„Nigdy w walce z patologią nie zaszliśmy tak daleko”. Legislacyjna ofensywa w obronie dzieci w sieci
Pornografia, niebezpieczne wyzwania i patologiczne treści. Dla najmłodszych internautów to niejednokrotnie chleb powszedni w cyfrowym świecie. Rząd z wątpliwą skutecznością walczył dotychczas o bezpieczeństwo dzieci w internecie.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Na jakie treści najmłodsi internauci mogą trafić w sieci i w jaki sposób platformy obecnie blokują dostęp do nieodpowiednich dla dzieci stron.
- Nad jakimi zmianami w prawie pracują parlamentarzyści i czy okażą się wystarczające w praktyce.
- Jakich luk w obecnym i procedowanym prawie dopatrzyli się eksperci.
– Przez ostatnie dwadzieścia lat przyglądaliśmy się już wielu projektom ograniczającym dostęp do szkodliwych treści w internecie. Nigdy wcześniej nie byliśmy w tym miejscu. Po raz pierwszy projekty ustaw zaszły tak daleko ponad podziałami partyjnymi. To duży sukces w kwestii ochrony dzieci w sieci – mówi Martyna Różycka, kierowniczka zespołu Dyżurnet.pl w NASK.
Przed czym i w jaki sposób ustawodawca chce chronić dzieci w świecie wirtualnym? Zacznijmy od tego, na co są narażone. Z najnowszego badania Urzędu Komunikacji Elektronicznej (UKE) wynika, że 63,2 proc. badanych dzieci korzystało ze stron dla dorosłych, wskazując, że są pełnoletnie. Ponad 67 proc. tych, którzy z takich serwisów korzystali, to dzieci między 7 a 9 rokiem życia. Nie dziwią zatem statystyki, z których wynika, że coraz młodsze dzieci mają dostęp do treści dla nich nieodpowiednich.
Siedmiolatki i pornografia
Raport „Internet dzieci 2026” wskazuje, że wśród najczęściej odwiedzanych stron przez polskie dzieci w wieku 7-14 lat znajduje się strona pornograficzna. Z kolei 58 proc. dzieci w wieku 7-12 lat ma dostęp do mediów społecznościowych. Nie trzeba bowiem wchodzić na pomarańczową platformę, by zetknąć się z pornografią. Wystarczą media społecznościowe, z których według badania UKE korzystają coraz młodsze dzieci.
Ponad 75 proc. badanych korzysta z portali takich jak TikTok, WhatsApp, Instagram, X czy Facebook. Dostęp np. do wspomnianego TikToka ma deklaratywnie więcej niż co drugi siedmiolatek. Na tego typu platformach nie brakuje także patostreamerów, czyli innych użytkowników, którzy prezentują na live’ach lub w rolkach zachowania uchodzące za patologiczne. Eksperci niejednokrotnie wskazują, że dzieci działające w sieci bez nadzoru osób dorosłych mogą mieć problem z oceną tego, które zachowania przedstawiane przez patoinfluencerów uchodzą za społecznie akceptowalne. Nawet jeśli uznamy, że daleko im do normy czy przyjętych wzorców, nie sposób było znaleźć skuteczną podstawę prawną, by podlegały one penalizacji.
To ma się teraz zmienić.
W świetle dzisiejszego prawa karanie za patostreaming mogłoby podlegać m.in. pod art. 255 Kodeksu karnego. Czytamy w nim o nawoływaniu (także publicznym) do popełnienia przestępstwa i prezentowaniu treści mogących ułatwić łamanie prawa. Przyjęty przez sejm projekt nowelizacji tej ustawy zakłada dodanie punktu dotyczącego rozpowszechniania danych treści celem osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej. Ustawodawca wyróżnia treści przedstawiające popełnienie czynu zabronionego, przemoc czy poniżające traktowanie innych (nawet za ich zgodą). Patotwórcom czyniącym „content” z treści przedstawiającej przemoc czy nieobyczajne zachowania grozić będzie do 5 lat więzienia.
Podczas debaty sejmowej wielokrotnie podkreślano, że cel ustawy, jakim jest ochrona dzieci, łączy polityków niemalże ze wszystkich frakcji. W tym duchu parlamentarzyści (z wyjątkiem klubu Konfederacji) poparli projekt. Nie oznacza to jednak, że obeszło się bez niuansów. Diabeł tkwi w szczegółach.
Dziurawe prawo czy jedyna słuszna droga?
– Wyobraźmy sobie patostreamera, który nagrywa znęcanie się i na takich treściach zyskuje popularność. Jeśli zostaną mu postawione zarzuty, będzie się bronił, że jest artystą – mówił Michał Wójcik z Prawa i Sprawiedliwości.
W istocie przyjęty projekt zakłada kilka wyłączeń. Penalizacji nie będą podlegać czyny podjęte w ramach działalności artystycznej, edukacyjnej, prasowej, naukowej lub w celu ochrony interesu publicznego.
Sławomir Ćwik z klubu parlamentarnego Centrum wyjaśniał z kolei, że tego typu wyłączenia już obecnie funkcjonują w prawodawstwie.
– Gdybyśmy wyłączyli kontratyp działalności artystycznej, musielibyśmy wycofać spory dorobek kinematografii. W filmach też mamy przecież sceny przemocy czy aktów seksualnych – wyjaśniał Sławomir Ćwik.
Mimo tych wyjątków politycy prawicy i tak w kontekście omawianego projektu mówią o „cenzurze” i ryzykach związanych z ograniczaniem wolności w sieci, o czym wspominał w sejmie Sławomir Zawiślak z Konfederacji Korony Polskiej. Jak określił, „państwo wie lepiej, co młodzież powinna oglądać”. Witold Tumanowicz obawiał się „zbyt szerokiego stosowania ustawy”.
– Ustawa może być interpretowana zbyt szeroko. Już dziś patostreamerzy podlegają odpowiedzialności karnej. Zastanówmy się, czy problemem jest brak przepisów, czy może ich nieskuteczność. Inna sprawa to wolność wyrażania poglądów i ryzyko zbyt szerokiego zastosowania ustawy. Musimy zadbać o to, by słuszna troska o dzieci nie zamieniła się w cenzurę – wyjaśniał polityk Konfederacji.
Co z odpowiedzialnością gigantów?
– W przypadku patostreamingu mamy do czynienia także z działalnością zarobkową. Chcielibyśmy, aby zarówno platformy reagowały na niewłaściwe treści, jak i reklamodawcy zastanowili się dwa razy, z kim współpracują – wyjaśnia Martyna Różycka z NASK.
Na niewystarczający poziom odpowiedzialności gigantów cyfrowych za publikowane przez użytkowników treści uwagę zwracała także Lewica. Warto przy tym wspomnieć, że Polska wciąż w pełni nie wdrożyła unijnego aktu o usługach cyfrowych (DSA). Rozporządzenie to zwiększa odpowiedzialność platform za publikowane treści.
Na tym jednak nie skończyły się uwagi. Branża cyfrowa, Biuro Rzecznika Praw Dziecka, Krajowa Izba Radców Prawnych i inne podmioty w opinii do projektu wskazywały na możliwe problemy interpretacyjne. Zdaniem naszej rozmówczyni o skuteczności projektu świadczyć będzie właśnie linia orzecznicza.
– Gdy przedmiotem spraw będą streamy trwające po kilkanaście godzin, to można sobie wyobrazić, ile potrwa analiza takiego materiału dowodowego. Potrzeba także biegłych, którzy ocenią nie tylko charakter tych treści, lecz także wezmą pod uwagę specyfikę działania w internecie. Taki content często żyje własnym życiem. Rolki są przerabiane na tzw. shorty i powielane m.in. przez komentujące je osoby. Otwarte zostaje pytanie, jaką linię orzeczniczą przyjmą sądy – mówi ekspertka z NASK.
Pornografia? Koniec z weryfikacją wieku na własną rękę
Równolegle trwały prace nad projektem ustawy o ochronie małoletnich przed dostępem do treści pornograficznych w internecie. Nowe regulacje zostały przyjęte przez Radę Ministrów. Cel? Koniec z fikcją weryfikacji wieku przed wejściem do serwisów z treściami dla dorosłych.
– Bierzemy odpowiedzialność za problem, który od lat był powszechnie znany, a jednocześnie pozostawał praktycznie nierozwiązany. Nasza ustawa opiera się na bardzo prostej zasadzie: jeżeli w świecie rzeczywistym nie wpuszczamy dzieci do sklepu z treściami przeznaczonymi wyłącznie dla dorosłych, to nie możemy udawać, że w internecie ten problem nie istnieje – powiedział wicepremier, minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski.
Strony internetowe z treściami nieodpowiednimi dla dzieci wymagają „odklikania” potwierdzenia, że użytkownik jest pełnoletni lub podania daty urodzenia. Jak wynika z danych wskazanych we wstępie, nieletni nie mają większego problemu z wirtualną deklaracją, że skończyli 18 lat.
W myśl ustawy takie serwisy będą miały obowiązek skutecznej weryfikacji wieku. Mechanizm ten będzie kontrolowała NASK, z kolei Urząd Komunikacji Elektronicznej będzie mógł zablokować stronę, która nie dostosuje działalności w Polsce do obowiązującego prawa. Możliwości ma być kilka, a w tym rządowa rekomendacja.
– Weryfikacja wieku w internecie musi być skuteczna, ale również w pełni anonimowa. Dlatego jako jedno z zalecanych rozwiązań wskazujemy Europejski Portfel Tożsamości Cyfrowej. To mechanizm, który potwierdza pełnoletniość bez ujawniania jakichkolwiek danych osobowych. Dostawca serwisu nie wie, kim jest użytkownik, wie tylko, że jest pełnoletni. Wystawca portfela natomiast nie uzyskuje informacji, w jakich serwisach poświadczenie wieku zostało użyte. Bezpieczną i anonimową weryfikację wieku planujemy uruchomić do końca 2026 roku – podkreślał wiceminister cyfryzacji Dariusz Standerski.
Kropla w morzu potrzeb. Co z resztą internetu?
Naiwnie byłoby sądzić, iż nawet skuteczny proces weryfikacji wieku na stronach z pornografią sprawi, że nieletni nie będą mieli dostępu do tego typu treści. Te obecne są bowiem w social mediach, czy też na prywatnych grupach na (często nieszyfrowanych) komunikatorach.
– Pod kątem technologicznym to być może spóźnione rozwiązanie, ale liczy się reakcja na problem, który przybiera na sile. Badania pokazują, że to właśnie dzieci są częstymi gośćmi takich serwisów, przez co łatwo się uzależniają. Inną sprawą jest powszechna seksualizacja. Nawet reklama blachodachówki musi być opatrzona półnagą modelką. Tak długo, jak nie będziemy o tym mówić, tak długo problem nie zniknie. Nie możemy tego normalizować – podsumowuje Martyna Różycka.
Warto wiedzieć
X największą platformą z treściami pornograficznymi
Według raportu brytyjskiej komisarz ds. praw dziecka „Sex is kind of broken now”: children and pornography (Children’s Commisioner, 2025):
- 70 proc. badanych nastolatków jest narażonych na treści pornograficzne w sieci.
- W przypadku osób ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi odsetek ten wzrasta do 76 proc.
- 59 proc. deklaruje, że pierwszy kontakt nastąpił zupełnie przypadkowo.
- 8 na 10 serwisów dystrybuujących materiały pornograficzne do dzieci to platformy społecznościowe (największą jest platforma X).
Główne wnioski
- Polska w kwestii ochrony dzieci w sieci przechodzi od biernej obserwacji problemu do działań legislacyjnych. Przez wiele lat ochrona dzieci w internecie opierała się głównie na edukacji, kampaniach społecznych i dobrowolnych działaniach platform internetowych. Zarówno walka z patostreamingiem, jak i obowiązek skutecznej weryfikacji wieku doczekały się odzwierciedlenia w projektach ustaw. Co istotne, działania te uzyskały szerokie poparcie polityczne, co zwiększa szanse na ich wdrożenie.
- Eksperci, politycy i przedstawiciele branży cyfrowej, choć co do zasady przyznają słuszność reformom, widzą pewne ryzyka związane ze stosowaniem prawa w praktyce. W przypadku patostreamingu konieczne będzie ustalenie granic między działalnością przestępczą, artystyczną, edukacyjną czy dziennikarską. Podobnie w przypadku pornografii nawet skuteczna blokada części stron nie rozwiąże problemu obecności takich treści w mediach społecznościowych, komunikatorach czy zamkniętych grupach internetowych. Ostateczna skuteczność reform będzie więc zależeć od praktyki organów ścigania, sądów oraz współpracy z platformami cyfrowymi.
- Dzieci funkcjonują w środowisku cyfrowym, w którym granice między treściami dla dorosłych a treściami ogólnodostępnymi coraz bardziej się zacierają. Nawet najlepsze mechanizmy weryfikacji wieku nie zastąpią edukacji medialnej, nadzoru rodzicielskiego oraz odpowiedzialności platform internetowych i reklamodawców. Skuteczna ochrona najmłodszych wymaga zatem równoczesnego działania państwa, edukacji, pracy rodziców, organizacji społecznych i firm technologicznych. Bez wielowymiarowego podejścia nowe przepisy mogą okazać się jedynie częściową odpowiedzią na znacznie szerszy problem społeczny.


