Kategoria artykułu: Biznes

Zbiory owoców i warzyw coraz mniejsze. Czy czeka nas drożyzna?

GUS opublikował mało optymistyczne szacunki dotyczące zbiorów owoców i warzyw. Producenci przyznają, że kalkulacje są realne. Czy i jak to wpłynie na ceny tych produktów?

Trudno dziś powiedzieć, jak sytuacja związana z mniejszymi zbiorami owoców i warzyw przełoży się zarówno na ceny skupu, jak i na ceny dla konsumentów. Od kilku miesięcy w Polsce braki w krajowej produkcji są skutecznie uzupełniane importem. Dotyczyło to m.in. truskawek, szczególnie czereśni, a obecnie także śliwek. Historycznie widoczne było przełożenie niższych zbiorów na ceny, choć jego siła różniła się w poszczególnych latach./ fot. gettyimages
Trudno dziś powiedzieć, jak sytuacja związana z mniejszymi zbiorami owoców i warzyw przełoży się zarówno na ceny skupu, jak i na ceny dla konsumentów. Od kilku miesięcy w Polsce braki w krajowej produkcji są skutecznie uzupełniane importem. Fot. Gettyimages

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Z czego wynikają niższe zbiory owoców i warzyw w tym roku.
  2. Czy niższe zbiory przełożą się na wyższe ceny owoców i warzyw.
  3. Jak na wykresach wygląda historyczne przełożenie niższych zbiorów na ceny owoców i warzyw.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Produkcja warzyw gruntowych w Polsce w 2026 r. została wstępnie oszacowana na ok. 3,7 mln ton wobec 4,1 mln ton rok wcześniej – podał Główny Urząd Statystyczny (GUS). To spadek o 9,8 proc. Z kolei łączne zbiory owoców z drzew w 2026 r. wyniosą ok. 3,4 mln ton. To o 18,6 proc. mniej niż przed rokiem. Spadnie także produkcja owoców jagodowych, poza porzeczkami.

Mniejsze zbiory owoców i warzyw – z czego to wynika

Tegoroczny sezon produkcyjny w ogrodnictwie obfituje w ekstremalne sytuacje pogodowe.

– Chłodna wiosna, susze, kwietniowe przymrozki, a właściwie mrozy dochodzące do 10 stopni oraz fala upałów w ostatnich dniach czerwca, grad, wpłynęły na kondycję roślin i poziom tegorocznych zbiorów, a często również ich jakość. Chłody w kwietniu, w czasie kwitnienia niekorzystnie wpływały też na aktywność owadów zapylających, co pogarszało zapylenie i dodatkowo wpływało na proces zawiązywania owoców. Wszystko to nastąpiło po zimie, która w większości kraju nie spowodowała większych uszkodzeń roślin. To dawało nadzieję, że zapowiada się rok wysokich plonów. Skala strat spowodowana anomaliami pogodowymi jest zróżnicowana i zależy od wielu czynników, m.in. od regionu, lokalnych warunków pogodowych, położenia sadu czy plantacji, gatunku, odmiany, a także zastosowanych metod ochrony przed mrozem, czy gradem – mówi Witold Boguta, prezes zarządu Krajowego Związku Grup Producentów Owoców i Warzyw.

Jego zdaniem opublikowane przez Główny Urząd Statystyczny szacunkowe prognozy zbiorów owoców w bieżącym roku odzwierciedlają skutki tych pogodowych anomalii.

– Największy spadek zbiorów owoców w stosunku do ubiegłego roku odnotowują jabłka, około 19,5 proc., co daje zbiór na poziomie 3,1 mln ton. Jeśli te prognozy się potwierdzą, będzie to najniższy zbiór jabłek od 2017 r., kiedy to, również z powodu silnych wiosennych przymrozków, zbiory wyniosły 2,66 mln ton. Niższe zbiory jabłek nie powinny wpłynąć na ich podaż na rynku krajowym i na eksport. Mniej ich trafi do przetwórstwa – dodaje Witold Boguta.

Zdaniem eksperta

Ceny jabłek nie powinny być niższe, nie należy oczekiwać gwałtownych wzrostów cen

Trudno dziś powiedzieć, jak sytuacja związana z mniejszymi zbiorami owoców i warzyw przełoży się zarówno na ceny skupu, jak i na ceny dla konsumentów. Od kilku miesięcy w Polsce braki w krajowej produkcji są skutecznie uzupełniane importem. Dotyczyło to m.in. truskawek, szczególnie czereśni, a obecnie także śliwek.

Jeśli chodzi o jabłka, nie widać, aby zbiory były wyższe niż w ubiegłym roku. Oznacza to, że tego produktu może być na rynku mniej. Nie wiadomo jednak, czy pojawi się import. Trudno też przesądzać, czy przełoży się to na wyższe ceny. Duże znaczenie będą miały ceny jabłek przeznaczonych do przetwórstwa, zwłaszcza na potrzeby produkcji soków. To one prawdopodobnie będą wyznaczały poziom cen, do którego dostosuje się także rynek jabłek deserowych.

Jeśli chodzi o ceny detaliczne, wpływa na nie wiele czynników, dlatego trudno dziś cokolwiek jednoznacznie prognozować. Spodziewałbym się, że ceny owoców nie powinny być niższe niż przed rokiem. Jednocześnie nie należy oczekiwać gwałtownych wzrostów cen owoców.

Szacujemy krajową produkcję jabłek na około 3 mln ton. Produkcji powinno wystarczyć na potrzeby rynku krajowego. Może natomiast zabraknąć jej do utrzymania pozycji eksportera na wielu rynkach. Nie powinno być jednak konieczności uzupełniania podaży importem na potrzeby krajowego rynku.

Obawiam się, że spadek zbiorów jabłek będzie trwałą tendencją. Sadownicy coraz częściej mają do czynienia ze zjawiskami ekstremalnymi będącymi skutkiem zmian klimatycznych. Największy wpływ na wielkość zbiorów mają wiosenne przymrozki. To już trzeci sezon, w którym przymrozki ograniczyły produkcję. Nic nie wskazuje na to, by w kolejnych latach miało ich nie być.

Spada zapotrzebowanie zakładów przetwórczych na owoce od polskich producentów

Oszacowano również, że mniejsze były zbiory malin, wiśni i truskawek. W produkcji tych owoców Polska od lat zajmuje czołowe miejsce w Europie.

Jednak, pomijając straty spowodowane pogodą, w ostatnich latach powierzchnia polowej uprawy truskawek i malin ulega zmniejszeniu, co powoduje też zmniejszenie zbiorów. Jest to efektem mniejszego zapotrzebowania zakładów przetwórczych na owoce od polskich producentów. Polską truskawkę zastępuje mrożona truskawka z Egiptu, której import w 2025 r. wyniósł 62,2 tys. ton., a polską malinę – mrożona malina z Ukrainy, której import w ostatnich latach rośnie i w 2025 r. wyniósł ok. 27,1 tys. ton. Zmniejszenie polowej uprawy tych gatunków z przeznaczeniem owoców do przetwórstwa odbywa się równolegle ze wzrostem powierzchni uprawy pod osłonami, gdzie produkuje się wysokiej jakości maliny i truskawki na rynek deserowy – wyjaśnia Witold Boguta.

Warto zwrócić również uwagę na borówkę wysoką zwaną popularnie „amerykańską”.

– Chociaż zbiory w bieżących roku zostały ograniczone przez warunki pogodowe, to jej powierzchnia uprawy systematycznie rośnie, co daje Polsce pierwsze/drugie miejsce w Europie pod względem wysokości zbiorów, a Polacy są w światowej czołówce, jeśli chodzi o jej konsumpcję na mieszkańca. Obecnie jesteśmy w środku sezonu zbiorów na polskich plantacjach. Poza tym na ok. 3,9 mln ton, czyli o 4,5 proc. mniej niż rok temu, oszacowano produkcję warzyw gruntowych. Jednak jest to poziom produkcji, który był uzyskiwany w latach 2021-2024 – wskazuje Witold Boguta.

Zdaniem eksperta

Popyt na borówki odnotował spadek zarówno w Polsce, jak i w całej Europie

Tegoroczny sezon borówkowy wielu producentów ocenia jako najtrudniejszy w historii. Na spadek plonowania złożyła się drastyczna kumulacja czynników pogodowych, od kwietniowych przymrozków dochodzących lokalnie nawet do -10 stopni Celsjusza, przez głęboką suszę, aż po fale ekstremalnych upałów. Niestety za niższą podażą nie poszedł spodziewany wzrost cen.

Z sygnałów płynących z rynku wynika, że popyt na borówki odnotował spadek zarówno w Polsce, jak i w całej Europie. Na pełną analizę przyczyn tego zjawiska jest jeszcze za wcześnie, jednak sytuacja już teraz odbija się na stabilności finansowej gospodarstw. Obecnie w większości regionów kraju zbiory są już bardzo zaawansowane. Znaczne straty przymrozkowe w odmianach środka sezonu sprawiły, że plonowanie zostało istotnie ograniczone, co oznacza, że ponad połowę tegorocznych zbiorów borówki mamy już za sobą.

Niższe zbiory, wyższe ceny?

Zdaniem Witolda Boguty szacowana produkcja owoców i warzyw nie powinna mieć wpływu na sytuację na rynku.

– Obecnie, kiedy funkcjonowanie rynku detalicznego opiera się na międzynarodowych sieciach detalicznych, sytuacja podażowa na rynku lokalnym (polskim) ma coraz mniejsze znaczenie, a krajowi producenci mają coraz większe trudności ze zbytem swoich produktów. Bo cóż z tego, że zebraliśmy mniej czereśni, jak były dobre zbiory w Grecji i Turcji, cóż z tego, że mieliśmy straty w zbiorach wiśni, kiedy przetwórcy i tak kupili je tanio, bo one obrodziły w Turcji czy Serbii. Cóż z tego, że w ubiegłym roku mieliśmy pod dostatkiem polskiej kapusty, kiedy konsumenci mieli na półkach kapustę np. z Macedonii Północnej – mówi Witold Boguta.

Ekspert podkreśla, że coraz bardziej o zaopatrzeniu rynku lokalnego decyduje sytuacja na rynku globalnym, a na nim jest coraz więcej dużych inwestycji w agrobiznes finansowanych środkami spoza rolnictwapowstawanie nowych, dużych plantacji, liczących setki, czy tysiące hektarów, wyposażonych w najnowsze rozwiązania technologiczne, nastawionych na produkcję na eksport.

– Takie plantacje powstają w Afryce, Azji, Ameryce Południowej. Inwestorzy liczą na duże zyski z produkcji eksportowanej na bogate rynki, w tym rynek europejski. Taka sytuacja, nawet w normalnym roku, stawia w trudnej sytuacji konkurencyjnej unijne, w tym polskie gospodarstwa rodzinne, o mniejszej skali produkcji, obłożone szeregiem nakazów i zakazów. Trudno w obecnych realiach rozważać kwestie wysokości cen na półce sklepowej, te zależą głównie od prowadzonej polityki zakupowej i sprzedażowej sieci. W wyniku niekorzystnych warunków pogodowych straty ponieśli producenci, niektórzy dotkliwe, stąd też oczekują wsparcia od państwa. Takie wsparcie, w nieokreślonej jeszcze wysokości, jest obiecane ze środków unijnych i krajowych. W całym łańcuchu wartości stratni są tylko producenci, oni zawsze ponoszą największe ryzyko – przyznaje Witold Boguta.

Dietetycy zalecają, aby zdecydowaną większość tego, co jemy, stanowiły produkty lokalne, sezonowe, a połowę tego, co jemy, powinny stanowić warzywa i owoce.

– Polscy producenci owoców i warzyw zabezpieczali przez lata i są gotowi dalej brać odpowiedzialność za zabezpieczenie krajowym konsumentom wysokiej jakości, bezpiecznych produktów, od handlu zależy, czy tak będzie – apeluje Witold Boguta.

Zdaniem eksperta

Poleganie na dostawcach z Polski jest dobre, ale nie w 100 procentach

Polscy rolnicy mają trudne zadanie, ponieważ ich zbiory zależą od pogody, a ona bywa kapryśna jak wtryski w Passacie 1.9TDI. Niskie zbiory sztucznie wywindują ceny, co spowoduje spadek zainteresowania ze strony rynku. Konsumenci cenią tzw. patriotyzm zakupowy, ale do momentu, gdy mieści się w granicach rozsądku. Chłodna kalkulacja podświadomie zdejmuje z ludzi obowiązek kupowania „krajowego”. Kupcy sieci handlowych i tak nie maja innego wyjścia jak kupowanie po części towaru za granicą.

Borówka, pomidory, śliwki, czereśnie – niby rosną w Polsce, ale brakuje dostawców, którzy zaspokoją zapotrzebowanie takich sieci jak Dino czy Biedronka. A od sieci dyskontowych oczekuje się, że w poniedziałek o godz. 7 półki będą pełne świeżutkich produktów. Nikt nie ma współczucia dla tych, którzy pracują na to w sobotę i niedzielę. Konsument to typowa facetka od matmy – wyrachowana i bezwzględna. Dlatego kupiec siedzący w centrali, analizuje oferty z Polski i z zagranicy. Ci z zagranicy są łatwiejsi w obsłudze, bo nie marudzą, że nie mieli pogody albo że wszystko to wina polityków. Mają towar i wiedzą jak go zapakować, żeby w centrum dystrybucyjnym wszystkie etykiety się sczytały.

Polski producent wiecznie czegoś nie może dopilnować. A to prądu nie było, a to wózek widłowy się zepsuł, i tak bez końca. Dlatego kupiec najchętniej by wziął wszystko od zagranicznych dostawców. Jednak zdecyduje się na jakąś część zakupów krajowych. Odpowiadając na pytanie: jak warunki pogodowe wpłyną na ceny w sieciach? Odpowiadam – tak samo jak w tamtym roku. Kupcy dyskontów mają świetnie spenetrowany rynek i kupią towar tam, gdzie będzie to najrozsądniejsze. Susza? Wysoka temperatura? A za kilka miesięcy mróz, deszcz i śnieg. Poleganie na dostawcach z Polski jest dobre, ale nie w 100 procentach. Trzeba mieć wentyl bezpieczeństwa, żeby przetrwać w tym gąszczu problemów. Kupcy, jak ja was podziwiam...

Niższe zbiory owoców i warzyw mogą podbić inflację

Ikona wykres interaktywny Wykres interaktywny

Według wstępnych danych GUS, zbiory warzyw nie odbiegają istotnie od tego, co
obserwowaliśmy w ciągu ostatnich 7 lat. W 2026 r. wyniosą one ok. 3,9 mln ton, to wynik o ok. 4 proc. niższy niż przed rokiem. Ostatni raz zbiory powyżej 4,2 mln zostały odnotowane w 2017 r.

Ikona wykres interaktywny Wykres interaktywny

Znacznie gorzej wygląda sytuacja w przypadku zbiorów owoców w sadach. Ich zbiory mają wynieść ok. 3,4 mln ton, o 20 proc. mniej. To najniższy wynik od 2017 r., kiedy wyniosły zaledwie 2,7 mln ton. Największe spadki zarówno ilościowo, jak i w ujęciu
względnym szacowane są w tym roku w przypadku jabłek – aż o 20 proc., czyli ok. 0,7 mln
ton.

Ikona wykres interaktywny Wykres interaktywny

W tym roku spodziewane są też bardzo niskie zbiory owoców z krzewów owocowych. Mają wynieść 0,458 mln ton, czyli o ponad 6 proc. mniej niż przed rokiem. To też o prawie jedną czwartą niższy wynik niż w 2022 r., kiedy zbiory były najwyższe w ostatnich latach.

Historycznie widoczne było przełożenie niższych zbiorów na ceny. Na wykresach poniżej pokazaliśmy zestawienie rocznej dynamiki cen warzyw oraz dynamikę zbiorów, ale z przeciwnym znakiem (spadek na wykresie to w rzeczywistości wzrost zbiorów). Służy to temu, aby lepiej dostrzec korelację na wykresie. Ceny oraz zbiory zmieniają się bowiem w przeciwnych kierunkach – tzn. niższe zbiory powinny implikować wyższe ceny i odwrotnie.

Ikona wykres interaktywny Wykres interaktywny

Spadki zbiorów warzyw, zwykle pociągały za sobą mocniejsze wzrosty cen. Przykładowo, w 2018 r. zbiory były niższe ok. 10 proc. r/r, a ceny wzrosły o 5 proc. Rok później zbiory spadły o kolejne 6 proc., prowadząc do wzrostu cen o 20 proc. r/r. Ta korelacja osłabiła się później w trakcie kryzysu inflacyjnego, kiedy to inne czynniki niż wielkość zbiorów wpływała na ceny.

Ikona wykres interaktywny Wykres interaktywny

W roku 2020 zbiory były o 14 proc. wyższe r/r, co skutkowało utrzymaniem się cen na tym samym poziomie. Z kolei rok wcześniej, zbiory spadły o 23 proc. r/r, a ceny wzrosły o 20 proc.

W ostatnich miesiącach obserwujemy deflację w obszarze żywności, czyli spadek cen. W lipcu dynamika wyniosła -0,4 proc. r/r, co miało znaczący wpływ na obniżenie inflacji w całej gospodarce. Wynikało to z szerokich spadków cen produktów rolnych, tj. zbóż, owoców i warzyw, czy mięsa. Odwrócenie się tych tendencji w zakresie owoców i warzyw z powodu niższych zbiorów może zatem doprowadzić do podbicia cen. Choć skala jest na razie trudna do oszacowania.

Główne wnioski

  1. Jak podał GUS, produkcja warzyw gruntowych w Polsce w 2026 r. została wstępnie oszacowana na ok. 3,7 mln ton wobec 4,1 mln ton rok wcześniej. Łączne zbiory owoców z drzew w 2026 r. wyniosą ok. 3,4 mln ton. To o 18,6 proc. mniej niż przed rokiem.
  2. Trudno ocenić kwestie wysokości cen na półce sklepowej, te zależą głównie od prowadzonej polityki zakupowej i sprzedażowej sieci. W wyniku niekorzystnych warunków pogodowych straty ponieśli producenci.
  3. Historycznie widoczne było przełożenie niższych zbiorów owoców i warzyw na ich ceny.