Kategoria artykułu: Świat

Wojna na Bliskim Wschodzie. Kraje arabskie wmieszają się w konflikt?

Na Bliskim Wschodzie nie ma pokoju. We wtorkowy wieczór na Tel Awiw poleciały irańskie pociski balistyczne. Donald Trump porzucił groźby zbombardowania irańskich siłowni i elektrowni, ale do wojny mogą wmieszać się kolejne kraje regionu.

Żołnierz irański
Wojna na Bliskim Wschodzie. Irański żołnierz korpusu Strażników Rewolucji przed zbombardowanym przez USA budynkiem w Teheranie. Fot. Morteza Nikoubazl/NurPhoto via Getty Images

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Czy do konfliktu irańsko-amerykańskiego dołączą inne kraje rejonu Zatoki Perskiej.
  2. Jakie siły może wystawić do walki Iran, Arabia Saudyjska i Zjednoczone Emiraty Arabskie.
  3. Gdzie Iran mógłby upatrywać plusów militarnych w razie otwartej inwazji na kraj.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Jak opisuje „The Wall Street Journal” (WSJ), kolejne kraje Zatoki Perskiej mogą zaangażować się w konflikt. Chodzi o Arabię Saudyjską i Zjednoczone Emiraty Arabskie. WSJ podaje, że przywódcy obu tych państw namawiają Donalda Trumpa do zakończenia konfliktu i złamania militarnej potęgi Iranu.

Co ciekawe, inny amerykański dziennik, „The New York Times” (NYT) poinformował, iż na Trumpa naciskać miał faktycznie rządzący Arabią Saudyjską książę Mohammed bin Salman. Życzeniem saudyjskiego następcy tronu miało być kontynuowanie wojny. Salman miał wysunąć argument, że wojna ma być okazją do historycznych zmian w całym regionie Bliskiego Wschodu.

A w regionie nie jest spokojnie. Iran trafia pociskami balistycznymi w elementy infrastruktury energetycznej, naftowej i gazowej krajów Zatoki Perskiej. Pociski spadają również na elementy do odsalania wody morskiej. Poważnie uszkodzona została m.in. fabryka helu w Katarze, co odbije się na branży nowoczesnych technologii.

Hel jest bowiem stosowany w produkcji półprzewodników i nowoczesnych chipów. Wykorzystywane są one od smartfonów, przez duże centra danych, aż po rozwiązania z zakresu sztucznej inteligencji. Co może mieć, skądinąd, pozytywny efekt dla Polski, będącej jedynym producentem tego pierwiastka w Europie.

Wróćmy jednak do Bliskiego Wschodu. Amerykańskie dzienniki wskazują, iż Saudowie mogą wmieszać się w wojnę. Nie po stronie Iranu.

Trudne relacje trójstronne. To wojna wszystkich przeciw wszystkim?

Arabia Saudyjska to królestwo, w którym dominującą religią jest islam szyicki. To pierwsza z kilku osi sporu. Iran jest bowiem w przeważającej większości sunnicki, a wyznawcom obu nurtów, mówiąc łagodnie, nie jest ze sobą po drodze.

Kolejna kwestia dotyczy polityki regionalnej. Iran jest jednym z głównych rozgrywających w regionie Bliskiego Wschodu. Wspiera on m.in. rebelię Huti w Jemenie, co bardzo nie pasuje Rijadowi.

Ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi (ZEA) Iran prowadzi zaś spór terytorialny o wyspy w cieśninie Ormuz. I ZEA, i Arabia Saudyjska obawiają się wzrostu znaczenia Iranu w regionie, a także irańskiego programu nuklearnego.

I choć relacje Teheranu z Abu Zabi są lepsze, niż Iranu z Rijadem, to oba arabskie państwa mogą chcieć wykorzystać okazję do osłabienia, a może nawet pozbycia się rywala z mapy układu sił w regionie.

Saudowie szykują się na wojnę? Przewaga w powietrzu, problem na lądzie

Warto przyjrzeć się choćby najbardziej podstawowemu porównaniu sił zbrojnych wszystkich trzech krajów.

Z pewnością Saudowie mogą poszczycić się jedną z największych flot powietrznych wśród krajów regionu. Arabia Saudyjska dysponuje dużymi i nowoczesnymi siłami powietrznymi, wśród których znajdują się m.in. samoloty F-15 (w tym w najnowocześniejszej wersji F-15EX), myśliwskie Eurofihgtery, czy nieco już przestarzałe, ale wciąż skuteczne samoloty Panavia Tornado, znane z pierwszej wojny w Zatoce Perskiej.

Przewaga jakościowa nad wyposażonym w stare, nieprzystosowane do realiów współczesnego pola walki samoloty myśliwskie nad Iranem jest przygniatająca. Podobnie zresztą wygląda sytuacja w zakresie obrony powietrznej. Irańskie systemy przeciwlotnicze były pierwszym celem ataku Amerykanów i Izraelczyków, u samego zarania obecnej wojny, w ostatnim dniu lutego. A przynajmniej te jej resztki, które ocalały po ataku izraelskim z czerwca ubiegłego roku.

Oczywiście, irańskie pociski balistyczne wciąż uderzają w konkretne miejsca w krajach Zatoki Perskiej. Ale żadna obrona powietrzna, nawet tak silna i „gęsta” jak obrona przeciwlotnicza Izraela nie będzie nigdy w stanie zatrzymać całości ataków.

Do tego można byłoby doliczyć sprawną i dobrze wyekwipowaną armię ZEA. Choć relatywnie nieliczna (ok. 70 tys. członków personelu) również jest dobrze wyposażona, w tym w nowoczesne samoloty, takie jak francuskie myśliwce Mirage, czy amerykańskie F-16.

Gorzej wygląda sytuacja na lądzie. Armia irańska to armia duża (ok. 600 tys. żołnierzy plus 350 tys. rezerw) i przystosowana do działań nieregularnych. Trudno jednak oceniać realny potencjał irańskich sił zbrojnych, bo w działaniach na dużą skalę nie uczestniczyli od lat 80., czyli od wojny z Irakiem. Plusem będzie jednak na pewno duża zdolność mobilizacyjna i waleczność, doprawione poczuciem niesprawiedliwego ataku na cały kraj.

Po stronie Iranu będzie także (częściowa) autonomia przemysłowa: zdolność do produkcji uzbrojenia na terenie kraju, bez zależności technologicznej od Zachodu. Co będzie z kolei problemem właściwie każdej innej armii regionu.

Wynik starcia byłby w tym aspekcie trudny do oszacowania. Przewaga technologiczna pozostawałaby po stronie USA, Izraela i krajów Zatoki Perskiej. Jednak trzeba brać pod uwagę determinację i wspomnianą samowystarczalności armii irańskiej. Można w ciemno założyć, że Iran sięgnąłby w obronie po duże uderzenia przy pomocy rakiet i dronów, prawdopodobnie użyłby także sił morskich do blokady cieśniny Ormuz i zmobilizował swoje siły w regionie (milicje w Iraku, Huti czy pozostałości Hezbollahu i Hamasu), by nadal destabilizować i nękać przeciwników.

Ameryka czeka na wojnę? „Zakończyć trwający 2 tys. lat konflikt”

Wpływowy amerykański senator Lindsey Graham mówił kilka dni temu w Fox News o wierze „w zakończenie trwającego blisko 2 tys. lat konfliktu”. To znaczące słowa.

Odsłania to głębszy sposób myślenia o bieżącej wojnie w amerykańskich elitach władzy. Nie chodzi o wsparcie dla Irańczyków w obaleniu represyjnego systemu politycznego, lecz o postrzeganie samego Iranu jako trwałego problemu – niezależnie od tego, który rząd sprawuje władzę.

To logika, w której Iran funkcjonuje nie jako konkretna władza, lecz jako państwo-cywilizacja, byt kultury politycznej, o określonej skali, geografii, tożsamości kulturowej i regionalnym znaczeniu.

Zagrożeniem nie jest więc „reżim ajatollahów”, ale „Iran jako taki” – jako konkretne państwo, z konkretnym sposobem działania, podejmowaniem decyzji. To zwiastuje, że gdyby doszło do działań zbrojnych na dużą skalę, Amerykanie wraz z sojusznikami mogliby faktycznie dążyć do bardzo głębokiego „przemodelowania” Iranu.

Jak się zakończy konflikt – nie wiadomo. Trudno to dziś przewidzieć ze względu na niestabilność amerykańskiego prezydenta. Można się obawiać, że gdyby do inwazji na Iran doszło, zmieniłaby ona kształt Bliskiego Wschodu w sposób nieprzewidywalny. Dla całego regionu, zaopatrującego w ropę naftową dużą część świata oznaczałoby to problem, jakiego nie pamiętano od inwazji na Irak w 2003 r.

Zdaniem eksperta

Krzysztof Płomiński: Kraje Zatoki będą musiały się zastanowić nad kształtem bezpieczeństwa w regionie

Kraje Zatoki Perskiej od początku konfliktu obserwują to, co się dzieje. Zostały zaskoczone tak dalece idącą reakcją Iranu. Zarówno atakami na obiekty amerykańskie, jak i na elementy infrastruktury, Przy czym mam tu na myśli i uderzania na infrastrukturę energetyczną, jak i – w pojedynczych przypadkach – odsalarnie wody. Sądzę, że zostały zaskoczone tak skalą irańskiego odwetu, także słabym przygotowaniem USA do ataków na sojusznicze wobec USA kraje regionu.

Niewątpliwie podważono zdolności ochrony i obrony USA tychże regionalnych sojuszników. Sprawia to, że kraje całego obszaru znalazły się w bardzo trudnej sytuacji. Dotychczas nie podjęły żadnych znaczących kroków politycznych. Reakcja ograniczyła się w zasadzie do spotkania w Rijadzie i stanowiska, które ostro potępiło ataki Iranu oraz bieżącej krytyki.

W przypadku rozszerzenia konfliktu należy brać pod uwagę, że Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Bahrajn, a być może też Katar włączą się do działań zbrojnych, ale skupią się raczej na zapewnieniu żeglowności cieśniny Ormuz. Arabia Saudyjska oraz pozostałe arabskie kraje regionu już użyczyły swoich baz lotniczych do działań zbrojnych. Co zresztą okazało się problemem, bo Iran zdecydował się na uderzenia odwetowe.

Jeśli do tego dojdzie, jeśli ta wojna zaowocuje ewentualną inwazją lądową, kraje regionu staną przed bardzo poważną decyzją o możliwym włączeniu się – ograniczonym, ale jednak – w konflikt. Dlatego starają się w tej chwili o deeskalację konfliktu. Kiedy wejdzie on w fazę wyciszenia, kraje Zatoki będą musiały bardzo poważnie zastanowić się nad kształtem architektury bezpieczeństwa regionu, ramami bezpieczeństwa, gwarantowanymi przez USA i formą swoich relacji dwustronnych z Iranem, a także przyszłym podejściem do Izraela.

Z pewnością dla Arabii Saudyjskiej, niezależnie od normalizacji stosunków, postępującej od około trzech lat, Iran pozostaje zarówno rywalem, jak i zagrożeniem. Arabia Saudyjska chciałaby osłabienia Iranu, ale obawia się sytuacji podobnej do tej, jak w Iraku 2003 r. Obawia się, że w razie ewentualnej inwazji na pełną skalę Iran stanie się tym, czym ponad dwie dekady temu stał się Irak – państwem upadłym, będącym rozsadnikiem fundamentalizmu i radykalizmu, czyli po prostu zagrożeniem dla sąsiadów.

Byłoby to gorsze zarówno dla Arabii Saudyjskiej i krajów regionu, jak i całego świata. W tym Polski, bo nie możemy zapomnieć, że to z Zatoki Perskiej płynie do nas ok. 60 proc. ropy naftowej i duża część wolumenu gazu ziemnego.

Główne wnioski

  1. Wojna Iranu, Izraela i USA może przekształcić się w duży konflikt regionalny. Do większego zaangażowania popycha USA m.in. następca tronu Arabii Saudyjskiej, Mohammed bin Salman. W konflikt mogą włączyć się także Zjednoczone Emiraty Arabskie.
  2. Stworzenie arabskiej koalicji przeciwko Iranowi może być jednak trudne, ze względu na zaangażowanie Izraela.
  3. Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Bahrajn, a być może też Katar mogą włączyć się do działań zbrojnych, ale skupią się raczej na zapewnieniu żeglowności cieśniny Ormuz – wskazuje były polski ambasador.