Koniec iluzji i procedur. Banki chcą finansować polską obronność (RELACJA)
Polska armia stawia na technologię, a banki otwierają portfele. Podczas panelu „Kapitał dla bezpieczeństwa" organizowanego przez XYZ liderzy banków, biznesu i wojska zastanawiali się, jak budować i wspierać lokalny przemysł obronny. Jednym z najbardziej pożądanych kierunków są technologie dual-use.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Dlaczego Polska musi stawiać na przewagę technologiczną zamiast liczebności armii?
- Jak zmieniło się podejście banków i Unii Europejskiej do finansowania zbrojeń w kontekście ESG?
- Czemu kluczowe pozostaje budowanie bazy wytwórczej lokalnie, zamiast poleganie na imporcie?
Czy pacyfistyczne procedury bankowe mogą stać się największym sprzymierzeńcem naszych wrogów? Czy polskie banki zostaną zepchnięte na margines wielkich kontraktów zbrojeniowych? I wreszcie, jak podzielić gigantyczne koszty modernizacji polskiej armii między budżet państwa, a bilanse instytucji finansowych. Między innymi odpowiedzi na te pytania odpowiadali uczestnicy panelu „Kapitał dla bezpieczeństwa. Nowy wyścig o finansowanie zbrojeniówki" zorganizowanej przez XYZ podczas Europejskiego Kongresu Finansowego (EKF) w Sopocie.
Polska armia musi mieć przewagę technologiczną
Jako pierwszy głos zabrał wiceadmirał Jarosław Wypijewski, asystent szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. Jego zdaniem trudno oceniać finanse wyłącznie przez pryzmat wydatków. Powód? Bezpieczeństwo państwa przekłada się także na wiarygodność kraju, chęć inwestowania i możliwość rozwoju. Zauważa, że wojsko dokonuje właśnie generacyjnej zmiany uzbrojenia. Efektem będzie zwiększenie potencjału odstraszania, który ma gwarantować rozwój państwa.
– Jako siły zbrojne jesteśmy zainteresowani, aby w sposób skuteczny, za pomocą nowoczesnego uzbrojenia, zapewnić bezpieczeństwo państwa. Trzeba mieć świadomość, że w razie końca wojny w Ukrainie, przy naszej granicy może stanąć licząca 2 mln armia, której lider może podejmować nieprzewidywalne decyzje. Musimy być przygotowani i na tyle silni oraz posiadać nowoczesne uzbrojenie, które da nam przewagę, jeśli chodzi o masę adwersarza. (...) Nie będziemy w stanie wystawić dwumilionowej armii. Dlatego myślimy o przewadze technologicznej i systemie, które dadzą nam zdolności zabezpieczenia państwa – podkreślał nasz rozmówca.
Michał Sobolewski, wiceprezes PKO BP zaznacza, że wydatki na obronność rosną nie tylko w Polsce, ale na całym świecie. Według Sztokholmskiego Instytutu Badań nad Pokojem (SIPRI) w samym 2025 r. w skali globalnej sięgnęły one 2,9 bln dol. Zaznacza, że w ostatnich latach roczne tempo wzrostu wydatków jest już dwucyfrowe.
– Świat się zbroi i to naprawdę zbroi się w tempie do tej pory niespotykanym. Czy jesteśmy na to przygotowani? Większość importujemy, ale lepiej byłoby, aby te środki zostawały u nas. To nie tylko poprawia bezpieczeństwo kraju, ale ma też dobry wpływ na naszą gospodarkę. Proste czynniki wzrostu, jak niskie koszty pracy, powoli się wyczerpują. Dlatego w rozwoju sektora obronnego widzimy potencjał do dalszych wzrostów – tłumaczył menedżer.
Banki zmieniły podejście do finansowania obronności
Według Agnieszki Wolskiej, wiceprezeski ING zmienia się także podejście banków do finansowania przemysłu obronnego. Dziś kluczowe z punktu widzenia ryzyka takich ekspozycji są umowy off-take, czyli gwarancja odbioru produkcji przez państwo. Problemem nie jest za to ESG. Komisja Europejska potwierdziła, iż wydatki na zbrojenia są zgodne z kryteriami ESG, co od 2025 r. daje bankom większą elastyczność w finansowaniu. Dodała, że banki niechętnie patrzą jedynie na finansowanie min przeciwpiechotnych, czy broni kasetowej.
– Finansowanie zbrojeniówki nie jest dla grupy Citi nowością, nowością jest to, że robimy to w Polsce. Jako grupa amerykańska jesteśmy w stanie lepiej skleić amerykański kompleks. Międzynarodowe grupy, patrząc na kolejne kraje, przychodzą do nas i pytają jak to zrobić, a jakie są ograniczenia. To dotyczy nie tylko obsługi płatności, ale też ułatwienia wejścia tych firm do Polski – dodaje Maciej Kropidłowski, wiceprezes Citi Handlowego.
Michał Popiołek, dyrektor zarządzający w mBanku zauważył, że finansowanie obronności ma dwie warstwy. W przypadku dużych kontraktów międzynarodowych istnieje na rynku luka wynikająca z za małych zdolności kapitałowych polskich banków, która może być niwelowana przez spółki-matki polskich banków. W przypadku tych mniejszych, lokalnych projektów te zdolności wystarczają.
– Tu dochodzimy do dual use, czyli sytuacji, gdy firmy produkują coś dla wojska, ale też na inne cele. Dzisiaj najchętniej finansujemy właśnie ten obszar – wskazał Popiołek.
Do sprawy odniósł się też Lech Gałkowski, wiceprezes Erste Bank Polska. Podkreślił, że choć Austria, w której siedzibę ma główny akcjonariusz banku, ma wpisaną w konstytucję neutralność, to nie może się godzić na bezbronność.
– Mocno dyskutujemy z Austrią o wspieraniu sektora obronnego. Zrobiliśmy takie transakcje wspólnie z Bankiem Gospodarstwa Krajowego. Dzielimy się naszą wiedzą z pracownikami grupy na innych rynkach – zaznacza menedżer.
Polskie firmy budują niezależność od zagranicy
W dyskusji udział wziął także Radosław Piesiewicz, współzałożyciel i wiceprezes zarządu Advanced Protection Systems (APS). To firma specjalizująca się w systemach antydronowych, która otrzymała właśnie 650 mln zł finansowania z banków.
– Dekadę temu żyliśmy w iluzji bezpieczeństwa i pokoju. Te czasy się skończyły. Jesteśmy w dekadzie miecza i topora, więc trzeba się zbroić i wzmacniać. Dziesięć lat temu z bankami rozmawiało się ciężko, bo nie było przepisów, aby finansować sektor obronny. Rozmowy z bankami wyglądają zatem zupełnie inaczej – zaznacza Radosław Piesiewicz.
Dodaje, że firma jest już stabilnym partnerem, dzięki realizacji dużych kontraktów. APS jest bowiem podwykonawcą w programie SAN, który wzmacnia obronę przed dronami. Jego zdaniem bez takiej ochrony wojnę przegrywa się w 15 minut. Tłumaczy, że przy ataku dronów nie pomogą samoloty F-35 czy czołgi Abrams. Powód? Te pierwsze nie wystartują, jeśli lotniska nie będą odpowiednio zabezpieczone.
– Dostarczamy naszą technologię na Ukrainę, do krajów Bliskiego Wschodu, a teraz też robimy to na gruncie narodowym. Musimy sobie zdawać sprawę, że tylko te kraje i społeczeństwa przeżyją, które zbudują bazę wytwórczą i technologiczną lokalnie zamiast polegać na przywiezieniu z zagranicy kolejnego wagonu amunicji. Trzeba więc łączyć siły państwa, firm i banków – precyzuje Radosław Piesiewicz.
Finansowanie wymaga wiedzy o strukturyzowaniu transakcji, ESG nie jest problemem
Paneliści zastanawiali się m.in. nad hamulcami w finansowaniu zbrojeń. Pewnym wyzwaniem są wymogi dotyczące zgodności (compliance). Maciej Kropidłowski podkreśla, że konieczne jest patrzenie nie tylko na łańcuch dostaw, ale także na to, kto jest docelowym odbiorcą finansowanych produktów, czy usług. Przekonuje jednak, że ostateczny głos należy do armii i to ona zdecyduje co będzie chciała kupić, nie przesądzi o tym komitet kredytowy banku. Zwraca jednak uwagę na inny aspekt.
– Zbrojeniówka jest wielowartwowa i wymagała od nas niemałej inwestycji, by zaistnieć w tym segmencie rynku. To często kwestia strukturyzowanych projektów, uwzględniających aktorów z zagranicy, także agencji eksportowych – przekonuje wiceprezes Citi.
Lech Gałkowski odpowiadał z kolei na pytanie dotyczące limitów branżowych na poziomie grupy międzynarodowej. Chodzi o udział finansowania danej branży w całym portfelu kredytowym.
– Gdy mamy dużą transakcje, to rozmawiamy z naszą centralą ze względów ostrożnościowych, natomiast wszystkie decyzje podejmujemy tutaj. Jako przedstawiciele dużego banku międzynarodowego możemy korzystać z dużych bilansów tych instytucji niż banki obecne tylko w Polsce, aby jeszcze mocniej wspierać przemysł obronny nad Wisłą – komentował wiceszef Erste.
Ryzykiem dla kontraktów mogą być szybkie zmiany technologii w obszarze dronów
Michał Popiołek zwraca uwagę, jak szybko zmienia się technologia, także wykorzystywana w obronności. Stawia to wyzwania dla banków, bo np. przy finansowaniu na trzy lata pojawia się pytanie, jak w ostateczności będzie wyglądać kredytowane rozwiązanie.
– To wyzwanie dla zamawiającego, bo może się okazać, że ostatecznie kupi coś, co nie będzie już tak bardzo potrzebne – zaznacza Michał Popiołek.
Odpowiedział na to Jarosław Wypijewski. Stwierdził, że są obszary, gdzie technologia szybko się zmienia, jak drony, ale w zakresie ciężkiego sprzętu, jak samoloty, czy czołgi do dużych zmian dochodzi dużo rzadziej. Sztab generalny na bieżąco to analizuje.
Polskie firmy obronne mogą wychodzić za granicę
Dyrektor z mBanku podkreślił, że polskie firmy z sektora obronnego powinny mocniej wychodzić na zagraniczne rynki i eksportować tam swoje produkty. Dzięki temu rósłby obrót sprzętem, a firmy mogłyby też sobie lepiej radzić w sytuacji spadku zamówień w kraju. Dziś ok. 90 proc. eksportu polskich firm trafia na Ukrainę. Tę obserwację podziela Jarosław Wypijewski.
– Jeszcze trzy, cztery lata najbardziej strategicznym obszarem inwestycji była transformacja energetyczna, ale od ataku Ukrainy to się zmienia. To normalny biznes, w którym widzimy duży potencjał, bo każda złotówka wydana w Polsce na sektor zbrojeniowy to 1,5 razy wpływu na PKB. Musimy mądrze inwestować i więcej wydawać na innowacje w tym sektorze. Jesteśmy na szarym końcu w Unii, kraje jak Francja wydają dużo więcej na R&D [prace badawczo-rozwojowe - red.]. Tymczasem bez R&D nie będzie eksportu, a w kraju będziemy zdani na import – podkreśla Jarosław Wypijewski.
Zgadza się z tym Radosław Piesiewicz. Jego zdaniem rozwój R&D jest potrzebny do międzynarodowej ekspansji, bo tylko innowacyjne produkty są w stanie się przebić za granicą.
– Takie technologie można rozwijać, bo kapitał ludzki jest świetny, a pieniądze zaczynają się pojawiać. Ważne, by zbierać doświadczenia, bo samo laboratorium to za mało. Tylko w zeszłym roku sprzedaliśmy ponad 100 systemów radarowych do namierzania Szahedów, m.in. do Ukrainy i Kuwejtu – komentuje wiceszef APS.
„Są obszary, gdzie Polska nigdy nie zbuduje zdolności"
Jarosław Wypijewski zapytany, czy polskie firmy sprostają liście zakupowej wojska, odpowiada, że są obszary, w których Polska samodzielnie nigdy nie zbuduje zdolności.
– Trzeba sobie jasno powiedzieć: w kraju, w którym 30 lat temu przestaliśmy produkować traktor, nie zbudujemy nagle samolotu szóstej generacji. Kraje, które mają zdolności w zakresie okrętów podwodnych budowały je przez ostatnie 50-80 lat, posiadając zaplecze akademickie i przemysłowe. Nie wszystko będziemy mogli zatem zbudować u siebie. W ciągu ostatnich kilku dni podpisano 60 umów z programu SAFE [o łącznej wartości 120 mld zł - red.], to pieniądze, które wrócą do gospodarki. Budujmy te zdolności u siebie, jako narodowe. Mamy wóz bojowy Borsuk i pojazdy Baobab, w stoczniach polskich jest w budowie ponad 20 okrętów. Jestem optymistą, choć uzupełniamy pokoleniowe zaniedbania – zaznacza.
Podkreśla, że konieczne jest budowanie różnych linii biznesowych. Jako przykład podaje Boeinga, który z jednej strony buduje śmigłowce Apache, a z drugiej samoloty pasażerskie, którymi latają miliony ludzi.
– To model, do którego powinniśmy dążyć. Nie może być tak, że firma, która buduje ciężarówki dla wojska, nie ma ani jednej ciężarówki na ulicach. Wojsko nie może być jedynym odbiorcą. Konieczne jest zapewnianie zysku zarówno w czasach pokoju, jak i odpowiadając na potrzeby sił zbrojnych – podkreślał wiceadmirał.
„Musimy się zbroić, bo zbroją się nasi sąsiedzi"
Michał Sobolewski zaznacza, że za 60 proc. wydatków na zbrojenia odpowiada raptem pięć państw, z czego trzy - Niemcy, Rosja i Ukraina - to sąsiedzi Polski.
– Jesteśmy pośrodku tych państw. Oczywiście dzisiaj blisko współpracujemy z Niemcami, ale wyobraźmy sobie co może tam się stać za 10-15 lat, gdzie wydatki są dwa razy większe niż w Polsce. Nasza sytuacja geopolityczna nie pozostawia nam żadnych możliwości: musimy się zbroić, bo widać dużą analogię z latami 30. XX wieku – komentuje wiceprezes największego polskiego banku.
Michał Popiołek przypomniał łacińską maksymę: „Chcesz pokoju szykuj się do wojny".
– Jestem nieco większym optymistą, że nagle będzie za dużo uzbrojenia dookoła. Myślę, że to uzbrojenie i tak zostanie prędzej czy później gdzieś użyte i pewnie pójdzie na eksport. Mamy w Polsce jednak lata zaniedbań, uwierzyliśmy, że mamy piękny świat, a okazało się, że to jednak trochę ułuda – wskazuje dyrektor z mBanku.
Maciej Kropidłowski stwierdził, że wzrost finansowania branży widać już w portfelach kredytowych banków. W Citi wzrost jest dwucyfrowy. Lech Gałkowski dodawał, że banki dzielą się na te, które już teraz mają dwucyfrową dynamikę w tym obszarze, oraz takie, które do tego dążą.
Główne wnioski
- Zmiana paradygmatu finansowania: Wydatki na obronność są już uznawane za zgodne z kryteriami ESG, co znosi bariery etyczne dla banków. Sektor finansowy widzi w zbrojeniówce stabilny biznes, o ile opiera się on na gwarancjach odbioru (off-take) i innowacyjnych technologiach.
- Przewaga techniczna nad masą: Polska nie wystawi 2-milionowej armii, dlatego kluczem do odstraszania jest przewaga technologiczna. Banki chętniej finansują systemy o podwójnym zastosowaniu (dual use) oraz innowacje R&D, które umożliwiają późniejszy eksport i niezależność od dostaw z zagranicy.
- Współzależność armii i gospodarki: Każda złotówka wydana w Polsce na sektor zbrojeniowy generuje 1,5-krotny wpływ na PKB. Aby system był stabilny, firmy zbrojeniowe muszą posiadać nogę cywilną, by generować zysk także w czasie pokoju i nie być uzależnionymi wyłącznie od jednego odbiorcy.