Po rozpadzie PiS traci, ale prawica i tak zdobywa władzę. Analizujemy rozkład mandatów w 2027 r.
Rozwój Plus w zależności od sondaży może liczyć na reprezentację od kilkunastu do kilkudziesięciu posłów. Sprawdziliśmy, jak osobny start ugrupowania Mateusza Morawieckiego przekłada się na mandaty w 41 okręgach. Z naszej symulacji wynika, że prawica zdobywa większość, ale słabnie siła PiS i Konfederacji.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Ilu posłów traci PiS w symulacji rozkładu mandatów.
- W których okręgach będzie największy ścisk na listach PiS.
- Kto realnie traci na samodzielnym starcie Rozwoju Plus.
Pierwsza fala szczytowego zainteresowania opinii publicznej rozpadem Prawa i Sprawiedliwości opadła. Na fali politycznej sensacji nie brakowało głosów zadowolenia płynących ze strony politycznych oponentów Prawa i Sprawiedliwości oraz Rozwoju Plus. Cieszyła się Konfederacja, bo w niektórych sondażach zbliżyła się do PiS na odległość kilku punktów procentowych. Cieszył się także premier Donald Tusk, który mógł odsunąć uwagę opinii publicznej od własnych kłopotów politycznych.
Co już wiemy o sile Rozwoju Plus?
To były jednak pierwsze odruchy bazujące na odczuciach polityków i publicystów. Dziś wiemy już nieco więcej na podstawie pierwszych badań opinii publicznej i możemy zasymulować kształt przyszłego parlamentu, uwzględniając osobny start ugrupowania Mateusza Morawieckiego.
Oczywiście, do obecnie przeprowadzanych analiz (także i do poniższej) należy podchodzić z rezerwą. Badania opinii publicznej przeprowadzane po głośnym medialnie wydarzeniu, a także w okresie wakacyjnym mogą oddawać niepełny obraz obecnej rzeczywistości. Mając jednak niniejsze zastrzeżenie na uwadze, przyglądamy się potencjalnym zmianom na mapie wyborczej Polski po rozłamie Prawa i Sprawiedliwości.
Pierwsze wnioski mogą przynieść rozczarowanie początkowym beneficjentom rozłamu, czyli Konfederacji i Koalicji Obywatelskiej. Ale po kolei.
Gdzie PiS stracił posłów...
Na początku przyjrzeliśmy się stratom Prawa i Sprawiedliwości na poziomie okręgów wyborczych. Polska podzielona jest na 41 okręgów, z których wybierana jest stała liczba posłów zależna od liczby mieszkańców danego okręgu. Przynajmniej w teorii – bowiem wskutek wewnętrznych migracji taki podział jest już od dawna nieaktualny. Kwestia korekty demograficznej to jednak osobna historia, do której jeszcze będziemy wracać. Na potrzeby obecnej analizy przyjęliśmy, że do czasu wyborów kodeks wyborczy nie ulegnie już zmianom.
W każdym z 41 okręgów PiS ma swoich posłów. A właściwie miał – bo po odejściu czterdziestki polityków do Rozwoju Plus poprzednie stwierdzenie jest już nieaktualne.
W okręgu wałbrzyskim PiS miał trzech posłów. Wszyscy z nich (Marcin Gwóźdź, Grzegorz Macko i Ireneusz Zyska) są już dziś politykami Rozwoju Plus. W pozostałych okręgach straty PiS są różne. PiS na rzecz R+ w nieodległym okręgu legnickim stracił troje posłów z pięciu dotychczasowych. W okręgu poznańskim i olsztyńskim stan posiadania PiS zmniejszył się o połowę – odszedł kolejno Szymon Szynkowski vel Sęk oraz Janusz Cieszyński i Olga Semeniuk-Patkowska.
...a gdzie nie stracił nikogo
Na mapie widać także, że w 11 okręgach liczba posłów PiS pozostała niezmieniona. Innymi słowy – Morawiecki nie ma swoich ludzi w ławach poselskich z okolic Szczecina, Białegostoku, Piotrkowa Trybunalskiego czy wschodniego Podkarpacia. Uściślijmy: Rozwój Plus nie ma posłów w 13 okręgach, ale pełną reprezentację klub PiS zachował w 11 – w Opolu i Zielonej Górze posłowie odeszli, tyle że nie do Morawieckiego. To z pewnością wyzwanie dla byłego premiera, ale w najgorszym razie obecny stan posiadania w liczbie 40 posłów pozwala wystawić jedynki w niemal wszystkich okręgach wyborczych. Posłowie-spadochroniarze to zjawisko w polskiej polityce powszechne i regularnie powracające.
To stan faktyczny. Ciekawsza jednak wydaje się symulacja rozkładu mandatów w przyszłorocznych wyborach, którą przeprowadziliśmy. I jest ona szczególnie surowa dla posłów Prawa i Sprawiedliwości, których z dużym prawdopodobieństwem będzie mniej niż w bieżącej kadencji Sejmu.
Straty sondażowe poniesione przez PiS na przestrzeni ostatnich lat oznaczają zażarte walki o mandat w przyszłorocznej kampanii wyborczej. Chętnych na reelekcję będzie z pewnością więcej niż pula mandatów, która przypadnie partii Jarosława Kaczyńskiego w przyszłym roku. To oznacza wewnątrzpartyjne wojny przy procesie układania list, a później w trakcie samej kampanii.
Nie jest tajemnicą, że największym wrogiem kandydata w wyborach jest jego partyjny kolega lub koleżanka. Jednak wskutek najpierw stopniowego spadku poparcia dla PiS, a następnie secesji Mateusza Morawieckiego wraz z sojusznikami, przyszłoroczna walka będzie z pewnością brutalna i zaciekła.
Jak liczyliśmy mandaty
Jak zatem wyliczyliśmy symulację podziału mandatów w przyszłorocznym Sejmie? Wzięliśmy pod uwagę trzy czynniki. Pierwszy – wspomniany i nieskorygowany podział mandatów w okręgach. Drugi – bierzemy pod uwagę średnią sondażową z ostatnich kilku tygodni wyliczoną przez serwis ewybory.eu. Wyniki rozkładamy na okręgi według podziału głosów z 2023 r.: jeśli w danym okręgu padło wtedy 4,5 proc. wszystkich głosów oddanych na PiS w kraju, to i dziś przypisujemy tam 4,5 proc. dzisiejszego poparcia tej partii. To pewne uproszczenie, ale nie ma obecnie sondaży po powstaniu Rozwój Plus, które badają poszczególne okręgi.
Po trzecie – w każdym okręgu z osobna dzielimy wyniki metodą d’Hondta przez kolejne liczby naturalne i przyznajemy mandaty największym ilorazom. Wynik?
PiS za rok może mieć o 30 posłów mniej
PiS ma dziś 147 posłów, a wedle symulacji ich stan posiadania spadnie do około 118. Rozwój Plus może według obecnej średniej sondażowej sięgnąć po ok. 17 miejsc. To oczywiście wartości uśrednione, które są wrażliwe na zmianę szczególnie w przypadku R+, którego niewielkie wahnięcia sondażowe mocno zmieniają potencjalny urobek. Z PiS jest inaczej. Partia Jarosława Kaczyńskiego w zależności od sondażu uzyskuje od 113 do 118 mandatów.
W 15 okręgach mandatów wystarczy dla wszystkich dotychczasowych posłów PiS. W 19 zabraknie jednego, w 7 okręgach brakuje dwóch albo trzech — czyli wypada tam nawet połowa dzisiejszej reprezentacji, co widoczne jest na poniższym wykresie.
Zacięty bój o mandaty na Podlasiu i Piotrkowie Trybunalskim
Na Podlasiu siedmiu posłów PiS ubiega się o cztery miejsca, w Piotrkowie Trybunalskim – sześciu o trzy mandaty. Dziewiętnaście okręgów, w których brakuje jednego mandatu, pominęliśmy dlatego, że tam niedobór rozwiązuje się sam: wystarczy, że jeden poseł nie wystartuje albo zostanie przeniesiony do innego okręgu. Realny problem zaczyna się przy dwóch i trzech miejscach.
Co szczególnie interesujące – w pięciu z siedmiu okręgów PiS nie stracił ani jednego posła, a Radom i Siedlce raptem po jednym. Prowadzi nas to do ciekawego wniosku. Największy ścisk na listach powstanie tam, gdzie PiS zachował swój stan posiadania. Zatem nawet mimo utrzymania spójności np. w okręgu szczecińskim, to właśnie tam dojdzie do najbardziej zaciętej rywalizacji wewnątrzpartyjnej. A przecież z całą pewnością i tam swoje listy wystawi Rozwój Plus.
Kto może zatem poczuć się zagrożony? Na podstawie list z 2023 roku trudno to wywnioskować. Dynamika wewnątrzpartyjna nie jest możliwa do uchwycenia z kształtu dawnych list wyborczych.
Gdyby bowiem przyjąć tę optykę, to z przyszłego Sejmu wypadłby bardzo medialny i równie kontrowersyjny poseł PiS ze Szczecina Dariusz Matecki, który gromadzi w sieci wokół siebie bardzo liczną publikę. Wydaje się wątpliwe, aby tak medialny poseł wypadł z sejmowych ław nawet przy mniejszej liczbie mandatów PiS w 2027 roku.
W obliczu powyższych zmian pewna wydaje się niezwykle zażarta walka o mandat na listach PiS za rok.
Nowa partia a realny próg wyborczy
Z zupełnie innymi problemami będzie borykać się z kolei Mateusz Morawiecki. Wystarczy wspomnieć o tradycyjnie największych wyzwaniach trapiących każdą nową partię, jak budowa struktur czy uzyskanie finansowania na kampanię wyborczą. A jeśli uda się jedno i drugie, to pozostają jeszcze inne wyzwania.
Jednym z nich będzie tzw. realny próg wyborczy. To co innego niż próg ustawowy, który wynosi 5 proc. w skali kraju. Mandaty bowiem zdobywa się na poziomie okręgów. W okręgach, w których do wzięcia jest osiem czy dziesięć mandatów, realny próg wyborczy może wynieść nawet kilkanaście procent. Partia, która ma w skali kraju 6-7 proc. może zdobyć nieproporcjonalnie mniej mandatów niż partia, która ma np. 10-11 proc. Dlatego kluczowa w analizie szans mandatowych jest także kwestia rozkładu poparcia.
Wspomniane wcześniej 17 mandatów dla R+ to wynik przy założeniu równomiernego rozkładu poparcia w kraju. Przy założeniu, że poparcie koncentruje się tam, gdzie partia ma posłów i struktury, wychodzi już 25 mandatów. Liczba głosów w kraju pozostaje ta sama, ale liczba mandatów wyraźnie wzrasta.
Z tego względu należy podchodzić z ostrożnością do tego typu analiz (także i do tej). Inne szacunki przy ok. 6-procentowym poparciu dla R+ wynosiły od 19 mandatów w symulacji Onetu, przez 29 w wyliczeniu SW Research, po 31 w wyliczeniu IBRiS.
Gdzie może łowić Morawiecki?
Dyskusja o liczbie szabel, na jakie może liczyć Morawiecki, jest w istocie dyskusją o to, czy jego poparcie jest bardziej lokalne, czy rozlane po kraju. Sam Rozwój Plus ma posłów w 28 z 41 okręgów. W 2023 roku padło w nich 73 proc. wszystkich głosów na PiS. Oznacza to, że Rozwój Plus bije się o część z pozostałych 27 proc. głosów oddanych na PiS w okręgach, w których nie ma swoich przedstawicieli. To nie jest duża pula głosów. To przesłanka sprzyjająca tezie, że R+ jest środowiskiem już dzisiaj rozlanym po niemal całej Polsce. A jeśli tak, to raczej bliżej mu do 17 mandatów niż do 25.
Na koniec przyjrzeliśmy się wpływowi upodmiotowienia się R+ na scenie politycznej.
Prawica rządzi w obu wariantach
Poniższa część analizy opiera się już nie na średniej sondażowej, lecz na jednym badaniu: United Surveys dla WP sprawdziło w nim oba scenariusze startu. Liczby podane przez sondażownię nieco różnią się od naszej symulacji. Rozwój Plus ma według United Surveys 6,8 proc. zamiast 5,9 proc. wynikającej ze średniej i bierze 33 mandaty zamiast siedemnastu. To skądinąd najlepsza ilustracja, jak niestabilny jest wynik partii balansującej na progu realnym.
Przy osobnych listach cztery partie prawicy mają 252 mandaty, przy pozostaniu ludzi Morawieckiego w PiS – 256. Większość to 231. Prawica ma ją w obu wariantach.
To, co się zmienia, to nie łączny wynik prawicowego bloku, lecz układ sił wewnątrz niego. PiS spada ze 140 do 113 mandatów, czyli nieco tylko więcej niż symulowana suma mandatów Konfederacji i Konfederacji Korony Polskiej. Udział PiS w mandatach całego bloku spada z 55 do 45 proc. W tym świetle głośne słowa Sławomira Mentzena o końcu hegemonii Kaczyńskiego na prawicy powoli stają się prawdą.
Co istotne – w obu wariantach Konfederacja Korony Polskiej z blisko 50 mandatami jest niezbędna do większości. Wspólne negocjacje prawicy z Mateuszem Morawieckim i Grzegorzem Braunem na pokładzie? Łatwo z pewnością nie będzie.
Na rozpadzie PiS traci też Konfederacja
Warto także zauważyć, kto traci na upodmiotowieniu się Morawieckiego na prawicy. W wariancie bez rozłamu Konfederacja uzyskuje 69 mandatów. W przypadku samodzielnego startu R+ partia Mentzena i Bosaka traci w tym samym rozdaniu 13 mandatów. Dlaczego? Gdy R+ znika z list, ostatnie mandaty w okręgach nie wracają do PiS, tylko trafiają do partii następnej w kolejce ilorazów d’Hondta. I tą partią często jest Konfederacja. Obecność R+ przy podziale mandatów w okręgach niejednokrotnie „wypycha” posłów Konfederacji poza realny próg wyborczy.
Wracając zatem do początkowych wniosków z analizy – na secesji Rozwoju Plus z PiS nie musi zyskać ani Donald Tusk (bo i tak straci władzę), ani Konfederacja (bo uzyska mniej miejsc w Sejmie).
Cały blok prawicowy uzyskuje podobną liczbę mandatów w scenariuszach z samodzielnym startem R+ oraz razem z PiS. Nie zmienia to jednak podstawowego wyzwania dla prawicy – wspólnego porozumienia od centroprawicy popierającej członkostwo Polski w UE po antyunijną i prorosyjską skrajną prawicę.
Tu jednak pomóc może prezydent Karol Nawrocki zdolny do scalenia prawicowych ugrupowań na swoją modłę. To jednak już temat na osobną opowieść.
Główne wnioski
- W obu wariantach, czyli przy osobnym starcie Rozwoju Plus i przy pozostaniu ludzi Morawieckiego w PiS, cztery ugrupowania prawicy uzyskują odpowiednio 252 i 256 mandatów, przy większości wynoszącej 231. Zmienia się natomiast waga poszczególnych partii: PiS traci ok. 30 mandatów, Konfederacja – 13, a Konfederacja Korony Polskiej z blisko pięćdziesięcioma mandatami pozostaje niezbędna do zbudowania większości w każdym scenariuszu.
- Nasza symulacja pokazuje, że w 15 okręgach mandatów wystarczy dla wszystkich obecnych posłów PiS, w 19 zabraknie jednego, a w 7 od dwóch do trzech. W żadnym z tych siedmiu okręgów nie doszło odejść, przez co w Podlaskiem siedmiu obecnych posłów PiS ubiegać się będzie najpewniej o cztery mandaty, a w Piotrkowie Trybunalskim – sześciu posłów o trzy.
- Przy tym samym poparciu ogólnokrajowym symulacja daje 17 mandatów przy równomiernym rozłożeniu głosów i 25 przy założeniu koncentracji tam, gdzie partia ma posłów i struktury, czyli głównie na zachodzie Polski. Rozpiętość zewnętrznych szacunków jest podobnie szeroka i wynosi od 19 do 31 mandatów, a w badaniu United Surveys dla WP wzrost poparcia z 5,9 do 6,8 proc. przekłada się już na 33 mandaty. Traci na tym Konfederacja, która przy samodzielnym starcie R+ oddaje 13 mandatów.