BMW chce pozbyć się 8 tysięcy pracowników. Oferuje pakiety dobrowolnych odejść

BMW chce ściąć zatrudnienie o osiem tysięcy ludzi. Nie zamierza jednak ruszać pracowników fabryk. Nie chce też negocjować zwolnień grupowych ze związkami zawodowymi. Dlatego też oferuje pakiety dobrowolnych odejść.

Największa grupa ma odejść z centrali w Niemczech, choć pakiety będą oferowane na całym świecie. Przede wszystkim BMW chce pozbyć się ludzi z działów korporacyjnych, planowania czy badawczego. Zwolnienia nie będą dotyczyć pracowników fabryk. Koncern chce też uprościć swoją strukturę zarządzania – pisze Bloomberg.

BMW i inne niemieckie koncerny jak Mercedes czy Volkswagen tną bowiem koszty, by wyjść na prostą. Spada bowiem sprzedaż w Chinach, a amerykańskie taryfy celne i wysokie koszty produkcji w Europie wpływają na wyniki finansowe. Do tego po piętach Niemcom depcze chińska konkurencja, która coraz śmielej poczyna sobie na europejskich rynkach.

Program dobrowolnych zwolnień ma ruszyć w październiku 2026 r. i potrwać do końca 2027 r. Zarząd dostał już na niego zgodę rady zakładowej. Te informacje sprawiły, że kurs akcji poszedł w środę rano w górę o 1,9 proc. Choć od początku roku, BMW spadło o 1/3.

Nowy CEO, Milan Nedeljković, staje bowiem przed poważnymi problemami. Załamał się – przez kryzys na rynku nieruchomości – rynek luksusowych aut w Chinach. A to nie tylko największy rynek motoryzacyjny świata, ale i największy rynek sprzedaży dla BMW.

Do tego, ze względu na skutki wojny na Bliskim Wschodzie, klienci na innych rynkach także zaczynają zaciskać pasa, a taryfy Donalda Trumpa uderzają w zyski koncernu. BMW stawia więc na nowe pojazdy, sprzedawane pod hasłem Neue Klasse, czyli X5 oraz iX3. Firma wycofała się też z tegorocznego show motoryzacyjnego w Paryżu.

BMW zatrudnia w Niemczech ok. 84 tysięcy ludzi. To więcej niż połowa wszystkich pracowników koncernu na świecie (ok. 154 tys.). Zatrudnienie u naszego sąsiada spadło zresztą już wcześniej – od połowy 2025 r. do połowy 2026 r. o ok. 2 tysiące osób.