Kategorie artykułu: Newsy Świat

Sudan po trzech latach wojny. Ruchomy front i katastrofa humanitarna

Mijają trzy lata od wybuchu wojny w Sudanie, która z walki o władzę między armią a paramilitarnymi Siłami Szybkiego Wsparcia przerodziła się w jeden z najpoważniejszych kryzysów humanitarnych na świecie. Konflikt nie tylko nie wygasa, ale z miesiąca na miesiąc pogłębia destabilizację państwa i dramat jego mieszkańców.

Ludzie w kolejce po jedzenie w obozie dla uchodźców
Renk, Sudan Południowy, 13 kwietnia 2026 r. Tysiące rodzin przebywają w centrum tranzytowym w Renk, utworzonym dla uchodźców z Sudanu, w stanie Górny Nil na północy Sudanu Południowego. Trzy lata po wybuchu wojny w Sudanie uchodźcy nadal zmagają się tam z głodem, ograniczonym dostępem do edukacji oraz niewystarczającym dostępem do podstawowych usług, mimo względnego bezpieczeństwa. Fot. Lino Ginaba/Anadolu via Getty Images

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Jak po trzech latach wojny wygląda sytuacja w Sudanie.
  2. Dlaczego konflikt wciąż się pogłębia.
  3. Jakie skutki najmocniej odczuwają cywile.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

15 kwietnia 2023 r. rozpoczęły się walki między Sudańskimi Siłami Zbrojnymi (SAF), dowodzonymi przez generała Abdel Fattaha al-Burhana, a paramilitarnymi Siłami Szybkiego Wsparcia (RSF), kierowanymi przez Mohameda Hamdana „Hemedtiego” Dagalo. Bezpośrednią przyczyną był spór o włączenie RSF do regularnej armii oraz rywalizacja o władzę po zamachu stanu z 2021 r.

Z czasem konflikt przestał być wyłącznie starciem polityczno-wojskowym. Przerodził się w wojnę wyniszczającą całe społeczeństwo, z rozproszonym, „ruchomym” frontem i brakiem trwałej kontroli nad terytorium. Walki toczą się zarówno w stolicy, Chartumie, jak i w regionach peryferyjnych, co utrudnia organizację pomocy humanitarnej i pogłębia chaos. Skala tragedii jest ogromna. Według danych organizacji Armed Conflict Location & Event Data (ACLED) oraz ONZ, w ciągu trzech lat zginęło co najmniej 50 tys. osób, choć rzeczywista liczba ofiar może być znacznie wyższa. Do statystyk nie wlicza się bowiem wielu zgonów wynikających z głodu, chorób czy braku dostępu do opieki medycznej.

Politolog dr Jędrzej Czerep z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych ocenia, że Sudan stał się dziś „konfliktem zapomnianym” przez światowe media i opinię publiczną. Podobny ton wybrzmiewa w analizach ONZ i relacjach „Le Monde” – wojna trwa, lecz pozostaje w cieniu Ukrainy, Bliskiego Wschodu i innych globalnych kryzysów, które przyciągają uwagę opinii publicznej.

Największy kryzys humanitarny świata

Skala tragedii jest jednak bezprecedensowa. Z danych ONZ wynika, że od początku wojny około 14 mln osób zostało zmuszonych do opuszczenia domów, a 4,4 mln uciekło za granicę – głównie do Czadu, Egiptu i Sudanu Południowego. To największy kryzys przesiedleńczy na świecie, który wciąż się pogłębia.

Równolegle narasta katastrofa żywnościowa. Około 21 mln Sudańczyków zmaga się z brakiem bezpieczeństwa żywnościowego, a 6,3 mln znajduje się w stanie skrajnego niedoboru żywności. W części kraju ogłoszono już klęskę głodu, a kolejne regiony znajdują się na jej granicy.

Dopełnieniem obrazu jest skala ubóstwa. Około 70 proc. mieszkańców Sudanu żyje dziś poniżej progu ubóstwa. Wojna nie tylko niszczy infrastrukturę i odbiera życie, ale też systemowo pozbawia ludzi środków do funkcjonowania. Całe społeczności są spychane w długotrwałą zależność od pomocy humanitarnej.

Afrykanistka Aleksandra Mizerska z Polskiego Centrum Pomocy Międzynarodowej powiedziała wprost: „Sudan jako państwo w zasadzie przestał istnieć. To już nie tylko konflikt zbrojny, lecz pełnoskalowy rozpad instytucji – od ochrony zdrowia, przez edukację, po gospodarkę rolną”.

Cywile płacą najwyższą cenę

Charakter wojny zmienia się wraz z rozwojem technologii. Jak zauważa dr Czerep, podobnie jak w Ukrainie, przewaga stron coraz częściej zależy od użycia dronów oraz systemów zakłócających komunikację przeciwnika.

W ostatnich miesiącach szczególnie wzrosła liczba ataków na cele cywilne. Według danych ONZ od początku 2026 r. blisko 700 cywilów zginęło w uderzeniach dronowych. Najwięcej w stanach Kordofan Południowy i Nil Błękitny.

Najbardziej przejmujące są jednak dane dotyczące dzieci. Według UNICEF od stycznia do marca 2026 r. zginęło co najmniej 160 dzieci, a 85 zostało rannych. Aż 78 proc. ofiar stanowiły dzieci poszkodowane w atakach dronowych. To wzrost o połowę w porównaniu z analogicznym okresem rok wcześniej.

Organizacja szacuje również, że w 2026 r. około 4,2 mln dzieci będzie cierpieć z powodu ostrego niedożywienia. Z tego ponad 825 tys. przypadków będzie miało charakter ciężki i bezpośrednio zagrażający życiu. To najbardziej brutalny wymiar tej wojny: dzieci ginące w bombardowaniach i umierające z głodu. Sudan pozostaje konfliktem, który dzieje się na oczach świata – i jednocześnie poza jego uwagą.

Głód jako narzędzie wojny

Aleksandra Mizerska z Polskiego Centrum Pomocy Międzynarodowej zwraca uwagę, że z perspektywy pracowników humanitarnych głód w Sudanie nie jest jedynie skutkiem wojny – bywa jej narzędziem. W rozmowie z PAP podkreślała, że lekarze i pielęgniarki PCPM w ośrodku dożywiania w Gordhim w Sudanie Południowym obserwują dzieci w stanie skrajnego wyniszczenia, wyraźnie odbiegające od prawidłowego rozwoju niemowląt i najmłodszych.

Za liczbami kryją się konkretne historie. Ponad 90 proc. uchodźców, z którymi Mizerska spotkała się w regionie Aweil Wschodni przy granicy z Sudanem, to kobiety i dzieci. Uciekają nie tylko przed przemocą, ale też przed głodem i całkowitym załamaniem podstawowych warunków życia.

Wielu z nich to tzw. podwójni uchodźcy. To mieszkańcy Sudanu Południowego, którzy lata temu znaleźli schronienie w Sudanie. Dziś – zmuszeni kolejną falą przemocy – wracają do kraju pochodzenia. Ich sytuacja jest szczególnie dramatyczna: raz już utracili dom, teraz tracą go ponownie. Jak podkreśla Mizerska, dla tych ludzi polityka przestała mieć znaczenie – cała energia skupia się na przetrwaniu kolejnego dnia.

Pomoc humanitarna dociera z ogromnym trudem. Transport żywności terapeutycznej i leków kupionych w Kenii musi pokonać ponad 4 tys. kilometrów. Sama droga z Nairobi do Gordhim zajmuje nawet miesiąc, głównie z powodu formalności i licznych kontroli na trasie. To pokazuje skalę logistycznych barier, które sprawiają, że pomoc często przychodzi zbyt późno.

Zagraniczne wsparcie i impas dyplomatyczny

Wojna w Sudanie nie jest wyłącznie konfliktem wewnętrznym. Jak zauważa dr Jędrzej Czerep, kluczową rolę odgrywają aktorzy zewnętrzni, którzy wspierają walczące strony.

Według eksperta Zjednoczone Emiraty Arabskie mają wspierać paramilitarne RSF – zarówno finansowo, jak i militarnie. Z kolei, jak przypomina „Le Monde”, armię sudańską wspierają Arabia Saudyjska, Egipt i Turcja. Wszystkie te państwa oficjalnie zaprzeczają bezpośredniemu zaangażowaniu w działania wojenne, jednak ich obecność wskazuje na szerszy kontekst geopolityczny konfliktu.

Sudan staje się tym samym polem regionalnej rywalizacji o wpływy, co dodatkowo utrudnia zakończenie walk. W efekcie wojna trwa w impasie. Jej największymi ofiarami pozostają cywile – uwikłani w konflikt, który dawno przestał być tylko ich własny.

Zdaniem dr. Jędrzeja Czerepa jednym z nielicznych realnych sposobów na zatrzymanie konfliktu byłoby odcięcie zewnętrznych kanałów wsparcia dla Sił Szybkiego Wsparcia (RSF). Ekspert podkreśla, że problem ma charakter polityczny. Wielu światowych decydentów zdaje sobie sprawę ze skali zaangażowania Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Jednak otwarcie nikt nie chce konfrontować się z tym państwem.

To właśnie ta niechęć do podjęcia zdecydowanych działań sprawia, że konflikt trwa w impasie. Kolejne próby mediacji nie przynoszą efektów. Jak wskazują ONZ i „Le Monde”, rozmowy prowadzone przez tzw. Czwórkę – USA, Arabię Saudyjską, ZEA i Egipt – utknęły w martwym punkcie. Również wcześniejsze spotkania dyplomatyczne w Londynie i Paryżu nie doprowadziły do przełomu.

Berlin, powroty i brak perspektywy pokoju

W trzecią rocznicę wybuchu wojny, w Berlinie odbywa się konferencja międzynarodowa poświęcona Sudanowi. Jej celem jest zarówno próba ożywienia wygasających wysiłków pokojowych, jak i zebranie środków na pomoc humanitarną.

Friedrich Merz i Mahmoud Ali Youssouf
Berlin, 14 kwietnia 2026 r. Kanclerz Niemiec Friedrich Merz przed rozmowami z przewodniczącym Komisji Unii Afrykańskiej i szefem dyplomacji Dżibuti Mahmoudem Alim Youssoufem. Youssouf przyjechał do Niemiec na trzecią międzynarodową konferencję poświęconą Sudanowi. Fot. Maja Hitij / Getty Images

Według ONZ, Human Rights Watch i „Le Monde” chodzi o wsparcie dla kraju, który mierzy się dziś z najpoważniejszym kryzysem humanitarnym na świecie. Jednocześnie sama organizacja konferencji pokazuje skalę problemu. Bo mimo rosnących potrzeb i dramatycznych danych, Sudan wciąż nie znajduje się w centrum globalnej uwagi.

Trzy lata po wybuchu wojny nie widać realnej perspektywy pokoju. Front pozostaje płynny, instytucje państwowe są w rozsypce. Miliony ludzi żyją w zawieszeniu – między ucieczką, głodem a nadzieją na pomoc, która często przychodzi zbyt późno.

Powroty do ruin zamiast normalności

Pojawiają się ograniczone sygnały częściowej stabilizacji w niektórych regionach Sudanu. Jak wskazuje „Le Monde”, po odbiciu Chartumu przez armię w 2025 r. w części stolicy wznowiono handel. Na ulice wrócił ruch, a po niemal dwóch latach przerwy przeprowadzono egzaminy końcowe w szkołach.

To jednak tylko fragment większego obrazu. Według ONZ około 1,7 mln osób wróciło do Chartumu, mimo że zagrożenie pozostaje wysokie. Władze wciąż mierzą się z problemem dziesiątek tysięcy niewybuchów. Z kolei wielu mieszkańców wraca do zniszczonych domów i życia w cieniu kolejnych potencjalnych ataków.

Z danych Międzynarodowej Organizacji ds. Migracji wynika, że blisko 4 mln osób zdecydowało się na powrót do miejsc zamieszkania mimo braku gwarancji bezpieczeństwa. Około 90 proc. z nich wróciło na obszary, z których wyparto RSF.

Jak podkreśla dr Jędrzej Czerep, to istotny sygnał – na tereny kontrolowane przez RSF „nie wraca praktycznie nikt”. W jego ocenie jasno pokazuje to, jak ludność cywilna postrzega poziom zagrożenia i skalę przemocy w tych regionach.

Ekspert zaznacza również, że ewentualne zawieszenie broni bez rozbrojenia RSF i bez odcięcia ich od zewnętrznego wsparcia nie rozwiązałoby problemu. Taki scenariusz oznaczałby raczej zamrożenie konfliktu – z ryzykiem szybkiego powrotu walk po okresie przegrupowania i dozbrojenia sił paramilitarnych.

Podobnie pesymistyczna jest ocena Aleksandry Mizerskiej. Z perspektywy pracowników humanitarnych nie widać dziś sygnałów, które dawałyby realną nadzieję na poprawę sytuacji w najbliższych miesiącach czy nawet w ciągu roku.

Skala potrzeb rośnie szybciej niż pomoc. Według ONZ apel o finansowanie działań humanitarnych dla Sudanu na 2026 r. został pokryty jedynie w 16 proc. Miliony ludzi potrzebują żywności, leczenia i schronienia.

Po trzech latach wojny Sudan pozostaje krajem głęboko podzielonym i niewydolnym – zarówno humanitarnie, jak i instytucjonalnie. Z danych ONZ, analiz ekspertów i doniesień „Le Monde” wyłania się pesymistyczny obraz. Sudan jest państwem, w którym ludzie giną na froncie, umierają z głodu, uciekają z domów i funkcjonują w warunkach rozpadu podstawowych struktur życia społecznego.

Główne wnioski

  1. Wojna w Sudanie przerodziła się w wielowymiarową katastrofę. To już nie tylko konflikt zbrojny między armią a RSF, lecz także rozpad państwa, zapaść usług publicznych, głód i masowe przesiedlenia, które niszczą fundamenty życia społecznego.
  2. Najwyższą cenę płacą cywile. Skutki wojny najmocniej dotykają tych, którzy nie mają wpływu na jej przebieg – rodzin zmuszonych do ucieczki, kobiet, dzieci oraz osób pozbawionych dostępu do żywności i opieki medycznej.
  3. Na razie brak realnej drogi do trwałego pokoju. Mimo konferencji, deklaracji i działań dyplomatycznych konflikt trwa, a bez ograniczenia przemocy i zewnętrznego wsparcia dla walczących stron Sudan może pozostać w stanie długotrwałego kryzysu.