Kanada chce własnych startów kosmicznych. Stawką są miliardy i bezpieczeństwo państwa
Jedna piąta kanadyjskiej gospodarki już teraz jest związana z technologiami kosmicznymi, a ich znaczenie będzie rosnąć. Parlament pracuje nad projektem ustawy o startach kosmicznych z terytorium Kanady. Kosmos staje się kolejnym obszarem uniezależniania się od USA.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Dlaczego rząd Kanady chce, by parlament uchwalił ustawę o startach kosmicznych, i dlaczego nie chodzi o loty na Księżyc.
- Jaka część kanadyjskiej gospodarki już dziś zależy od technologii kosmicznych.
- Jak szybko rośnie sektor technologii kosmicznych i dlaczego z inwestycjami nie warto się spóźnić.
Rządowy projekt ustawy nazwanej Canadian Space Launch Act, czyli ustawą o kanadyjskich startach kosmicznych, trafił do parlamentu 21 kwietnia. Minister transportu Steven MacKinnon przypomniał wówczas, że Kanada jest jedynym krajem G7 bez ustawowych regulacji dotyczących startów kosmicznych i musi korzystać z usług innych państw. Jak pisał w kwietniowym komentarzu Bachar Elzein, prezes Reaction Dynamics, jednej z firm kanadyjskiego sektora kosmicznego, satelitarna łączność jest szczególnie ważna w Arktyce. Tymczasem każdy kanadyjski satelita używany w celach obronnych, wywiadowczych lub komunikacyjnych musi być wystrzelony przez zagranicznego dostawcę.
„W bardziej stabilnym otoczeniu geopolitycznym ta zależność mogła się wydawać możliwa do zaakceptowania. Dziś (…) stanowi ryzyko” – podkreślił Bachar Elzein.
W tym samym czasie w Polsce prezes POLSA, Marta Wachowicz, mówiła, że kosmos można traktować jako narzędzie realizacji polityki państwowej. Wszak technologie kosmiczne pozwalają odpowiadać na potrzeby społeczne, gospodarcze i obronne. W Kanadzie nie jest to jednak kwestia tego, czy kosmos można tak traktować. Analitycy już szacują wymierną wartość nowego sektora.
40 mld dolarów w puli?
Minister MacKinnon podsumował obecną zależność od usług świadczonych w USA bardzo bezpośrednio.
„Przekazuje [ona – red.] inwestycje poza nasz kraj, tworzy kosztowne opóźnienia i pozostawia infrastrukturę krytyczną decyzjom, których nie kontrolujemy” – stwierdził MacKinnon.
Rząd szacuje, że przepisy o startach rakiet i satelitów mogą stworzyć nowy kanadyjski sektor kosmiczny. Jego wartość może sięgnąć 40 mld dolarów.
To już nie romantyczna epoka kosmicznych badań z cytatem o małym kroku na Księżycu i wielkim kroku ludzkości. Dwa pokolenia później kosmos ma znaczenie dla około 20 proc. kanadyjskiej gospodarki. Chodzi o telekomunikację, ale i o banki, które zależą od sprawnie działających satelitów. To oznacza, że znaczenie własnych zdolności w tym obszarze stale rośnie.
Royal Bank of Canada szacuje, że globalny sektor kosmiczny może do 2035 r. urosnąć trzykrotnie, do 1,8 bln dolarów amerykańskich. Kanadyjski sektor kosmiczny może w tym czasie urosnąć czterokrotnie. Na razie, jak ubolewali analitycy RBC, USA inwestują w ten sektor 0,243 proc. PKB, a Kanada – zaledwie 0,014 proc., czyli 17 razy mniej. „To zaczyna się zmieniać, ponieważ publiczne inwestycje w sektor kosmiczny zaczynają znowu rosnąć” – dodali.
W tym roku nad Ziemią mają pojawić się pierwsze kanadyjskie satelity z systemu niskoorbitalnego ottawskiej firmy Telesat. Docelowo liczyć ma on 120 satelitów. Będą zapewniać szerokopasmowy internet mieszkańcom miejscowości położonych nawet najdalej od dużych miast, a także oferować łączność dla armii. To kanadyjski odpowiednik Starlinka. Minister MacKinnon mówił zresztą, że to kanadyjska alternatywa w przestrzeni kosmicznej i że „wiemy, jakie są inne możliwości”. Minister obrony David McGuinty już wcześniej podkreślał dążenie do „większej suwerenności i bezpieczeństwa na tym froncie”.
Do kanadyjskiego sektora kosmicznego już wcześniej popłynęły jednak znaczne pieniądze podatników. W listopadzie 2024 r. rząd federalny i rząd prowincji Quebec pożyczyły ponad 2,5 mld dolarów kanadyjskich. Właśnie na budowę systemu Telesat. Nad wojskową częścią łączności satelitarnej Telesat pracuje z inną kanadyjską firmą, MDA Space.
Ponadto rząd federalny przeznaczył już 250 mln dolarów kanadyjskich na bezpieczną łączność wojskową w Arktyce. Współpracę chce nawiązać europejski Eutelsat, jeden z trzech największych operatorów systemów łączności satelitarnej. Firma jest już dostawcą łączności dla kanadyjskiego wojska na Łotwie. Eutelsat zapewnia zresztą, że usługi dla Kanady będą gwarantować suwerenność.
Rakieta z drukarki 3D
Kanada ma dużą wiedzę o przestrzeni kosmicznej. I nie dlatego, że to Kanadyjczyk William Shatner zagrał kapitana Kirka, dowódcę statku Enterprise w kultowym serialu „Star Trek”. Kapitan Kirk poleciał w prawdziwy kosmos dopiero 13 października 2021 r., w wieku 90 lat. Lot odbył w kapsule New Shepard wystrzelonej przez należącą do Jeffa Bezosa firmę Blue Origin.
Kanadyjska technologia od dekad sprawnie działa natomiast w przestrzeni kosmicznej m.in. dzięki Canadarm, robotycznemu ramieniu używanemu od 1981 r. w amerykańskich misjach kosmicznych. Kanadyjska Agencja Kosmiczna określa jego możliwości jako zbliżone do możliwości ludzkiego ramienia. Dzięki sprawności Canadarm, wykorzystywanego m.in. do przeładunków, w podróż promem kosmicznym Columbia poleciał pierwszy Kanadyjczyk, Marc Garneau. Później płk Chris Hadfield został pierwszym kanadyjskim dowódcą International Space Station. Canadarm ma już trzecią generację, a sukces kanadyjskiego ramienia uwieczniono nawet wizerunkiem w paszporcie. Z wyprawy na ciemną stronę Księżyca wrócił niedawno kolejny Kanadyjczyk w kosmosie, Jeremy Hansen.
Kanadyjskiej rakiety wciąż jednak brakuje. Do pierwszego startu kanadyjskiej komercyjnej rakiety kosmicznej prawie doszło w 2025 r., i to bez rządowego wsparcia. W sierpniu i wrześniu szczęścia próbowała firma NordSpace, która finalizowała start jednosilnikowej rakiety – pierwszy w historii Kanady – oraz pierwszy start z komercyjnego portu kosmicznego. Wszystko działo się w pobliżu St. Lawrence w prowincji Nowa Fundlandia i Labrador. Silnik rakiety nazwano Hadfield, a płk Hadfield był konsultantem NordSpace.
Wydrukowana na drukarce 3D sześciometrowa rakieta nazwana „Taiga” miała jednak pecha. Najpierw w sierpniu zawiodła pogoda. Podczas drugiej próby wykryto usterkę i przełożono start. Gdy przygotowania przebiegły już pomyślnie, pojawiła się mgła, potem problem z temperaturą ciekłego tlenu, a wreszcie usterka zapłonu. We wrześniu start najpierw wstrzymano ze względu na pojawienie się łodzi rybackiej w pobliżu miejsca startu. W drugim okienku startowym tego samego dnia na platformie zauważono „anomalię”, więc start ponownie przełożono. Ostatecznie do niego nie doszło.
NordSpace zapowiedziała w marcu br., że będzie ponownie próbować startu „Taigi”. Ponieważ jednak otrzymała 8,3 mln dolarów z Ministerstwa Obrony na inny projekt, pod nazwą „Tundra”, firma będzie też rozbudowywać swój port kosmiczny, przenosić się do nowych zakładów produkcyjnych i zwiększać zatrudnienie. Nie chodzi więc o rakiety, które mają dolecieć na Księżyc.
Jeszcze nie kosmiczne siły Kanady, ale...
27 listopada ub.r. kanadyjskie ministerstwo obrony ogłosiło konkurs „Launch the North”. Kosmiczna przygoda na małą skalę zaczęła być znacznie większym projektem, z nagrodami o łącznej wartości 105 mln dolarów kanadyjskich. Chodzi zarówno o start rakiety, jak i o wypromowanie kanadyjskiej Północy, bo rozwój możliwości gospodarczych i znaczenia kanadyjskiej Arktyki to jedno z zadań, jakie postawił sobie rząd premiera Marka Carneya.
Konkurs ma doprowadzić do uruchomienia możliwości startów kosmicznych z terytorium Kanady najpóźniej w 2028 r. W pierwszej kolejności chodzi o niewielkie rakiety, ale takie, które mogą startować bez nadmiernie długich przygotowań. Dziś nie chodzi już bowiem tylko o techniczną możliwość umieszczania satelitów na orbicie przez kanadyjskich operatorów i z terytorium Kanady. Wyzwaniem jest dostarczenie satelitów na miejsce w bardzo krótkim terminie, liczonym w dniach, zastępowanie uszkodzonych satelitów oraz szybkie odtwarzanie możliwości startowych w razie pojawienia się problemów.
Po pierwszej rundzie konkursu do dalszych prac, w fazie określonej jako „rozwijanie konceptu”, zaproszono trzy firmy: wspomnianą NordSpace, Reaction Dynamics Lab oraz Canada Rocket Company. Po małych rakietach przyjdzie też czas na większe – zapowiedział rząd.
Port kosmiczny już powstaje
200 mln dolarów – tyle rząd dołożył w marcu br. do budowy Spaceport Nova Scotia, czyli portu kosmicznego w pobliżu Canso w Nowej Szkocji. Inwestycję prowadzi mająca siedzibę w Halifaksie firma Maritime Launch Services. Pierwsze starty przewidywane są za dwa-trzy lata.
Jak mówił w marcu prezes firmy Stephen Matier, takie finansowanie ze strony rządu działa niemal jak pierwszy najemca w nowym centrum handlowym: jest sygnałem dla całej gospodarki, że inwestycje kosmiczne można przeliczyć na realne pieniądze. Znów wróciła też sprawa SpaceX, który, owszem, sprzedaje miejsce na swoich rakietach, „ale nie możesz podążać tam, gdzie chcesz lub wtedy, gdy chcesz” – podsumował Stephen Matier.
W połowie maja premier Kanady Mark Carney spotkał się z kanadyjskimi i amerykańskimi astronautami z misji Artemis II. Podkreślał, że ryzyko podejmowane przez astronautów „jest podejmowane z myślą [o celu – red.], by stworzyć jeszcze większe możliwości”. Jeremy Hansen mówił zaś o zdolnościach Kanadyjczyków.
NASA uważa misję Artemis II za pierwszy etap powrotu misji załogowych na Księżyc i przygotowań do misji na Marsa. Z całą pewnością nie chodzi jednak tylko o wydawanie pieniędzy podatników na naukową przygodę. Kosmos już teraz jest inwestycją w nowy sektor gospodarki na Ziemi.
Główne wnioski
- Royal Bank of Canada szacuje, że światowy sektor kosmiczny może do 2035 r. urosnąć trzykrotnie, do 1,8 bln dolarów amerykańskich, a kanadyjski sektor kosmiczny – czterokrotnie.
- Rząd Kanady ocenia, że samo stworzenie ram prawnych dla startów rakiet i satelitów – zarówno wojskowych, jak i cywilnych – może otworzyć drogę do rozwoju nowego kanadyjskiego sektora wartego 40 mld dolarów.
- Możliwość wystrzeliwania satelitów w krótkim czasie, liczonym w dniach, staje się jednym z kluczowych elementów suwerenności gospodarczej i bezpieczeństwa państwa.