Kategorie artykułu: Biznes Polityka Świat

Trump chce podnieść cła na auta do 25 proc., Bruksela odpowiada: „umowa to umowa”

Napięcia handlowe między Unią Europejską a Stanami Zjednoczonymi ponownie eskalują. Mimo obowiązującego porozumienia z Turnberry Donald Trump znów zagroził podniesieniem ceł na europejskie samochody do 25 proc. Decyzja uderzy w kluczowe sektory europejskiej gospodarki.

Na zdjęciu szefowa KE Ursula von der Leyen i prezydent USA Donald Trump w należącym do Trumpa klubie golfowym w Szkocji
Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen nie pozostawiła wątpliwości: Bruksela oczekuje od Waszyngtonu przestrzegania ustaleń z  porozumienia z Turnberry. Zawarto je w 2025 roku. W Turnberry znajduje się należące do Donalda Trumpa pole golfowe. Fot. Andrew Harnik/Getty Images

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. O co obecnie toczy się spór KE-Donald Trump.
  2. Jak cła amerykańskie wpłynęły na europejskich producentów.
  3. Czy UE chce eskalacji kolejnego konfliktu handlowego z USA. 
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Groźba nowych ceł ze strony Donalda Trumpa ponownie wstrząsa relacjami handlowymi między Unią Europejską a Stanami Zjednoczonymi — i może uderzyć w sam środek europejskiego przemysłu. Kluczowym punktem sporu pozostaje tzw. porozumienie z Turnberry w Szkocji — polityczny kompromis wynegocjowany latem 2025 r. między Unią Europejską a Stanami Zjednoczonymi. Zakłada ono utrzymanie ceł na europejskie samochody na poziomie 15 proc., w zamian za szerokie ustępstwa ze strony UE, w tym zobowiązania do zakupu amerykańskiej energii o wartości setek miliardów dolarów oraz zwiększenia inwestycji w gospodarce USA.

Dla KE to fundament stabilności relacji transatlantyckich i dowód, że możliwy jest przewidywalny kompromis. Dla administracji Donalda Trumpa to jednak narzędzie nacisku. Biały Dom oskarża Europę o opóźnianie wdrażania ustaleń przy umowie handlowej UE-USA i sugeruje rewizję warunków. W efekcie porozumienie, które miało zakończyć wojnę handlową, samo stało się źródłem nowego konfliktu — testem wiarygodności obu stron i granic polityki transakcyjnej Trumpa.

„Umowa to umowa” kontra polityka presji

Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen nie pozostawiła wątpliwości: Bruksela oczekuje od Waszyngtonu przestrzegania ustaleń porozumienia z Turnberry.

– Istotą tej umowy jest dobrobyt, wspólne zasady i wiarygodność – stwierdziła we wtorek von der Leyen.

To reakcja na piątkową zapowiedź Trumpa, że USA wprowadzą 25-procentowe cła na europejskie samochody. Jednocześnie szefowa KE podkreśliła, że UE jest „przygotowana na każdy scenariusz”. To dyplomatyczny język oznaczający jedno: Bruksela rozważa odwet.

Podobnie brzmi przekaz ze strony państw członkowskich. Emmanuel Macron ostrzegł, że jeśli USA złamią umowę, „Europa powinna użyć swoich narzędzi”. 

Trump eskaluje — i personalizuje spór

Nowa groźba ceł to nie tylko kwestia gospodarcza. To także element szerszej strategii nacisku. Według europejskich dyplomatów Trump jest „wściekły” na kilka stolic:

  • Paryż — za dystans wobec operacji USA w rejonie cieśniny Ormuz oraz politykę wobec amerykańskich big techów,
  • Rzym i Madryt — za brak pełnego wsparcia politycznego oraz nieudostępnienie baz militarnych Amerykanom,
  • Berlin — po krytyce jego polityki wobec Iranu.

Kanclerz Friedrich Merz próbuje łagodzić napięcia, przyznając nawet Trumpowi częściowo rację w sprawie opóźnień we wdrażaniu umowy handlowej. To strategia „deeskalacji za wszelką cenę”, forsowana pod presją niemieckiego przemysłu, oceniają niemieckie media. 

Selektywna polityka: whisky bez ceł, auta pod presją

Symboliczny kontrast pokazuje arbitralność polityki Białego Domu. Po wizycie króla Karola III w Waszyngtonie prezydent Trump zniósł cła na szkocką whisky — „w geście dobrej woli”. Dla Brukseli to dowód, że polityka handlowa USA coraz bardziej przypomina narzędzie politycznej presji, a nie przewidywalny system reguł.

Najbardziej narażony jest sektor motoryzacyjny — szczególnie w Niemczech. Firmy takie jak: Volkswagen, Mercedes-Benz, BMW już odczuwają skutki obecnych ceł. Konsekwencje: Volkswagen szacuje dodatkowe koszty na ok. 4 mld euro rocznie, Mercedes-Benz – ok. 1 mld euro wpływu na wynik, spadki sprzedaży w USA sięgają w niektórych przypadkach 20 proc. Problem jest strukturalny: nawet firmy produkujące w USA nadal eksportują kluczowe modele z Europy — szczególnie segment premium.

Nie tylko auta: wino, alkohol i cały system pod presją

Efekty ceł widać jeszcze wyraźniej w sektorze rolno-spożywczym. Francuscy eksporterzy wina i alkoholi stracili ok. 800 mln euro potencjalnych przychodów, zanotowali w 2025 r. spadki sprzedaży o ponad 20 proc. i ograniczają zatrudnienie i działalność w USA.

Na poziomie operacyjnym problem jest jeszcze większy, ponieważ system dystrybucji w USA (tzw. three-tier system) multiplikuje koszty, ceny dla konsumentów rosną nawet o 10–30 proc., a mali importerzy znikają z rynku. Podsumowując: tysiące produktów tracą dystrybucję. Jak mówią przedstawiciele branży: „cła Trumpa dekonstruują cały system”.

UE między eskalacją a cierpliwością

Komisja Europejska znalazła się w trudnej pozycji. Z jednej strony musi bronić wiarygodności umowy handlowej, rozważa użycie instrumentu antyprzymusowego (Anti-Coercion Instrument). Z drugiej natomiast nie chce pełnej wojny handlowej z kluczowym partnerem. Komisarz ds. handlu Maroš Šefčovič kontynuuje rozmowy z Waszyngtonem, próbując „ustabilizować sytuację”.

Największym problemem dla Europy nie są same cła — lecz ich nieprzewidywalność. Prezydent Donald Trump najpierw groził 200-procentowymi taryfami, potem je zawiesił, następnie wprowadził nowe na innej podstawie prawnej, równolegle nagrodził wybrane kraje politycznymi wyjątkami. Dla biznesu i obronności oznacza to jedno: brak stabilności.

Wycofywanie wojsk amerykańskich

Dodatkowym źródłem napięć jest decyzja administracji Donald Trump o wycofaniu części wojsk amerykańskich z Niemiec — według zapowiedzi nawet kilku tysięcy żołnierzy. Ruch ten przez Niemcy odbierany jest nie tylko jako korekta strategiczna, lecz także forma politycznego nacisku po sporach z kanclerzem Friedrichem Merzem. Wycofanie obejmuje m.in. jednostki o kluczowym znaczeniu dla odstraszania. Tworzy to realną lukę w zdolnościach NATO w Europie i zmusza Berlin do przyspieszenia własnych inwestycji obronnych.

Niemieckie władze publicznie tonują przekaz, przedstawiając decyzję jako impuls do większej „europejskiej odpowiedzialności”, ale w kuluarach dyplomaci przyznają, że to kolejny element presji Waszyngtonu — obok ceł — mający skłonić Europę do ustępstw zarówno w handlu, jak i polityce.

Czy Niemcy się boją?

Kwestia rakiet dalekiego zasięgu stała się jednym z najbardziej wrażliwych elementów napięć między USA  a Niemcami. Planowane wcześniej rozmieszczenie amerykańskich pocisków manewrujących Tomahawk — zdolnych razić cele w promieniu nawet 1600 km — miało wzmocnić odstraszanie NATO wobec Rosji i zniwelować przewagę systemów rozmieszczonych w Kaliningradzie. Jednak decyzja administracji Trumpa o wycofaniu części sił z Niemiec de facto przekreśliła te plany, pozostawiając Europę z luką w zdolnościach uderzeniowych dalekiego zasięgu, jak wskazują eksperci. 

Berlin rozważa alternatywy — od modernizacji własnych pocisków manewrujących Taurus po rozwój wspólnych europejskich projektów — ale większość z nich będzie gotowa dopiero w kolejnej dekadzie. W praktyce oznacza to, że w krótkim okresie Europa pozostaje uzależniona od amerykańskich zdolności, których dostępność staje się coraz bardziej niepewna wraz z rosnącymi napięciami politycznymi po obu stronach Atlantyku i zapowiedziami opóźnienia w dostawach amerykańskiej broni m.in. do Polski.

Bruksela wysyła jasny sygnał: nie zerwie rozmów, ale nie ustąpi bezwarunkowo.

– Mamy znacznie ważniejsze rzeczy do zrobienia niż wzajemne groźby – powiedział Macron.

Problem w tym, że dla Trumpa groźby są narzędziem polityki i bezpieczeństwa. A to oznacza, że europejskie firmy — od producentów aut po winiarzy — pozostaną na pierwszej linii tej konfrontacji, podobnie jak państwa, szczególnie te na wschodniej flance NATO.  

Główne wnioski

  1. Napięcia handlowe między Unią Europejską a Stanami Zjednoczonymi ponownie eskalują po tym, jak Donald Trump ponownie zagroził podniesieniem ceł na europejskie samochody do 25 proc., mimo obowiązującego porozumienia z Turnberry. Decyzja uderzy w kluczowe sektory europejskiej gospodarki — niemieckiej  motoryzacji po francuskich eksporterów win — i wpisuje się w szerszą strategię politycznego nacisku na europejskich sojuszników, od Niemiec po Francję
  2. Najbardziej narażony na wojnę celną USA-UE jest sektor motoryzacyjny — szczególnie w Niemczech. Firmy takie jak: Volkswagen, Mercedes-Benz, BMW już odczuwają skutki obecnych ceł. Efekty ceł widać jeszcze wyraźniej w sektorze rolno-spożywczym. Francuscy eksporterzy wina i alkoholi stracili ok. 800 mln euro potencjalnych przychodów, zanotowali spadki sprzedaży o ponad 20 proc. w 2025 r. i ograniczają zatrudnienie i działalność w USA.
  3. Bruksela odnośnie relacji handlowych z USA wysyła jasny sygnał: nie zerwie rozmów, ale nie ustąpi bezwarunkowo. – Mamy znacznie ważniejsze rzeczy do zrobienia niż wzajemne groźby – powiedział Macron. Komisja Europejska znalazła się w trudnej pozycji. Musi bronić wiarygodności umowy handlowej i rozważa użycie instrumentu antyprzymusowego (Anti-Coercion Instrument).