Kategoria artykułu: Biznes

Wojna na Bliskim Wschodzie kosztuje biura podróży miliony. Czy latem Polacy postawią na Europę?

Giełdowy Rainbow podsumował koszty związane z atakiem na Iran, ale wojna nie załamała sprzedaży oferty na lato. Itaka i Wakacje.pl przewidują większe zainteresowanie wakacjami w Europie. Z kolei w eSky klienci zamiast rezygnować z wyjazdów na Bliski Wschód po prostu wybierają inne kierunki.

wakacje, samolot
Bliski Wschód wypadł z mapy turystycznej, przynajmniej na najbliższy miesiąc. Sprawdzamy, dokąd latają Polacy i dokąd pojadą na urlop. Fot. Getty Images

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Ile kosztowało biuro podróży Rainbow sprowadzenie do Polski turystów z Bliskiego Wschodu i jaką marżę straciło na niesprzedanych wycieczkach.
  2. Jak zareagowali klienci biur, które odwołały wyjazdy na Bliski Wschód.
  3. Jak dziś wygląda zainteresowanie ofertą wakacyjną.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Po ataku na Iran przez dwa tygodnie w biurach podróży panowało duże napięcie. Teraz przyszedł czas na pierwsze podsumowania i prognozy. W komunikacie z 18 marca giełdowy Rainbow oszacował koszty poniesione w związku z wybuchem wojny na Bliskim Wschodzie. Ewakuacja 1270 klientów, którzy w dniu rozpoczęcia ataków przebywali w Omanie, Zjednoczonych Emiratach Arabskich i Jordanii, a także zmiany w wycieczkach planowanych w tym regionie lub z lotami przesiadkowymi przez ten obszar oraz anulacja imprez z późniejszą datą wylotu kosztowały spółkę 5 mln zł. Niezrealizowana marża wyniosła ok. 3 mln zł.

– Już dziś widać, że obecna sytuacja generuje dla branży koszty. W naszym przypadku dotyczą one odwołania imprez turystycznych do krajów Zatoki Perskiej, takich jak Oman i ZEA. Turyści rezygnują też z części dalszych kierunków z przesiadkami w tym regionie, m.in. Malediwów, Seszeli, Bali czy Indii. Dodatkowym obciążeniem były koszty organizacji powrotów klientów innymi połączeniami oraz zapewnienia im zakwaterowania zgodnie z obowiązującymi przepisami – mówi Piotr Henicz, wiceprezes Itaki.

Co teraz?

Największe biura podróży zawiesiły co najmniej na miesiąc wyjazdy na Bliski Wschód.

– Do 20 kwietnia wycofaliśmy wyjazdy do Omanu i ZEA, a dla podróży dalekodystansowych realizowanych przez huby przesiadkowe w Zatoce Perskiej szukamy bezpiecznych alternatyw – mówi Piotr Henicz.

– W ofercie bliskowschodniej mamy ZEA, Oman i Jordanię. Zawiesiliśmy te kierunki do końca kwietnia, a później zobaczymy, co dalej. Nie są to kraje kluczowe dla naszego biznesu. W ubiegłym roku odpowiadały za 2,4 proc. naszych klientów – mówi Maciej Szczechura, prezes Rainbowa.

Jak w tej sytuacji zachowali się klienci?

– Do wyboru mieli zwrot pieniędzy albo inną opcję wyjazdu. Wielu zdecydowało się właśnie na to drugie rozwiązanie, często z przeksięgowaniem środków, czyli bez konieczności angażowania kolejnych pieniędzy – mówi Marzena Buczkowska-German z portalu Wakacje.pl, który sprzedaje oferty kilkudziesięciu touroperatorów.

Jak dodaje, alternatywą dla ZEA i Omanu pod względem klimatu i długości lotu stały się Wyspy Kanaryjskie i Maroko. Turyści wybierali też dalsze kierunki: Wyspy Zielonego Przylądka, Zanzibar czy Kenię.

– Na tych kierunkach zanotowaliśmy wzrost liczby klientów rok do roku liczony dwucyfrowo. W przypadku bliższych kierunków opcją pozostaje Egipt. Część osób decyduje się też na chłodniejsze regiony i wybiera Maltę, południe Włoch oraz kontynentalną Hiszpanię – mówi Marzena Buczkowska-German.

Jarosław Grabczak, szef produktu w internetowym biurze podróży eSky.pl, które sprzedaje bilety lotnicze i pakiety wakacyjne, potwierdza ten trend: klienci po prostu zmieniają kierunek.

– Popyt na podróże pozostaje bardzo odporny. Zarówno podróżni z Polski, jak i z całego regionu Europy Środkowo-Wschodniej nie rezygnują z wyjazdów. Obserwujemy raczej przesunięcie preferencji niż spadek zainteresowania – mówi Jarosław Grabczak.

Jeśli chodzi o krótkie wyjazdy do europejskich miast, klienci eSky najczęściej wybierają Włochy (21,6 proc.), Maltę (21,1 proc.) i Hiszpanię (18,1 proc.). Popyt na egzotykę w tym roku wzrósł o 70 proc. Na znaczeniu zyskują m.in. Maroko, Wyspy Kanaryjskie, ale też Karaiby czy Korea Południowa.

Co dalej?

Przyszłość zależy od tego, jak długo potrwa wojna.

– Zainteresowanie tymi kierunkami na pewno przez jakiś czas będzie mniejsze. Z mojego doświadczenia wynika jednak, że Polacy dość szybko wracają do takich miejsc. Niektórzy twierdzą, że Dubaj już nigdy nie będzie tak popularny jak dawniej. Moim zdaniem, trzy miesiące po zakończeniu wojny będzie tam tylu turystów co wcześniej. Wszystko zależy jednak od tego, czy konflikt zakończy się w miarę szybko – uważa prezes Rainbowa.

Turystyka przechodzi właśnie z sezonu zimowego na letni.

– To oznacza naturalne przesunięcie popytu na kierunki bliższe – europejskie i północnoafrykańskie. Te kraje nie są włączone w konflikt, a podróże do nich mogą odbywać się normalnie – taka jest opinia polskiego MSZ. Nie ma więc podstaw do zmiany kierunków ani rezygnacji z wyjazdów. Weźmy Turcję. Według informacji MSZ aktualnych na 19 marca 2026 r. w popularnych regionach turystycznych zalecane jest zachowanie zwykłej ostrożności. Oznacza to, że poziom zagrożenia jest taki sam jak w Polsce. Z tej perspektywy nie ma większego znaczenia, czy wybierzemy wypoczynek w Turcji, czy w kraju – mówi przedstawicielka Wakacje.pl.

Gdzie na wakacje?

Podobnie jak Turcja, Egipt nie traci także.

– Wojna go nie dotknęła. Sprzedajemy wyjazdy do tego kraju tak jak wcześniej i nie zmniejszyliśmy programu – mówi Maciej Szczechura.

Nie przewiduje on także spadku ruchu na Daleki Wschód, który cieszy się dziś dużą popularnością. Dla przykładu, Rainbow wysyła obecnie na wycieczki objazdowe do Chin więcej osób niż do USA.

– Większość naszego ruchu do Azji realizujemy samolotami czarterowymi. Lecą one bezpośrednio z Polski, więc nie dotyczą ich ograniczenia w lotach nad Bliskim Wschodem. Inaczej wygląda sytuacja w przypadku grup korzystających z połączeń rejsowych, na przykład linii Emirates. Tu największym wyzwaniem operacyjnym może być znalezienie połączeń omijających ZEA, jeśli konflikt się przedłuży. Na szczęście dostępne są także inne linie, takie jak Turkish Airlines, KLM czy Air China – mówi prezes Rainbowa.

Czy Europa zyska?

– Nie spodziewałbym się, że Europa wyraźnie skorzysta na problemach Bliskiego Wschodu. Najpopularniejsze kierunki wybierane przez turystów latem to Turcja, Grecja, Egipt, Hiszpania wraz z Wyspami Kanaryjskimi, Tunezja, Albania i Włochy. Sprzedaż wyjazdów do tych krajów na najbliższe lato przebiega bardzo dobrze. Liczba klientów, którzy mogliby zamienić Bliski Wschód na te kierunki, nie jest na tyle duża, by zaburzyć dynamikę rynku – mówi Maciej Szczechura.

Innego zdania jest wiceprezes Itaki.

– Widzimy wzrost zainteresowania kierunkami europejskimi. Klienci najchętniej wybierają Hiszpanię wraz z Wyspami Kanaryjskimi, Grecję, Maderę oraz wyspy Morza Śródziemnego, takie jak Majorka, Sycylia czy Kos – twierdzi Piotr Henicz.

Żadna z firm nie zanotowała spadku sprzedaży ofert na tegoroczne wakacje.

Główne wnioski

  1. Wojna na Bliskim Wschodzie generuje koszty dla biur podróży. Przykładowo, ewakuacja klientów i odwołane wyjazdy kosztowały Rainbow ok. 5 mln zł, a kolejne 3 mln zł to utracona marża. Czasowo zawieszono wyjazdy m.in. do ZEA, Omanu i Jordanii.
  2. Turyści nie rezygnują z wakacji, lecz zmieniają kierunki. Zamiast Bliskiego Wschodu wybierają m.in. Wyspy Kanaryjskie, Maroko, Egipt, Maltę, Włochy czy Hiszpanię. Rośnie także popularność niektórych dalszych kierunków, np. Zanzibaru i Kenii.
  3. Sprzedaż letnich wycieczek pozostaje dobra. Część przedstawicieli branży spodziewa się większego zainteresowania Europą i Afryką Północną. Główne wakacyjne kierunki wybierane przez Polaków to m.in. Turcja, Grecja, Egipt i Hiszpania.