Kategorie artykułu: Biznes Newsy

Brakuje setek tysięcy kierowców. Branża: rząd blokuje dopływ nowych pracowników

Branża transportowa i logistyczna mierzy się z coraz większym niedoborem kierowców zawodowych. W całej Europie może brakować ich już kilkuset tysięcy. Tymczasem rząd przerwał prace nad wpisaniem kierowców na listę zawodów deficytowych. Przedstawiciele branży ostrzegają, że pogłębiający się kryzys zagraża całej gospodarce.

Samochody ciężarowe
Według szacunków w Polsce może brakować kilkadziesiąt tysięcy kierowców. Fot. orinoco-art, GettyImages

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Dlaczego przewoźnicy nadal mierzą się z rekordowym deficytem kierowców.
  2. Jak brak pracowników wpływa na koszty przewozów i ceny usług.
  3. Jakie rozwiązania proponują firmy transportowe i co odpowiada na to rząd.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Kryzys w branży transportowej narasta. Tylko w 2025 r. z rynku zniknęło ponad 1300 polskich firm z sektora transportu międzynarodowego. Jeszcze gorzej rozpoczął się rok 2026 – w pierwszym kwartale zanotowano więcej niż 1200 upadłości, wynika z raportu „Sektor transportu wobec presji kosztowej i dekarbonizacji” autorstwa Polskiego Instytutu Ekonomicznego. To rekordowa liczba upadłości.

Podstawowym problemem firm pozostaje jednak brak wykwalifikowanych kierowców.

– Zamykają się przede wszystkim małe firmy, które formalnie mają właściciela, ale w praktyce są w dużym stopniu uzależnione od kierowców – komentuje dla portalu XYZ Piotr Magdziak, współzałożyciel i prokurent w firmie Magtrans.

Problem braku profesjonalnych kierowców na rynku był wielokrotnie podnoszony przez przedstawicieli branży. Podkreślali oni, że zaraz obok wysokich cen paliw, brak kierowców jest jedną z największych zmor transportu. To nie tylko problem małych firm, ale także logistycznych gigantów.

– Najważniejszym elementem, o którym warto rozmawiać, jest system przewozów drobnicowych. Polega on na tym, że w jednym samochodzie łączymy wiele przesyłek, pochodzących od różnych klientów. To regularny sposób obsługi, który pozwala nam dobrze planować liczbę potrzebnych środków transportu – opowiadał w rozmowie z XYZ Filip Czerwiński, członek zarządu DSV Road.

Zwracał również uwagę na konieczność zachęcenia młodych kierowców do wejścia na rynek.

– Musimy pokazywać, że jesteśmy atrakcyjnym miejscem pracy dla kierowców, które pozwala na stabilny, dobry zarobek – dodał przedstawiciel DSV Road.

Problem potwierdzali także eksperci.

– Niedobory kierowców są ogromne i wcale nie wynikają z tego, że jest to zawód słabo płatny, bo nie jest. Największe niedobory występują w transporcie unijnym, czyli tam, gdzie zachodzi konieczność wyjazdu na dłużej niż kilka dni – trudno znaleźć gotowe na to osoby – mówił Marek Tarczyński, przewodniczący Rady Polskiej Izby Spedycji i Logistyki.

Kierowcy rezygnują, nowi nie przychodzą

Jak mówi Piotr Magdziak, rynek transportowy jest stabilny, jednak nie wynika to ze wzrostu wolumenów po stronie klientów, a ze spadku liczby firm transportowych. Wraz z problemem braku kierowców, tworzy to specyficzny miks. Normą są przestoje 20 proc. floty, z kolei przychody muszą być generowane przez pozostałe 80 proc. Po to, aby pokryć koszty pojazdów, które nie pracują.

– W ten sposób nakręca się spirala wzrostu cen. Stawki frachtowe rosną, a w konsekwencji wpływa to również na ceny towarów. Nie jest to jednak efekt większego popytu czy wzrostu wolumenów, ale ograniczonej dostępności przewoźników i kierowców. Dlatego przewoźnicy nie odczuwają obecnie rynku jako szczególnie słabego, ponieważ rekompensują sobie trudniejszą sytuację wzrostem stawek u klientów – mówi Piotr Magdziak.

Szacuje się, że w całej Europie deficyt kierowców może sięgać nawet 200 tys., zaś w Polsce – kilkadziesiąt tysięcy osób. Kierowcy odchodzą, a nowi, którzy mogliby ich zastąpić – nie pojawiają się. To efekt kilku nakładających się na siebie zjawisk: odejścia starszych kierowców na emerytury, powrót pracowników ze Wschodu na Ukrainę, przyczyny zdrowotne.

W efekcie, firmy transportowe coraz częściej konkurują nie tylko o klientów – ale przede wszystkim o pracowników. Około 40 proc. z nich to obcokrajowcy.

Jak wynika z danych Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego (GITD), liczba ważnych świadectw kierowców z zagranicy maleje z roku na rok. Podczas gdy na koniec 2023 r. było ich prawie 162,5 tys., dwa lata później liczba ta wynosiła 146,5 tys. Oznacza to spadek o niemal 10 proc. Największy dotyczył pracowników z Ukrainy, którzy stanowią największy odsetek wśród zagranicznych kierowców – ich liczba zmalała w zaledwie dwa lata o 19 proc. (z 89 tys. do 72 tys.).

Rząd głuchy na apele branży

Problem systemowy tkwi w szybkości wydawania zezwoleń na prowadzenie pojazdów, na które wielu pracowników oczekuje miesiącami. Jednocześnie rząd wstrzymał właśnie prace nad wpisaniem zawodu kierowcy na listę zawodów deficytowych, co mogłoby ułatwić sprawę i przyczynić się do niemal natychmiastowego wydawania zezwoleń. Jako powód w piśmie do Związku Pracodawców „Transport i Logistyka Polska” miał podać wzrost stopy bezrobocia.

– Transport drogowy odpowiada za sprawne funkcjonowanie łańcuchów dostaw, a polscy przewoźnicy od lat są liderami europejskiego rynku. Bez dostępu do pracowników nie będziemy w stanie utrzymać tej pozycji. To nie jest problem wyłącznie naszej branży – to zagrożenie dla całej gospodarki – apeluje Maciej Wroński, prezes Związku Pracodawców „Transport i Logistyka Polska”.

Organizacja wskazuje, że argument rządu o wzroście bezrobocia „nie odzwierciedla sytuacji w zawodzie kierowcy”. Poprosiliśmy o komentarz i rozwinięcie tematu Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej – jednak do momentu publikacji tego tekstu nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

W związku z inercją resortu, z początkiem lipca branża skierowała w tej sprawie pismo do premiera Donalda Tuska. Zauważa, że „proponowane rozporządzenie nie obniża wymagań wobec cudzoziemców, ani nie zwiększa obciążeń administracyjnych”, a chce jedynie sprawić, aby zawód kierowcy traktowany był priorytetowo. Z argumentami rządu nie zgadza się również Piotr Magdziak.

– Nie znam firmy transportowej, która nie chciałaby dziś zatrudnić kierowców. Nie znam również kierowców, którzy pozostają bez pracy i nie mogą znaleźć zatrudnienia – wskazuje.

Nie znam firmy transportowej, która nie chciałaby dziś zatrudnić kierowców. Nie znam również kierowców, którzy pozostają bez pracy i nie mogą znaleźć zatrudnienia.

Jak dodaje, jego firma wydaje rocznie setki tysięcy złotych na wyjazdy przedstawicieli do różnych krajów, w celu osobistej weryfikacji kandydatów. Często jednak bezowocnie.

– Niestety bardzo często, zanim uda się uzyskać zezwolenie, otrzymujemy informację, że kandydat nie jest już zainteresowany przyjazdem lub otrzymał zezwolenie z np. innego kraju (np. Litwa, Słowenia czy Cypr). Ponadto koszt jednego zezwolenia wynosi obecnie 400 zł, co również jest zmianą z ostatniego okresu – podkreśla Piotr Magdziak.

Problemy z wizami i stałym pobytem

Osobnym problemem jest dostęp do wiz. Jak wskazuje rozmówca, dostęp do terminów jest mocno ograniczony, a kandydaci płacą nieuczciwym pośrednikom nawet kilka tysięcy euro za samo umówienie wizyty. Rozwiązaniem mogłoby być zatem przyznanie certyfikowanym firmom puli terminów wizowych dla zweryfikowanych pracowników.

Pomysł poparli najwięksi pracodawcy w Polsce, ale nie został on wdrożony, ponieważ uznano, że mogłoby tworzyć nierówność wobec mniejszych podmiotów – mówi Piotr Magdziak.

Firmy zwracają również uwagę na przewlekłe procedury wydawania kart pobytu. W przypadku kierowców oznacza to brak możliwości wykonywania przewozów międzynarodowych po wygaśnięciu wizy, co utrudnia planowanie zatrudnienia.

– Kierowca bez karty pobytu, a z wizą po terminie nie może wyjechać za granicę (może pracować w Polsce). Więc to powoduje, że beneficjentem tego stanu rzeczy są firmy zatrudniające nielegalnie np. Hindusów, np. budowlane i to dosyć duże, zatrudniające powyżej 1 tys. pracowników – dodaje nasz rozmówca.

Branża wskazuje, że obecny system sprzyja wyścigowi po dokumenty. Kandydaci składają wnioski w kilku województwach lub krajach jednocześnie, wybierając ścieżkę, która pozwoli im najszybciej uzyskać wizę. W efekcie Polska bywa traktowana jako punkt wejścia do Europy, a niekoniecznie jako docelowy rynek pracy.

– Tak naprawdę nasza sytuacja – jako polskich przewoźników – to woda na młyn np. Rumunii. Zajmuje ona miejsce polskich firm. Brak tego działania to sabotaż albo głupota – dosadnie podsumowuje Piotr Magdziak.

Główne wnioski

  1. Niedobór kierowców pozostaje jednym z największych problemów polskiego transportu.
    Deficyt pracowników sprawia, że część przewoźników ma niewykorzystaną flotę, a koszty utrzymania niepracujących pojazdów muszą pokrywać pozostałe auta. Zdaniem branży ograniczona dostępność kierowców wpływa również na wzrost stawek frachtowych.
  2. Liczba zagranicznych kierowców w Polsce spada, a firmy mają problem z pozyskaniem nowych pracowników. Według danych GITD liczba ważnych świadectw kierowców dla cudzoziemców zmniejszyła się z ok. 162,5 tys. w 2023 r. do 146,5 tys. w 2025 r. Największy spadek dotyczył kierowców z Ukrainy, których liczba zmalała o 19 proc.
  3. Przewoźnicy wskazują, że bariery administracyjne utrudniają konkurencję o pracowników z innymi krajami UE. Branża krytykuje długi czas oczekiwania na zezwolenia, problemy z wizami i kartami pobytu. Zdaniem firm obecny system sprawia, że część kandydatów wybiera nie polskiego pracodawcę, który prowadził rekrutację, ale kraj, w którym szybciej można uzyskać dokumenty.