Na bałtyckich wyspach powstaje „azyl wolności”. Szwedzi znaleźli lukę w prawie
Szwedzi uciekają na Wyspy Alandzkie. Fińskie służby ostrzegają, że są to migranci o skrajnych poglądach, którzy mogą zwiększyć ryzyko terroryzmu.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Dlaczego wiele szwedzkich rodzin przeprowadza się na Wyspy Alandzkie.
- Jaki jest status prawny i administracyjny Wysp Alandzkich.
- Czego obawiają fińskie służby w związku z napływem obywateli Szwecji.
W ostatnich dwóch latach gwałtownie wzrosła liczba Szwedów przeprowadzających się na należące do Finlandii Wyspy Alandzkie. Głównym powodem jest możliwość nauczania domowego, która w Szwecji jest mocno ograniczona. Fińskie służby ostrzegają jednak, że w większości są to osoby o skrajnych poglądach – libertarianie, przeciwnicy szczepień, miłośnicy teorii spiskowych i reprezentanci środowisk prawicowo-ekstremistycznych. Rośnie obawa, że wyspa może stać się zapleczem dla radykałów.
Wyspy Alandzkie to archipelag położony między Szwecją a Finlandią, który od dziesięcioleci cieszył się opinią spokojnego, odizolowanego miejsca, gdzie czas płynie wolniej. Mieszkańcy mówią po szwedzku, ale podlegają pod fińskie prawo. Mają własny parlament, własną flagę, a nawet własne znaczki pocztowe. Przez lata trafiali tu głównie emeryci i osoby szukające wytchnienia od miejskiego zgiełku. Dziś jednak wyspy przeżywają transformację. Od 2023 r. lawinowo rośnie liczba Szwedów, którzy przeprowadzają się na wyspy, a robią to nie dla spokoju, ale z powodu szwedzkiego prawa oświatowego.
Szwedzi nie mogą uczyć się w domu
W Szwecji nauczanie domowe jest praktycznie zakazane. Dzieci muszą uczęszczać do szkoły publicznej lub prywatnej, która realizuje podstawę programową. Wyjątki są stosowane niezwykle rzadko, głównie z powodów medycznych.
Tymczasem na Wyspach Alandzkich obowiązuje inne ustawodawstwo edukacyjne. Wystarczy zgłosić chęć nauczania domowego i udowodnić, że rodzic ma odpowiednie kwalifikacje. To sprawia, że Alandy stały się magnesem dla szwedzkich rodzin, które nie chcą posyłać dzieci do publicznych szkół. Problem w tym, że wśród tych rodzin dominują osoby o skrajnych poglądach. Fińskie służby bezpieczeństwa przeanalizowały profil socjologiczny nowych przybyszów i wyniki są dla władz niepokojące.
Większość to libertarianie postulujący ograniczenie roli państwa do absolutnego minimum, przeciwnicy szczepień, zwolennicy teorii spiskowych dotyczących globalnych elit i kontroli populacji, a także osoby związane z prawicowymi ruchami ekstremistycznymi, które w Szwecji są monitorowane przez służby. Część z nich otwarcie deklaruje, że Alandy mają stać się „azylem wolności”, czyli miejscem, gdzie mogą żyć według własnych zasad, z dala od „systemowej indoktrynacji”.
Fińskie służby ostrzegają przed zagrożeniem
– Przez lata obserwowaliśmy, jak w Szwecji rosną w siłę ruchy antysystemowe, które odrzucają demokratyczne instytucje i państwo opiekuńcze. Teraz część z tych środowisk przenosi się na Alandy. To naturalny kierunek – blisko geograficznie, językowo, a do tego z korzystnymi przepisami edukacyjnymi – mówi Jukka Koskela, analityk ds. ekstremizmu w fińskiej służbie bezpieczeństwa SUPO.
Służby ostrzegają przed procesem radykalizacji, który może zachodzić w izolacji. Alandy są specyficznym miejscem. To ponad sześć tysięcy wysp i wysepek, z których tylko około 60 jest zamieszkanych. Łatwo tu o odcięcie od reszty świata. W takich warunkach grupy o skrajnych poglądach mogą zacieśniać więzi, tworzyć zamknięte społeczności, a nawet planować działania wymierzone w państwo fińskie lub szwedzkie.
Władze Alandów zdają sobie sprawę z problemu, ale mają związane ręce. Wyspy cieszą się szeroką autonomią, a ingerencja rządu centralnego w Helsinkach jest możliwa tylko w wyjątkowych sytuacjach, takich jak bezpośrednie zagrożenie bezpieczeństwa państwa.
Dotychczas żaden z nowych mieszkańców nie został oskarżony o przestępstwa terrorystyczne, a sam fakt wyrażania skrajnych poglądów nie jest podstawą do odmowy zameldowania. Lokalna policja przyznaje, że nie ma ani ludzi, ani środków, by prowadzić skuteczny monitoring.
Poligon dla ekstremizmu
Eksperci wskazują, że Alandy mogą stać się poligonem dla nowego rodzaju ekstremizmu. Nie będzie on gwałtowny, ale systemowy.
Chodzi o tworzenie równoległych struktur społecznych, które stopniowo odcinają się od państwa. Niektóre ze szwedzkich rodzin, które przeprowadziły się na wyspy zakładają własne, niepubliczne szkoły (w ramach edukacji domowej), nie uznają fińskiego systemu opieki zdrowotnej (korzystają z własnych, niekonwencjonalnych metod leczenia), a nawet tworzą nieformalne sądy rozjemcze.
– To nie jest klasyczny terroryzm z bombami i strzelaninami. To wolniejszy proces, który może trwać latami. Ale jego skutki mogą być równie groźne – osłabienie zaufania do instytucji państwowych, tworzenie enklaw poza kontrolą prawa, a w dłuższej perspektywie – ryzyko aktów przemocy, gdy izolowane grupy zaczną postrzegać się jako wrogowie systemu – wyjaśnia w rozmowie z XYZ dr Liisa Talvitie, badaczka ekstremizmu z Uniwersytetu w Turku.
Szwecja nie zareaguje
Szwedzki rząd jest świadomy problemu, ale nie ma formalnych narzędzi, by ingerować. Alandy leżą poza jego jurysdykcją. Jedynym kanałem jest współpraca między służbami specjalnymi Szwecji i Finlandii oraz wymiana informacji o osobach, które mogą stanowić zagrożenie. Dotychczas wymieniono około 200 nazwisk. Część z nich to osoby, które w Szwecji były w rejestrach policyjnych z powodu mowy nienawiści, nawoływania do przemocy lub udziału w nielegalnych zgromadzeniach.
Mieszkańcy Alandów zaczynają się niepokoić. W lokalnych mediach pojawiają się listy czytelników, którzy skarżą się na rosnącą wrogość wobec fińskiego systemu prawnego. W jednej z miejscowości doszło do konfliktu, gdy nowo przybyła rodzina odmówiła podporządkowania się decyzji miejscowego urzędu ds. ochrony środowiska, argumentując, że „państwo nie ma prawa ingerować w wolność jednostki”.
– Nie chcę, żeby moja wyspa stała się rajem dla radykałów. Przyjechaliśmy tu dla spokoju, a nie dla politycznych wojen – mówi w rozmowie z fińskim publicznym nadawcą YLE Maria Andersson, mieszkanka Alandów od 30 lat.
Na razie władze w Helsinkach zachowują powściągliwość, ale nie wykluczają interwencji, jeśli sytuacja się pogorszy. W grę wchodzi zmiana przepisów dotyczących nauczania domowego na Wyspach Alandzkich, a nawet ograniczenie swobody przemieszczania się dla obywateli spoza Finlandii. To jednak oznaczałoby konflikt z zasadą autonomii wysp, która jest gwarantowana przez prawo międzynarodowe, w tym decyzje Ligi Narodów z 1921 r. i traktat finlandzki z 1995 r. o przystąpieniu do UE.
Główne wnioski
- Szeroka niezależność i unikalny status ustrojowy Alandów, gwarantowany międzynarodowymi traktatami, który przez dekady chronił lokalną kulturę, dziś paraliżuje działania rządu w Helsinkach. Władze centralne nie mogą łatwo interweniować, mimo że fińskie służby wprost alarmują o zagrożeniu radykalizacją.
- Eksperci celnie zauważają, że nowe ruchy antysystemowe nie dążą do otwartej, widowiskowej walki z państwem. Ich celem jest ciche i powolne budowanie struktur równoległych (własna edukacja, alternatywna medycyna, nieformalne sądy), co w dłuższej perspektywie może całkowicie zniszczyć zaufanie do instytucji publicznych.
- Przykład Szwecji pokazuje, że niemal całkowity zakaz edukacji domowej nie zlikwidował zjawiska, a jedynie wypchnął zdeterminowane (i często radykalne) grupy poza granice kraju. Bliskość geograficzna i językowa Alandów sprawiła, że fiński archipelag stał się naturalnym ujściem dla szwedzkich problemów społecznych.


