Umowa na okręty hydrograficzne podpisana. Marynarka dostanie jednostki za 1,5 mld zł
Na Bałtyku pojawi się więcej okrętów. W tym takich, które pozostają nieco w cieniu dużych jednostek bojowych, ale są równie ważne dla naszych zdolności obronnych. Jakich?
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jaki będzie koszt budowy nowych, dużych jednostek dla Marynarki Wojennej RP.
- Jak będzie wyglądała służba okrętów hydrograficznych, kto je zbuduje i jak wpłynie to na zdolności polskich stoczni.
- Jakie kolejne okręty mogą zostać zbudowane w przyszłości i kto na tym zyska.
Po latach zapaści Marynarka Wojenna RP wreszcie ma szansę na realną modernizację. Ostatnie dni maja przyniosły nie tylko nowe wieści w sprawie okrętu Ratownik (choć to nazwa umowna), ale także umowę na okręty hydrograficzne. Dla naszych marynarzy – ale też dla państwa – będzie to duży krok do przodu.
Przyszłego Ratownika opisywaliśmy już na łamach XYZ. Będzie to jednostka służąca przede wszystkim do działań ratunkowych, ale nie tylko. Dzięki niemu będziemy mogli również reagować na zagrożenia naszej podmorskiej infrastruktury krytycznej. A tych nie brakuje.
Aby jednak reagować – trzeba wiedzieć gdzie, w jaki sposób oraz na co dokładnie. I temu posłużą przyszłe okręty hydrograficzne. Umowę na ich budowę podpisała w czwartek gdańska stocznia Remontowa Shipbuilding.
Aby zrozumieć materię budowy tych jednostek, należy przede wszystkim przyjrzeć się komórce, której będą podporządkowane. A będą podległe Biuru Hydrograficznemu Marynarki Wojennej (BH MW). To wysoce specjalistyczna komórka. O jej zadaniach możemy przeczytać na stronie internetowej. Należą do nich:
- wykonywanie przedsięwzięć zabezpieczenia nawigacyjno-hydrograficznego i oceanograficzno-meteorologicznego działań sił Marynarki Wojennej RP,
- prowadzenie analizy, weryfikacji oraz bezpłatnej autoryzacji pomiarów hydrograficznych na polskich obszarach morskich,
- opracowywanie nawigacyjnych map morskich i publikacji nautycznych,
- utrzymywanie krajowego systemu obiegu informacji nautycznej i ostrzeżeń nawigacyjnych,
- reprezentowanie Polski w Międzynarodowej Organizacji Hydrograficznej (IHO) oraz jej komitetach i grupach (BSHC, RENC).
Brzmi zagadkowo i zawile? W największym skrócie: to komórka odpowiedzialna za bezpieczeństwo szlaków żeglugowych. To do zadań BH MW należy m.in. mapowanie dna morskiego, podlegającego zmianom i przemianom. Dzięki BH MW oficerowie nawigacyjni na jednostkach pływających wiedzą, gdzie zaczyna się płytsza część akwenu, gdzie mogą być mielizny, łachy, czy wraki statków.
Biuro odpowiada za bezpieczeństwo żeglugi na Bałtyku, dostarczając dane batymetryczne, informacje o zmianach dna morskiego, oznakowaniu i przeszkodach nawigacyjnych.
Oprócz działalności stricte wojskowej, BH MW współpracuje z dyrektorami Urzędów Morskich i udostępnia dane hydrograficzne dla sektora cywilnego, rybołówstwa oraz branży offshore.
Aby prowadzić działania, potrzebuje okrętów. Dziś mamy dwa: ORP Arctowski i ORP Heweliusz. Ale to okręty pochodzące z początku lat 80. Potrzebne są nowe. I będą.
Prezes stoczni: okręty także na Morzu Północnym
O okrętach mówi XYZ prezes zarządu Remontowej Dariusz Jaguszewski.
– Hydrografy, jak sama nazwa wskazuje, będą wyposażone w liczne sondy wielowiązkowe oraz oceanograficzne, a także sonary. Oprócz tych sond, zarówno holowanych, jak i zamontowanych w kadłubie, będzie także wiele pojazdów podwodnych i nawodnych, autonomicznych i zdalnie sterowanych. Obróbka uzyskanych z pracy tych urządzeń danych, ich przetwarzanie i analiza, odbywają się w scentralizowanym systemie na okręcie. Mając takie wyposażenie, okręt będzie oczami nie tylko tego, co dzieje się na powierzchni, ale też pod nią – wskazuje prezes.
Jak jest to ważne na Bałtyku, nie trzeba tłumaczyć. Agresywna polityka Rosji odpowiada za zniszczenia podmorskich kabli i infrastruktury. Mieliśmy z tym do czynienia kilka razy na przestrzeni ostatnich 2-3 lat.
Mówimy tu o światłowodach, którymi płyną informacje, ale również o kablach energetycznych i rurociągach. Dlatego są to kluczowe jednostki, będące w stanie monitorować i reagować na potencjalne zagrożenia.
– Te okręty będą gotowe do operowania nie tylko na Bałtyku, ale także na Morzu Północnym. Będą miały możliwość uzupełniania paliwa i zapasów na morzu, co znakomicie zwiększy ich możliwości i zdolności operacyjne. Będą także wyposażone w system dynamicznego pozycjonowania, stwarzający komfortowe warunki dla dokonywania pomiarów – mówi Dariusz Jaguszewski.
Innymi słowy, okręty te będą swoistą tarczą podwodnej infrastruktury krytycznej. Dzięki licznym sonarom, czujnikom i magnetometrom, będą mogły prowadzić bardzo zaawansowany monitoring tego, co znajduje się pod wodą. Czy też, jak określają to marynarze, „w dolnej półsferze”.
Kosztowne przedsięwzięcie. „Rywalizacja z największymi graczami”
Zbudowanie (a przede wszystkim późniejsze wyposażenie) obu okrętów będzie kosztowne. Pochłonie ok. 1,5 mld zł. To dużo, ale wciąż mniej, niż budowa dwóch okrętów rozpoznania radioelektronicznego (SIGINT) w programie Delfin. Te będą kosztowały nasz budżet ok. 2,65 mld zł.
Ma to również swoją wagę dla stoczni. Remontowa, która od lat buduje już okręty przeciwminowe Kormoran II, idzie dalej. Ma tego świadomość także prezes stoczni.
– To bardzo ważne zamówienie dla stoczni RSB. MW RP to zawsze wymagający klient, oczekujący najnowocześniejszego wyposażenia i najwyższego stopnia zaawansowania technologicznego okrętu. Dlatego dzięki temu kontraktowi nie tylko utrzymujemy, ale rozwijamy nasze kompetencje. Potrzebujemy takich projektów, jesteśmy dzięki nim w stanie rozwijać nasze zdolności i nie tylko podpatrywać, ale także rywalizować z największymi graczami – wskazuje Dariusz Jaguszewski.
Dobra wiadomość dla przemysłu okrętowego
To zresztą kolejny dobry sygnał dla polskich stoczni. W zasadzie większość liczących się zakładów tej branży jest realnie obłożona zamówieniami. CRIST uczestniczy w programie Miecznik. Niedawno do programu weszła także Nauta. Remontowa buduje także okręty przeciwminowe Kormoran II i okręty z programu Delfin.
Zaraz ruszy zapewne budowa Ratownika, który zaangażuje siły stoczni Wulkan i Stoczni Wojennej. W planach są kolejne okręty dla Marynarki Wojennej RP. Do 2039 r. ma być ich kilkanaście, wśród nich cztery wielozadaniowe korwety z programu Ostrosz. Mają docelowo zastąpić małe okręty rakietowe, czyli Orkany, a w przyszłości marynarka chce pozyskać także nowe okręty zaopatrzeniowe i wsparcia.
Coś dobrego zatem dzieje się, po kilku latach zapaści, w przemyśle okrętowym. A także, co należy odnotować z satysfakcją, w Marynarce Wojennej RP. Nowe programy, nowe okręty, nawet powołanie do życia Brygady Rakietowej MW wskazują, że ten rodzaj sił zbrojnych może czekać pewien renesans. Cieniem kładzie się brak śmigłowców pokładowych na obecnie użytkowanych fregatach czy brak nowoczesnych morskich śmigłowców ratowniczych. Ale widać światło w tunelu.
Jedyny duży projekt okrętowy z SAFE
Warto zauważyć, że okręty hydrograficzne to w zasadzie jedyny duży morski projekt, finansowany z mechanizmu SAFE. W weekend zakończyła się pierwsza część podpisywania kontraktów na sprzęt wojskowy w ramach unijnego programu. W ramach tych umów do polskich zakładów trafi ok. 120 mld zł.
Z końcem maja sfinalizowano pierwszy etap programu, w którym państwa podpisywały kontrakt z SAFE w ramach tzw. single procurement. Czyli tylko na potrzeby własnych sił zbrojnych. Środki zostaną przeznaczone na wozy bojowe, artylerię, zaawansowany sprzęt informatyczny czy oporządzenie osobiste żołnierzy. Następnym etapem będą zakupy dokonywane wspólnie z zagranicznymi partnerami.
W przypadku Polski na tego typu zakupy przeznaczona została większość środków – ok. 120 mld z ponad 180 mld zł.
Będzie 146 bojowych Borsuków
Część z nich to umowy na nowy sprzęt, a część – refinansowanie zawartych już wcześniej kontraktów, co pozwala na uwolnienie środków MON i np. przeznaczenie ich na potrzeby innych służb. Warunkiem finansowania z SAFE jest m.in. termin dostaw zakontraktowanego sprzętu do 2030 roku.
Ze 120 mld zakontraktowanych z polskim przemysłem ok. połowę otrzyma podkarpacka Huta Stalowa Wola, gdzie w sobotę delegacja rządowa m.in. z wicepremierem, szefem MON Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem, pełnomocniczką rządu ds. SAFE Magdaleną Sobkowiak-Czarnecką i szefem AU gen. Arturem Kuptelem podpisała szereg umów.
Umowy obejmują m.in. dostawy 146 bojowych wozów piechoty Borsuk. To produkowany w Polsce pojazd, który ma w przyszłości stać się jednym z podstawowych pojazdów opancerzonych polskiej armii. Oprócz tego sfinansowanie zostanie 96 armatohaubic Krab, czy 64 samobieżne moździerze Rak.
Zdaniem eksperta
Komandor Dariusz Kolator: to element systemu bezpieczeństwa morskiego
Raz zmierzone dno morskie się zmienia, nigdy nie jest takie samo. Czasem te zmiany sięgają nawet 1 metra. Pomiary powinny być wykonywane możliwie często. Ze względu na ruch na danym obszarze, niebezpieczeństwa itp. Tory wodne, szczególnie dla statków morskich też wymagają częstszych pomiarów. Z tego względu, dokładne mapy nawigacyjne są więc kwestią bezpieczeństwa żeglugi. Użytkowane przez nas okręty są serwisowane i modyfikowane, ale mają swoje lata. Koszty tych serwisów rosną. Wchodzimy w nowy etap wyposażania i budowy okrętów hydrograficznych. Powszechne stają się technologie bezzałogowe. Heweliusz i Arctowski też mają bezzałogowce na pokładach, ale wymogi ich użytkowania się zmieniają.
ORP Arctowski i ORP Heweliusz weszły do służby w 1982 r. Oczywiście były doposażone. Ale nadal są to okręty, które powinny wyjść z linii około 2017 r. Tak się jednak nie stało. Skądinąd brały one także udział w działaniach na początku wojny w Ukrainie, gdzie monitorowały np. wejście do Bałtijska czy na Zatokę Fińską. Dziś widać nowe źródło finansowania, zatem jest możliwość zakupu nowych jednostek. Właśnie ze względu na bezpieczeństwo żeglugi. To wymóg posiadania pełnej informacji geoprzestrzennej.
Pamiętajmy, że okręt jest platformą. Można na niego „zapakować” kontener ze sprzętem elektronicznym i on będzie wypełniał inne zadania, np. z tzw. sercówką, czyli z wyposażeniem medycznym, służącym do zabezpieczenia nurkowania głębokowodnego. Tych okrętów po prostu potrzebujemy do monitorowania naszych wód. Będą wspierane przez nowoczesne drony, które z kolei będą pomocne urządzeniom pokładowym. Efektywność wykonywania tych pomiarów będzie dzięki temu o wiele większa. Dodajmy do tego zadania monitoringu infrastruktury.
Oczywiście mogą to robić także platformy bojowe, a nie okręty wsparcia, ale to marnotrawienie sił i środków. Plus – powstają siłami polskiego przemysłu. Liczę po cichu na to, że polscy stoczniowcy, którzy wyjechali do innych krajów, dziś będą wracali i pracowali na rzecz naszego przemysłu.
Główne wnioski
- Zakontraktowanie budowy dwóch nowych okrętów hydrograficznych i innych zakontraktowanych wcześniej jednostek to dobry prognostyk dla rodzimych stoczni i całego przemysłu stoczniowego.
- Prezes stoczni Remontowa Shipbuilding wskazuje, że budowa jednostek będzie dużą szansą dla jego zakładu na rozwój i rywalizację z najlepszymi zakładami całej Europy.
- – Liczę po cichu na to, że polscy stoczniowcy, którzy wyjechali do innych krajów, dziś będą wracali i pracowali na rzecz naszego przemysłu – mówi komandor Dariusz Kolator, były szef Biura Hydrograficznego MW.
