Prof. Włodzisław Duch: Możemy przespać moment na automatyzację gospodarki (WYWIAD)
Świat ucieka nam w wyścigu technologicznym, a polska nauka wciąż inwestuje w najdroższy sprzęt, zapominając o budowaniu zespołów zdolnych go wykorzystać. O wyzwaniach na styku edukacji, biznesu i sztucznej inteligencji rozmawiamy z profesorem Włodzisławem Duchem, neuroinformatykiem z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Dlaczego zdaniem prof. Włodzisława Ducha polski biznes nie dostrzega potrzeby inwestowania w badania i rozwój.
- Jakie pęknięcie w systemie finansowania nauki dostrzega profesor.
- Jakimi systemowymi słabościami zidentyfikowanymi przez prof. Włodzisława Ducha powinno zająć się polskie środowisko naukowe.
Paweł Sołtys: Odnoszę wrażenie, że polska nauka ma problem z odnalezieniem się w nowoczesnej gospodarce. Jak na tle świata wygląda nasze podejście do sztucznej inteligencji?
Prof. Włodzisław Duch, Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu: Z perspektywy komitetów Polskiej Akademii Nauk widzimy, że dzieje się źle. Rządowe dokumenty, chociażby te dotyczące rozwoju sztucznej inteligencji do 2030 roku, budzą w środowisku ogromne zastrzeżenia i wywołują krytykę. Inne kraje podchodzą do tego niezwykle poważnie – nawet państwa takie jak Malta, Albania czy Emiraty Arabskie inwestują potężne środki, powołują dedykowane uniwersytety lub wręcz ministerstwa do spraw sztucznej inteligencji. My natomiast wciąż mamy skłonność do stawiania wozu przed koniem.
Co dokładnie ma pan na myśli?
Inwestujemy w infrastrukturę, zapominając o ludziach. Beton i sprzęt wygrywają, zamiast kadr. Kiedy recenzowałem rozmaite projekty badawcze, wielokrotnie powtarzałem, że najpierw należy zbudować silne zespoły i stworzyć biznesplan, a dopiero potem kupować wyczynowe maszyny. Znam wspaniały przykład z Instytutu Porto w Portugalii, gdzie najpierw zgromadzono zaangażowanych badaczy. Pracowali tam na trzy zmiany, wieczorami wymieniając się sprzętem wyciąganym z pawlaczy, bo wiedzieli, że nowa infrastruktura dopiero powstaje. U nas jest odwrotnie.
Mamy mnóstwo drogiego, niewykorzystanego sprzętu, który stoi odłogiem, bo system zakładał po prostu wydanie pieniędzy na infrastrukturę. Podobnie zachowujemy się dzisiaj w przypadku technologii kwantowych – w wielkich programach inwestuje się miliony, ale brakuje środków na wspomaganie grup badawczych, które miałyby ten sprzęt faktycznie wykorzystać.
Warto wiedzieć
Prof. Włodzisław Duch
Profesor nauk fizycznych specjalizujący się w informatyce stosowanej, neuroinformatyce, sztucznej inteligencji, uczeniu maszynowym, kognitywistyce i technologiach neurokognitywnych.
Jest kierownikiem Laboratorium Neurokognitywnego w Interdyscyplinarnym Centrum Nowoczesnych Technologii Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, a także członkiem Komitetu Neurobiologii PAN, Komitetu Informatyki PAN, Komitetu Naukoznawstwa PAN i Komisji Układów Złożonych PAU.
W latach 2014-2015 był wiceministrem nauki i szkolnictwa wyższego.
Autor jednego z najbardziej oryginalnych profili naukowych w polskim internecie.
Mit polskich programistów i edukacyjna krótkowzroczność
A co z naszym narodowym mitem? Przecież chlubimy się tym, że jesteśmy zagłębiem inżynieryjnych talentów, a Polacy brylują w Dolinie Krzemowej.
To przejaw naszej krajowej megalomanii. Fakt, że kilkanaście wybitnych osób odnosi ogromne sukcesy w Dolinie Krzemowej, absolutnie nie załatwi problemów całej polskiej gospodarki. Jeśli chcemy realnie rozwijać się dzięki technologiom informacyjnym, potrzebujemy masowo wykształcić profesjonalistów, którzy wejdą do rodzimych firm i popchną je do przodu. Dziś zachłystujemy się tym, że uczymy dzieci w szkołach języka Python. To krótkowzroczne, bo za chwilę sztuczna inteligencja sama napisze dla nas dowolny, optymalny kod.
Czego w takim razie powinniśmy uczyć studentów i uczniów?
Powinniśmy pokazywać, jak z pomocą narzędzi sztucznej inteligencji rozwiązywać skomplikowane problemy, rozbudzać kreatywność i łączyć różnorodne koncepcje. Potrzebujemy całego ekosystemu edukacji, a tymczasem na wyższym szczeblu mamy ogromne braki. W Polsce chociażby w ramach programu PL-GRID, włożono ogromne pieniądze w budowę pięciu superkomputerów. Niestety, niemal w ogóle nie idą za tym programy edukacyjne uczące korzystania z nich. W Stanach Zjednoczonych już w 1994 roku, gdy powstawały pierwsze takie centra, natychmiast wydano miliony dolarów na podręczniki i kształcenie kadr. U nas jedyny sensowny program tego typu jest na Uniwersytecie Warszawskim i wypuszcza zaledwie kilkunastu specjalistów rocznie.
Widmo automatyzacji i innowacyjna przepaść
Być może ta stagnacja wynika z braku zapotrzebowania ze strony samego biznesu? Relacje nauki z sektorem prywatnym często wydają się kompletnie odklejone od rzeczywistości. Po obu stronach.
Przedsiębiorcy mogą nie dostrzegać jeszcze palącej potrzeby technologicznego skoku, ponieważ nasza gospodarka wygodnie jedzie na eksporcie, który stanowi aż 53 procent krajowego PKB. Wydaje nam się, że to stabilna i bezpieczna pozycja. Problem polega na tym, że nasi główni partnerzy handlowi z Unii Europejskiej, na czele z Niemcami, wchodzą właśnie w fazę gigantycznej automatyzacji. Wystarczy spojrzeć na nowoczesne fabryki samochodów, gdzie całe skomplikowane procesy montażu obsługiwane są z ogromną prędkością przez roje robotów. Za chwilę te kraje osiągną pełną technologiczną suwerenność. Jeśli szybko nie zmodernizujemy naszego przemysłu, by tworzył innowacyjną wartość, nikt po prostu nie będzie chciał kupować naszych produktów.
Przedsiębiorcy mogą nie dostrzegać jeszcze palącej potrzeby technologicznego skoku, ponieważ nasza gospodarka wygodnie jedzie na eksporcie, który stanowi aż 53 procent krajowego PKB. Wydaje nam się, że to stabilna i bezpieczna pozycja. Problem polega na tym, że nasi główni partnerzy handlowi z Unii Europejskiej, na czele z Niemcami, wchodzą właśnie w fazę gigantycznej automatyzacji. Jeśli szybko nie zmodernizujemy naszego przemysłu, by tworzył innowacyjną wartość, nikt nie będzie chciał kupować naszych produktów.
Gdzie w takim razie leżą nasze niewykorzystane rynkowe szanse na połączenie sił nauki i biznesu?
Klasycznym przykładem jest rolnictwo. Dysponujemy ogromnym sektorem rolniczym i dziesiątkami państwowych instytutów, ale jesteśmy białą plamą na europejskiej mapie rolniczych innowacji. Niedawno recenzowałem zachodnie projekty dotyczące dronów wyposażonych w kwantowe radary i pokładowe zegary atomowe. Te drony precyzyjnie prześwietlają glebę, by ocenić rozkład korzeni i jakość upraw. To są niesamowicie zaawansowane rozwiązania, które obiektywnie przydałyby się polskim rolnikom. Moglibyśmy sami je rozwijać lub przynajmniej sprawnie wdrażać, gdybyśmy wybudowali sprawny pomost między laboratoriami a rynkiem.
Nasz cykl
Energia Nauki
Polska nauka stoi dziś na rozdrożu. Z jednej strony mamy funkcjonujące jednostki badawcze, utalentowanych młodych naukowców, ponad 300 uczelni wyższych. Z drugiej – systemowe bariery, niedofinansowanie, brak stabilności zawodowej i ograniczone możliwości rozwoju. Wielkość nakładów na naukę nie zachwyca, więc warto zastanowić się nad tym, jak zatrzymać talenty w kraju i mądrze inwestować w badania.
Projekt „Energia nauki” to cykl rozmów z naukowcami, wynalazcami i badaczami – tymi, którzy dają energię polskiej nauce, często wbrew trudnościom. Łączymy różne perspektywy i punkty widzenia, by wspólnie znaleźć odpowiedzi na pytania o przyszłość polskiej nauki, jej organizację i finansowanie.
Silosy w nauce i chińska lekcja transferu wiedzy
Skoro znamy diagnozę, kto właściwie ponosi winę za to, że świetne koncepcje nie przekładają się u nas na prężnie działające inicjatywy?
Odpowiedzialność jest całkowicie rozmyta. Każdy spycha problem na kogoś innego – czy to ministerstwo nauki, cyfryzacji, czy resorty gospodarcze. W Polsce powstają rewelacyjne raporty, jak choćby ten przygotowany przez kilkusetosobową grupę GRAI, dotyczący sztucznej inteligencji, ale potem leżą one na stronach ministerstw i nic z nich nie wynika. Mamy do czynienia z dużym pęknięciem w systemie finansowania nauki. Narodowe Centrum Nauki finansuje wyłącznie niskie poziomy gotowości technologicznej, z kolei Narodowe Centrum Badań i Rozwoju interesują niemal gotowe wdrożenia. Pośrodku zieje potężna dziura, w której przepadają innowacje.
Mamy do czynienia z dużym pęknięciem w systemie finansowania nauki. Narodowe Centrum Nauki finansuje wyłącznie niskie poziomy gotowości technologicznej, z kolei Narodowe Centrum Badań i Rozwoju interesują niemal gotowe wdrożenia. Pośrodku zieje potężna dziura, w której przepadają innowacje.
Często mówi się też, że procedury wręcz zniechęcają badaczy do wychodzenia poza ramy swoich specjalizacji.
Dokładnie tak, polska nauka uwięziona jest w sztywnych, resortowych silosach. U nas każdą pracę naukową trzeba na siłę przypisać do wąskiej dyscypliny. Znam przypadek znakomitego badacza z Krakowa zajmującego się konektomem, którego odrzucali medycy i psycholodzy, a informatycy ostatecznie przygarnęli go niemal z litości. Tymczasem w Stanach Zjednoczonych czy Wielkiej Brytanii badacz po prostu rozwiązuje ważny problem naukowy, zdobywa unikatowe kompetencje i odpowiada na potrzeby współczesnej medycyny bez martwienia się o biurokratyczne szufladki. Powinniśmy inspirować się pragmatyzmem, chociażby takim, jak dawny model chiński – wysłać tysiące studentów na staże do zagranicznych firm technologicznych, by wrócili i przenieśli najnowszą wiedzę wprost do naszej gospodarki.
Dyktat masowych wydziałów i konserwatyzm uczelni
Reforma szkolnictwa wyższego miała zrewolucjonizować zarządzanie uczelniami. Czy uniwersytety same blokują swój własny rozwój w kierunku biznesu?
Niestety, środowisko akademickie jest niezwykle konserwatywne. Jarosław Gowin, kiedy był wicepremierem, wręczył rektorom swego rodzaju „złoty kluczyk do wolności”, dając im potężne możliwości zmian statutowych. Co zrobili rektorzy? Większość zamknęła się z powrotem w klatce, a kluczyk wyrzuciła. Uczelnie pozostają skostniałe, ponieważ decyzyjność leży zazwyczaj w rękach największych wydziałów społeczno-humanistycznych. Mają one najwięcej studentów, a co za tym idzie, najwięcej głosów w wyborach władz uczelni. W efekcie, zamiast kreować politykę stawiającą na kluczową dla gospodarki informatykę, hołubimy lokalne instytuty badające historię Krzyżaków, bo stoją za nimi uniwersyteccy elektorzy. Rektorzy stają się zakładnikami swoich własnych wyborców.
W jaki sposób możemy ułatwić młodym ludziom poruszanie się po tak skonstruowanym rynku?
Zamiast finansować strategiczne dla przyszłości programy kształcenia – co kosztowałoby zaledwie kilkadziesiąt milionów złotych – państwo woli wydawać miliardy na przedwyborcze dopłaty do paliwa. Dopóki tego nie zmienimy i nie zaczniemy traktować nauki i kształcenia kadr jako kluczowego bezpieczeństwa ekonomicznego kraju, będziemy powielać te same błędy.
Zdecydowanie brakuje nam państwowej polityki uświadamiania młodych ludzi. Kiedy pracowałem w Anglii, podziwiałem system, w którym co roku wydawana jest obszerna, gruba księga rozsyłana po wszystkich szkołach średnich. Uczniowie mogą z niej dokładnie się dowiedzieć, jakich kompetencji na nadchodzące lata poszukują technologiczne firmy, w jakim kierunku warto się kształcić i jak realnie wygląda rynek pracy. U nas młody człowiek po maturze z reguły błądzi we mgle, decydując się na losowe studia, o których rynku pracy nie wie absolutnie nic. Tymczasem, zamiast finansować tak strategiczne dla przyszłości programy kształcenia – co kosztowałoby zaledwie kilkadziesiąt milionów złotych – państwo woli wydawać miliardy na przedwyborcze dopłaty do paliwa. Dopóki tego nie zmienimy i nie zaczniemy traktować nauki i kształcenia kadr jako kluczowego bezpieczeństwa ekonomicznego kraju, będziemy powielać te same błędy.
Główne wnioski
- Według prof. Włodzisława Ducha Polska przegrywa wyścig technologiczny w dziedzinie sztucznej inteligencji, ponieważ państwowe inwestycje skupiają się głównie na drogiej infrastrukturze, zaniedbując budowanie i edukację zespołów badawczych.
- Zdaniem profesora narodowy mit o wybitnych polskich programistach maskuje edukacyjną krótkowzroczność i brak systemowego uświadamiania młodzieży o realnych potrzebach rynku pracy. Wskazuje też, że skuteczny transfer wiedzy do gospodarki blokują ponadto skostniałe struktury akademickie, w których badacze zamykani są w sztywnych, resortowych silosach, a decyzyjność uczelni paraliżuje konserwatyzm największych wydziałów.
- Prof. Włodzisław Duch ostrzega też, że brak innowacyjnego pomostu między nauką a biznesem stanowi ogromne zagrożenie dla polskiej gospodarki, która w dużym stopniu opiera się na eksporcie do państw wchodzących w fazę radykalnej automatyzacji. Zbliżająca się technologiczna suwerenność zachodnich partnerów handlowych sprawi, że bez natychmiastowej modernizacji rodzimego przemysłu polskie produkty mogą przestać być wkrótce konkurencyjne.

