejsze, bardziej czasochłonne i bardziej kosztowne. Gdyby w życie weszła ustawa, musielibyśmy oddać mniej, ze względu na różnice w oprocentowaniu.
  2. Najwięcej stracą na wecie służby podległe MSWiA - policja i Straż Graniczna, które liczyły na zastrzyk aż 7 mld zł na modernizację i zakupy sprzętu. 700 mln zł miało zaś trafić do Służby Ochrony Państwa. Rząd zamierza sięgnąć po środki wykorzystując uchwałę. Tego prezydent Nawrocki nie może zawetować. Jednak politycy z otoczenia prezydenta zapowiadają wyciągnięcie konsekwencji wobec tych, którzy zdecydują się sięgnąć po to rozwiązanie.
  3. Politolog prof. Sławomir Sowiński uważa, że weto do ustawy wdrażającej SAFE osłabia pozycję prezydenta kosztem PiS. W ocenie eksperta, decyzja prezydenta Nawrockiego oznacza przekroczenie Rubikonu dla całej polskiej prawicy oraz przejście eurosceptycyzmu z warstwy retorycznej do praktycznej. To również okazja do rządu, by kreować się na rzecznika polskiego bezpieczeństwa w kontrze do prezydenta i opozycji.