Ze Słowacji. Jak wyglądałoby piwo z Mentzenem w gejowskiej knajpie?
Pojechałem na Słowację, gdzie Michal Šimečka, lider słowackiej opozycji i przewodniczący partii Progresywna Słowacja, próbuje wygrać wybory tam, gdzie dotąd dominował Robert Fico – na prowincji.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jaki pomysł ma słowacka opozycja, by odzyskać władzę.
- Czy może się jej to udać.
- Jak wygląda obecna sytuacja polityczna u naszych sąsiadów.
Znajomy Słowak powiedział mi, że w Bánovcach nad Bebravou nie ma niczego, a w centrum miasta gubi się nawet sygnał GPS.
Trochę przesadzał. Na rynku w Bánovcach nad Bebravou stoi pomnik pisarza i publicysty Ľudovíta Štúra, jednego z narodowych bohaterów Słowaków. Monument częściowo zasłania widok na Tesco. Na miejscu wypiłem dobrą kawę, a sygnał GPS działał bez zarzutu.
Gdyby Bánovce nad Bebravou wybierały słowacki rząd
To typowa słowacka prowincja. Szesnastotysięczne miasteczko, 30 kilometrów od Trenczyna. Bastion rządzącej dziś na Słowacji populistycznej partii SMER Roberta Ficy. W wyborach parlamentarnych w 2023 r. SMER zdobył tu niemal 31 proc., a Hlas, wywodzący się z obozu Ficy i będący jego łagodniejszą wersją – prawie 18 proc. Opozycyjna Progresywna Słowacja, krytykująca Ficę za prorosyjski kurs i naruszanie demokratycznych standardów, uzyskała niewiele ponad 16 proc.
Gdyby więc głosowały tylko Bánovce nad Bebravou, Robert Fico miałby dziś większość konstytucyjną i mógłby przepchnąć przez słowacki parlament niemal każdą ustawę. Ze wszystkich opozycyjnych posłów być może nie dałoby się nawet złożyć pełnej drużyny rugby.
Takich miejscowości u naszych południowych sąsiadów są setki. To one w praktyce rozstrzygają o zwycięstwach Ficy. Na proeuropejską opozycję głosują Bratysława czy Koszyce, ale walkę o dusze prowincji niepodzielnie wygrywa Robert Fico, skutecznie uderzający w wielkomiejskie liberalne elity.
Opozycja zrozumiała, że klucz do zwycięstwa w przyszłorocznych wyborach do jednoizbowego słowackiego parlamentu leży właśnie na prowincji. Czterdziestodwuletni Michal Šimečka – lider opozycji, szef Progresywnej Słowacji, absolwent Oksfordu, były doradca Zuzany Čaputovej i pierwszy słowacki wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego – próbuje pozbyć się wizerunku polityka wielkomiejskiego. Jeździ więc po słowackiej prowincji i zaprasza ludzi na piwo do lokalnych knajp. Bo na Słowacji, podobnie jak w Czechach, knajpa pełni funkcję społeczną niemal tak ważną jak kościół.
Jak Magdalena Biejat w górniczej knajpie w Brzeszczach
„Rząd przyznaje sobie nagrody, buduje prywatne wille z funduszy europejskich i zapewnia sobie bezkarność. Ma was gdzieś” – tak brzmi zaproszenie na spotkanie z Michalem Šimečką, opublikowane w mediach społecznościowych Progresywnej Słowacji.
„Nam zależy na was i chcemy usłyszeć, jak się wam żyje. Niezależnie od tego, czy jesteście naszymi wyborcami, czy nie, przyjmijcie nasze zaproszenie do Originál Pilsner Urquell Pubu w Bánovcach nad Bebravou” – zachęca główna partia opozycyjna na Słowacji.
To jedno z wielu podobnych zaproszeń na spotkania z wyborcami na prowincji.
O licznych progresywnych wyborców w Bánovcach nad Bebravou raczej trudno. Michal Šimečka w walce o głosy wybiera dla siebie jedne z najtrudniejszych pojedynków. Trochę tak, jakby Sławomir Mentzen zapraszał na spotkanie do warszawskiego klubu gejowskiego albo Magdalena Biejat próbowała zdobywać głosy wśród bywalców górniczych knajp w Brzeszczach.
Czy lepiej żyje się waszym dzieciom i rodzicom?
Pub Pilsnera w Bánovcach nad Bebravou znajduje się kilka minut spacerem od głównego placu miasta. Na środowym spotkaniu z Michalem Šimečką wypełnił się do ostatniego miejsca. Wśród kilkudziesięciu osób dało się dostrzec lokalnych działaczy Progresywnej Słowacji rozdających partyjne gadżety, ale po pytaniach kierowanych do słowackiego polityka łatwo było wywnioskować, że na piwo przyszli nie tylko jego zwolennicy.
– Kiedy pójdziecie do wyborów [w 2027 r. – przyp. ŁG], proszę was, żebyście – niezależnie od tego, na kogo wcześniej oddaliście głos i jakie macie poglądy w różnych sprawach – poszli do urn z chłodną głową. Zapytajcie sami siebie, czy żyje się wam lepiej. Czy lepiej żyje się waszym dzieciom i waszym rodzicom? Czy macie perspektywę na lepszą pracę? A czy czujecie, że wasza miejscowość rozkwita? – mówił Michal Šimečka.
Lider słowackiej opozycji przekonywał zebranych, że przed pójściem na wybory powinni pamiętać, kto odpowiada za stan gospodarki. Wskazywał na SMER Roberta Ficy, który – z krótkimi przerwami – rządzi Słowacją od 2006 r. (poza okresami 2010–2012 i 2020–2023).
– Pamiętajcie o tym, niezależnie od narracji, którymi będzie was straszył Robert Fico: że Progresywna Słowacja wciągnie was do wojny czy „sprzeda” kraj Brukseli – mówił Michal Šimečka.
Budapeszt testem dla Słowacji
Zdaniem lidera opozycji, wybory parlamentarne na Węgrzech będą testem tego, czy skuteczniejsza okaże się polityka oparta na strachu i propagandzie, czy na ocenie realnej sytuacji gospodarczej.
– Jestem przekonany, że ludzie – zarówno tutaj, jak i w całej Słowacji – będą chcieli głosować za zmianą. Bo w obecnym modelu coraz trudniej normalnie funkcjonować – tłumaczył Šimečka.
Wskazywał przy tym, że Słowacja wypada słabo na tle Unii Europejskiej w wielu mierzalnych obszarach, takich jak jakość życia, poziom wynagrodzeń czy system edukacji.
Czy Michal Šimečka ma szansę na przejęcie władzy?
Progresywna Słowacja to ugrupowanie powstałe na przełomie 2017 i 2018 r., o wyraźnie proeuropejskim i progresywnym profilu – bardziej jednoznacznym ideowo niż polska Koalicja Obywatelska. Z partii wywodzi się Zuzana Čaputová, która w kampanii prezydenckiej w 2019 r. opowiedziała się m.in. za prawem par jednopłciowych do adopcji dzieci – i wygrała wybory.
Kilka tygodni później ugrupowanie osiągnęło sukces w wyborach do Parlamentu Europejskiego, a Michal Šimečka został pierwszym słowackim wiceprzewodniczącym tej instytucji.
Wybory parlamentarne w 2020 r. okazały się jednak dla partii porażką – startując w koalicji, nie przekroczyła progu wyborczego. Według anegdoty przez lata hasłem do Wi-Fi w bratysławskim biurze ugrupowania była liczba głosów, których wtedy zabrakło.
Trzy lata później do przedterminowych wyborów parlamentarnych poprowadził ją już jako lider Michal Šimečka. Ugrupowanie przegrało jedynie ze SMER Roberta Ficy, co dało mu pozycję lidera opozycji.
Dziś wedle sondaży SMER i PS idą łeb w łeb. Ale Robert Fico jest chyba w lepszej sytuacji. Jednocześnie część badań sugeruje, że to Fico ma większą zdolność koalicyjną i łatwiej byłoby mu zbudować większość parlamentarną. Inne sondaże pokazują niewielką przewagę PS, co pozostawia opozycji realną, choć ograniczoną, szansę na przejęcie władzy.
Mniej ideologii, więcej o „drożyźnie Ficy”
Wielu słowackich ekspertów zwraca uwagę, że Progresywnej Słowacji przypisano wizerunek partii wielkomiejskich elit, oderwanej od realiów prowincji.
Robert Fico skutecznie buduje przeciwstawny obraz – jako polityk reprezentujący interesy osób gorzej sytuowanych i wykluczonych. W jego narracji za pogarszającą się sytuację materialną odpowiadają m.in. Bruksela, wojna w Ukrainie oraz liberalne elity.
W odpowiedzi Michal Šimečka ograniczył akcenty ideologiczne w swojej komunikacji, koncentrując się na kwestiach gospodarczych. Progresywna Słowacja promuje hasło „ficova drahota” – „drożyzna Ficy” – które ma bezpośrednio odnosić się do doświadczeń ekonomicznych wyborców.
W Polsce lepiej?
W mediach społecznościowych partii pojawiają się przede wszystkim informacje o gorszym położeniu Słowaków na tle ich sąsiadów z Grupy Wyszehradzkiej, w tym np. Polski. Zresztą nasz kraj pojawia się tam często jako pozytywny przykład polityki gospodarczej.
Weźmy kilka przykładów z ostatnich tygodni. Progresywna Słowacja wskazuje, że średnia pensja na Słowacji wynosi ok. 1620 euro, podczas gdy w Polsce – w przeliczeniu – ok. 2104 euro.
Różnice widać także na rynku mieszkaniowym. Według danych przywoływanych przez opozycję, opartych na raporcie Deloitte Property Index 2025, zakup mieszkania o powierzchni 70 m kw. w Bratysławie wymaga równowartości 12,3 rocznych pensji. W Warszawie – 9,7.
Polska ma lepszą infrastrukturę i niższe ceny
Polska stała się także tematem spotkania w Bánovcach nad Bebravou. Michal Šimečka zwracał uwagę, że wystarczy przekroczyć granicę, by zobaczyć różnice – lepsze drogi, sprawniejszą kolej i niższe ceny w sklepach. Pytał przy tym retorycznie, czy wynika to z większej „zaradności” Polaków, czy raczej z jakości rządów.
Spotkanie miało otwarty charakter – każdy mógł przyjść i zadać pytanie. Część z nich była dla lidera opozycji wymagająca. Šimečka musiał odpowiadać m.in. na zarzuty dotyczące braku sprawczości w opozycji oraz na pytania osobiste – np. jak zareagowałby, gdyby jego kilkuletnia córka chciała zostać żołnierką. Odpowiadał, że jeśli byłaby to świadoma decyzja w przyszłości, wspierałby ją.
Opozycja zapowiada większe podatki. Jakie?
W trakcie spotkania pojawiły się także pytania o politykę podatkową.
– Nie jestem populistą i nie będę obiecywał wyłącznie obniżek podatków – mówił Šimečka.
Zapowiedział możliwość podniesienia podatków od dywidend i zgromadzonych oszczędności, argumentując, że nie powinno to negatywnie wpłynąć na gospodarkę.
Jednocześnie przyznał, że budżet państwa nie pozwala dziś na rozszerzanie świadczeń dla emerytów, choć zadeklarował utrzymanie obecnych.
Uczestnicy spotkania poruszali również kwestie międzynarodowe – od sytuacji na Bliskim Wschodzie po politykę migracyjną Angeli Merkel. Szczególnie emocjonalna była dyskusja dotycząca migrantów na Słowacji.
Ewolucja SMER
W kontekście biografii Šimečki pojawił się także wątek jego wcześniejszej współpracy z politykami SMER.
– Michal pracował dla mnie sześć lat bezpośrednio w Brukseli i dwa lata zdalnie. Spotkałem go w Oksfordzie w 2009 r. Jego poglądy na politykę zagraniczną były wtedy zbieżne z moimi. Istotna była również jego biegła znajomość angielskiego – mówił dla Aktuality.sk Boris Zala, współzałożyciel SMER.
To pokazuje skalę zmian, jakie zaszły w słowackiej polityce – szczególnie po zabójstwie w 2018 r. dziennikarza śledczego Jána Kuciaka i jego narzeczonej – archeolożki Martiny Kušnírovej.
Robert Fico, który w 2009 r. wprowadzał Słowację do strefy euro i prowadził politykę silnie zorientowaną na Niemcy i Brukselę; dziś prezentuje stanowisko wyraźnie bardziej prorosyjskie i konfrontacyjne wobec instytucji unijnych.
Czy Michalowi Šimečce może się udać?
Progresywna Słowacja stara się przełamać wizerunek partii wielkomiejskich elit. Pytanie pozostaje jednak otwarte, czy jest to możliwe pod przywództwem obecnego lidera.
Šimečka jest absolwentem Oksfordu i był wiceprzewodniczącym Parlamentu Europejskiego, co ułatwia jego przeciwnikom przedstawianie go jako polityka oderwanego od realiów prowincji.
Pochodzi także z rodziny silnie zaangażowanej w życie publiczne. Jego matka, Marta Šimečková, współtworzyła słowacki oddział Amnesty International. Ojciec, Martin M. Šimečka, należy do najbardziej rozpoznawalnych słowackich dziennikarzy i jest autorem książki „Słowacja. Dzieje obojętności”, wydanej w Polsce ze wstępem Adama Michnika. Dziadek, filozof Milan Šimečka, był bliskim współpracownikiem Václava Havla.
W efekcie Šimečka uosabia wiele cech, które Robert Fico wykorzystuje w swojej narracji przeciwko opozycji. W takich warunkach nawet bezpośrednie spotkania przy piwie z wyborcami mogą okazać się niewystarczające, by przełamać dominację na słowackiej prowincji.
Główne wnioski
- Klucz do zwycięstwa w przyszłorocznych wyborach do jednoizbowego słowackiego parlamentu leży na prowincji. Dlatego 42-letni Michal Šimečka , lider opozycji oraz szef Progresywnej Słowacji, próbuje pozbyć się wizerunku przedstawiciela wielkomiejskich elit. Polityk jeździ po słowackiej prowincji, gdzie zaprasza na piwo do lokalnych knajp.
- Spotkania mają charakter otwarty; każdy może na nie przyjść i zadać pytanie. Niektóre z nich są kłopotliwe dla przedstawiciela opozycji. W miejscowości Bánovce nad Bebravou Michal Šimečka był pytany m.in. czy kibicowałby swojej córce w karierze wojskowej i dlaczego nie chce zwiększyć świadczeń dla emerytów.
- Mimo zmasowanej akcji spotkań z wyborcami w knajpach na prowincji, politykowi, który ma dyplom z Oksfordu, bardzo trudno będzie pozbyć się wizerunku przedstawiciela elit. Michal Šimečka jest synem aktywistki Marty Šimečkovej, która zakładała na Słowacji Amnesty International. Jego ojciec, Martin M. Šimečka, to jeden z najpopularniejszych słowackich dziennikarzy. Przewodniczący Progresywnej Słowacji jest wnukiem filozofa Milana Šimečki, który był bliskim współpracownikiem Václava Havla.

