Kategorie artykułu: Polityka Świat

Islandia znów rozważa wejście do UE. Trump i Rosja zmieniają nastroje na wyspie

29 sierpnia Islandczycy zdecydują, czy wznowić negocjacje z UE. Do powrotu do rozmów skłaniają ich napięcia w Arktyce, nieprzewidywalna polityka USA oraz groźby Donalda Trumpa wobec Grenlandii.

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Dlaczego bezpieczeństwo, a nie gospodarka, stało się głównym argumentem za powrotem Islandii do rozmów z UE.
  2. Jak rybołówstwo, będące fundamentem islandzkiej gospodarki i tożsamości, blokuje drogę do Brukseli.
  3. Kto popiera akcesję, kto jest jej przeciwny i co pokazują sondaże przed referendum.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Islandia złożyła wniosek o członkostwo w UE w 2009 r., po globalnym kryzysie finansowym, który mocno uderzył w gospodarkę wyspy. Upadek trzech największych islandzkich banków w ciągu jednego tygodnia w październiku 2008 r. zmienił sposób, w jaki Islandczycy myśleli o bezpieczeństwie ekonomicznym.

Negocjacje prowadzone w latach 2010-2013 doprowadziły do zamknięcia 11 z 33 rozdziałów. Proces zawieszono jednak po dojściu do władzy eurosceptycznego rządu Partii Niepodległości i Partii Postępowej. W 2015 r. Islandia ostatecznie wycofała się z rozmów. Przez kolejną dekadę temat członkostwa pozostawał politycznie zamrożony.

Przyspieszenie debaty i przesunięcie referendum z 2027 na sierpień 2026 r. jest bezpośrednim skutkiem zmian geopolitycznych. Premierka Kristrún Frostadóttir przyznała, że kryzys wokół Grenlandii uderzył w czuły punkt Islandczyków. Minister spraw zagranicznych Þorgerður Katrín Gunnarsdóttir podkreśliła z kolei, że porządek międzynarodowy, który przez dekady stanowił podstawę bezpieczeństwa i dobrobytu Islandii, znalazł się pod silną presją.

To właśnie dlatego temat UE wrócił na islandzką agendę nie jako kwestia gospodarcza, lecz jako strategiczna.

Dlaczego Islandia wraca do stołu negocjacyjnego?

Islandia jest jedynym członkiem NATO, który nie ma własnej armii. Jej bezpieczeństwo opiera się na Sojuszu Północnoatlantyckim oraz dwustronnej umowie obronnej ze Stanami Zjednoczonymi z 1951 r. Gwarantuje ona amerykańską obecność wojskową w bazie w Keflaviku.

Przez dziesięciolecia Islandię określano mianem niezatapialnego lotniskowca Ameryki. Groźby Donalda Trumpa dotyczące przejęcia Grenlandii oraz rosnąca nieprzewidywalność polityki Waszyngtonu jednak podważyły przekonanie o trwałości amerykańskich gwarancji.

Kwestia Grenlandii ma dla Islandii szczególne znaczenie. Dania, formalnie odpowiedzialna za politykę zagraniczną i obronną wyspy, ma ograniczone możliwości przeciwstawienia się naciskom ze strony USA. Dla Islandczyków to sygnał, że nawet członkostwo w NATO nie chroni sojuszników przed presją ze strony Waszyngtonu.

Islandia, oddalona od Grenlandii o kilkaset kilometrów, zaczęła więc zadawać sobie pytanie, czy jej własna pozycja nie jest równie krucha.

– Ludzie czują, że mogą zostać zmuszeni do wyboru jednej ze stron. Przez dziesięciolecia mogliśmy udawać, że jesteśmy gdzieś pomiędzy Europą a Ameryką i mamy luksus wyboru. Dzisiaj ten luksus znika. Groźby Trumpa wobec Grenlandii i jego stosunek do sojuszników sprawiły, że Islandczycy zaczęli pytać, czy nadal możemy polegać na Stanach Zjednoczonych jako na głównym gwarancie bezpieczeństwa. Unia Europejska nie jest NATO, ale oferuje przewidywalność, instytucje i poczucie, że jesteśmy częścią czegoś większego. To nie jest kalkulacja ekonomiczna. To pytanie egzystencjalne – powiedział w rozmowie z XYZ Eirikur Bergmann, profesor politologii na Uniwersytecie Bifröst.

Dodatkowe gwarancje?

Unia Europejska jest coraz częściej postrzegana nie jako substytut NATO, lecz jako jego polityczne i strategiczne uzupełnienie. W marcu 2026 r. UE i Islandia podpisały partnerstwo obronne przewidujące wymianę informacji wywiadowczych, wspólne ćwiczenia oraz współpracę w zakresie bezpieczeństwa morskiego i cyberbezpieczeństwa.

Podczas Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa w 2026 r. przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen podkreśliła znaczenie art. 42 ust. 7 Traktatu o Unii Europejskiej, czyli klauzuli wzajemnej pomocy. Był to sygnał, że UE chce wzmacniać własną zdolność do działania w obszarze bezpieczeństwa.

Dla Islandii członkostwo oznaczałoby automatyczne objęcie tą klauzulą, a więc dodatkową gwarancję niezależną od zmian w amerykańskiej polityce. To właśnie ten argument odgrywa dziś najważniejszą rolę w debacie.

Zwolennicy akcesji podkreślają, że w świecie, w którym Rosja prowadzi wojnę przeciwko Ukrainie, Chiny zwiększają aktywność w Arktyce, a polityka Stanów Zjednoczonych staje się mniej przewidywalna, Islandia nie może opierać swojego bezpieczeństwa na jednym sojuszu. Członkostwo w UE miałoby zdywersyfikować jej gwarancje bezpieczeństwa i mocniej zakotwiczyć kraj w europejskich strukturach politycznych.

Rybołówstwo – największa przeszkoda na drodze do UE

Jeśli bezpieczeństwo napędza zwolenników akcesji, to rybołówstwo pozostaje najsilniejszym argumentem jej przeciwników. Sektor ten odpowiada za około 25 proc. islandzkiego PKB i 40 proc. wartości eksportu towarów. Jest nie tylko fundamentem gospodarki, lecz także ważnym elementem tożsamości narodowej.

Islandia dysponuje jednymi z najbogatszych łowisk na północnym Atlantyku, a kontrolę nad nimi uznaje za kluczowy element suwerenności. Obawa przed jej utratą oraz koniecznością podporządkowania się Wspólnej Polityce Rybołówstwa UE była jednym z głównych powodów fiaska poprzednich negocjacji.

Unijna polityka rybołówstwa należy do najbardziej kontrowersyjnych obszarów integracji. Jej krytycy przekonują, że faworyzuje największe państwa i sprzyja nadmiernej eksploatacji zasobów. Islandia wypracowała natomiast własny model zarządzania łowiskami, oparty na systemie indywidualnych zbywalnych kwot połowowych. Włączenie go do unijnego systemu wielu Islandczyków postrzega jako krok wstecz.

Obawiają się oni, że krajowe łowiska zostałyby szerzej otwarte dla flot innych państw członkowskich, co mogłoby zagrozić zasobom i lokalnym społecznościom utrzymującym się z rybołówstwa.

– Członkostwo w Unii Europejskiej to najgorszy pomysł biznesowy, na jaki mogłaby wpaść Islandia. Oznaczałoby to ogromny krok od demokracji, jaką znamy. Unia niełatwo przyjmuje odpowiedź „nie” jako ostateczną. Dania i Irlandia musiały głosować ponownie, aż udzieliły odpowiedzi oczekiwanej przez Brukselę. W przypadku Islandii mówimy o rybołówstwie, które stanowi jedną czwartą naszej gospodarki. Oddanie kontroli nad wodami politykom z 28 państw, z których część nie ma nawet dostępu do morza, byłoby gospodarczym samobójstwem. Nie możemy podejmować decyzji na dziesięciolecia pod wpływem prezydenta USA, który za dwa lata odejdzie z urzędu – powiedział w rozmowie z XYZ Haraldur Ólafsson, profesor politologii na Uniwersytecie Islandzkim i lider kampanii przeciwko wznowieniu negocjacji.

EOG czy pełne członkostwo?

Przeciwnicy akcesji podkreślają również, że Islandia już korzysta z większości korzyści płynących z jednolitego rynku dzięki członkostwu w Europejskim Obszarze Gospodarczym. Porozumienie zapewnia jej dostęp do rynku wewnętrznego UE bez konieczności uczestnictwa we wspólnej polityce rolnej i rybołówstwa oraz przyjmowania euro.

Zdaniem eurosceptyków rezygnacja z tej pozycji na rzecz pełnego członkostwa nie przyniosłaby wystarczających korzyści. Bezpieczeństwo można ich zdaniem wzmacniać poprzez współpracę z UE w ramach istniejących struktur, bez oddawania kompetencji w kluczowych obszarach.

Zwolennicy akcesji odpowiadają, że mała i otwarta gospodarka potrzebuje stabilnych ram instytucjonalnych, które może zapewnić pełne członkostwo. Minister finansów Daði Már Kristófersson przekonuje, że ewentualna umowa akcesyjna musiałaby jednocześnie chronić islandzkie rybołówstwo.

„Zarówno naszym interesom gospodarczym, jak i bezpieczeństwu dobrze służyłoby członkostwo w Unii Europejskiej. Jako mała, otwarta gospodarka potrzebujemy wolnego handlu i porządku międzynarodowego opartego na zasadach, ponieważ nie jesteśmy w stanie bronić swoich interesów siłą. Nie wyobrażam sobie, by jakikolwiek islandzki rząd zgodził się na umowę, która nie chroniłaby naszych interesów w rybołówstwie” – powiedział Daði Már Kristófersson w rozmowie z Bloombergiem.

Minister zwrócił również uwagę na wysokie koszty życia. Jego zdaniem członkostwo w UE mogłoby obniżyć stopy procentowe, zwiększyć konkurencję i zmniejszyć część wydatków ponoszonych przez gospodarstwa domowe.

„Islandia nigdy nie stanie się tania, ale może stać się tańsza. Zwykli Islandczycy odczuliby to w swoich portfelach. W kwestii bezpieczeństwa nie chodzi natomiast o wybór między Ameryką a Europą, lecz o to, by opierać je na więcej niż jednym filarze” – dodał Daði Már Kristófersson.

Euro dzieli Islandczyków

Istotnym elementem debaty pozostaje waluta. Islandzka korona jest podatna na gwałtowne wahania kursu. Przyjęcie euro mogłoby zwiększyć stabilność i obniżyć koszty transakcyjne ponoszone przez przedsiębiorców, ale oznaczałoby utratę samodzielnej polityki pieniężnej.

Islandzki bank centralny nie mógłby już dostosowywać stóp procentowych wyłącznie do sytuacji gospodarki krajowej. Zwolennicy akcesji widzą w euro ochronę przed niestabilnością korony. Przeciwnicy – kolejny przykład ograniczenia suwerenności.

Sondaże: przewaga zwolenników negocjacji maleje

Sondaż Gallupa przeprowadzony od 19 lutego do 4 marca 2026 r. wykazał, że 57 proc. Islandczyków popierało wznowienie negocjacji akcesyjnych, a ponad 30 proc. było temu przeciwnych.

Czerwcowe badanie pokazało jednak bardziej wyrównany układ sił. Za kontynuowaniem rozmów zamierzało głosować 44,5 proc. respondentów, przeciw było 39,4 proc., a 14,6 proc. pozostawało niezdecydowanych.

Jednocześnie większość Islandczyków nadal sprzeciwia się samemu członkostwu w UE. Oznacza to, że nawet pozytywny wynik sierpniowego referendum nie przesądzi o akcesji. Wynegocjowana umowa musiałaby zostać poddana kolejnemu głosowaniu, którego wynik byłby znacznie trudniejszy do przewidzenia.

Minister spraw zagranicznych Þorgerður Katrín Gunnarsdóttir ostrzega przed powtórką z brexitu. W rozmowie z „The Guardian” wskazywała na ryzyko dezinformacji i ingerencji ze strony zagranicznych aktorów w kampanię referendalną. W mediach społecznościowych pojawiają się już przekazy wykorzystujące argumenty podobne do tych, które odegrały dużą rolę przed brytyjskim referendum.

Sondaże pozostają niestabilne, a wynik może zależeć od ostatnich tygodni kampanii. Szczególne znaczenie będzie miało to, która ze stron skuteczniej dotrze do niezdecydowanych wyborców i narzuci własną opowieść o bezpieczeństwie, suwerenności oraz przyszłości islandzkiego rybołówstwa.

Czeka nas zbliżenie z UE?

Referendum zaplanowane na 29 sierpnia nie rozstrzygnie o wejściu Islandii do Unii Europejskiej. Islandczycy odpowiedzą jedynie na pytanie, czy chcą wznowić negocjacje akcesyjne. Jeśli większość zagłosuje za, rząd w Reykjaviku poinformuje o tym Brukselę i rozpocznie rozmowy, które – według szacunków islandzkiego MSZ – mogłyby potrwać od 1,5 do 2 lat.

Nawet ich pomyślne zakończenie nie będzie oznaczało automatycznego członkostwa. Ostateczna umowa akcesyjna musiałaby zostać zatwierdzona w drugim referendum. Rząd już zapowiedział, że nie skieruje pod głosowanie porozumienia, którego sam nie będzie rekomendował.

Najtrudniejsze negocjacje będą dotyczyły rybołówstwa, rolnictwa i polityki regionalnej. Reykjavik będzie zabiegał o okresy przejściowe oraz wyjątki pozwalające zachować kontrolę nad kluczowymi sektorami gospodarki.

Największym wyzwaniem pozostanie jednak rybołówstwo. Islandia będzie dążyć do utrzymania kontroli nad swoimi wodami oraz systemem kwot połowowych. Od tego, czy uda się wypracować kompromis z Brukselą, będzie zależało powodzenie całego procesu akcesyjnego.

Główne wnioski

  1. Referendum będzie testem atrakcyjności Unii Europejskiej. Pozytywny wynik mógłby nadać nowy impuls procesowi rozszerzenia UE i wpłynąć na debatę o członkostwie w innych krajach nordyckich. Porażka zwolenników negocjacji wzmocniłaby natomiast środowiska eurosceptyczne.
  2. O powrocie Islandii do rozmów z UE decyduje przede wszystkim bezpieczeństwo. Rosnące napięcia w Arktyce i coraz mniej przewidywalna polityka Stanów Zjednoczonych sprawiły, że Unia zaczęła być postrzegana jako strategiczne uzupełnienie NATO, a nie jego alternatywa.
  3. O wyniku całego procesu przesądzi rybołówstwo. Nawet jeśli Islandczycy zgodzą się na wznowienie negocjacji, bez kompromisu w sprawie dostępu do łowisk i zasad zarządzania nimi żadna umowa akcesyjna nie ma większych szans na zatwierdzenie w drugim referendum.