Kategoria artykułu: Biznes

Szykuje się rewolucja w podatkach. „Rząd jedną ręką daje, drugą zabiera”

Szykuje się spore zamieszanie w systemie podatkowym, a przed podatnikami zarówno korzystne, jak i mniej korzystne zmiany. Będą nowe progi podatkowe, lecz także nowe stawki podatków dochodowych.

Donald Tusk, Andrzej Domański
Premier Donald Tusk i minister finansów i gospodarki Andrzej Domański przedstawili pomysły na zmiany w systemie podatkowym. Fot. PAP/Albert Zawada

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Jakie zmiany podatkowe planuje rząd w 2027 roku.
  2. Z jakich środków ma zostać sfinansowana planowana reforma.
  3. Jak eksperci oceniają rządowy pomysł na rewolucję w systemie podatkowym.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

– Jesienią podatnicy często otrzymują niższą pensję. Dowiadują się, że wpadli w drugi próg podatkowy i zamiast 12 proc. płacą 32 proc. PIT. Pora ulżyć rosnącej w Polsce klasie średniej. Około 3,5 miliona podatników zapłaci mniej - mówił podczas konferencji prasowej premier Donald Tusk.

Szef rządu wraz z ministrem finansów i gospodarki Andrzejem Domańskim przedstawili plan reformy systemu podatkowego. Cel? Niższe podatki dla klasy średniej. Jednak za sprawą nowych progów podatkowych zyskają także lepiej zarabiający. Jest jednak druga strona medalu: za zamieszanie w skali podatkowej zapłacą najbogatsi CIT-owcy.

Nowa skala podatkowa. Kto na niej zyska?

Obecnie każdy, kto zgodnie ze skalą podatkową zarobi powyżej 120 tys. zł rocznie, wpada w drugi próg podatkowych. Zamiast 12 proc., płaci 32 proc. PIT. Jak zauważyli przedstawiciele rządu, wraz ze wzrostem płac rośnie także klasa średnia w Polsce, przez co „wejście” w drugi próg podatkowy nie jest już domeną najbogatszych.

W 2027 roku – zgodnie z zapowiedzią rządzących – ma obowiązywać nowa skala podatkowa. Drugi próg podatkowy obowiązywał będzie po przekroczeniu 130, a nie 120 tys. zł. Co więcej, do kwoty 150 tys. zł stawka podatku wyniesie 24 proc. od nadwyżki powyżej 130 tys. Najwyższa stawka podatku, czyli obecne 32 proc. obowiązywać będzie nie od 120 tys. zł, a od nadwyżki powyżej 150 tys. zł.

Ikona wykres interaktywny Wykres interaktywny

Jak wyjaśnił minister Andrzej Domański, roczna korzyść podatkowa może wynieść nawet 3600 zł w skali roku. Zdaniem Piotra Juszczyka, głównego doradcy podatkowego w InFakcie w przypadku skali podatkowej dotąd mieliśmy do czynienia z „brutalnym skokiem” stawki z 12 do 13 proc. Po przekroczeniu drugiego progu podatkowego „podatnik oddaje z każdej dodatkowej złotówki niemal trzy razy więcej”.

– Podniesienie progu do 130 tys. zł i stawka pośrednia 24 proc. między 130 a 150 tys. zł to miękkie lądowanie. Zamiast jednego stromego schodka mamy dwa niższe. Ulga trafia do grupy, która wpadła za próg głównie przez inflacyjny wzrost płac, a nie realne wzbogacenie. To jest jej najmocniejsze uzasadnienie. Zabrakło jednak mechanizmu corocznej waloryzacji progów, bez którego inflacja dalej będzie po cichu wpychać podatników w wyższe stawki. Za kilka lat wrócimy do tej samej dyskusji – wyjaśnia ekspert.

„Zbędna komplikacja skali podatkowej”

Adrian Kęmpiński, radca prawny i doradca podatkowy z kancelarii LTCA Zarzycki Niebudek Kubicz mówi z kolei o niepotrzebnym zagmatwaniu systemu i „nikłym pocieszeniu dla biznesu”.

– To zbędne wyzwanie dla księgowych, przedsiębiorców i doradców podatkowych, którzy odpowiadają za rozliczenia podatkowe przedsiębiorców. Przemilczanym zagrożeniem jest tu odpowiedzialność płatnika za pobór podatku we właściwej wysokości. Odpowiedzialność majątkowa, ale także ta wynikająca z przepisów Kodeksu karnego skarbowego spoczywająca na przedsiębiorcach i ich księgowych. To kolejna zmiana, która dobrze brzmi w komunikacie prasowym, ale wiąże się z kolejnymi komplikacjami i ryzykami dla biznesu, który będzie musiał przestrzegać nowych przepisów – wyjaśnia ekspert.

Jak dodał, gdyby pierwszy próg podatkowy wynosił 150 tys. złotych dochodu rocznego, a stawka 32 proc. stosowana byłaby od nadwyżki ponad tę kwotę – wówczas zmiana byłaby jednoznacznie korzystna.

Brak aktualizacji limitów ulg i zwolnień to ukryte podnoszenie podatków, o którym się nie mówi

– Dodatkowo – nie wspomniano o zmianach innych limitów podatkowych. Np. próg podatkowy przy uldze dla młodych próg wynosi 85 528 zł, pozostał na niezmienionym poziomie od 2019 roku, więc z każdym rokiem coraz mniejsza liczba osób korzysta z tego zwolnienia. Brak aktualizacji limitów ulg i zwolnień to ukryte podnoszenie podatków, o którym się nie mówi – dodaje Adrian Kęmpiński.

Warto w tym miejscu wspomnieć o niespełnionej obietnicy podniesienia kwoty wolnej od podatku z 30 do 60 tys. zł. Ta reforma zdaniem naszych rozmówców, w nieco mniej skomplikowany sposób zmniejszyłaby obciążenia podatkowe Polaków.

Zdaniem eksperta

Korzyści odroczone, podobnie jak pozostałe obietnice

Moim zdaniem jakiekolwiek efekty zaproponowanych przez rząd zmian w PIT będą odczuwalne realnie dopiero po kilku miesiącach. To wszystko z uwagi na fakt, że zaliczki na podatek dochodowy są zwykle pobierane narastająco – tzw. mechanizm zaliczkowy.
 
Realna korzyść roczna z tej „reformy” ma wynieść do 3600 zł.
Nowa stawka i wyższy limit zmniejszą co prawda nagły skok podatkowy, ale najkorzystniejsze skutki będą dla osób zarabiających od 12 000 zł brutto, czyli przynajmniej 144 000 zł rocznie.
 
Niestety kolejne odłożenie w czasie podwyżki kwoty wolnej od podatku z uwagi na wydatki obronne nie jest dobrą wiadomością, ponieważ na tę zmianę i obietnicę podatnicy czekają już długo. Ponadto nadal nie ma też konkretnej propozycji zmiany i konsensusu w sprawie obniżenia składki zdrowotnej dla przedsiębiorców, która od momentu wejścia w życie Polskiego Ładu znacznie obciąża ich budżety.

Druga strona medalu. „Reformy trzeba z czegoś sfinansować”

– Podniesienie progu podatkowego wymaga wielomilionowych nakładów. Te reformy trzeba sfinansować, stąd decyzja o sprawiedliwym podniesieniu podatków. CIT zostanie podniesiony z 18 do 22 proc. dla podmiotów o przychodach przekraczających 200 mln złotych oraz dla podatkowych grup kapitałowych. O punkt procentowy podniesiemy też daninę solidarnościową. Największe podmioty wezmą na siebie przynajmniej część finansowania tego projektu – mówił premier.

Stawka daniny solidarnościowej (obowiązującej przy zarobkach powyżej miliona złotych rocznie) skoczy zatem z 4 do 5 proc. Sfinansowanie powyższych obietnic ma zapewnić także powrót poprzedniego limitu warunkującego wybór ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych (250 tysięcy euro) oraz modyfikację preferencji IP Box (5 proc. PIT). 

Zdaniem Adriana Kęmpińskiego podwyżka CIT może nieść za sobą pokusę, by zwiększać opodatkowanie także wobec innych podatników.

– To zmiana jednoznacznie niekorzystna. Pozostaje zastanowić się i poczekać, czy rząd konsekwentnie podniesie stawki podatkowe także dla spółek opodatkowanych tzw. estońskim CIT – wyjaśnia.

Biznes ucierpi na nowym (starym) limicie ryczałtu

Przywrócenie poprzedniego limitu warunkującego wybór ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych (250 tysięcy euro) to zdaniem Adriana Kempińskiego niekorzystna zmiana także dla małych firm.

– Dotknie ona nie tylko wysoko wykwalifikowanych specjalistów, którzy chętnie korzystali z tej formy opodatkowania (np. niepopularnych ostatnio lekarzy), ale także relatywnie mniejsze biznesy. Te korzystały z ryczałtu z uwagi na niskie stawki podatkowe (np. branża budowlana korzystająca ze stawki 5,5 proc. ryczałtu, czy branża handlowa korzystająca ze stawki 3 proc. ryczałtu) – komentuje.

Kto w rzeczywistości zapłaci za podwyżkę podatków?


– Podwyżka CIT dla firm z przychodami powyżej 50 mln euro wygląda na podatek od anonimowych korporacji, ale duże firmy nie zapłacą jej w całości z własnej kieszeni. Część trafi do cen, czyli ostatecznie do konsumentów. Powstaje też ostry próg. Podmiot tuż nad granicą 200 mln zł przychodu zapłaci wyższą stawkę od całości dochodu, co tworzy silną pokusę optymalizacji wokół limitu – komentuje Piotr Juszczyk.

Zdaniem eksperta w przypadku daniny solidarnościowej zmiana nie wydaje się z kolei radykalna.

– Dotyczy ona wąskiej grupy niespełna 40 tys. osób z dochodami ponad miliona złotych i budżetowo jest symboliczna, to ok. 600 mln zł dodatkowych wpływów. Bardziej niż sama stawka niepokoi mnie kierunek. Danina miała być rozwiązaniem wyjątkowym, a staje się stałym i rosnącym elementem systemu – podsumowuje nasz rozmówca.

„Przesunięcie podatków”

– Zaproponowany pakiet trzeba oceniać jako całość, a jako całość to nie jest obniżka podatków, tylko ich przesunięcie. Rząd jedną ręką daje pracownikom, a drugą sięga po pieniądze do dużych firm i najlepiej zarabiających – komentuje Piotr Juszczyk.

Według zapowiedzi rządu zmiany miałyby być procedowane jeszcze w tym roku.

Zdaniem eksperta

Kto skorzysta, kto straci?

Zyskają przede wszystkim podatnicy na skali z dochodami powyżej 120 tys. zł, natomiast zapłacą za to głównie duże firmy objęte wyższym CIT, osoby o najwyższych dochodach oraz przedsiębiorcy wypadający z ryczałtu po obniżeniu limitu przychodów do 1 mln zł.
Reforma, choć nie ma charakteru systemowego, jest krokiem w dobrym kierunku: przesuwa część ciężarów z klasy średniej pracującej na etatach na większe przedsiębiorstwa, osoby o wysokich dochodach oraz część podatników korzystających z ryczałtu. Co ważne, ma polegać na przesunięciu obciążeń wewnątrz systemu podatkowego, a więc zgodnie z założeniami ma być neutralna dla finansów publicznych.

Wprowadzenie pośredniej stawki 24 proc. jest krokiem w dobrym kierunku, bo łagodzi bardzo gwałtowny skok opodatkowania z 12 do 32 proc. W połączeniu z zapowiedzianymi zmianami dotyczącymi ryczałtu zmniejsza też arbitraż podatkowy, czyli różnice w opodatkowaniu podobnych dochodów w zależności od formy zatrudnienia, a tym samym bodziec do przechodzenia ze skali podatkowej na działalność gospodarczą. Wątpliwość budzi natomiast bardzo wąski, 20-tysięczny przedział między 130 a 150 tys. zł. Jeśli stawka 24 proc. ma być trwałym elementem systemu, logiczne byłoby z czasem rozszerzenie tych widełek.

Główne wnioski

  1. Reforma łagodzi skok podatkowy, ale nie upraszcza systemu. To główny wniosek po ogłoszeniu przez rząd strategii podatkowej na najbliższe miesiące.  Podniesienie progu do 130 tys. zł i wprowadzenie stawki 24 proc. sprawi, że podatnicy przekraczający 120 tys. zł nie będą od razu wpadać na poziom 32 proc. Jednocześnie pojawia się kolejny próg i nowe zasady, co zwiększy obowiązki księgowych i ryzyko błędów.
  2. W przypadku tej reformy nie mówimy wyłącznie o nowych wydatkach budżetowych, lecz także o sposobach ich finansowania. A plan rządu w dużej mierze sfinansują duże firmy objęte wyższym CIT, osoby z najwyższymi dochodami (danina solidarnościowa) oraz część przedsiębiorców, którzy stracą możliwość korzystania z ryczałtu. W praktyce jest to więc bardziej przesunięcie ciężarów podatkowych aniżeli ich obniżenie.
  3. Największą niewiadomą pozostaje trwałość reformy. Eksperci wskazują, że bez waloryzacji progów i limitów ulg inflacja ponownie będzie przesuwać podatników do wyższych stawek. Jednocześnie podwyżka CIT, daniny solidarnościowej i zmiany w ryczałcie mogą doprowadzić do podwyżki cen.