Mastalerek chce referendum. Chodzi o konstytucję, prezydenta i premiera (WYWIAD)
– Ten system wzajemnego blokowania się jest na rękę partiom uczestniczącym w sporze politycznym – tłumaczy swoją inicjatywę referendalną Marcin Mastalerek, były szef gabinetu prezydenta Andrzeja Dudy. W rozmowie z XYZ opowiada o szczegółach akcji.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jak Marcin Mastalerek uzasadnia potrzebę ustrojowego referendum.
- O co jeszcze poza systemem władzy chciałby zapytać Polaków.
- Jak były rzecznik PiS ocenia sytuację w swojej dawnej partii.
Nie tylko prezydent Karol Nawrocki planuje referenda. Po niespełna roku poza pierwszym politycznym szeregiem Marcin Mastalerek wychodzi z propozycją referendum ustrojowego. W Święto Konstytucji 3 Maja na łamach Wirtualnej Polski ogłosił start inicjatywy referendalnej, w ramach której chce zapytać Polaków o system sprawowania władzy w kraju. Chce zapytać, czy w Polsce powinien obowiązywać system prezydencki, w którym prezydent ma większy wpływ na rządzenie, czy też system kanclerski, w którym to rząd znajduje się w centrum władzy wykonawczej, a prezydent pełni głównie funkcję reprezentacyjną. Zgodnie z pomysłem Marcina Mastalerka referendum miałoby odbyć się równolegle z przyszłorocznymi wyborami parlamentarnymi. W rozmowie z XYZ polityk przyznaje, że lista pytań może być dłuższa. Mówi również, z kim współpracuje.
Referendum na wybory parlametnarne
Rafał Mrowicki, XYZ: Czym zajmuje się dziś były szef gabinetu poprzedniego prezydenta dziewięć miesięcy po zakończeniu tamtej prezydentury?
Marcin Mastalerek: Dzielę życie między Waszyngtonem a Warszawą. Tu mam rodzinę, a żona i dzieci nie chciały się przeprowadzić. Stany Zjednoczone są głównym miejscem, w którym pracuję i zarabiam. Prowadzę tam firmę doradczą. Współpracuję z konserwatywnymi think tankami. Publikuję też w mediach amerykańskich. Dzięki prezydentowi Dudzie poznałem najbliższe otoczenie prezydenta Trumpa i później wielokrotnie bywałem w Stanach. To doświadczenie warto wykorzystywać.
I po prawie roku poza polityką chce pan rozpocząć inicjatywę referendalną.
Mam już w tym zakresie doświadczenie. W wieku 24 lat przeprowadziłem przez parlament inicjatywę obywatelską przywracającą ulgi dla studentów. Kilkanaście lat temu wydawało się, że zebranie 100 tys. podpisów jest czymś niemal niemożliwym. Jako członek młodzieżówki PiS zebrałem wtedy grupę młodych ludzi z wielu organizacji studenckich i pozapartyjnych. Oczywiście ówczesny rząd Donalda Tuska przeprowadził to po swojemu. Naszą inicjatywę wraz z podpisami odłożono do zamrażarki.
Zgłasza się do mnie wiele osób. Mam szeroką sieć kontaktów z mojej działalności politycznej i biznesowej. Na pewno pomoże mi doświadczenie ze Stanów Zjednoczonych. Bywałem tam jeszcze jako prezydencki minister.
Pamięta pan zapewne kwiecień 2024 r. Prezydent Duda był bardzo krytykowany za spotkanie z Donaldem Trumpem w Trump Tower w trakcie amerykańskiej kampanii. To było spotkanie, po którym autor artykułu o Nixonie wskazywał, że to prezydent Duda przekonał prezydenta Trumpa do odblokowania [przez Republikanów – rm] 60 mld dolarów pomocy dla Ukrainy [chodzi o Boba Woodwarda, amerykańskiego dziennikarza, który razem z Carlem Bernsteinem ujawnił aferę Watergate – rm].
Warto wiedzieć
Marcin Mastalerek
Wieloletni współpracownik prezydenta Andrzeja Dudy oraz szef jego gabinetu w latach 2023-2025. W latach 2011-2015 poseł PiS, szef Forum Młodych PiS w latach 2011-2014 oraz rzecznik partii w latach 2014-2015. Po jednej kadencji w Sejmie był również dyrektorem w Orlenie oraz wiceprezesem Ekstraklasy.
Konflikt ostrzejszy niż przed zmianą prezydenta
Dlaczego wychodzi pan z taką inicjatywą akurat teraz? W swoim tekście w WP twierdzi pan, że konflikt między oboma ośrodkami władzy wykonawczej jest wyniszczający. Nie zaczął się on jednak 6 sierpnia ubiegłego roku.
Wielokrotnie mówiłem, że „timing is everything”. Dziś przyszedł czas na taką inicjatywę. Rozmawiałem o niej jeszcze z prezydentem Andrzejem Dudą pod koniec jego kadencji. Czułem, że ten konflikt będzie się zaostrzał i tak właśnie się stało. Jest ostrzejszy niż podczas jednoczesnej prezydentury Andrzeja Dudy i premierostwa Donalda Tuska, a był wtedy bardzo ostry. Obawiam się, że po wyborach w 2027 r. będzie jeszcze gorzej, niezależnie od tego, kto wygra.
Czułem, że ten konflikt będzie się zaostrzał i tak właśnie się stało. Jest ostrzejszy niż podczas jednoczesnej prezydentury Andrzeja Dudy i premierostwa Donalda Tuska, a był wtedy bardzo ostry.
Dlaczego?
Przy rozdrobnieniu może być problem z powołaniem rządu. Może nastąpić walka wszystkich ze wszystkimi. To może być lepszy moment, by zmusić polityków do pochylenia się nad taką inicjatywą niż w 2017 r., kiedy taki pomysł zgłaszał prezydent Duda.
Mastalerek: jako wyborca prawicy mam pretensje
Do referendum wtedy nie doszło.
Doradzałem prezydentowi Dudzie, gdy zgłaszał projekt referendum konstytucyjnego na 100-lecie niepodległości. PiS miało wtedy większość także w Senacie. Gdyby Jarosław Kaczyński nie zablokował pomysłu prezydenta Dudy, wiele spraw byłoby dziś rozstrzygniętych. Prezydent chciał, by to Polacy zdecydowali, czy więcej władzy ma mieć prezydent, czy rząd. Nasza konstytucja w przyszłym roku skończy 30 lat. Nie jest żadnym Świętym Graalem, tylko rozwiązaniem przyjętym osiem lat po 1989 r., które się nie sprawdza. Premier Tusk mówi, że to ludzie są źli, a konstytucja jest dobra, co brzmi jak osobliwa samokrytyka.
Czy jestem naiwny? Nie. Wydaje mi się, że politycy będą zmuszeni coś zrobić tylko przez entuzjazm ludzi. Tak postąpił przecież prezydent Bronisław Komorowski z referendum postulowanym przez Pawła Kukiza. Do zgłoszenia inicjatywy referendalnej skłoniła go porażka w pierwszej turze wyborów prezydenckich.
Ten system wzajemnego blokowania się jest na rękę partiom uczestniczącym w sporze politycznym. W przyszłym roku przed wyborami premier Donald Tusk będzie rozliczany ze 100 konkretów. Będzie tłumaczyć, że nie zrealizował ich przez prezydenta. Z drugiej strony prezydent ma silny mandat społeczny. Ludzie oczekują, że coś zrobi, ale nie ma do tego narzędzi. Na tym tracą Polska i obywatele. Jako wyborca prawicy mam wielkie pretensje.
Ten system wzajemnego blokowania się jest na rękę partiom uczestniczącym w sporze politycznym. Na tym tracą Polska i obywatele.
„Kaczyński zablokował próbę rozmowy o zmianach”
Do swojego macierzystego obozu politycznego?
Po 2015 r. przez lata rządów PiS nie byłem zaangażowany, bo w nagrodę za współprowadzenie kampanii zostałem wycięty z list. Przez ten czas doradzałem prezydentowi, ale nie brałem odpowiedzialności za politykę PiS. Mam do prezesa Kaczyńskiego pretensje, że zajmował się w Polsce wszystkim, tylko nie wprowadzaniem reform. Gdy prezydent Duda chciał je wprowadzać i oddać głos ludziom, prezes Kaczyński nie był tym zainteresowany.
Jako 19-latek zapisywałem się do młodzieżówki PiS w Szczecinie. Była to partia, która chciała dokonywać wielkich rzeczy. Chciała IV RP i sprawiedliwego państwa. W tamtym czasie możliwa była nawet koalicja z Platformą Obywatelską. Mam wielkie pretensje, że w latach 2015–2023 prezes Kaczyński nie chciał wielkich rzeczy poza programami socjalnymi, takimi jak 500 Plus. Miał samodzielną większość i prezydenta z własnego obozu, a zablokował próbę poważnej rozmowy o zmianach. Może prezes Kaczyński jest przyzwyczajony do tego, co jest.
Mam do prezesa Kaczyńskiego pretensje, że zajmował się w Polsce wszystkim, tylko nie wprowadzaniem reform.
Nazwiska współpracowników
Przystępuje pan do tego projektu z gotową listą pytań?
3 maja symbolicznie ogłosiłem inicjatywę budowy komitetu. Mam kontakt z wieloma samorządowcami. Tę częścią projektu będzie zajmował się Marcin Witko – prezydent Tomaszowa Mazowieckiego, który przez wiele lat współpracował z prezydentem Dudą. Za współpracę z przedsiębiorcami i organizacjami branżowymi w komitecie odpowiada Mariusz Rusiecki [były doradca społeczny prezydenta Andrzeja Dudy, samorządowiec i menedżer – rm], a za kontakty ze środowiskiem akademickim i studenckim – Mateusz Kuliński [Rzecznik Praw Studenta oraz dzielnicowy radny PiS na warszawskiej Woli – rm]. Jesteśmy przekonani, że trzeba zapytać obywateli o obowiązującą konstytucję. Konstytucja z 1997 r. została przyjęta w referendum przy 43-procentowej frekwencji. To niski mandat. Dziś znacznie więcej osób uczestniczy w wyborach.
Trzeba zapytać Polaków, jaki ich zdaniem powinien być system: kanclerski, prezydencki czy obecny.
Krytyka dwukadencyjności w samorządzie
To dwie rzeczy. Jest trzecia?
Należy zadać Polakom również pytanie o reformę, przez którą PiS zablokowało samorządowcom możliwość startu po dwóch kadencjach. Kwestia dwukadencyjności na pewno się pojawi. W 2029 r. będą pierwsze wybory samorządowe, w których nie będą mogli startować samorządowcy po dwóch kadencjach objętych ograniczeniem. Politycy partyjni mówią, że trzeba wprowadzić więcej demokracji w samorządach przeciwko układom. Gdybym był złośliwy, zapytałbym, czy w partiach politycznych nie potrzeba dwukadencyjności przewodniczących.
Należy zadać Polakom również pytanie o reformę, przez którą PiS zablokowało samorządowcom możliwość startu po dwóch kadencjach.
Czyli aktualna konstytucja, system i dwukadencyjność. Jeszcze coś?
Będziemy rozmawiać z przedsiębiorcami i organizacjami ich zrzeszającymi. Zastanawiamy się, czy zapytać o sprawy, których boją się politycy wszystkich partii. Przedsiębiorcy coraz głośniej mówią, że polskie firmy płacą w Polsce wysokie podatki, a ich konkurenci działający na tym samym rynku płacą radykalnie mniej. Będziemy się zastanawiać, czy nie ułożyć pytania dotyczącego tej kwestii. Politycy sami tego nie zrobią. Jedni boją się europejskich koncernów, a drudzy obawiają się amerykańskich. Nikt nie myśli tu o polskich firmach. Jeżeli cokolwiek miałoby się w tej sprawie zmienić, stanie się to tylko wtedy, gdy obywatele przymuszą polityków do działania.
Przedsiębiorcy coraz głośniej mówią, że polskie firmy płacą w Polsce wysokie podatki, a ich konkurenci działający na tym samym rynku płacą radykalnie mniej. Będziemy się zastanawiać, czy nie ułożyć pytania dotyczącego tej kwestii.
„Dla wielu Polaków ten system ma zalety”
Prowadząc interesy w Stanach Zjednoczonych, nie obawia się pan reakcji amerykańskiego biznesu na taki pomysł?
Nie obawiam się. Jednego nauczyłem się w Stanach Zjednoczonych: tam szanują tylko tych, którzy mają własne zdanie. Zapewniam, że nie szanują tych, którzy jedynie się podlizują. Dobre relacje należy wykorzystywać do realizowania własnych interesów. Widzę w Polsce, że jedni chcą podlizać się urzędnikom brukselskim, a inni patrzą na to, co powiedzą w Ameryce.
Cztery pytania. To zamknięta lista?
Nie i właśnie dlatego dajemy sobie czas do jesieni. Jestem otwarty na głosy różnych środowisk. Myśląc o tej inicjatywie, byłem przekonany, że trzeba pytać wyłącznie o system prezydencki i kanclerski. Prezydent Marcin Witko zwrócił jednak uwagę, że warto zapytać również o lekką modyfikację obecnego systemu lub zawrzeć taką opcję w pytaniu o system kanclerski albo prezydencki. Dla wielu Polaków obecny system ma swoje zalety. Niektórzy obawiają się pełnej odpowiedzialności jednej strony i chcieliby zachowania równowagi. Nie jestem na to zamknięty.
Dla wielu Polaków obecny system ma swoje zalety. Niektórzy obawiają się pełnej odpowiedzialności jednej strony i chcieliby zachowania równowagi.
Andrzej Duda jako wsparcie?
Czy chce pan zaangażować w tę inicjatywę byłego prezydenta Andrzeja Dudę?
Będziemy chcieli rozmawiać z byłym prezydentem Andrzejem Dudą. Rozmawiałem z nim pod koniec kadencji. Uważał, że to dobry pomysł. Tłumaczę prawej stronie sceny politycznej, PiS, a poprzez media staram się dotrzeć do prezesa Kaczyńskiego, że potrzebują Andrzeja Dudy oraz jego doświadczenia międzynarodowego i państwowego. Będę się starał zaangażować Andrzeja Dudę mimo jego aktywności, bo dziś spełnia się poza polityką. Będziemy chcieli skorzystać z jego rady.
Nie obawia się pan, że ta inicjatywa może budzić jednoznaczne skojarzenia? Pan, choć od ponad dekady jest poza PiS, kojarzy się z prawą stroną sceny politycznej oraz z prezydentem Dudą. Czy to nie będzie ograniczeniem?
Nie. Prezydent Duda jest całkowicie poza polityką. Gdybym miał takie obawy, nie zajmowałbym się biznesem, a wcześniej nie byłbym wiceprezesem Ekstraklasy. Różni ludzie angażują się w różne sprawy. W Stanach Zjednoczonych to normalne. Jeśli czegoś się obawiam, to tego, że doprowadzono w Polsce do sytuacji, w której do polityki nie trafiają ludzie, którzy osiągnęli sukces. Wolałbym, by w polityce byli ludzie niezależni, mający doświadczenie, a nie osoby uzależnione od długopisu lidera partii i niesamodzielne poza polityką. To właśnie oni są dziś największym problemem polskiej polityki. Pracując w Ekstraklasie, wielokrotnie udowodniłem, że nie ma dla mnie znaczenia, czy ktoś ma poglądy lewicowe, czy prawicowe.
A nie obawia się pan sugestii, że ta inicjatywa może być formą wsparcia dla prezydenta Karola Nawrockiego w budowaniu systemu prezydenckiego?
Nie. Współuczestniczyłem z prezydentem Dudą w prezentowaniu pomysłu referendum na stulecie niepodległości w 2017 r. Ani nie znałem wtedy prezydenta Nawrockiego, ani nie podejrzewałem, że zostanie prezydentem. Pewnie on sam też tego wtedy nie podejrzewał. Nie wiemy przecież, jak ludzie zagłosowaliby w takim referendum ani za jakim systemem by się opowiedzieli. Cieszę się jednak, że prezydent Nawrocki, podobnie jak prezydent Duda, dostrzega niedostatki obecnej konstytucji.
Nie wiemy, kto wygra w 2027 r. Będzie to zapewne zależało od końcówki kampanii, ale też od tego, na jakich listach i w jakich blokach wystartują politycy. Dobrym przykładem znaczenia ordynacji i list są wybory z 2019 r. PiS w Sejmie uzyskało samodzielną większość przy ordynacji proporcjonalnej i metodzie d’Hondta.
Dobrym przykładem znaczenia ordynacji i list są wybory z 2019 r. PiS w Sejmie uzyskało samodzielną większość przy ordynacji proporcjonalnej i metodzie d’Hondta.
Dwa ośrodki władzy wykonawczej
W Senacie PiS wtedy przegrało.
W tej samej kampanii, to Koalicja Obywatelska wygrała w Senacie. Tak podzielona jest Polska. Reprezentuje pan redakcję zajmującą się głównie tematami gospodarczymi. Czy któryś z polskich przedsiębiorców wyobraża sobie prowadzenie firmy w taki sposób, w jaki funkcjonuje polska polityka – bez jasnej odpowiedzialności i przy nieustannym wzajemnym blokowaniu się?
Firmy nie chcą niestabilnej i nieprzewidywalnej rzeczywistości.
Moim zdaniem ta niestabilność już dziś istnieje. Demokracja polega na tym, że druga strona ma szansę wygrać wybory. I to jest oczywiste. Rozdzielenie władzy na dwa ośrodki poza naszą częścią Europy właściwie się nie zdarza. Albo świat zachodni nie rozumie naszego „genialnego” systemu przyjętego po 1989 r., albo u nas coś jest nie tak. Obstawiam to drugie.
Mastalerek krytycznie o referendum PiS z 2023 r.
Jak chce pan prowadzić kampanię referendalną, by referendum – jeżeli by się odbyło – nie skończyło się jak wspomniane wcześniej przez pana referendum na wniosek prezydenta Komorowskiego albo referendum, które odbyło się przy okazji ostatnich wyborów parlamentarnych?
Krok po kroku. Skupiamy się na dobrych pytaniach, które chcemy skonsultować z różnymi środowiskami. Następnie zbierzemy 500 tys. podpisów, a potem będziemy starali się przekonać parlament do organizacji referendum. Na razie nie ma sensu zastanawiać się nad taktyką kampanii referendalnej, skoro referendum jeszcze nie ma. Wie pan, dlaczego referendum z 2023 r. się nie udało? Bo miało służyć partii rządzącej w realizacji jej celów wyborczych. Pomysł naszego referendum jest zupełnie inny. Nie ma pomóc partii i jest trudny do zaakceptowania przez partie, bo oddaje głos ludziom. Chodzi o realne polskie problemy. Pytania z referendum zorganizowanego przez PiS? Z całym szacunkiem, ale proszę mnie zwolnić z ich obśmiewania.
Wie pan, dlaczego referendum z 2023 r. się nie udało? Bo miało służyć partii rządzącej w realizacji jej celów wyborczych. Pomysł naszego referendum jest zupełnie inny.
Do jesieni, przed rozpoczęciem zbiórki podpisów, chce pan przygotować zamkniętą listę pytań?
Chcemy konsultować te pytania do jesieni, a potem zorganizować wydarzenie, podczas którego je zaprezentujemy.
Prezydencka Rada Nowej Konstytucji
Jak ocenia pan próby działań na rzecz nowej konstytucji, które podejmuje prezydent Nawrocki? Takie plany ogłosił już 6 sierpnia, obejmując urząd, a w niedzielę 3 maja przedstawił skład rady, która ma pracować nad projektem nowej konstytucji.
To, że prezydent mówi o konstytucji, bardzo mi się podoba. Robił to prezydent Duda i robił to prezes Kaczyński, gdy jego brat był prezydentem. Pamiętajmy, że w latach 2009–2010 prezes Kaczyński wraz z byłym wicepremierem Przemysławem Gosiewskim przygotowali projekt konstytucji autorstwa PiS, który radykalnie wzmacniał rolę prezydenta. Gdy jednak prezes Kaczyński miał władzę, nic z tym nie zrobił. Dlatego cieszy mnie, że prezydent podejmuje działania. Dziś jest najsilniejszym politykiem w Polsce i ma silny mandat.
A czy taki skład prezydenckiej rady może przygotować projekt konstytucji, który będzie akceptowalny?
Moja diagnoza jest prosta: konstytucję mogą zmienić tylko obywatele, wymuszając to na politykach. Nie wierzę, że któraś ze stron sceny politycznej przeforsuje nową konstytucję, bo druga strona by jej nie zaakceptowała. Cieszę się z diagnozy prezydenta, ale uważam, że tylko referendum może doprowadzić do zmiany konstytucji dzięki presji społecznej. Ma to być forma nacisku.
Nie wierzę, że któraś ze stron sceny politycznej przeforsuje nową konstytucję, bo druga strona by jej nie zaakceptowała.
Presja obywateli
Obywatele jednak nie napiszą sami nowej konstytucji i nie zostanie ona uchwalona bez udziału polityków.
Oczywiście. Chodzi o decyzję dotyczącą tego, w jakim kierunku ma zostać napisana. Gdyby przy wysokiej frekwencji Polacy jasno wskazali, że opowiadają się za systemem prezydenckim albo kanclerskim, prezydent miałby narzędzia, by iść właśnie w tym kierunku.
A jak ocenia pan skład rady?
Nie widziałem go w całości [przed niniejszą rozmową – rm]. Mignęło mi, że ma się w niej znaleźć między innymi Marek Jurek. To wybitna postać. Dobrze, że są tam ludzie, którzy potrafili powiedzieć prezesowi Kaczyńskiemu „nie”.
Oprócz niego również m.in. prof. Ryszard Piotrowski, Julia Przyłębska…
Prof. Piotrowski to osoba spoza polityki, która ma własne zdanie i to jest bardzo dobre. Nie chodzi mi o jakąkolwiek niechęć. Uważam, że najpierw powinna zapaść decyzja obywateli co do kierunku zmian, a dopiero potem eksperci powinni wypracować szczegóły. Nie boję się oceny ludzi. W polityce nie trzeba tkwić dla samego tkwienia. W wieku 31 lat po raz pierwszy udowodniłem prezesowi Kaczyńskiemu, że jeśli coś lub ktoś mi się nie podoba – a tym kimś był Jacek Kurski – to będę realizował się gdzie indziej.
Polityczne ambicje Mastalerka? „Spełniłem się”
Jakie są pańskie osobiste ambicje związane z inicjatywą referendalną? Czy ma to być pański powrót do wielkiej polityki lub próba znalezienia sobie nowego miejsca po przyszłorocznych wyborach?
W ogóle o tym nie myślę. Jako parlamentarzysta spełniłem się w wieku 26 lat, czyli dość wcześnie. Później mogłem zostać ministrem, a zostałem nim nieco później.
Jeszcze przed 2015 r. prezes Kaczyński pytał mnie, jakim chciałbym być ministrem. Byłem wtedy parlamentarzystą i odpowiedziałem, że nie chciałbym być żadnym ministrem, bo jego asystent będzie miał w tym kraju więcej do powiedzenia niż jakikolwiek minister. Prezes Kaczyński zaczął się śmiać. Gwarantuję, że nie trzeba być parlamentarzystą, by mieć wpływ na politykę. Wiem to jak mało kto.
Napięcia frakcyjne w PiS
Jak ocenia pan obecną sytuację w PiS, w którym frakcyjne spory są coraz głośniejsze?
To, co dzieje się w PiS, jest skutkiem wieloletniego sposobu działania prezesa Kaczyńskiego i budowy partii jako jego prywatnej własności. To partia wyzuta z ludzi, którzy mogliby się przeciwstawić. W pewnym momencie doszło nawet do próby wypchnięcia Mateusza Morawieckiego, który się postawił.
Szczerze mówiąc, ta partia dziś mi się nie podoba. Zapisywałem się do innej partii i nie mógłbym być dziś w niej aktywny. Gdybym chciał w 2003 r. zapisać się do Ligi Polskich Rodzin Romana Giertycha, zapisałbym się właśnie tam, a nie do partii Lecha Kaczyńskiego.
Czarnek porównany do LPR-u z czasów Giertycha
A co pan sądzi o kandydacie PiS na premiera?
Minister Przemysław Czarnek, który był jednym z najbardziej niepopularnych polityków tego rządu, świetnie pasowałby w tamtych czasach do LPR. Szeroka prawicowa formacja powinna mieć takich ludzi jak prof. Czarnek, ale jako radykalne skrzydło, które nigdy nie dochodzi do władzy. Jeżeli partia chce być ruchem 40-procentowym, musi mieć radykalne skrzydło, ale nie może ono dyktować, jak ma wyglądać cała partia. Nie wyobrażam sobie, by za czasów prezydenta Lecha Kaczyńskiego minister Czarnek był kandydatem na premiera albo odgrywał jakąkolwiek istotną rolę. Nie podoba mi się to.
Zresztą nie podobało mi się również „lex Czarnek”. Byłem jedną z osób, które przekonywały prezydenta Dudę do weta. Minister Czarnek do dziś nie przeprosił za tę ustawę, która miała dać urzędnikom prawo decydowania o dzieciach. To nie miało nic wspólnego ani z prawicowością, ani z liberalizmem, ani z wolnością.
Jeżeli partia chce być ruchem 40-procentowym, musi mieć radykalne skrzydło, ale nie może ono dyktować, jak ma wyglądać cała partia.
Kibicuje pan Mateuszowi Morawieckiemu?
Przyglądam się temu, co dzieje się wokół Mateusza Morawieckiego. Jego konkurenci próbują doprowadzić do tego, by prezes Kaczyński wyrzucił go z partii. To nie jest tak, że to on robi coś złego. To jemu próbują coś zrobić, a on się broni.
Rozumiem, dlaczego jako premier akceptował wiele spraw narzucanych przez prezesa Kaczyńskiego. Chciał być premierem i uważał, że sprawowanie tej funkcji jest warte kompromisów. Chciał robić dobre rzeczy, a ceną pozostawania na stanowisku było firmowanie również takich działań, których sam z siebie by nie poparł. Rozumiem to i przyglądam mu się.
Główne wnioski
- Marcin Mastalerek uważa, że obecny system, w którym wywodzący się z różnych obozów politycznych prezydent i rząd wzajemnie się zwalczają, jest dysfunkcyjny. Zdaniem byłego szefa gabinetu prezydenta Dudy, obecne relacje między premierem Tuskiem a prezydentem Nawrockim są ostrzejsze niż podczas poprzedniej prezydentury. Marcin Mastalerek uważa również, że obecna konstytucja wymaga zmian, a obywatele powinni nadać im kierunek w referendum.
- Poza pytaniem o system prezydencki i kanclerski, Marcin Mastalerek chciałby zapytać również, czy Polakom odpowiada obecny model ustrojowy. Wśród tematów, których mogą dotyczyć pytania referendalne, są także konstytucja, dwukadencyjność w samorządzie oraz opodatkowanie zagranicznych firm płacących niższe podatki niż polscy przedsiębiorcy konkurujący z nimi na tym samym rynku. Lista pytań ma zostać zamknięta do jesieni. Wtedy zostaną one zaprezentowane podczas specjalnego wydarzenia. Z Marcinem Mastalerkiem współpracują Marcin Witko – prezydent Tomaszowa Mazowieckiego, Mariusz Rusiecki – były doradca prezydenta Andrzeja Dudy, oraz Mateusz Kuliński – Rzecznik Praw Studenta. Będą oni musieli zebrać co najmniej 500 tys. podpisów w ciągu 60 dni od rejestracji komitetu referendalnego.
- Marcin Mastalerek krytycznie ocenia wybór Przemysława Czarnka przez PiS jako kandydata na premiera. Zdaniem byłego rzecznika PiS, Czarnek jest zbyt radykalnym politykiem i nie powinien odgrywać w partii istotnej roli. Mastalerek uważa, że dzisiejsze PiS różni się od ugrupowania, do którego wstępował, i przypomina dawną Ligę Polskich Rodzin. Przyznaje również, że rozumie postawę Mateusza Morawieckiego, który broni się przed konkurencyjną frakcją.