Morawiecki kontra Nowogrodzka. Napięcia rosną, ale rozłam wciąż nieprzesądzony
Działania Mateusza Morawieckiego wywołują spekulacje o możliwym rozłamie w Prawie i Sprawiedliwości. Powołanie nowego stowarzyszenia oraz publiczna krytyka wewnątrzpartyjnych oponentów obnażają rosnące napięcia. Ponadto ukazał się sondaż badający potencjalne poparcie dla partii Morawieckiego. Czy zbliżamy się do punktu zwrotnego w PiS?
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jakie działania w ostatnich dniach podjął Mateusz Morawiecki.
- Jak na jego aktywność reaguje kierownictwo Prawo i Sprawiedliwość.
- Jak interpretować sondaże dotyczące potencjalnej nowej formacji politycznej.
Wielkanoc na chwilę spowolniła rytm polityki, ale napięcia na prawicy szybko wracają do centrum uwagi – głównie za sprawą działań byłego premiera.
Sekwencja zdarzeń: sygnały napięcia, ale jeszcze nie rozłamu
Na początku kwietnia kierownictwo Prawo i Sprawiedliwość zawiesiło posła Krzysztofa Szczuckiego za złamanie dyscypliny klubowej przy głosowaniu nad zmianami w kodeksie karnym. Decyzja ma wymiar szerszy niż jednostkowy – Szczucki uchodzi za polityka związanego z Mateuszem Morawieckim, co wpisuje się w narastający konflikt frakcyjny.
Tego samego dnia Morawiecki spotkał się w debacie z wicepremierem Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem. Sama rozmowa miała umiarkowany przebieg, ale jej znaczenie było strategiczne – pokazywała, że były premier nadal funkcjonuje jako polityk zdolny do gry ponadpartyjnej i budowania szerszych relacji.
We wnioskach po debacie stwierdziliśmy, że dyskusja Mateusza Morawieckiego z politycznym oponentem miała pokazać jego partyjnym rywalom, że nadal pozostaje graczem wagi ciężkiej, z którym trzeba się liczyć.
Wydarzenia kolejnych dni potwierdziły tę interpretację. Już dzień później ukazał się głośny wywiad Morawieckiego z Michałem Wróblewskim na łamach Wirtualnej Polski. Były premier potwierdził w nim m.in. powołanie własnego stowarzyszenia, które ma walczyć o głosy bardziej centrowych wyborców.
Co istotne – projekt ten ma funkcjonować w ramach środowiska Prawa i Sprawiedliwości. Jednocześnie Morawiecki nie szczędził krytyki partyjnym oponentom. Uderzył także w kandydata PiS na premiera, Przemysława Czarnka, nawiązując do jego wypowiedzi „oze-sroze” i wskazując, że część środowiska popełnia błąd, podważając dorobek jego rządów.
Napięcia między Morawieckim a Nowogrodzką...
Wywiad odbił się szerokim echem w PiS. Jeszcze tego samego dnia Morawiecki spotkał się z Jarosławem Kaczyńskim przy ul. Nowogrodzkiej. Według doniesień medialnych prezesowi partii nie spodobała się informacja o tworzeniu nowego stowarzyszenia.
Politycy nieprzychylni Morawieckiemu interpretują tę inicjatywę jako próbę rozbicia partii. W obiegu pojawiają się też teorie, zgodnie z którymi były premier miałby dążyć do własnego „wyrzucenia” z PiS. Na tej podstawie miałby budować nowy projekt polityczny.
Nie sposób dziś rozstrzygnąć, ile w tych spekulacjach jest prawdy. Faktem jest natomiast, że dzień później na łamach „Rzeczpospolitej” opublikowano sondaż pracowni SW Research dotyczący potencjalnego poparcia dla ugrupowania Morawieckiego.
Badanie pokazuje, że 16,7 proc. respondentów rozważyłoby oddanie głosu na taką formację w przypadku jego odejścia z PiS. Ponad 60 proc. odrzuca taką możliwość, a około 20 proc. nie ma zdania.
Symbolicznym domknięciem tej sekwencji wydarzeń była wypowiedź Czarnka, który jednoznacznie zdystansował się od projektu PSL:
– Nie potrzebujemy żadnego PSL-owskiego SAFE, skoro mamy oryginał pana prezydenta Karola Nawrockiego – jasno zadeklarował Czarnek.
...i Przemysławem Czarnkiem
Napięcia między Morawieckim a Czarnkiem nie są nowe, ale w ostatnich dniach wyraźnie się zaostrzyły. Po konwencji w Krakowie, podczas której ogłoszono nominację Czarnka, Morawiecki przyznał, że „niekoniecznie” widzi się w roli wicepremiera w jego rządzie. W rozmowie z Bogdanem Rymanowskim nie rozwinął jednak tej wypowiedzi.
Cała sekwencja wydarzeń z Wielkiego Tygodnia układa się w spójny obraz politycznej gry Morawieckiego na własny rachunek. Nie padła żadna jednoznaczna deklaracja o rozłamie, ale trudno mówić o jedności. Napięcie wyraźnie rośnie, mimo wcześniejszych deklaracji Jarosława Kaczyńskiego, że PiS ma być jak „jedna pięść”.
Teza o rychłym wyjściu Morawieckiego z partii ma potencjał politycznej sensacji roku, jednak należy ją równoważyć chłodną oceną realiów wyborczych.
Jeden sondaż wiosny nie czyni
Niedawny sondaż pracowni SW Research nie powinien być interpretowany jako realny potencjał zdobycia przez Mateusza Morawieckiego około 16 proc. elektoratu. Badanie nie zostało zestawione z poparciem dla innych partii. Dlatego można je traktować co najwyżej jako okołowielkanocną ciekawostkę polityczną, a nie wiarygodny prognostyk wyborczy.
Historia pokazuje, że podobne wyniki potrafią być mylące. W 2013 r. pracownia Homo Homini opublikowała sondaż, w którym stowarzyszenie „Republikanie” Przemysława Wiplera uzyskało 19 proc. poparcia. Był to wynik porównywalny z największymi partiami. Badanie spotkało się z krytyką Organizacji Firm Badania Opinii i Rynku, która wskazywała na pytania naprowadzające i brak rzetelności metodologicznej. Ówczesny szef Homo Homini, Marcin Duma, odpierał zarzuty, jednak sam projekt polityczny szybko zniknął z przestrzeni publicznej.
Z drugiej strony, takie badania mogą sygnalizować istnienie niezagospodarowanych potrzeb w bardziej umiarkowanej części prawicowego elektoratu. Teza ta wymagałaby jednak potwierdzenia w pogłębionych badaniach jakościowych, których – na razie – brak w kontekście napięć w Prawie i Sprawiedliwości.
"Na złość Kaczyńskiemu wygram Tuskowi wybory?"
Kluczowym problemem dla ewentualnej formacji Morawieckiego nie są dziś sondaże, lecz sejmowa arytmetyka. Według analityka Daniela Persa ewentualna secesja przyniosłaby więcej korzyści nie prawicy, lecz Koalicji Obywatelskiej. Odpływ wyborców z PiS obniża jego zdolność do zdobywania mandatów, co w systemie d’Hondta premiuje większe i bardziej skonsolidowane ugrupowania – w tym formację Donalda Tuska.
Dodatkowo rozdrobnienie prawej strony sceny politycznej wzmacnia znaczenie mniejszych graczy, takich jak Konfederacja Korony Polskiej, które mogą zyskać rolę języczka u wagi przy budowaniu większości parlamentarnej. W efekcie powstaje polityczna „kwadratura koła”: każdy ruch osłabiający PiS zwiększa ryzyko oddania inicjatywy konkurentom.
Stagnacja PiS i dylematy Morawieckiego
Niejasne pozostaje, w jakim kierunku będzie się rozwijać strategia Morawieckiego. Choć deklaruje on pozostanie w PiS, jego działania – tworzenie stowarzyszenia, debata z Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem, krytyka Przemysława Czarnka oraz aktywność w terenie – wskazują na budowanie autonomicznej pozycji. Trudno uznać je za przypadkowe, zwłaszcza w przypadku polityka tej rangi.
Obraz komplikują dane sondażowe. Według agregatora ewybory.eu poparcie dla PiS w marcu wyniosło średnio 24,7 proc., co oznacza jedynie minimalny wzrost miesiąc do miesiąca i wciąż wynik niższy niż jesienią 2025 r. „Efekt Czarnka” pozostaje ograniczony, a deklarowana jedność partii szybko została podważona przez wewnętrzne napięcia.
W efekcie Morawiecki znajduje się w strategicznym zawieszeniu: między próbą wzmocnienia swojej pozycji w ramach PiS a ryzykiem, że każdy krok w stronę samodzielności przyniesie korzyści przede wszystkim jego politycznym rywalom.
Główne wnioski
- Mateusz Morawiecki kontynuuje próbę wzmocnienia swojej indywidualnej pozycji politycznej na prawicy. Świadczą o tym niedawna debata z Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem oraz zapowiedź utworzenia własnego stowarzyszenia. Działania byłego premiera spotykają się z niechęcią władz Prawa i Sprawiedliwości i prowadzą do publicznych sporów z Przemysławem Czarnkiem.
- Aktywność Morawieckiego napędza spekulacje o jego potencjalnym odejściu z partii i stworzeniu odrębnego bytu politycznego. Niedawne badanie SW Research wskazuje na pewne zainteresowanie takim projektem wśród umiarkowanych wyborców, jednak bez dalszych, pogłębionych analiz trudno mówić o realnym potencjale wyborczym takiej inicjatywy.
- Potencjalne rozdrobnienie środowisk prawicowych niesie istotne ryzyko dla całego obozu z uwagi na specyfikę systemu podziału mandatów. W obecnych realiach powstanie nowej partii mogłoby przynieść relatywnie największe korzyści ugrupowaniom tworzącym obecną koalicję rządzącą.
