Kategoria artykułu: Polityka

Byli funkcjonariusze to niewykorzystany zasób. Państwo nie może tracić ich z oczu

Służby specjalne od lat budzą silne emocje – działają w cieniu, w tajemnicy, często z realnym ryzykiem dla zdrowia i życia. Znacznie rzadziej pada jednak pytanie, co dzieje się z funkcjonariuszami po odejściu ze służby. A tu obraz jest znacznie mniej atrakcyjny – państwo w dużej mierze przestaje się nimi interesować.

Karol Nawrocki
Co z byłymi funkcjonariuszami służb specjalnych? Na zdj. prezydent Karol Nawrocki i strzegący go funkcjonariusz Służby Ochrony Państwa. Fot. Artur Widak/NurPhoto via Getty Images

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Jak polskie państwo dba o byłych funkcjonariuszy służb specjalnych.
  2. Jakie zagrożenia wiążą się z brakiem monitoringu ich aktywności.
  3. Czy istnieją skuteczne mechanizmy ich zagospodarowania i dlaczego dziś są niewystarczające.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Służby specjalne od lat budzą emocje – działają w cieniu, często na granicy ryzyka zdrowia i życia. Znacznie mniej uwagi poświęca się jednak temu, co dzieje się z ludźmi, którzy z tych struktur odchodzą. A to właśnie ten moment jest dla Państwa krytyczny. Dziś w Polsce brakuje spójnego systemu, który obejmowałby byłych funkcjonariuszy po zakończeniu służby.

Państwo inwestuje w nich ogromne pieniądze – od selekcji, przez szkolenia, po specjalistyczne przygotowanie operacyjne. W trakcie służby zdobywają oni unikalną wiedzę: o mechanizmach działania państwa, o ludziach, sieciach wpływów, przedsiębiorstwach. To wiedza często pozyskana metodami operacyjnymi, o wysokiej wartości dla bezpieczeństwa kraju.

Z tego powodu funkcjonariusze posiadają poświadczenia bezpieczeństwa i są objęci szczególnym reżimem zaufania. Problem polega na tym, że wraz z odejściem ze służby ten system kontroli i wsparcia w dużej mierze się urywa.

Po „wyjściu za bramę”. Czym jest rekonwersja?

W środowisku funkcjonuje określenie „wyjście za bramę” – moment opuszczenia służby. Dla wielu osób oznacza on nie tylko zmianę pracy, ale całkowite zerwanie z dotychczasowym stylem życia. Kończy się codzienność oparta na wysokim napięciu, misji i silnej wspólnocie. Zaczyna się rzeczywistość, do której często nie są przygotowani – także w najprostszych aspektach, jak korzystanie z powszechnego systemu ochrony zdrowia czy odnalezienie się na cywilnym rynku pracy.

To rodzi dwa równoległe problemy. Pierwszy ma charakter społeczny i psychologiczny – trudność w „wymyśleniu się na nowo”. Drugi jest systemowy i znacznie poważniejszy: brak mechanizmów monitorowania i zagospodarowania byłych funkcjonariuszy.

W praktyce oznacza to, że państwo traci kontrolę nad osobami posiadającymi wrażliwą wiedzę i unikalne kompetencje. W skrajnych przypadkach może to tworzyć przestrzeń do zainteresowania ze strony obcych służb czy środowisk działających na granicy prawa.

Odpowiedzią na ten problem powinna być rekonwersja – czyli systemowe wsparcie w przejściu do życia po służbie. Obejmuje ona zarówno adaptację zawodową i społeczną, jak i wykorzystanie kompetencji byłych funkcjonariuszy w sektorze publicznym lub prywatnym w sposób bezpieczny dla państwa.

Jak pokazuje raport Frontline Foundation, Polska nie posiada dziś wystarczająco rozwiniętych mechanizmów w tym obszarze. A to oznacza, że państwo jednocześnie traci cenny zasób i generuje ryzyko, którego mogłoby uniknąć.

Rekonwersja jak yeti – wszyscy o niej słyszeli, nikt jej nie widział

Zacząć trzeba od opinii samych zainteresowanych. A te są jednoznaczne – i dalekie od optymizmu. Z relacji byłych funkcjonariuszy wynika prosta konstatacja: w polskich służbach rekonwersja istnieje głównie na papierze.

– Rekonwersja to temat, który mnie osobiście boli. Służby – wojskowe i cywilne – nie potrafią zagospodarować odchodzących oficerów, którzy mają ogromną wiedzę. Formalnie każdy z nas składa dokumenty o objęcie rekonwersją, żeby nadal być przydatnym – np. w szkoleniach czy działaniach na zewnątrz formacji. Problem w tym, że na tym najczęściej wszystko się kończy – mówi podpułkownik Przemysław Szczepański, były funkcjonariusz kontrwywiadu ABW.

Jak podkreśla, potencjał jest oczywisty i niewykorzystany. Emerytowani oficerowie mogliby prowadzić szkolenia – zarówno dla młodych funkcjonariuszy, jak i dla biznesu czy instytucji publicznych. Tym bardziej, że liczba aktywnych funkcjonariuszy jest ograniczona, a angażowanie ich w zadania szkoleniowe oznacza realne koszty operacyjne. Tymczasem osoby, które dopiero co zakończyły służbę, mają aktualną wiedzę i doświadczenie – i mogłyby być naturalnym zapleczem systemu.

Jeszcze ostrzej problem opisuje podpułkownik Maciej Moryc, weteran Afganistanu i były oficer Służby Wywiadu Wojskowego.

– Rekonwersja? Wypadałoby zapytać: co to właściwie jest? – ironizuje nasz rozmówca.

Wprost stwierdza też, że służby nie dbają o ludzi, którzy odchodzą. Z dnia na dzień przestają się nimi interesować, mimo że często są to funkcjonariusze z wieloletnim doświadczeniem i unikalnymi kompetencjami.

– Pomijając fakt, że odchodzą bardzo często doświadczeni funkcjonariusze z wieloletnim stażem i z bezcennym doświadczeniem, po odejściu nikt nie interesuje się ich losem – złości się oficer.

Źródłem problemu jest – jego zdaniem – brak systemu: jasnych ścieżek po służbie, procedur i instytucjonalnej odpowiedzialności. Efekt to podwójna strata. Z jednej strony państwo marnuje zasoby, w które inwestowało przez lata. Z drugiej strony – pozostawia byłych funkcjonariuszy w sytuacji frustracji i niepewności.

– Czas wyciągnąć wnioski i nauczyć się korzystać z doświadczenia tych ludzi. To wzmocniłoby służby, a jednocześnie ograniczyło ryzyka – choćby takie, że osoby z dostępem do wrażliwej wiedzy zaczną ją wykorzystywać w niewłaściwym otoczeniu – podkreśla Maciej Moryc.

System rekonwersji w praktyce nie działa

Michał Szpot, emerytowany funkcjonariusz CBA, mówi wprost: w Polsce nie istnieje realny system rekonwersji funkcjonariuszy po odejściu ze służby.

– To pojęcie funkcjonuje głównie na papierze. W praktyce byli funkcjonariusze bardzo często zostają sami sobie. Państwo nie ma pomysłu, jak wykorzystać ich doświadczenie i kompetencje, choć mówimy o ludziach przygotowanych do działania w sytuacjach trudnych i wymagających – zauważa gorzko Michał Szpot.

W jego ocenie to nie tylko krótkowzroczność, ale wręcz marnowanie zasobów. Dodatkowym problemem jest sposób decydowania o dalszych ścieżkach kariery – nierzadko większe znaczenie niż kompetencje mają relacje i zaplecze polityczne.

„Moglibyśmy się wiele nauczyć”

Ppłk Przemysław Szczepański zwraca uwagę na różnice między służbami wojskowymi a cywilnymi. W wojsku system jest bardziej elastyczny – żołnierze mogą podejmować nową pracę bez utraty świadczeń emerytalnych. W służbach cywilnych takie rozwiązania nie funkcjonują, co dodatkowo utrudnia płynne przejście do życia po służbie.

– Moglibyśmy się wiele nauczyć zarówno z Zachodu, jak i ze Wschodu. Funkcjonariusz służby specjalnej, odchodząc, nadal posiada ogromną wiedzę – także taką, która może zainteresować naszych przeciwników. Tymczasem Państwo w praktyce przestaje się nim interesować – mówi ppłk Szczepański.

Nasz rozmówca wprost ostrzega przed konsekwencjami.

– Osoby odchodzące w poczuciu niesprawiedliwości czy krzywdy mogą stać się łatwym celem dla obcych służb. To realne ryzyko, które dziś w Polsce pozostaje bez odpowiedzi – ocenia ekspert.

Z relacji rozmówców wyłania się obraz systemowego zaniedbania. Temat rekonwersji pozostaje w dużej mierze nieprzepracowany, choć jego znaczenie wykracza poza kwestie społeczne czy zawodowe. To również problem bezpieczeństwa państwa – zwłaszcza że byli funkcjonariusze przez lata zachowują wiedzę o charakterze niejawnym, a ich dalsze losy nie są w żaden sposób monitorowane.

Zdaniem eksperta

Systemowa rekonwersja funkcjonariuszy służb nie istnieje

Odpowiadając wprost systemowa rekonwersja funkcjonariuszy służb specjalnych w Polsce, w jej optymalnym i pożądanym kształcie, w zasadzie nie istnieje. To świetnie brzmiący termin, który może i pojawia się w dokumentach czy teoretycznych założeniach, ale w praktyce zderza się z brutalną rzeczywistością.

Aby w pełni zrozumieć skalę problemu, trzeba spojrzeć na to, jak ten proces wygląda – a raczej, jak nie wygląda – na kilku płaszczyznach. Praktyka: moment zdania legitymacji służbowej, broni i tzw. „blachy” - obiegówki to dla państwa polskiego moment ostatecznego odcięcia. Funkcjonariusz, który jeszcze wczoraj operował na najważniejszych informacjach w państwie, chronił jego interesów ekonomicznych czy zwalczał najpoważniejsze zagrożenia, z dnia na dzień staje się dla systemu obcym obywatelem.

Odprawy finansowe to jedno, ale wsparcia psychologicznego, doradztwa zawodowego dedykowanego do specyfiki tej pracy czy systemowego „miękkiego lądowania” po prostu nie ma. Funkcjonariusze po odejściu ze służby są pozostawiani sami sobie. Muszą na nowo, często po kilkunastu czy kilkudziesięciu latach życia w specyficznym rygorze i w izolacji od „zwykłego” rynku pracy, uczyć się funkcjonowania w cywilnym biznesie.

Potrzeba jest absolutnie kluczowa, i to nie tylko ze względu na szacunek dla ludzi, którzy poświęcili zdrowie i życie prywatne dla kraju, ale przede wszystkim ze względu na bezpieczeństwo samego państwa. Oficer odchodzący ze służby to chodzący nośnik wrażliwej wiedzy, kontaktów i unikalnego know-how. Pozostawienie go samemu sobie to tworzenie niepotrzebnego ryzyka. Z perspektywy państwa powinno być absolutnym priorytetem, aby tacy ludzie odnajdywali się w stabilnych, bezpiecznych środowiskach po zakończeniu czynnej służby.

To, co boli to gigantyczne marnotrawstwo potencjału. Państwo polskie najpierw inwestuje miliony złotych i długie lata w wyszkolenie oficera, uczy go analityki, zdobywania informacji, zarządzania sytuacjami kryzysowymi i pracy w warunkach duzego stresu, a następnie – po zakończeniu jego służby – wyrzuca tę inwestycję do kosza.

Wiedza i doświadczenie byłych funkcjonariuszy nie są przez państwo odpowiednio zagospodarowywane. W krajach o wyższej kulturze bezpieczeństwa, takich jak USA czy Wielka Brytania, państwo aktywnie wspiera transfer takich kadr do sektorów kluczowych: administracji państwowej, spółek zarządzających infrastrukturą krytyczną czy szeroko pojętego sektora compliance. U nas tego brakuje. Zamiast zasilać instytucje państwowe swoim bezcennym doświadczeniem z zakresu bezpieczeństwa, byli oficerowie trafiają przypadkowo na wolny rynek, często zasilając zagraniczne korporacje, które doskonale wiedzą, jak wycenić ich unikalne umiejętności, lub zmagając się z problemami w adaptacji do nowej rzeczywistości.

Brak mądrej, państwowej polityki rekonwersji to strzał w kolano dla polskiego aparatu bezpieczeństwa. Tracą na tym sami funkcjonariusze, ale ostateczny rachunek za to marnotrawstwo płaci państwo. To z własnego doświadczenia

Nowe ramy prawne, ośrodek i integracja – propozycje zmian

Na tym tle szczególnego znaczenia nabiera sygnalizowany wcześniej raport Frontline Foundation. Proponuje on budowę spójnego systemu rekonwersji opartego na trzech filarach:opartego na trzech filarach:

  • nowych regulacjach prawnych,
  • utworzeniu Centralnego Ośrodka Rekonwersji Służb Specjalnych (CORSS), którego koszt oszacowano na 3–5 mln zł rocznie,
  • integracji z polityką kadrową państwa.

Dokument wskazuje pięć głównych celów: diagnozę obecnej sytuacji, analizę porównawczą z innymi krajami, ocenę ryzyk, analizę wykonalności oraz zestaw rekomendacji.

Kluczowy problem to rozproszenie kompetencji i luki systemowe. Brakuje jasnych regulacji dotyczących ścieżek kariery po służbie, narzędzi zapewniających przejrzyste i bezpieczne przejście do sektora prywatnego oraz spójnych zasad funkcjonowania byłych funkcjonariuszy po zakończeniu służby.

- W państwach sojuszniczych rekonwersja jest traktowana jako element systemu bezpieczeństwa narodowego. Również w Polsce odejście ze służby powinno zostać objęte spójnymi mechanizmami prawnymi, instytucjonalnymi i kadrowymi wskazuje - Artur Chodziński, Fundator Frontline Foundation i autor raportu.

Dziurawy system

Proponowany model zakłada m.in. wprowadzenie okresów karencji oraz ograniczeń w podejmowaniu pracy w podmiotach wysokiego ryzyka, obowiązków informacyjnych (np. zgłaszania zatrudnienia, zmian pracy czy kontraktów doradczych), a także jasnych zasad odpowiedzialności za naruszenia. Istotnym elementem miałoby być również wsparcie psychologiczne, którego dziś w praktyce brakuje.

Jak czytamy w raporcie, obecny system ma charakter fragmentaryczny.

„Jedynym obszarem, w którym istnieje jakaś struktura, jest szczątkowy monitoring po odejściu, ukierunkowany wyłącznie na ochronę informacji niejawnych, analizę kontaktów zagranicznych oraz reagowanie na sygnały o potencjalnej współpracy z wrogimi podmiotami. Monitoring ten nie jest powiązany z ofertą wsparcia, nie służy zarządzaniu karierami i ma charakter wyłącznie defensywny oraz reaktywny – skupia się na wychwytywaniu zagrożeń, a nie ich zapobieganiu” –czytamy w raporcie.

Wnioski raportu pokrywają się z ocenami byłych funkcjonariuszy (w tym byłego szefa Agencji Wywiadu, płk Grzegorza Małeckiego). Państwo koncentruje się na minimalizowaniu ryzyk, ale nie potrafi wykorzystać potencjału ludzi, których samo wcześniej wyszkoliło.

"Nie możemy pozwolić sobie na sytuację..."

Były szef SKW, a zarazem Przewodniczący Rady Frontline Foundation, gen. Maciej Materka, wskazuje, że Polska nie może sobie pozwolić na sytuację, w której po zakończeniu służby traci z pola widzenia byłych funkcjonariuszy służb specjalnych.

Problem będzie, zdaniem gen. Materki, narastał. W najbliższych latach na emeryturę będą odchodzić osoby, które licznie trafiły do służb na przełomie lat 90. i 2000.

- W naszym raporcie wskazujemy konkretne rozwiązania prawne, które z jednej strony pozwolą państwu korzystać z ich wiedzy i doświadczenia, a z drugiej umożliwią im dalszą aktywność zawodową w obszarach, gdzie ich kompetencje mogą być najlepiej wykorzystane – podkreśla generał.

Autor raportu – były agent CBA Artur Chodziński – wskazuje, że najpoważniejszym ryzykiem wynikającym z braku spójnego systemu rekonwersji jest możliwość „zagospodarowania” emerytowanych funkcjonariuszy przez obce wywiady. Na drugim miejscu wymienia ryzyko wykorzystania ich wiedzy operacyjnej w sporach gospodarczych i politycznych.

– Państwo powinno dysponować scentralizowanymi bazami byłych funkcjonariuszy – pod nadzorem MSWiA, koordynatora służb oraz MON. Chodzi o to, by wiedzieć, co dzieje się z tymi ludźmi po odejściu. Czym się zajmują, w jakich realiach funkcjonują? Czy – mówiąc obrazowo – nie trafili do środowisk niepożądanych z punktu widzenia Państwa? – mówi płk Przemysław Szczepański.

Wnioski raportu są jednoznaczne: w systemie bezpieczeństwa państwa istnieje poważna luka. Pozostało pytanie, czy przedstawione rekomendacje zostaną potraktowane poważnie i przełożą się na konkretne działania.

Na koniec pojawia się jednak jeszcze jedna niewygodna kwestia. Twórcy Frontline Foundationbyły szef SKW Maciej Materka, były wiceszef ABW Norbert Loba oraz Artur Chodziński – zajmowali wcześniej wysokie stanowiska w służbach. Dlaczego więc problem rekonwersji podnoszą dopiero po odejściu ze służby?

Można, oczywiście, przyjąć, że nikt nie może być sędzią we własnej sprawie. Niemniej, zarówno gen. Materka, jak i płk Loba, w okresie służby, byli w stałym kontakcie z ministrem-koordynatorem i jego zastępcą. Zagadnienie mogło zostać przez nich podjęte. Niezależnie jednak od tego, temat w końcu zaistniał w debacie publicznej. I należy mieć nadzieję, że kierownictwo służb i politycy podejdą do niego z uwagą.

Główne wnioski

  1. W Polsce w praktyce nie funkcjonuje spójny system nadzoru i kontroli nad byłymi funkcjonariuszami służb specjalnych. To generuje konkretne ryzyka i uzasadnia potrzebę zmian systemowych. Odpowiedzią na tę lukę ma być raport Frontline Foundation poświęcony rekonwersji.
  2. Emerytowani funkcjonariusze – zarówno ze służb cywilnych (ABW, CBA), jak i wojskowych – zgodnie wskazują w rozmowie z XYZ, że proces rekonwersji ma dziś charakter fasadowy.
  3. Raport postuluje m.in. utworzenie Centralnego Ośrodka Rekonwersji Służb Specjalnych oraz wprowadzenie zmian legislacyjnych, które umożliwiłyby skuteczniejsze monitorowanie aktywności byłych funkcjonariuszy i lepsze wykorzystanie ich kompetencji.