TISZA kontra prywatne państwo Orbána. Kulisy najbrudniejszej od lat kampanii wyborczej na Węgrzech
Za niespełna dwa tygodnie Węgrzy pójdą do urn. Nad Dunajem rozgorzała brutalna polityczna walka. Wybitni węgierscy eksperci mówią o systemowych nierównowagach, brudnej grze wyborczej Fideszu oraz jak opozycja opiera się nadużywającemu władzy premierowi.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jak obóz Viktora Orbána wykorzystuje państwowe pieniądze i struktury do marginalizacji węgierskiej opozycji.
- Jak różnią się od siebie kampanie wyborcze Fideszu i TISZY oraz jaką rolę pełni w nich sytuacja gospodarcza, wojna w Ukrainie i relacje z Rosją.
- Przed jakimi wyzwaniami stoi Péter Magyar w przypadku ewentualnej wygranej.
Walka Dawida z Goliatem to częsta, nieco wyświechtana metafora opisująca starcia politycznych faworytów z pretendentami. Jednak w przypadku nadchodzących wyborów na Węgrzech ta metafora pasuje wyjątkowo. Starcie rządzącego od 16 lat Fideszu ze zmobilizowaną jak nigdy opozycją opisywane jest jako najważniejsza tegoroczna elekcja w Europie. Konsekwencje wyników wyborów nad Dunajem wykroczą bowiem daleko poza Węgry.
Nierówna walka o rząd dusz Węgrów
– Budżet Fideszu – wliczając w to wszystkich pośredników, nadawcę publicznego i budżet komunikacyjny rządu – wynosi co najmniej 200 mld forintów rocznie (ok. 2,2 mld zł). Dla porównania budżet opozycji na kampanię wyborczą szacuje się pomiędzy 1 mld a 4 mld forintów (ok. 11 mln-44 mln zł) – wylicza Sándor Léderer, przewodniczący węgierskiej organizacji pozarządowej K-Monitor.
Sándor Léderer wraz ze współpracownikami od lat monitoruje skalę korupcji, nepotyzmu i braku transparentności życia publicznego na Węgrzech pod wodzą rządów Viktora Orbána. Jak zauważa: powiedzieć, że pole gry między Fideszem a TISZĄ jest nierówne, to nic nie powiedzieć.
– Taka różnica w dysponowaniu środkami na kampanię daje Fideszowi przewagę 50-krotną, a nawet 100-krotną – wylicza Sándor Léderer.
Szesnaście lat rządów Viktora Orbána to kompletne przeobrażenie reguł gry kampanijnej. Orbán wielokrotnie w trakcie swoich kadencji zmieniał konstytucję, betonował państwowe stanowiska oraz uzależniał od siebie pracowników administracji, co uczyniło Węgry de facto prywatnym folwarkiem premiera i jego partii. Szef K-Monitor jako jeden z dowodów degrengolady węgierskiego państwa wymienia jawne zaangażowanie instytucji rządów w kampanię Fideszu.
– Podmioty rządowe, w szczególności ministrowie i sekretarze stanu, są bardzo aktywne w kampanii. Niektórzy wręcz wprost przyznali, że ich zastępcy przejęli ich oficjalne obowiązki, ponieważ oni sami są zajęci prowadzeniem kampanii. Co więcej, na oficjalnych rządowych profilach na Facebooku politycy wprost krytykują opozycję i powielają przekazy partyjne Fideszu, co stanowi dowód na to, że cały rząd przestawił się na tryb kampanijny – opisuje Sándor Léderer.
I jak dodaje, nie brakuje nawet zapisywania urzędników państwowych na listy wyborcze Fideszu.
– W skrajnych przypadkach urzędnicy państwowi zajmujący stanowiska stricte administracyjne byli umieszczani na odległych miejscach list wyborczych Fideszu tylko po to, by uzyskać formalny status kandydatów, co w świetle prawa pozwala im na jawne prowadzenie kampanii pomimo pełnionych ról w administracji – wyjaśnia szef K-Monitor.hu.
Zacieranie granicy między państwem a partią
Péter Kramer jest dyrektorem organizacji pozarządowej 20K. Zajmuje się monitorowaniem uczciwości wyborów, a także szkoleniami obserwatorów wyborczych. Węgierski ekspert na moje pytanie o granicę między państwem a Fideszem nie pozostawia żadnych złudzeń.
– Węgry są niestety jednym z pionierów nieustannej kampanii. Mimo że formalnie kampania zaczyna się na 50 dni przed wyborami, Fidesz prowadzi ją nieprzerwanie od 16 lat. Ta kampania nie jest prowadzona przez partię, lecz przez państwo, a państwowa propaganda ma charakter ciągły. Granica między państwem a partią zatarła się już dawno temu – zauważa Péter Kramer.
W jego ocenie Orbán prowadzi kampanię przez kreowanie wroga narodu węgierskiego.
– Połowa plakatów, które widać w Budapeszcie na długo przed wyborami, dotyczy aktualnego wroga politycznego. Niezależnie od tego, czy jest to inna partia, prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski, czy George Soros. Trudno dostrzec różnicę, gdy mówimy o kampanii wyborczej, ponieważ jest ona po prostu częścią politycznego krajobrazu – mówi Péter Kramer.
Zdaniem Pétera Kramera jeszcze przed dekadą premier Węgier przynajmniej próbował zachowywać pozory uczciwej rywalizacji wyborczej. Dziś to już tylko mgliste wspomnienie.
– Przez ostatnie 16 lat następował systematyczny demontaż państwa prawa i jego struktur. Kiedy widać, że rządu nie obowiązują te same prawa, inni aktorzy również przestają ich przestrzegać. Donald Trump publicznie oświadczył, że podziwia Orbána za jego autokratyczne rządy. Orbán zaś stopniowo tworzył schemat demontażu mechanizmów checks and balances oraz przejmowania kontroli nad mediami. Teraz gdy gotowy schemat już istnieje, łatwo jest go aplikować. Tak jak próbuje to robić Trump w USA – podkreśla szef 20K.
Gospodarcze problemy największą zmorą Orbána
Jednak mimo niespotykanej w Unii Europejskiej skali zabetonowania państwa, Viktor Orbán ma kłopoty, których nie miał od lat.
– Główną różnicą jest to, że w latach 2018-2022 Węgry radziły sobie stosunkowo dobrze pod względem gospodarczym. Co więcej, wojna w Ukrainie rozpoczęła się dwa miesiące przed naszymi wyborami w 2022 r., co było prezentem, który wręcz wpadł w ręce Orbána. Tym razem gospodarka jest w rozsypce i żadna z kwestii krajowych nie działa na jego korzyść. Orbán desperacko potrzebuje zewnętrznych narracji i z pełną mocą wykorzystuje tę samą narrację antywojenną – wyjaśnia Péter Kramer.
Rzeczywiście, sytuacja gospodarcza Węgier jest nie do pozazdroszczenia. Węgierski forint znacząco umocnił się w ostatnim czasie, co negatywnie odbiło się na węgierskim eksporcie odgrywającym duże znaczenie w gospodarce.
Spowolnienie wzrostu PKB i nadmierne uzależnienie od wschodniego kapitału
Ponadto, bank centralny Węgier obniżył we wtorek 23 marca prognozę wzrostu PKB na 2026 r. z 2,4 proc. do 1,7 proc. Od 2022 r. następuje powolny wzrost bezrobocia na Węgrzech przy jednoczesnym spadku udziału wynagrodzeń w PKB. Węgry są także mocno zależne od rosyjskich węglowodorów, a także chińskich inwestycji w odnawialne źródła energii.
Péter Magyar, lider partii TISZA jako jeden z głównych postulatów obiecuje właśnie ożywienie węgierskiej gospodarki. Obiecuje również walkę z wszechobecną korupcją oraz odblokowanie środków unijnych przez przywrócenie praworządności na Węgrzech.
Fundusze unijne jako priorytet opozycji
– Sprowadzenie funduszy unijnych do kraju to priorytet w polityce zagranicznej Magyara, a do jego realizacji potrzebuje zakulisowego wsparcia politycznego ze strony UE – mówi Ferenc Németh, węgierski ekspert ds. polityki międzynarodowej.
Németh przywołuje dobrze znaną Polakom analogię.
– Spójrzmy na polski przykład po waszej zmianie władzy. Polska nie wdrożyła natychmiast wszystkich oczekiwanych reform, ale Rada Europejska i tak odblokowała fundusze. To była decyzja polityczna i spodziewam się podobnej decyzji politycznej w przypadku Węgier – zauważa analityk.
Nieprzypadkowo sam Magyar często odwołuje się do wygranej obecnej koalicji rządowej w Polsce jako wzorca do naśladowania. Lider węgierskiej opozycji spotkał się także z Donaldem Tuskiem w trakcie lutowej konferencji bezpieczeństwa w Monachium.
Do wyzwań po ewentualnej wygranej Pétera Magyara jeszcze wrócimy. Najpierw musi wygrać wybory i choć Orbán ma ewidentne kłopoty, to Fidesz robi wiele, aby przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Nawet posuwając się do ewidentnie nieczystych zagrań kampanijnych.
Instytucje państwowe w służbie partii rządzącej
– Każda instytucja państwowa została potencjalnie zmobilizowana do trybu kampanijnego i wykorzystuje swoje ogromne zasoby, aby wesprzeć kampanię Fideszu – mówi Sandor Léderer. I podaje najbardziej jaskrawy przykład nadużycia władzy przez Orbána. W roli głównej występuje węgierski odpowiednik naszego Totalizatora Sportowego.
– Państwowa narodowa spółka loteryjna sfinansowała serię koncertów gwiazd popu na prowincji. Jeśli spojrzeć na mapę tych koncertów, są one strategicznie zlokalizowane w kluczowych, spornych okręgach, w których Fidesz musi wygrać, a gospodarze wydarzeń aktywnie dzielą się przekazami rządu w czasie ich trwania – wymienia Sándor Léderer.
Na polityczny trop koncertów organizowanych przez węgierską loterię narodową wpadli dziennikarze niezależnego serwisu Telex.hu. Poniższa mapa koncertów zupełnym przypadkiem pokrywa się z okręgami, w których wygrana Fideszu nie jest przesądzona.
Nie jest tajemnicą, że kampania wyborcza na Węgrzech trwa właściwie cały czas. Mimo wszystko kolejne przykłady podawane przez Sándora Léderera budzą niemałe zaskoczenie.
– Nawet instytucje takie jak bank centralny wynajmują billboardy reklamowe, w których dominują przekazy chwalące „stabilność” Węgier rządzonych przez Viktora Orbána – wyjaśnia szef K-Monitor.
Ogniste starcie w sieci i sianie strachu sztuczną inteligencją
Nic dziwnego, że w obliczu kulejącej gospodarki, uzależnieniu od Rosji i Chin oraz wszechobecnego klientelizmu Fidesz próbuje przekierować tory kampanijne z dyskusji o realnej przyszłości Węgier na wykorzystywanie własnych przewag systemowych i sianiem lęku przed wojną. Kampanijne trudności mimo korzystnych dla Fideszu zmian w ordynacji wyborczej są widoczne w przestrzeni cyfrowej.
– W porównaniu do 2022 r. zmienił się również krajobraz polityczny – cztery lata temu opozycja została zmuszona do utworzenia zjednoczonej koalicji, ponieważ rząd zmienił prawo wyborcze tuż przed głosowaniem. Teraz pojawił się silny pretendent z partii TISZA, który faktycznie ma szansę pokonać reżim, co spycha Fidesz do defensywy. Zespół TISZY jest znacznie młodszy i silniejszy w sferze cyfrowej – analizuje cyfrową kampanię Péter Kramer z 20K.hu.
Opozycja nie bez powodu bitwę o rząd dusz w dużym stopniu przenosiła do sieci. Jak wylicza Péter Kramer, nawet między 85 a 90 proc. tradycyjnych mediów jest zależne od Orbána i powiela sprzyjający mu przekaz.
– Fidesz zdając sobie sprawę ze swoich deficytów w docieraniu do młodszych wyborców, porzucił dawne metody polegania kołach obywatelskich pełnych starszego elektoratu, które wyglądały komicznie, bo nikt na tym się nie znał. I w końcu wynajął profesjonalne agencje PR – opowiada Péter Kramer.
Jego zdaniem efektem działań Fideszu jest masowe zalewanie sieci filmami generowanymi przez sztuczną inteligencję, które mają wzbudzać strach przed wojną.
– Na przykład przez fałszywe sugestie, że Węgrzy są zabierani na ukraiński front. Działania te są potęgowane przez farmy botów i kampanie dezinformacyjne, które logicznie wpisują się w narracje korzystne dla Rosji – analizuje Péter Kramer.
Cyfrowa machina propagandowa Orbána natrafia jednak na przeszkody. Pierwszą z nich jest większa skuteczność cyfrowych przekazów TISZY.
– Mimo publikowania dwukrotnie większej liczby postów, zaangażowanie po stronie Fideszu jest znacznie poniżej tego, co osiąga TISZA. Odbiorcy TISZY są młodsi, a ich treści są po prostu o wiele bardziej angażujące niż oglądanie przemawiającego Orbána – mówi Péter Kramer.
Jak Orbán obszedł zakaz reklamy politycznej
Orbán trafił także na przeszkodę prawną. Wskutek wejścia w życie unijnego rozporządzenia o przejrzystości reklam politycznych (TTPA) zmieniły się zasady oznaczania reklam politycznych w mediach społecznościowych. Facebook zablokował część oficjalnych reklam obozu rządzącego w celu uniknięcia problemów z unijnym prawem. Jak wskazuje Sandor Léderer, wcześniej Fidesz należał do grona podmiotów wydających najwięcej na polityczne reklamy na Facebooku w Europie.
Jednak i tę przeszkodę Orbán obrócił na swoją korzyść.
– Kiedy Facebook zaczął ograniczać te reklamy, aby dostosować się do TTPA, zakłóciło to strategię Fideszu polegającą na zalewaniu kraju reklamami. W rezultacie przeszli na generowanie przez influencerów treści, które wydają się organiczne, chociaż wciąż udaje im się przemycić wiele reklam politycznych przez algorytmy weryfikujące Facebooka. Na mocy TTPA działania influencerów są uznawane za reklamę polityczną i wymagają raportowania, ale pozostaje to całkowicie szarą strefą, ponieważ państwo węgierskie celowo nie powołało organu nadzorczego do egzekwowania tego rozporządzenia – analizuje szef K-Monitor.
Orbán zatem przyczynił się do utworzenia szarej strefy prawnej, dzięki której może bezkarnie wykorzystywać sieć influencerów (tzw. Megafon) do promowania swojego przekazu. To jednak nie wszystko.
– Istnieje kolejny kluczowy element dotyczący finansowania kampanii: zniesienie limitu wydatków na kampanię. Przez długi czas na Węgrzech obowiązywał surowy limit określający, ile partie mogły wydać podczas wyborów, ale został on zniesiony w zeszłym roku. Fidesz zrobił to, aby upewnić się, że nie napotka żadnych limitów i nie będzie mógł zostać ukarany grzywną za nadmierne wydatki. W poprzednich latach udowodniliśmy, że przekraczali oni limity, ale zawłaszczony Państwowy Urząd Kontroli nigdy ich nie ukarał. Poziom przekraczania budżetu stał się prawdopodobnie tak ogromny, że Fidesz nie chce ryzykować, iż w przypadku zmiany rządu zbada ich nowy, niezależny urząd kontroli – mówi wprost Léderer.
Finansowanie kampanii poza państwową kontrolą
Czy takie zmiany były w kodeksie wyborczym wystarczające dla Viktora Orbána? Nic bardziej mylnego.
– Rząd prowadzi hojny program finansowania dla organizacji społeczeństwa obywatelskiego, które staje się bardzo aktywne lokalnie przed wyborami, organizując wydarzenia i kampanie internetowe na rzecz kandydatów Fideszu. W zeszłym roku rząd złagodził wymogi sprawozdawcze dla tych funduszy. Ponieważ dotacje te oficjalnie nie są przeznaczone na kampanie polityczne, szczegółowe raportowanie ujawniłoby to naruszenie. Znosząc te wymogi, władza upewnia się, że nie będzie żadnych dowodów na to, jak wydano pieniądze, gwarantując sobie bezkarność – konkluduje węgierski ekspert.
Mimo zmasowanej, napędzanej państwowymi budżetami ofensywy oraz zmian w kodeksie wyborczym obliczonych na korzyść Fideszu, statystyki obnażają słabość partii w mediach społecznościowych.
Choć partia rządząca odpowiada za większość publikowanych postów, to partia Pétera Magyara absolutnie dominuje pod względem zaangażowania użytkowników.
TISZA z ułamkiem liczby publikacji generuje większość interakcji. Na Instagramie jest to 71 proc., a na TikToku i Facebooku blisko połowa. Mimo ewidentnie nierównych zasad gry, w sieci górą jest opozycja. Należy jednak pamiętać, że to w rękach Fideszu leży systemowa przewaga w ostatnich tygodniach kampanii.
Mroczne scenariusze na ostatniej prostej
Péter Kramer nie ma wątpliwości, że w ostatnich tygodniach kampanii Orbán jest gotowy łamać wszelkie zasady, aby zapewnić sobie reelekcję.
– Zaaranżowanie zamachu na samego siebie jest najbardziej logiczne. Teraz gdy mamy wyraźnego wroga w postaci Ukrainy i Brukseli, po prostu bardzo łatwo byłoby zorganizować jakiś atak, akt wrogości ze strony Ukraińców na granicy lub groźbę bombową. Poziom napięcia eskaluje tak naprawdę każdego dnia – mówi szef 20K.hu.
Z Péterem Kramerem rozmawiam dwa dni po premierze sensacyjnego artykułu „The Washington Post”, w którym dziennikarze ujawniają o możliwości pozorowanego zamachu na życie Orbána. Za pomysłem stoją rosyjskie służby specjalne, które miałyby w ten sposób pomóc premierowi w kampanii. Artykuł zawiera także inne przykłady współpracy węgiersko-rosyjskiej, których szczegóły przechwyciły wywiady europejskie.
Bezprawne zatrzymanie legalnego konwoju na Ukrainę
Scenariusze amerykańskich dziennikarzy świetnie wpisują się w atmosferę grozy na Węgrzech. Péter Kramer wraca pamięcią do niedawnego przechwytu transportu 40 mln dolarów, 35 mln euro i 9 kilogramów złota jadącego na Ukrainę.
– Trwa całkowicie legalny transport pieniędzy i złota z Raiffeisen Bank, który jest jednym z ogromnych banków w Europie, do Narodowego Banku Ukrainy. Transport, który odbywa się od lat, co tydzień lub częściej, i który przez pewien czas był faktycznie realizowany przez firmę jednego z oligarchów Orbána. Nagle, zupełnie przypadkowo, transport jest zatrzymany przez państwową komórkę antyterrorystyczną pod zarzutem prania pieniędzy przez Ukraińców. Następnie pojawiają się informacje o tym, jak przetrzymywano konwojentów bez dostępu do prawników, a jednemu z nich wstrzyknięto serum prawdy i musiał zostać zabrany do szpitala – mówi Péter Kramer.
I przytacza kolejne fakty mówiące o bezkompromisowości Fideszu w lekceważeniu prawa.
– Następnego dnia węgierski parlament uchwalił prawo, aby móc zatrzymać te pieniądze. Wyobraźmy sobie, że przewozimy miliony dolarów, euro i złoto, a oni działając wstecz, uchwalili prawo pozwalające im w zasadzie porwać nasze pieniądze. Fakt, że publicznie się do tego przyznają i to publikują, pokazuje, że akceptowalny będzie każdy nowy poziom szaleństwa – komentuje Péter Kramer.
Zuchwałość Fideszu i nie mniej zuchwała odpowiedź opozycji
Niespotykana w tej części Europy zuchwałość Fideszu nie jest ignorowana przez obóz Magyara. Przypomnijmy, Magyar to były polityk Fideszu, którzy świetnie zna mechanizmy, którymi operuje Orbán.
– Ma bardzo dobre informacje, więc prawdopodobnie ma ludzi po ich stronie. Jest naprawdę dobry w uprzedzaniu niektórych z tych ataków. Był taki pokój, zrobili stronę internetową ze zdjęciem tego pokoju z zapowiedzią, że zaraz wrzucą jakieś wideo z kompromatami. Co zrobił Magyar? Wystąpił, zanim zdążyli to opublikować. I powiedział: „Okej, byłem na imprezie. Dajcie spokój, jestem człowiekiem. Uprawiałem seks z moją ówczesną dziewczyną”. On jest w tym naprawdę dobry – konkluduje Péter Kramer.
„Ruszkik Haza!” a węgierskie społeczeństwo
Słoniem w pokoju węgierskich wyborów jest z pewnością wątek rosyjski.
„Ruszkik Haza!” („Ruscy do domu”) – krzyczeli zwolennicy Magyara na wielkim wiecu zorganizowanym 15 marca w rocznicę w święto narodowe Węgier. Gdy Rosjanie weszli na Węgry, tłumiąc powstanie w 1956 r., okrzyk stał się powszechnym hasłem wymierzonym przeciwko Rosjanom. Dziś powtarzają go przeciwnicy prorosyjskiej polityki Fideszu.
– Pojawiły się wiarygodne doniesienia, że Siergiej Kirijenko, zastępca szefa sztabu Putina, przebywa obecnie na Węgrzech z małym zespołem – opowiada Péter Kramer. Cel jest oczywisty. Pomoc w kampanii wyborczej Viktorowi Orbánowi, wiernemu sojusznikowi Władimira Putina.
– Widzimy kampanie dezinformacyjne logicznie powiązane z Rosją i wzmacniane przez sieci botów. Wiemy, że Rosjanie pomagają im na zapleczu – mówi Péter Kramer.
Nie da się ukryć, że rząd Orbána skutecznie wypełnia rolę rosyjskiego konia trojańskiego w sercu UE. Pytam Pétera Kramera o złożony stosunek Węgrów do Rosji.
– Nasza historia z Rosją nie jest tak intensywna jak historia Polski. Rosjanie nie zajęli naszego kraju w ten sam sposób. Ponadto, znaczna część węgierskiego społeczeństwa ma wyraźną wschodnią mentalność i nie czuje tak dużego związku z Zachodem – wyjaśnia ekspert.
Péter Kramer również przywołuje trudy transformacji ustrojowej, która wielu Węgrów pozbawiła relatywnego prosperity z czasów reżimu Jánosa Kádára.
Rozczarowanie transformacją i oko na wschód
– Choć starsze pokolenia pamiętają okrucieństwa rosyjskich żołnierzy, Węgry były uważane za jeden z najlepiej prosperujących krajów w bloku wschodnim. Duża część populacji stała się „przegranymi” zmiany ustrojowej z 1990 r., tracąc pracę i ubożejąc. Fidesz przekonał ich, że są dla nich jedynym właściwym wyborem – tłumaczy Péter Kramer.
To także częściowo tłumaczy, dlaczego tak skrajnie antyukraińska retoryka przyjmuje się nad Dunajem. Z niniejszych względów Péter Magyar nie jawi się jako proukraiński polityk w bieżącej kampanii.
– Nie możemy oczekiwać natychmiastowego, widocznego proukraińskiego zwrotu, ponieważ propaganda Orbána głęboko zakorzeniła antyukraińskie nastroje w dużej części społeczeństwa. Warto jednak pamiętać, że partia Magyara nigdy nie szerzyła narracji wymierzonych w Zełenskiego. Kluczowym krokiem w odbudowaniu zaufania z Polską i Zachodem byłoby po prostu zatrzymanie sponsorowanych przez państwo antyukraińskich billboardów i propagandy w telewizji publicznej – komentuje Ferenc Németh.
Pułapki ordynacji wyborczej
Pewne jest to, że starcie nad Dunajem „będzie na żyletki”. To, czego nadal nie wiemy, to kto zostanie zwycięzcą tego z pewnością historycznego pojedynku. Szczególnie że skomplikowana ordynacja wyborcza może znacząco wpłynąć na rezultat elekcji.
– Z powodu naszego systemu kompensacji zwycięzcy, głosy oddane na partie, które nie przekraczają progu wyborczego, są nie tylko tracone, ale w rzeczywistości trafiają do zwycięzcy. Możliwe zatem, że do Fideszu – mówi Péter Kramer.
Jak zauważa, rola mniejszych partii wcale nie musi z tego względu być marginalna. W tym kontekście warto wspomnieć o partiach takich jak Partia Psa Dwóch Ogonów, która – jak ocenia Péter Kramer – zaczynała jako partia satyryczna, a mimo wejścia w poważną politykę, popełnili błędy komunikacyjne i mają poparcie poniżej 2 proc. Ich start, w świetle tej ordynacji, matematycznie wspiera obóz rządzący.
Ponadto, na prawo od Fideszu startuje skrajnie prawicowa Mi Hazánk, która może wejść w potencjalną koalicję z partią rządzącą. Oba te czynniki nie sprzyjają partii Magyara.
Ogromne wyzwania po ewentualnym przejęciu władzy
Wciąż jednak możliwy jest scenariusz, w którym Magyar zostanie nowym premierem.
– Wygrać wybory to niezwykłe osiągnięcie, ale rządzenie zawłaszczonym państwem to zupełnie inna sprawa. Nawet jeśli mu się uda, to absolutnie kluczową kwestią będzie odmrożenie środków unijnych. Jeśli zawiedzie w tym aspekcie, to społeczeństwo będzie rozczarowane. Orbán z kolei wykorzysta to niezadowolenie, aby powrócić do władzy w ciągu kolejnych niespełna czterech lat – konkluduje Németh.
Biorąc pod uwagę radykalizację działań obozu władzy, otwarte pozostaje również najbardziej fundamentalne pytanie. Czy w przypadku wygranej opozycji Fidesz w ogóle pozwoli na pokojowe przekazanie władzy?
Péter Kramer na tak postawione pytanie odpowiada: „Kto wie? Kto wie? Mam tylko nadzieję, że cokolwiek się wydarzy, będzie to pokojowe”.
Główne wnioski
- Kampania wyborcza na Węgrzech toczy się w warunkach drastycznej dysproporcji finansowej i instytucjonalnej na korzyść partii rządzącej. Fidesz aktywnie angażuje urzędy oraz państwowe spółki w agitację polityczną i korzysta ze zniesienia limitów wydatków wyborczych. Konkurencyjna partia TISZA dysponuje wielokrotnie mniejszym budżetem operacyjnym w starciu z systemem.
- Trudna sytuacja gospodarcza zmusza obóz rządzący do opierania komunikacji na podsycaniu lęków przed wojną i omijania unijnych przepisów reklamowych przy pomocy powiązanych influencerów. Cyfrowa machina propagandowa władzy natrafia jednak na skuteczny opór w internecie. To opozycja generuje obecnie znacznie większe zaangażowanie użytkowników w mediach społecznościowych pomimo publikowania mniejszej liczby materiałów.
- Ewentualne przejęcie władzy przez opozycję będzie wymagało natychmiastowego odblokowania zamrożonych funduszy unijnych dla ustabilizowania nastrojów społecznych. Węgierscy eksperci wyrażają jednocześnie poważne wątpliwości wobec szans na bezproblemowe przekazanie sterów zawłaszczonego państwa. Sytuację komplikuje dodatkowo zakulisowa ingerencja rosyjskich służb na korzyść obecnego premiera.

