Polacy chcą nowego Leppera. Badanie jakościowe CBOS czerwoną kartką dla polskiej klasy politycznej
Frustracja kolejkami do lekarza, kryzys mieszkaniowy, a przede wszystkim ogromny zawód klasą polityczną i mediami głównego nurtu. Taki obraz emocji społecznych wyłania się z najnowszego badania jakościowego przeprowadzonego przez CBOS. Wnioski dla całej klasy politycznej są druzgocące.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Z jakich powodów badani z Ełku, Chełma i Warszawy postrzegają obecnych polityków jako zamkniętą i skupioną wyłącznie na własnych interesach kastę.
- W jaki sposób niewydolność ochrony zdrowia oraz kryzys mieszkaniowy napędzają społeczną frustrację i niechęć wobec uchodźców z Ukrainy.
- Jakie wnioski z badania płyną dla polskiej klasy politycznej.
Koalicja rządowa pogłębia się w coraz głębszym kryzysie wizerunkowym. Kontynuacja serii doniesień portalu Zero o nadużyciach w warszawskim Szpitalu Południowym przyniosła kolejny cios w morale Koalicji Obywatelskiej. Zeznania byłego pracownika szpitala dr. Emila Jędrzejewskiego na antenie Kanału Zero obciążają władze szpitala, a także prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego, który na czwartkowym posiedzeniu rady miasta tłumaczył się ze swojego nadzoru nad szpitalem.
Kryzys szpitalny wokół KO uderza w ugruntowane emocje społeczne
Trwająca już kolejny tydzień afera wokół szpitala mocno rzutuje na – na razie – internetowy wizerunek Koalicji Obywatelskiej. Dotychczas opublikowano jedno badanie opinii publicznej przeprowadzone przez IBRiS, w którym ponad 50 proc. badanych pozytywnie ocenia działania premiera Donalda Tuska wokół afery. Sprawa jest jednak zbyt poważna, co przyznają sami politycy KO, aby grać na jej przeczekanie.
Niedawno poznaliśmy także treść badania fokusowego opublikowanego przez CBOS. Co ważne, badanie przeprowadzono w kwietniu, a zatem na długo przed wybuchem obecnej afery. Co z niego wynika?
Analitycy CBOS zrealizowali badania fokusowe w trzech miastach – w Ełku, Chełmie i Warszawie. W powiecie ełckim i chełmskim odnotowano najniższą frekwencję w wyborach parlamentarnych w 2023 roku. Najwyższa z kolei – ponad 90-procentowa – padła w warszawskim Wilanowie, gdzie także udali się badacze. W każdym z miast przeprowadzono dwie sesje – osobno rozmawiali kobiety i mężczyźni.
Wnioski dla KO, ale – szerzej – dla politycznego mainstreamu są pesymistyczne.
Przepaść między elitami a społeczeństwem
Najczęstsze emocje? Całkowita degradacja zaufania do politycznych elit i tradycyjnych mediów, frustracja systemem ochrony zdrowia, bunt wobec polityków i osób zamożnych nadużywających swoich przywilejów oraz – co najbardziej symptomatyczne – gniew wobec ukraińskich uchodźców zamieszkujących Polskę.
Badacze z obszernego badania wyciągają wiele wniosków, ale wydaje się, że podstawą wszystkich z nich jest pogłębiająca się przepaść między decydentami politycznymi a społeczeństwem. Jak wskazują badacze, uczestnicy badania postrzegali polityków jako zamkniętą kastę, dla której „zwykły człowiek jest jedynie narzędziem w trakcie kampanii wyborczej”. Respondenci nie czują się reprezentowani przez polityczne elity, a równie często – czują się zapomniani.
– Wybieramy ludzi, wierzymy idealistycznie, że oni będą dla nas chcieli dobrze, a później – a' propos bagna, bo tak postrzegam politykę – oni wchodzą do sejmu i nagle zapominają o tym, skąd wyszli, z tego naszego małego Chełma, innego Pcimia Górnego czy Dolnego – mówili ankietowani mężczyźni z Chełma.
Autorzy raportu podkreślają również, że badani nie dostrzegają, aby politycy konsultowali z nimi decyzje polityczne. To z kolei prowadzi do dalszego powiększania dystansu między klasą polityczną a zwykłymi obywatelami.
– Jakoś nie zauważyłem, żeby po wyborach ktokolwiek się nad naszym losem pochylał, jakieś ankiety, sondy czy cokolwiek… Żeby jakiś polityk przyszedł. Przed wyborami to wszędzie jeżdżą – mówili mężczyźni z Ełku.
Ankietowane z Chełma dzieliły się podobnymi obserwacjami.
– Ja bym chciała, żeby… jak jest jakaś sprawa do podjęcia, to żeby słuchać ludzi. Zrobić jakieś ankiety, na przykład „czy jesteś za?”. Tak jak idziemy na wybory, jest ważna sprawa, to przegłosujmy to. Żeby każdy Polak mógł się wypowiedzieć, a nie tylko oni – mówiły kobiety z Chełma.
Badani są zawiedzeni jednak nie tylko „oderwaniem się” politycznych elit od ich codziennego życia, ale również szeroko pojętym rynkiem medialnym. Autorzy raportu podkreślają, że społeczeństwo jest zmęczone „wojną polsko-polską”, zaś media – zdaniem badanych – są zwykle związane z konkretną stroną politycznego sporu.
Brak zaufania także do mediów głównego nurtu
Analitycy CBOS podkreślają, że prowadzi to do poszukiwania innych źródeł informacji względem mediów głównego nurtu. Badani wymieniają w tym miejscu portale internetowe, platformy streamingowe czy kanały na YouTube'ie.
– No ale teraz ciężko o taką jakby jasną, klarowną, przejrzystą informację. Bo nie wiem, na Wirtualnej Polsce się coś czyta. Później na przykład na jakimś innym portalu coś innego. Onet na przykład. Później właśnie oglądamy coś na YouTube'ie. Każdy ma swój przekaz i udowodnij, że to jest prawda – mówili ankietowani z męskiej grupy z Wilanowa.
Dla rozmówców w mediach – podobnie jak wśród polityków – najbardziej liczy się wiarygodność. Z drugiej jednak strony, część badanych celowo szuka afer czy kontrowersji mających potwierdzić ich światopogląd.
Brak zaufania do polityków czy mediów stanowi podglebie trzech głównych problemów. Należą do nich ochrona zdrowia, stosunek do Ukraińców i sytuacja mieszkaniowa. Dla Koalicji Obywatelskiej znajdującej się w wizerunkowym kryzysie nie są to dobre wiadomości. Szczególnie że zdaniem jednego z autorów raportu, Marcina Waszaka, na pierwszy plan wybija się właśnie ochrona zdrowia.
Jakoś nie zauważyłem, żeby po wyborach ktokolwiek się nad naszym losem pochylał, jakieś ankiety, sondy czy cokolwiek… Żeby jakiś polityk przyszedł. Przed wyborami to wszędzie jeżdżą.
Autor badania CBOS: brak dostępu do lekarzy budzi największe emocje
– Zdecydowanie największe emocje budzi system ochrony zdrowia, a dokładniej – brak dostępu do lekarzy specjalistów, długi czas oczekiwania na operacje oraz sytuacja w takich krytycznych obszarach jak psychiatria dziecięca. Należy tu zaznaczyć, że nasze badania fokusowe przeprowadzaliśmy w kwietniu, jeszcze przed medialną aferą w Szpitalu Południowym w Warszawie. Badania realizowaliśmy na terenach potocznie określanych jako „Polska B”, charakteryzujących się niższą frekwencją wyborczą w stosunku do średniej krajowej oraz mniejszą zamożnością mieszkańców. W tych miejscach jakość usług publicznych jest zauważalnie niższa niż na przykład w Warszawie. Dla osób, których nie stać na prywatną opiekę lekarską czy abonamenty medyczne, zdanie się wyłącznie na publiczną ochronę zdrowia jest niezwykle frustrującym doświadczeniem – zauważa Marcin Waszak.
I jak podkreśla, gdy mowa była o ochronie zdrowia, wśród respondentów padały bardzo ostre określenia.
– Respondenci opisywali wręcz historie związane z korupcją i wręczaniem łapówek lekarzom w zamian za przyspieszenie operacji. Uderzał ich potężny kontrast. W ich opinii wysokie zarobki lekarzy zupełnie nie przekładają się na poprawę codziennej sytuacji zdrowotnej pacjentów. Ponadto na ten kryzys w ochronie zdrowia nakłada się kwestia obecności uchodźców z Ukrainy. Badani mają silne poczucie, że Ukraińcy dodatkowo blokują i tak niewydolny już system. Wypowiedzi o tym, że obywatele Ukrainy wpychają się w kolejki medyczne, były powszechne. Potęgowały one frustrację respondentów – zwraca uwagę współautor badania.
Rzeczywiście, temat kolejek do przychodni współwystępuje z narastającą frustracją wobec obywateli Ukrainy.
Walka o lokum
Składałam wniosek o mieszkanie trzykrotnie, mieszkałam na stancji z dziećmi. Nie dostałam mieszkania, bo mój metraż był za duży. Przekroczyłam o 5 metrów metraż. Nie dostałam, raz, drugi, trzeci. No i nie składałam. Kupiłam. Nie składam. Nic i nic, wciąż papiery: „Przekroczyła pani o 5 metrów”, bo wciąż na tym samym mieszkaniu przebywałam. Musiałam specjalnie do klitki iść. A Ukrainiec przyjedzie, jeden, drugi i zaraz dostanie mieszkanie na start.
Autorzy raportu nazwali postawę badanych mianem „szowinizmu socjalnego”. Wielokrotnie pojawiały się postulaty ograniczenia wypłacania świadczeń socjalnych Ukraińcom. Sprzeciw wobec nich bierze się w dużym stopniu z poczucia bycia „obywatelem drugiej kategorii”. W narracjach badanych Polaków dominują postulaty twardej obrony interesu narodowego.
– Składałam wniosek o mieszkanie trzykrotnie, mieszkałam na stancji z dziećmi. Nie dostałam mieszkania, bo mój metraż był za duży. Przekroczyłam o 5 metrów metraż. Nie dostałam raz, drugi, trzeci. No i nie składałam. Kupiłam. Nie składam. Nic i nic, wciąż papiery: „Przekroczyła pani o 5 metrów”, bo wciąż na tym samym mieszkaniu przebywałam. Musiałam specjalnie do klitki iść. A Ukrainiec przyjedzie, jeden, drugi i zaraz dostanie mieszkanie na start – deklarowała jedna z badanych kobiet w Ełku.
Podobne głosy wybrzmiewały też w Warszawie.
– Mam znajomych, którzy nie dostali mieszkania, ale znam Ukrainkę, która dostała mieszkanie – twierdziła jedna z kobiet w Wilanowie.
Rosnąca negatywna emocja społeczna wobec obywateli Ukrainy jest realna i obecna w największych oraz małych ośrodkach.
Badacze CBOS – tak jak podkreśla w rozmowie z XYZ Marcin Waszak – zauważają, że negatywne wyobrażenia badanych na temat Ukraińców wykraczają poza krytykę nierównej dystrybucji publicznych usług, a stanowią wręcz impuls dla przekonań o zachwianiu dotychczasowego porządku społecznego.
Waszak: niezadowolenie z państwa powszechne we wszystkich grupach społecznych
Zdaniem Marcina Waszaka takie emocje są silniejsze wśród badanych z Ełku oraz Chełma. Stanowią podglebie do ich ogólnego negatywnego stosunku do państwa i instytucji.
– W Ełku i Chełmie niezadowolenie wynika przede wszystkim z niewydolności państwa, kulejących usług publicznych, braku dostępu do leczenia i kryzysu mieszkaniowego. Silnie rezonuje tam na przykład przekonanie, że mieszkania socjalne zamiast do Polaków trafiają do Ukraińców. Kwestia uchodźców budzi w mniejszych ośrodkach bardzo dużą niechęć. Badani patrzą na politykę socjalną jak na grę o sumie zerowej. Jeśli Ukraińcy otrzymają transfery socjalne, to dla obywateli polskich tych pieniędzy po prostu zabraknie. Mają poczucie, że polskie państwo wręcz faworyzuje migrantów w dostępie do świadczeń, czyniąc ich grupą uprzywilejowaną – mówi Marcin Waszak.
Niezależnie od tego, czy uczestnicy pochodzili z Wilanowa, czy z Ełku, postrzegają polityków jako wyalienowaną kastę, odciętą od społeczeństwa. Uważają, że politycy idą po władzę wyłącznie dla pieniędzy i własnego interesu.
Co istotne, niezadowolenie społeczne badacze odnotowali także wśród badanych z warszawskiego Wilanowa, gdzie w wyborach sprzed trzech lat padła najwyższa frekwencja w kraju.
– Zakładaliśmy, że satysfakcja z obecnej sytuacji politycznej będzie tam diametralnie różna w stosunku do badanych z Chełma i Ełku. Tymczasem spotkało nas kolejne zaskoczenie: poziom niezadowolenia i frustracji obecną sytuacją polityczną okazał się we wszystkich grupach bardzo podobny. Niezależnie od tego, czy uczestnicy pochodzili z Wilanowa, czy z Ełku, postrzegają polityków jako wyalienowaną kastę, odciętą od społeczeństwa. Uważają, że politycy idą po władzę wyłącznie dla pieniędzy i własnego interesu, co czyni ich niegodnymi zaufania. Określenia polityki mianem „cyrku” czy świata zakłamanych ludzi były wspólne dla wszystkich badanych – podkreśla Marcin Waszak.
Warszawiaków boli zabetonowanie sceny politycznej
Głównym źródłem frustracji badanych z mniejszych ośrodków były m.in. brak dostępu do leczenia czy kulejące usługi publiczne. W warszawskim Wilanowie donośniejsze były frustracje z powodu zabetonowania sceny politycznej.
– Słaba jakość publicznej służby zdrowia nie stanowiła w Wilanowie punktu zapalnego. Badani z tej grupy uznają, że każdy może wykupić dostęp do leczenia prywatnego. Nie odnotowaliśmy również silnej niechęci wobec uchodźców czy narzekań na problemy mieszkaniowe. Główną przyczyną frustracji respondentów z Warszawy jest poczucie zablokowania sceny politycznej i braku szans na nowe otwarcie. W Wilanowie dominowały wątki suwerennościowe, dotyczące polityki zagranicznej oraz konieczności lepszej obrony interesów narodowych na arenie międzynarodowej – na przykład interesów polskich rolników w kontekście umowy z Mercosur. Podczas gdy tamtejsi badani zarzucali politykom brak troski o polską rację stanu, w Ełku i Chełmie krytyka wynikała z ignorowania przez polityków problemów życia codziennego, które badanych dotykają osobiście – mówi Marcin Waszak z CBOS.
Tęsknota za prawdziwymi liderami politycznymi
Co zatem oznaczają dla rodzimej sceny politycznej wyniki obszernego badania? Badani artykułowali wprost potrzebę powstania nowej formacji politycznej na gruzach starego porządku. Wśród głównych cech pożądanych w potencjalnej nowej partii politycznej jest bliskość wobec ludzi i konsultowanie z nimi pomysłów i decyzji. Wzorem – zdaniem badanych – mógłby być… Andrzej Lepper.
Oczywiście respondenci wspominają pozytywnie również innych decydentów, ale zazwyczaj dotyczy to ich konkretnego, twardego dorobku. Wskazywano na Liroya w kontekście legalizacji medycznej marihuany czy Lecha Kaczyńskiego za doprowadzenie do budowy Muzeum Powstania Warszawskiego. Niemniej jednak po Andrzeju Lepperze zabrakło polityka, który w tak bezpośredni sposób potrafiłby przemówić do osób czujących się systemowo wykluczonymi.
– Andrzej Lepper to postać, która zdecydowanie wyróżniała się w naszych fokusach i budziła u badanych skrajnie pozytywne skojarzenia. Co uderzające, nawet lata rządów Prawa i Sprawiedliwości – wraz z wprowadzeniem programu 500+ i szeroką pomocą kierowaną do uboższych – nie utrwaliły się w pamięci badanych w tak dobrym świetle. W wypowiedziach respondentów nie dostrzegliśmy głębokiego sentymentu czy wdzięczności wobec tej partii za politykę socjalną. Często i chętnie wracano natomiast do lat dwutysięcznych i okresu największej popularności lidera Samoobrony – zauważa Marcin Waszak.
I jak podkreśla, z badań CBOS jasno wynika, że w oczach badanych po śmierci Leppera żaden polityk podobnego formatu się już nie objawił.
– Oczywiście respondenci wspominają pozytywnie również innych decydentów, ale zazwyczaj dotyczy to ich konkretnego, twardego dorobku. Wskazywano na Liroya w kontekście legalizacji medycznej marihuany czy Lecha Kaczyńskiego za doprowadzenie do budowy Muzeum Powstania Warszawskiego. Niemniej jednak po Andrzeju Lepperze zabrakło polityka, który w tak bezpośredni sposób potrafiłby przemówić do osób czujących się systemowo wykluczonymi. Dziś ankietowani patrzą na klasę polityczną jako na jednolitą, wyalienowaną elitę, zainteresowaną wyłącznie konsumowaniem przywilejów władzy, a głuchą na problemy i głos samego społeczeństwa – podsumowuje współautor badania.
Główne wnioski
- Jakościowe badanie CBOS ukazuje, że Polacy dostrzegają ogromną i stale powiększającą się przepaść między obywatelami a elitami politycznymi. Politycy są postrzegani jako zamknięta kasta skupiona wyłącznie na własnych interesach finansowych. Zwykli obywatele czują się zapomniani i sprowadzani jedynie do roli narzędzi w trakcie kampanii wyborczych.
- Brak zaufania do instytucji państwowych wynika bezpośrednio z niewydolności usług publicznych oraz kryzysu mieszkaniowego. Problem ten jest szczególnie widoczny w mniejszych ośrodkach, gdzie obywatele zmagają się z utrudnionym dostępem do leczenia. Sytuację pogarsza narastająca niechęć do uchodźców z Ukrainy oskarżanych o odbieranie Polakom ograniczonych świadczeń socjalnych.
- Wnioski dla klasy politycznej są pesymistyczne. Rozczarowanie obecną sytuacją polityczną obejmuje zarówno mieszkańców mniejszych miejscowości, jak i zamożniejszych dzielnic wielkich miast. Jak zauważa współautor badania Marcin Waszak, społeczeństwo oczekuje powstania zupełnie nowej formacji stawiającej na bliski kontakt z wyborcami. Wzorem takiego zaangażowania stał się dla wielu ankietowanych Andrzej Lepper jako polityk potrafiący dotrzeć do osób systemowo wykluczonych.
