Szok paliwowy w Azji. Państwa regionu zwracają się ku Rosji
Wojna w rejonie Zatoki Perskiej zmienia globalne przepływy energii. Zakłócenia dostaw przez cieśninę Ormuz zmuszają państwa Azji do szybkiego szukania alternatyw. W efekcie rośnie znaczenie rosyjskiej ropy.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Dlaczego państwa Azji Południowo-Wschodniej zwiększają zakupy rosyjskiej ropy.
- Jak zakłócenia w Ormuzie zmieniają globalne przepływy energii.
- Jakie korzyści i ograniczenia wynikają z tego dla Rosji.
Premier Malezji Anwar Ibrahim ogłosił, że państwowy koncern naftowy Petronas rozpoczyna negocjacje z Rosjanami w sprawie zakupu ropy. Ma to zapewnić azjatyckiemu krajowi wystarczające rezerwy, nadszarpnięte w wyniku blokady tankowców w Zatoce Perskiej. Szef rządu podkreślił, że jego kraj utrzymuje dobre stosunki z Rosją, co pozwala na bezpośrednie rozmowy handlowe mimo zachodnich sankcji.
Stwierdził też, cytowany przez dziennik „Sinan Harian”, że wiele krajów w Europie i na kontynencie amerykańskim, które wcześniej nakładały na Rosję sankcje, obecnie stara się pozyskać ropę z tego kierunku.
Azjatycki kryzys paliwowy dotknął Malezję szybko i dotkliwie. Choć kraj ma dostęp do własnego surowca, ponad połowę musi sprowadzać z zagranicy. Niemal 70 proc. importu ropy naftowej pochodziło dotąd z krajów Zatoki Perskiej. Na początku marca premier Anwar zapewniał, że ropy wystarczy do maja. Aby utrzymać ceny paliw na stabilnym poziomie, rząd przeznacza obecnie miesięcznie niemal sześciokrotnie więcej pieniędzy niż przed wybuchem wojny na Bliskim Wschodzie.
Taktyczne zakupy nad Wołgą to reakcja państw Azji na kryzys energetyczny wywołany napięciami na Bliskim Wschodzie. Waszyngton czasowo uchylił sankcje na rosyjską ropę.
Azja ogranicza zależność od Zatoki Perskiej
Malezja nie jest osamotniona. Od energii znad Zatoki Perskiej uzależniona jest większość najludniejszego kontynentu świata. W 2024 r. około 84 proc. ropy i 83 proc. Skroplonego gazu ziemnego, który przepływał przez cieśninę Ormuz, trafiało właśnie do Azji.
Celem niemal 70 proc. ropy z Zatoki były tylko cztery rynki: Chiny, Indie, Japonia i Korea Południowa.
Zamknięcie cieśniny spowodowało, że globalna podaż ropy spadła w marcu o ponad 10 mln baryłek dziennie. Według Międzynarodowej Agencji Energetycznej był to największy jednorazowy spadek w historii.
Wiele państw rozpoczęło nerwowe negocjacje z Iranem i Stanami Zjednoczonymi w sprawie przywrócenia przepływu tankowców i gazowców przez ten strategiczny szlak.
Wśród krajów, które rozpoczęły albo rozważają zakupy rosyjskiej ropy, znalazły się Wietnam, Filipiny, Sri Lanka oraz Tajlandia. Wietnam pod koniec marca podpisał z Moskwą nowe umowy o współpracy naftowo-gazowej. Azjatycki kraj zaopatrywał się na Bliskim Wschodzie w 88 proc. importowanej ropy. Ceny paliw błyskawicznie wzrosły o blisko 19 proc.
Prezydent Indonezji Prabowo Subianto spotkał się w połowie kwietnia z Władimirem Putinem, aby zacieśnić współpracę energetyczną. Tajlandia także potwierdziła gotowość do zakupów znad Wołgi. Z kolei Filipiny poprosiły USA o czasowe uchylenie sankcji, aby móc kupować rosyjskie produkty naftowe.
Na Filipinach, gdzie niemal 98 proc. ropy pochodzi z Bliskiego Wschodu, ceny benzyny wzrosły o 76 proc., a ceny oleju napędowego zbliżyły się do historycznych rekordów. W ponadstumilionowym wyspiarskim kraju doprowadziło to do fali strajków i protestów ulicznych, a rząd wprowadził energetyczny stan wyjątkowy.
Filipiński koncern Petron kupił 2,5 mln baryłek rosyjskiej ropy. To pierwsze dostawy surowca znad Wołgi od końca 2021 r.
Japonia, która w 2025 r. 94 proc. swojej ropy sprowadzała z Bliskiego Wschodu, zadeklarowała, że rozważy możliwość zakupu rosyjskiego surowca po ogłoszeniu przez USA zwolnienia z sankcji. Ma ono obowiązywać do połowy maja. Jednocześnie Tokio uwolniło na rynek część swoich rezerw strategicznych – ok. 80 mln baryłek.
Korea Południowa nabyła z kolei 27 tys. ton rosyjskiej nafty, używanej jako surowiec do produkcji tworzyw sztucznych.
Szybka gotówka dla Kremla
Z braku irańskiego i arabskiego surowca indyjskie i chińskie rafinerie zwróciły się ku rosyjskiej ropie dostępnej od ręki. To szybko wywindowało jej cenę.
Nowe kontrakty zawierane po wybuchu konfliktu wyraźnie różnią się od tych sprzed jego eskalacji. Zniżki na ropę gatunku Urals skurczyły się – wcześniej sięgały nawet 15 dolarów za baryłkę. W połowie marca rosyjska ropa sprzedawana była już po cenach zbliżonych do światowych. Część dostaw do Indii po raz pierwszy w historii osiągnęła poziomy wyższe.
Pierwsze tymczasowe zwolnienie z sankcji, które w marcu wydał amerykański Departament Skarbu, formalnie obejmowało ładunki już będące na statkach. Sekretarz skarbu Scott Bessent określił to „celowym środkiem krótkoterminowym”. Taka taktyka miała zwiększyć globalną podaż, ale bez generowania istotnych przychodów dla Moskwy.
Taka taktyka miała zwiększyć globalną podaż, ale bez generowania istotnych przychodów dla Moskwy. Bessent przekonywał, że mechanizm zadziała, ponieważ większość rosyjskich podatków energetycznych pobierana jest na etapie wydobycia, a nie eksportu.
Jednak analizy publikowane m.in. przez „Kyiv Independent” wskazują na znaczący napływ środków. W połowie kwietnia Międzynarodowa Agencja Energetyczna szacowała, że dochody Rosji z eksportu ropy wzrosły z 9,75 mld dolarów w lutym do 19 mld dolarów w marcu.
Kraje, które zdecydowały się na rosyjską ropę, działają jednak pod silną presją czasu. Zawierają nie długoterminowe umowy strategiczne, lecz krótkoterminowe kontrakty. Dla Moskwy to rozwiązanie bardzo dochodowe, ale o ograniczonej trwałości.
Bez wpływu na front?
Cytowana przez brytyjski dziennik „Financial Times” (en) analityczka June Goh ze Sparta Commodities w Singapurze nie pozostawia wątpliwości co do motywów azjatyckich decyzji zakupowych. „To są obecnie bardzo zdesperowane kraje i chcą w pełni wykorzystać zwolnienie z amerykańskich sankcji. Rosja jest opcją z braku alternatywy” – uważa.
Analitycy przyznają, że Rosja staje się ekonomicznym zwycięzcą irańskiego konfliktu, z potencjalnymi dodatkowymi przychodami liczonymi w dziesiątkach miliardów dolarów.
Zdaniem Siergieja Wakulenki, badacza w berlińskim ośrodku Carnegie Russia Eurasia Center, korzystny dla Kremla rozwój wydarzeń pozwolił odsunąć w czasie planowane cięcia budżetowe. Jak ocenił Wakulenko w rozmowie ze stacją CNBC, dodatkowe środki wystarczą raczej na stabilizację gospodarki niż na jej transformację czy masową rozbudowę przemysłu zbrojeniowego.
Ukraińskie ataki na rosyjską infrastrukturę energetyczną oraz deficyt budżetowy sięgający 4,6 bln rubli w pierwszym kwartale 2026 r. sprawiają, że ocena skali korzyści dla Kremla pozostaje niejednoznaczna.
Główne wnioski
- Blokada cieśniny Ormuz popchnęła dziesiątki państw azjatyckich – od Malezji i Filipin po Indie i Sri Lankę – w kierunku zakupów rosyjskiej ropy. Azjatyckie państwa korzystają z tymczasowego zwolnienia z amerykańskich sankcji, które obowiązuje do połowy maja.
- Nowe kontrakty zawierane są na warunkach korzystniejszych dla Rosji niż przed konfliktem. Zniknęły dyskonta na ropę gatunku Urals, a Moskwa w części dostaw po raz pierwszy uzyskała premię cenową wobec rynku światowego, m.in. w relacjach z Indiami.
- Konflikt na Bliskim Wschodzie okazał się krótkoterminowo korzystny dla Moskwy. Jej przychody z podatków od wydobycia ropy wyraźnie wzrosły, choć niszczenie infrastruktury przez Ukrainę oraz wysoki deficyt budżetowy ograniczają skalę tego efektu. Zawierane umowy mają charakter doraźny i nie przekładają się na trwałe relacje handlowe. Choć wspierają bieżące dochody Rosji, nie tworzą podstaw do głębokiej transformacji gospodarki ani szerokiej rozbudowy przemysłu zbrojeniowego.

