Kategorie artykułu: Polityka Świat

Prof. Bogdan Góralczyk: Nowy rząd na Węgrzech odwraca system Viktora Orbána

Węgierski rząd korzysta z kwalifikowanej większości w parlamencie, by głęboko zmieniać konstytucję, instytucje państwa, media i gospodarkę. Péter Magyar zapowiada odejście od „demokracji nieliberalnej”, ale tempo i skala reform już wywołują spory.

Péter Magyar
Nowy premier Péter Magyar chce odciąć się od epoki swojego poprzednika. Przeniósł siedzibę premiera i na dłuższy czas otworzył dla zwiedzających klasztor Karmelitów, który każdy będzie mógł odwiedzić bezpłatnie. Fot. Janos Kummer/Getty Images

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Dlaczego nowy węgierski rząd może przeprowadzać głębokie zmiany ustrojowe sprawniej niż rząd w Polsce po ostatnich wyborach.
  2. Czy nowelizacje konstytucji mogą doprowadzić do odejścia od „demokracji nieliberalnej” i przywrócenia systemu równowagi oraz kontroli władz.
  3. Jak daleko premier Péter Magyar zamierza posunąć się w przebudowie systemu instytucjonalnego, medialnego i gospodarczego Węgier.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Ten dzień Węgrzy zapamiętają na długo, ponieważ nigdy wcześniej nie doświadczyli niczego podobnego. 7 lipca o godz. 16 węgierska telewizja publiczna MTV1 oraz radio Kossuth – przez 16 lat główne tuby propagandowe systemu Orbána – przestały nadawać. Na ekranach telewizorów pojawiła się czarna plansza z komunikatem: „Media publiczne nie mogą kłamać. Przepraszamy za to, że przez lata to robiliśmy”.

Dopiero o godz. 19.56 – co stanowiło oczywiste nawiązanie do rewolucji z 1956 r. – wyemitowano film „ŚwiadekPétera Bacsó. To bodaj najlepsza tragikomedia poświęcona stalinizmowi, a właściwie jego węgierskiej odmianie z czasów dyktatury Mátyása Rákosiego. Wiele pochodzących z niej powiedzeń weszło do węgierskiego języka potocznego. Radio najpierw nadawało muzykę poważną, a następnie przełączyło się na sąsiednią częstotliwość rozgłośni Bartók, również mającej przede wszystkim profil muzyczny. Wszystkie programy informacyjne zawieszono natomiast na czas nieokreślony, „do czasu późniejszych ustaleń”.

Siedemnasta nowelizacja

Te spektakularne i niespotykane wydarzenia w mediach, którym towarzyszyły masowe zwolnienia znanych dotychczas dziennikarzy – niektórych wyprowadzano z budynków w asyście ochrony – przesłoniły równie ważną, prawie 10-godzinną debatę parlamentarną, która rozpoczęła się dzień wcześniej i przeciągnęła do późnej nocy. Obradowano nad przedstawionymi w sobotę 4 lipca propozycjami premiera Pétera Magyara. Te dotyczyły głębokiej nowelizacji konstytucji w ramach tzw. siedemnastej poprawki, sygnowanej przez minister sprawiedliwości, znaną profesorkę prawa Mártę Görög.

Mówi się o „poprawce” czy nowelizacji, choć w istocie chodzi o rzeczywistą zmianę ustrojową. Program składający się z 12 postulatów zapowiada prawdziwe trzęsienie ziemi w sposobie funkcjonowania państwa. Premier Magyar, niesiony falą ogromnego zwycięstwa z 12 kwietnia i dysponujący kwalifikowaną większością konstytucyjną w parlamencie, już wcześniej – m.in. w przemówieniu inauguracyjnym – wielokrotnie wzywał najwyższych rangą urzędników i sędziów, począwszy od prezydenta, do ustąpienia przed końcem maja.

Ponieważ do tego nie doszło, Magyar wskazał kolejną datę i zapowiedział, że do przypadającego 20 sierpnia święta narodowego św. Stefana: „Będziemy już mieli nowe władze w państwie”. Podczas posiedzenia i głosowania 13 lipca parlament rozpoczął realizację tej zapowiedzi, przyjmując wspomniane 12 punktów.

Uparty prezydent

Wśród nich znajdują się m.in. postulat ustąpienia prezydenta Tamása Sulyoka, którego premier wielokrotnie nazywał „marionetką w rękach Orbána”, oraz odsunięcia szefa Kurii, czyli Sądu Najwyższego, Andrása Zs. Vargi. Procedurę dotyczącą tego ostatniego również wszczęto podczas głosowania. Do tego dochodzi ograniczenie wieku sprawowania urzędu w organach sądowniczych i wymiaru sprawiedliwości do 70 lat. Rozwiązanie to umożliwiłoby odwołanie innego „ulubieńca Orbána” – prezesa Trybunału Konstytucyjnego Pétera Polta – oraz pięciu spośród 15 członków tego organu, co już wywołuje spory.

Ponadto przegłosowano zwiększenie zakresu kompetencji Trybunału Konstytucyjnego, mocno ograniczonych w systemie Orbána. Uchwalono przyznanie sędziom i prawnikom większej niezależności oraz zmniejszenie liczby tzw. ustaw okołokonstytucyjnych, czyli kardynalnych (sarkalatos törvények). Za ich pomocą poprzedni system próbował utrwalić swoje rozwiązania na dziesięciolecia – jak pokazały ostatnie wybory, nieskutecznie.

Obok postulatu odwołania prezydenta największe emocje budzi propozycja ograniczenia liczby kadencji parlamentarnych do trzech, czyli łącznie 12 lat. Partie opozycyjne – Fidesz oraz Chrześcijańsko-Demokratyczna Partia Ludowa (KDNP) – wyliczyły, że po przyjęciu takiego rozwiązania w kolejnych wyborach nie mogłoby wystartować niemal dwie trzecie obecnych posłów Fideszu oraz trzy czwarte parlamentarzystów KDNP. Dlatego w geście protestu nie pojawili się na sali obrad. Dokładnie w chwili rozpoczęcia debaty parlamentarnej zebrali się na korytarzu parlamentu i oskarżyli premiera Magyara o „jednoosobowe rządy”. Oświadczyli również, że nie chcą uczestniczyć w jego „pokazie filmowym”.

Prowadzący spotkanie, Gergely Gulyás, szef największej frakcji opozycyjnej – Fideszu – i były rzecznik rządu Orbána, zrezygnował jednak ze stanowiska przewodniczącego klubu. Wyjaśnił, że sam należy do osób, których dotyczyłoby ograniczenie czasu zasiadania w parlamencie do 12 lat. Poprosił, aby funkcję objął ktoś młodszy. Pojawiają się jednak spekulacje, że decyzja może mieć związek z jego dawnymi, bliskimi relacjami z Magyarem, który również wywodzi się z Fideszu.

Tymczasem prezydent Sulyok, w chwili rozpoczęcia obrad przez parlament, zamieścił na Facebooku wpis, w którym zarzucił rządzącym „fałsz” oraz „wprowadzanie opinii publicznej w błąd”. Premier natychmiast odpowiedział mu z mównicy parlamentarnej, wzywając prezydenta do przybycia do gmachu parlamentu. Na zakończenie raz jeszcze zapewnił, że „w ciągu kilku tygodni Węgry będą miały nowego prezydenta”, a „w listopadzie rozpocznie się debata nad nową konstytucją”.

Wojna z korupcją

Wśród 12 punktów, zdominowanych przez zmiany instytucjonalne oraz dotyczące funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości, wprowadzanych pod hasłem „powrotu do państwa prawa”, znalazły się również – choć w mniejszości – rozwiązania dotyczące gospodarki. Najważniejsze z nich to nie do końca precyzyjnie sformułowana „ochrona pieniędzy publicznych”. Zapis jest niejasny, ale nietrudno dostrzec, że chodzi o zwalczanie korupcji, która stała się jednym z symboli poprzedniego systemu. Jednym z najważniejszych narzędzi służących realizacji tego celu ma być powołanie specjalnego Urzędu ds. Odzyskiwania i Ochrony Majątku.

Obszerną analizę tych postulatów i rozwiązań przygotowała węgierska sekcja Komitetu Helsińskiego, która opublikowała dokument i przekazała go rządowi. Zwróciła uwagę na wiele szczegółowych kwestii prawnych oraz odwołała się do ustaleń Komisji Weneckiej, zajmującej się m.in. przejrzystością systemów prawnych państw. O opinię do Komisji Weneckiej zwrócił się również prezydent Sulyok, broniąc swojego stanowiska. Jednak organ zapowiedział wydanie opinii dopiero w październiku.

Autorzy analizy wskazali na niektóre mankamenty siedemnastej poprawki. Przede wszystkim na niezwykle krótki, w praktyce niemal nieistniejący, czas przeznaczony na konsultacje społeczne. W przypadku powołania nowego urzędu, wyposażonego w szerokie kompetencje dotyczące majątku, podnieśli również wątpliwości dotyczące skuteczności nadzoru nad jego działalnością. Ogólnie jednak pozytywnie ocenili proponowane rozwiązania, włącznie z możliwością odwołania prezydenta.

Czy państwu grozi przepychanka?

We wpisie opublikowanym w dniu obrad parlamentu, 13 lipca, Tamás Sulyok po raz kolejny stwierdził, że jego odsunięcie oznaczałoby „złamanie konstytucji”. Dlatego zwolennicy poprzednio rządzącego Fideszu 9 lipca zorganizowali pod jego siedzibą na Wzgórzu Zamkowym w Budzie demonstrację poparcia. Viktor Orbán, mimo wcześniejszych zapowiedzi, nie pojawił się na wiecu. Nie przyjechał również do Warszawy, gdzie 10 lipca miał spotkać się z Jarosławem Kaczyńskim. Zamiast tego udał się do USA na półfinały i finał mundialu. Pojawiły się nawet pytania, czy wróci do kraju.

W jego zastępstwie na wiecu przemawiał były prezydent János Áder, znacznie słabszy mówca niż Orbán. Nie porwał tłumu ani nie wzbudził entuzjazmu. Jedną z przyczyn może być również gwałtowny spadek notowań Fideszu. Osiągnęły one poziom nienotowany od początków jego wieloletniej obecności w węgierskim systemie politycznym, tj. od lat 90. XX w.

Budząca największe emocje polityczne, społeczne i medialne kwestia odwołania urzędującego prezydenta z pewnością będzie miała dalsze konsekwencje. Trzeba przy tym pamiętać, że dawne programy informacyjne nadal nie są nadawane, a nowych jeszcze nie uruchomiono. Zdecydowany i bezkompromisowy premier Magyar podczas debaty parlamentarnej po raz kolejny wezwał prezydenta do ustąpienia. Co więcej, dał mu tylko pięć dni na podpisanie uchwalonych zmian, obejmujących m.in. rozwiązania prowadzące do jego własnej dymisji. Co jednak się stanie, jeśli prezydent nie podpisze całego pakietu, wymagającego jednego podpisu?

Na taką ewentualność premier Magyar wskazał na obowiązujące procedury. Zgodnie z nimi przyjętą nowelizację miałaby podpisać przewodnicząca parlamentu, a wobec opornego prezydenta wszczęto by procedurę „przymusowego odsunięcia z urzędu”. Jak miałaby ona wyglądać? Tego nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że zgodnie z dotychczasowymi przepisami konstytucyjnymi tak poważna zmiana ustrojowa, jak odwołanie prezydenta, wymaga nie tylko większości konstytucyjnej w parlamencie, którą dysponuje partia Tisza, lecz także podpisu prezesa Trybunału Konstytucyjnego, czyli Pétera Polta. On również, na mocy siedemnastej poprawki, miałby ustąpić ze stanowiska.

Co zatem stanie się bez podpisu prezydenta? Czy dojdzie jedynie do proceduralnych sporów, czy także do ulicznych starć, skoro społeczeństwo jest już głęboko spolaryzowane?

Trudne dalsze wybory

Wygląda na to, że Węgry czekają gorące dni, a być może również tygodnie i miesiące. Na razie wiadomo jedynie, że ustępującego prezydenta Sulyoka z mocy prawa tymczasowo zastąpi przewodnicząca parlamentu Ágnes Forsthoffer, wywodząca się z Tiszy. Nowego kandydata dotąd nie wskazano i nawet o nim się nie mówi. Péter Magyar zasugerował natomiast, że prezydent powinien być wybierany w wyborach powszechnych, a nie – jak dotychczas – przez parlament.

Docelowo, o czym mówi się coraz głośniej, kraj ma zmierzać do uchwalenia nowej konstytucji, a tym samym odrzucenia ustawy zasadniczej przyjętej w czasach Orbána, obowiązującej od 1 stycznia 2012 r. Oznaczałoby to pełną zmianę systemową.

Szefowa węgierskiej dyplomacji, Anita Orbán, stwierdziła ostatnio, że „Węgry wracają do Europy”. Potwierdziła tym samym gotowość władz do ścisłej współpracy z instytucjami unijnymi oraz podporządkowania się regulacjom i standardom UE, które rząd Viktora Orbána wielokrotnie naruszał. Takie podejście jest konieczne z jednego podstawowego powodu – stanowi warunek sine qua non uzyskania ok. 16 mld euro unijnych funduszy, zamrożonych wcześniej z powodu naruszania zasad praworządności.

Walka o unijne pieniądze

Opozycja również teraz głośno przekonuje, że łamane są zasady prawa. Spór ten zapewne jeszcze długo będzie obecny na Węgrzech. Wiele – być może najwięcej – zależeć będzie od skuteczności decyzji obecnych władz i sposobu wdrażania zmian. W przypadku spodziewanych, oczekiwanych, a ze względu na bardzo zły stan gospodarki wręcz niezbędnych unijnych funduszy trzeba bowiem działać niemal natychmiast. Jeśli chodzi o pieniądze z funduszy pocovidowych, zegar tyka coraz szybciej. Trzeba o nie wystąpić do końca sierpnia, a przynajmniej wstępnie wykorzystać je do końca tego roku.

Jak zrobić to skutecznie, skoro jednocześnie dokonuje się – jak widzimy, nie bez poważnych kontrowersji – głębokiej zmiany systemowej? Jak w takich okolicznościach zapewnić obywatelom wyczekiwaną poprawę warunków życia, za którą przecież głosowali wiosną tego roku? Nie ma też wątpliwości, że Viktor Orbán i jego coraz bardziej zagrożeni politycznie współpracownicy tylko czekają na każde potknięcie nowych władz. Czy odsuwanie ważnych urzędników i sędziów stanie się dla nich odpowiednim paliwem politycznym? Tego jeszcze nie wiadomo.

Jak przy każdych głębokich zmianach systemowych, Węgry stały się dziś państwem niezwykle interesującym, ale zarazem nie w pełni stabilnym. Pytań o ich przyszłość – zarówno wewnętrzną, jak i międzynarodową – jest bardzo wiele. Dlatego ten eksperyment polityczny trzeba uważnie obserwować.

Główne wnioski

  1. Węgierski rząd – w przeciwieństwie do polskiego po ostatnich wyborach – dysponuje kwalifikowaną większością w parlamencie i zdecydowanie z niej korzysta.
  2. Obecne, głębokie nowelizacje konstytucji mogą docelowo doprowadzić do pełnej zmiany porządku ustrojowego – od wprowadzanej od 2010 r. Orbanowskiej „demokracji nieliberalnej” w kierunku obowiązującego w UE systemu równowagi i kontroli władz. Już jednak widać, że proces ten nie odbędzie się bez poważnych kontrowersji i sporów.
  3. Obecny premier Péter Magyar jest równie wyrazisty jak jego poprzednik. Nie przebiera w słowach ani środkach i zdecydowanie przebudowuje system instytucjonalny, medialny oraz gospodarczy kraju. Nie wiadomo jednak, gdzie wyznaczy granicę tych zmian. Sytuacja na Węgrzech po ostatnich wyborach wyraźnie różni się od polskiej, ale skala i długofalowe skutki tamtejszej przebudowy systemowej pozostają niepewne.