Polisa nie wystarczy. Jak zmiany klimatu zmieniają rynek ubezpieczeń
Powódź z września 2024 roku uszkodziła ponad 6 tys. nieruchomości gospodarczych i wygenerowała ponad 2,1 mld zł szkód ubezpieczonych. To najdroższa katastrofa naturalna w Polsce od lat i sygnał, że firmy muszą na nowo przemyśleć swoje podejście do ochrony ubezpieczeniowej.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jak rosnąca liczba katastrof naturalnych wpływa na koszty ubezpieczeń i strategie zarządzania ryzykiem przedsiębiorstw.
- Dlaczego powódź z 2024 roku stała się testem odporności polskich firm i ujawniła problem niedoubezpieczenia sektora MŚP.
- Które branże są najbardziej narażone na skutki zmian klimatu oraz jakie narzędzia pozwalają ograniczać straty operacyjne i finansowe.
Raport Christian Aid „Counting the Cost” wskazuje, że 2025 rok znalazł się w gronie najdroższych lat pod względem strat klimatycznych od czasu, gdy zaczęto je systematycznie szacować. Dokumentuje dziesięć największych pod względem kosztów katastrof roku, które łącznie pochłonęły dziesiątki miliardów dolarów. Same pożary w kalifornijskim Palisades i Eaton spowodowały straty ekonomiczne przekraczające 60 mld dolarów – kwotę wyższą niż jakiekolwiek wcześniejsze zdarzenie pożarowe w historii Stanów Zjednoczonych.
Ta globalna skala zniszczeń znajduje swoje odzwierciedlenie również na polskim rynku, gdzie powódź z września 2024 roku była najdroższą katastrofą naturalną od lat. Według raportu Komisji Nadzoru Finansowego zgłoszone ubezpieczycielom szkody powodziowe opiewały na ponad 2,1 mld zł, z czego znacząca część, bo ponad 1,5 mld zł, przypadła w udziale reasekuratorom.
Kataklizm dotknął bezpośrednio 57 tys. osób, a stanem klęski żywiołowej objęto 749 miejscowości. W wyniku żywiołu uszkodzeniu lub zalaniu uległo ponad 11 tys. budynków mieszkalnych oraz ok. 6 tys. nieruchomości gospodarczych, co dla wielu przedsiębiorców był testem ich odporności operacyjnej.
Marcin Warszewski, partner i lider usług sektora ubezpieczeniowego w Deloitte, zwraca uwagę, że poziom przygotowania na kataklizmy jest w Polsce silnie zróżnicowany.
Gotowość polskich firm na zdarzenia katastroficzne jest dziś bardzo nierówna – duże przedsiębiorstwa przemysłowe i logistyczne mają zwykle programy zarządzania ryzykiem i adekwatne sumy ubezpieczenia, natomiast w segmencie MŚP wciąż dominuje podejście reaktywne.
– Gotowość polskich firm na zdarzenia katastroficzne jest dziś bardzo nierówna – duże przedsiębiorstwa przemysłowe i logistyczne mają zwykle programy zarządzania ryzykiem i adekwatne sumy ubezpieczenia, natomiast w segmencie MŚP wciąż dominuje podejście reaktywne – mówi Marcin Warszewski.
Dodaje, że powódź z września 2024 roku była momentem prawdy: pokazała, że wiele firm jest niedoubezpieczonych albo nie ma w ogóle pokrycia dla przerwy w działalności.
Dane Polskiej Izby Ubezpieczeń (PIU) pokazały, że szybka mobilizacja sektora ubezpieczeniowego i wprowadzenie uproszczonego trybu rozpatrywania wniosków, pozwoliła na wypłacenie świadczeń 42,5 tys. właścicielom zniszczonych domów i mieszkań.
Katastrofy naturalne – stary problem, nowa skala
Marcin Zimowski, dyrektor w Pionie Klientów Strategicznych, lider Praktyki Marsh Energy w Polsce, wskazuje, że skutki katastrof naturalnych podlegały ochronie praktycznie od początku istnienia ubezpieczeń.
– Zjawiska takie jak powodzie, trzęsienia ziemi, huragany są ryzykami dość dobrze rozpoznanymi przez rynek ubezpieczeniowy, dla których dysponuje on bogatymi statystykami. Można więc powiedzieć, że kontakt ze szkodami powodowanymi przez katastrofy naturalne to dla brokerów chleb powszedni – wskazuje Marcin Zimowski.
Największy na świecie reasekurator Swiss Re szacuje ubezpieczone straty z katastrof naturalnych w 2025 roku na 107 mld dolarów, co oznacza, że po raz szósty z rzędu przekroczona została bariera 100 mld dolarów.
Dane publikowane przez uczestników rynku ubezpieczeniowego wskazują na rosnącą częstość i dotkliwość szkód generowanych przez katastrofy naturalne. Ich wpływ na rynek oraz pracę brokerów nie jest jednak tak jednoznaczny i prosty jak mogłoby się wydawać.
– Dane publikowane przez uczestników rynku ubezpieczeniowego wskazują na rosnącą częstość i dotkliwość szkód generowanych przez katastrofy naturalne. Ich wpływ na rynek oraz pracę brokerów nie jest jednak tak jednoznaczny i prosty jak mogłoby się wydawać. Trzeba bowiem pamiętać, że występują również inne czynniki wpływające na sytuację na rynku ubezpieczeniowym – mówi Marcin Zimowski.
Klimat zmienia ofertę ubezpieczycieli
Marcin Warszewski wskazuje, że zmiany klimatu przebudowują ofertę dla firm na trzech poziomach – cenowym, produktowym i prewencyjnym.
– Rosnąca częstotliwość zjawisk takich jak deszcze nawalne, grad czy powodzie przekłada się na wyższe składki i bardziej selektywny underwriting w narażonych lokalizacjach. Jednocześnie rozwijają się produkty parametryczne, w których wypłata uruchamiana jest automatycznie po przekroczeniu zdefiniowanego parametru pogodowego oraz usługi prewencyjne. Ubezpieczyciel coraz częściej staje się doradcą w zakresie odporności klimatycznej, a nie tylko płatnikiem szkód – mówi Marcin Warszewski.
Marcin Zimowski zwraca też uwagę na fakt, że poziom zagrożenia katastrofami naturalnymi różni się w zależności od położenia geograficznego.
– Na tle wielu regionów świata, Polska jawi się jako miejsce nader bezpieczne. Dla większości klientów w naszym kraju również tych korporacyjnych, katastrofy naturalne, nawet przy zwiększającej się częstotliwości, niekoniecznie są kluczowym elementem determinującym zakres czy koszt programu ubezpieczeniowego – mówi Marcin Zimowski.
Dodaje, że wyjątkiem jest ryzyko powodzi i w zależności od położenia mogą występować pewne ograniczenia w dostępności lub koszcie ochrony ubezpieczeniowej, co warto wziąć pod uwagę podczas planowania inwestycji.
– Sytuacja może się jednak zmieniać, gdy mówimy o podmiotach działających na skalę międzynarodową, w szczególności w obszarach narażonych na trzęsienia ziemi, powodzie, tajfuny czy huragany. W takich przypadkach część ubezpieczycieli może oczekiwać wyższej składki za objęcie ochroną mienia, względnie może również wprowadzić inne ograniczenia techniczno-ubezpieczeniowe w postaci istotnie podwyższonych udziałów własnych (franczyz) w szkodach katastroficznych, także limitów odpowiedzialności dla szkód wywołanych danym ryzykiem – wskazuje Marcin Zimowski.
Marcin Warszewski uważa, że wycena ryzyk klimatycznych opiera się na modelach katastroficznych łączących dane historyczne, mapy zagrożeń i scenariusze klimatyczne, coraz częściej wspierane danymi satelitarnymi i narzędziami AI. Jednak fundamentalnym wyzwaniem jest to, że historia przestaje być predyktorem przyszłości, gdyż zjawiska, które zdarzały się statystycznie raz na sto lat, występują znacznie częściej.
Ekspert dodaje, że problemem jest także agregacja ryzyka oraz rosnący koszt reasekuracji.
– W efekcie ubezpieczyciele muszą balansować między adekwatną ceną ryzyka a utrzymaniem dostępności ochrony – mówi Marcin Warszewski.
Zdaniem eksperta
Jak zmienia się ryzyko pogodowe w polskim biznesie
Opierając się na naszych doświadczeniach szkodowych, zjawiska pogodowe, takie jak intensywne opady, burze czy huragany, odpowiadają za znaczącą część szkód katastroficznych, a ich udział w całkowitych stratach finansowych dominuje.
Oferta ubezpieczycieli zawiera ochronę uwzględniającą nowe typy zagrożeń, jednocześnie dane klimatyczne oraz szybko rozwijane narzędzia analityczne wykorzystywane są w procesie oceny ryzyka. Ryzyko klimatyczne staje się jednym z kluczowych czynników wpływających na politykę taryfową, reasekurację oraz konstrukcję produktów ubezpieczeniowych.
Z perspektywy przedsiębiorstw pozytywnym zjawiskiem jest rosnąca świadomość potrzeby zabezpieczenia majątku przed skutkami zdarzeń naturalnych. W wielu branżach standardem staje się dziś posiadanie ochrony obejmującej ryzyka pogodowe. Ważną luką jest jednak nadal niski poziom wykorzystania ubezpieczeń od utraty zysku. Tymczasem to właśnie utrata przychodów i zakłócenie ciągłości działania stanowią często największy koszt dla przedsiębiorstwa po wystąpieniu szkody.
Praktyka rynkowa pokazuje, że poza niedostatecznym wykorzystaniem polis Business Interruption, problemem pozostaje również brak kompleksowych planów ciągłości działania (BCP). W sytuacji gwałtownego zdarzenia naturalnego sama ochrona ubezpieczeniowa nie jest wystarczająca – kluczowa jest zdolność organizacyjna do szybkiego reagowania, odtworzenia procesów i minimalizacji przestojów.
Można powiedzieć, że polska gospodarka jest dziś lepiej przygotowana na klasyczne zagrożenia powodziowe niż jeszcze kilkanaście lat temu. Jednocześnie rośnie znaczenie nowych, dynamicznych ryzyk pogodowych, bezpośrednio związanych ze zmianami klimatycznymi. Oferta ubezpieczycieli ewoluuje w kierunku nie tylko zapewnienia ochrony, ale także aktywnego wsparcia klientów w zarządzaniu ryzykiem i budowaniu odporności.
Które branże są najbardziej narażone na ryzyka
Nie każde przedsiębiorstwo jest w równym stopniu wystawione na skutki zmian klimatu. Eksperci wskazują, że część sektorów jest bardziej podatna na te ryzyka ze względu na specyficzny charakter prowadzonej działalności.
Najbardziej eksponowane są rolnictwo i przetwórstwo spożywcze, energetyka, budownictwo oraz logistyka i produkcja oparta na rozbudowanych łańcuchach dostaw. Ich podatność wynika z kombinacji dwóch czynników: fizycznej ekspozycji majątku – upraw, infrastruktury, magazynów – oraz wrażliwości modelu biznesowego na przerwanie ciągłości operacyjnej.
– Najbardziej eksponowane są rolnictwo i przetwórstwo spożywcze, energetyka, budownictwo oraz logistyka i produkcja oparta na rozbudowanych łańcuchach dostaw. Ich podatność wynika z kombinacji dwóch czynników: fizycznej ekspozycji majątku – upraw, infrastruktury, magazynów – oraz wrażliwości modelu biznesowego na przerwanie ciągłości operacyjnej. Coraz większe znaczenie ma też ryzyko pośrednie: firma może sama nie ucierpieć, ale wyhamuje, bo poszkodowany został jej kluczowy dostawca. To właśnie ryzyko łańcucha dostaw jest dziś często niedoszacowane – wskazuje Marcin Warszewski.
Obserwacje te potwierdzają dane z globalnych badań. „Risk Barometer 2026” opracowany przez Allianz Commercial podaje, że przerwa w działalności związana z zakłóceniami łańcucha dostaw wskutek zdarzeń pogodowych jest wskazywana przez 63 proc. respondentów jako obawa klimatyczna numer jeden.
Na drugim miejscu plasuje się bezpośredni skutek fizyczny, tj. szkody w obiektach produkcyjnych wynikające z ekstremalnych zjawisk pogodowych, wskazywany przez 57 proc. ankietowanych.
Katastrofy naturalne uplasowały się w pierwszej trójce ryzyk w Argentynie, Kanadzie, Chorwacji, Francji, Japonii, Meksyku, Filipinach, Portugalii, Hiszpanii i Tajlandii.
Mechanizmy ochrony ubezpieczeniowej
Katastrofa naturalna może dosłownie zatrzymać firmę i zniszczyć jej majątek, a czas odbudowy może trwać miesiącami.
W tym czasie firma nie generuje przychodów, ale ponosi koszty stałe. Marcin Warszewski wskazuje, że w takim przypadku podstawowym narzędziem są ubezpieczenia od utraty zysku (business interruption), które są coraz częściej rozszerzane o klauzule CBI (contingent business interruption), obejmujące przerwy wynikające ze szkód u dostawców i odbiorców.
– Po stronie zarządczej kluczowe są plany ciągłości działania, dywersyfikacja dostawców i lokalizacji oraz inwestycje w prewencję. Najlepiej przygotowane firmy traktują ubezpieczenie jako ostatnią część ochrony, a nie substytut zarządzania ryzykiem. Rynek to zresztą premiuje: udokumentowana prewencja przekłada się wprost na lepsze warunki i niższą cenę ochrony – wyjaśnia Marcin Warszewski.
Marcin Zimowski także podkreśla rolę planu ciągłości działalności, którą klienci powinni opracować wspólnie z inżynierami np. brokerem ubezpieczeniowym.
– Celem planów ciągłości działalności jest nie tylko minimalizacja bezpośrednich rozmiarów szkody, ale przede wszystkim umożliwienie klientowi jak najszybszego powrotu do normalnej działalności – wskazuje Marcin Zimowski.
Dodaje, że jeżeli w toku negocjacji warunków ubezpieczenia dla danego klienta pojawiają się trudności w uzyskaniu satysfakcjonującej ochrony ubezpieczeniowej, brokerzy mogą odwołać się do alternatywnych narzędzi.
– Wśród nich, przy odpowiedniej skali, jest chociażby wykorzystanie tzw. captive ubezpieczeniowych, które są rodzajem ubezpieczyciela zakładanego przez klienta na własne potrzeby czy ubezpieczenia parametryczne, które są rozwiązaniami z pogranicza rynku ubezpieczeniowego i rynku finansowego/opcyjnego. Uzupełnią ochronę tam, gdzie dostęp do tradycyjnych rozwiązań jest ograniczony lub zbyt kosztowny. Wymaga to jednak od brokerów odpowiedniego zaplecza, czyli wiedzy, danych statystycznych, modeli matematycznych itp. – mówi Marcin Zimowski.
Warto wiedzieć
Czym są captive ubezpieczenia?
Captive ubezpieczenia to forma ubezpieczenia, w której firma tworzy własną, wewnętrzną spółkę ubezpieczeniową (tzw. captive), aby ubezpieczać własne ryzyka, zamiast kupować polisy na rynku komercyjnym. Działa to tak, że przedsiębiorstwo przejmuje kontrolę nad procesem ubezpieczenia – gromadzi składki od swoich spółek lub jednostek, a następnie wykorzystuje je do pokrywania ewentualnych szkód, często z udziałem reasekuracji.
Optymalizacja polisy może być warta miliony
Mechanizm opisywany przez ekspertów ilustruje przypadek notowanej na giełdzie spółki z sektora energetycznego, opisany w raporcie Aon „Business Interruption: Managing Risk in an Interconnected World”.
Przedsiębiorstwo, mimo posiadania wielu jednostek operacyjnych o wyraźnie różnych profilach ryzyka, korzystało z uniwersalnej polisy business interruption opartej wyłącznie na charakterystyce swojej największej instalacji. Rodziło to obawy o nadubezpieczenie niektórych obszarów oraz niepewność co do faktycznej skuteczności ochrony w obliczu awarii.
Szczegółowy audyt profilu ryzyka spółki energetycznej ujawnił znaczącą, nieubezpieczoną ekspozycję wynikającą z niemal całkowitego uzależnienia od zewnętrznego dostawcy gazu. Na podstawie tych wniosków eksperci zarekomendowali zmiany w polisie, które wyeliminowały zbędne koszty nadubezpieczenia i rozszerzyły zakres ochrony na kluczowego kooperanta.
Dzięki tej optymalizacji, w momencie odnowienia programu ubezpieczeniowego, firma uzyskała obniżkę składki przy jednoczesnym zwiększeniu skali transferu ryzyka. Skuteczność nowej strategii została zweryfikowana zaledwie trzy miesiące później, gdy w zakładzie wspomnianego dostawcy gazu doszło do eksplozji.
Zdarzenie to spowodowało przerwę w dostawach surowca i wygenerowało stratę operacyjną w wysokości 14 mln dolarów. Ponieważ ryzyko to zostało wcześniej zidentyfikowane i włączone do ulepszonego programu, spółka zdołała w pełni odzyskać całą kwotę straty.
Główne wnioski
- Katastrofy naturalne przestają być zdarzeniami wyjątkowymi, a stają się jednym z trwałych czynników ryzyka biznesowego. Globalne straty ubezpieczeniowe z tego tytułu po raz szósty z rzędu przekroczyły 100 mld dolarów, a w Polsce powódź z 2024 roku wygenerowała szkody przekraczające 2,1 mld zł.
- Zmiany klimatu przebudowują rynek ubezpieczeniowy. Ubezpieczyciele podnoszą składki w najbardziej zagrożonych lokalizacjach, rozwijają polisy parametryczne i coraz częściej pełnią funkcję doradców wspierających budowę odporności klimatycznej. Jednocześnie rosnące koszty reasekuracji oraz większa częstotliwość ekstremalnych zjawisk utrudniają utrzymanie szeroko dostępnej ochrony.
- Największym zagrożeniem dla firm stają się dziś nie tylko bezpośrednie szkody majątkowe, ale także przerwy w działalności i zakłócenia łańcuchów dostaw. Dlatego skuteczne zarządzanie ryzykiem wymaga połączenia odpowiednio zaprojektowanych polis, planów ciągłości działania, dywersyfikacji dostawców oraz inwestycji w działania prewencyjne. Firmy, które traktują ubezpieczenie jako element szerszej strategii odporności, mogą ograniczać straty i jednocześnie uzyskiwać korzystniejsze warunki ochrony.

