Nowa Lewica chce zmian w systemie emerytalnym. Eksperci krytykują pomysł
Politycy Nowej Lewicy chcą ponownie złożyć projekt ustawy o emeryturach stażowych, licząc, że tym razem będzie miał większą siłę przebicia. Eksperci ostrzegają jednak przed takim kierunkiem zmian w systemie emerytalnym.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Na czym polega pomysł Nowej Lewicy.
- Na co zwracają uwagę eksperci.
- Jaki jest polityczny klimat do zmian w systemie emerytalnym.
Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.
Od kilku tygodni Nowa Lewica zapowiadała powrót tematu zmian w systemie emerytalnym. Jej politycy deklarowali, że będzie tego dotyczyć spotkanie klubu parlamentarnego zorganizowane przy okazji pierwszego powakacyjnego posiedzenia Sejmu.
System emerytalny. Lewica chce zmian
Latem ze strony posłanek Nowej Lewicy nie brakowało haseł o potrzebie zmian. Szefowa klubu Anna Maria Żukowska mówiła w lipcu w Radiu Zet, że jest za zrównaniem wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn. Jej klubowa koleżanka Anita Kucharska-Dziedzic w rozmowie z „Faktem” popierała ten pomysł. Przyznała jednak, że jest za elastycznym modelem przechodzenia na emeryturę między 60. a 70. rokiem życia. Moment zakończenia pracy wpływałby w tym scenariuszu na wysokość emerytury.
Również w rozmowie z „Faktem” za potrzebą zmian opowiadała się Katarzyna Kotula, pełnomocniczka rządu ds. równości. Jej zdaniem system emerytalny powinien uwzględniać nie płeć, a staż i rodzaj wykonywanej pracy. Polityczka Lewicy uważa ponadto, że obecny system dyskryminuje zarówno kobiety, jak i mężczyzn. Mężczyzn – bo przechodzą na emeryturę później, a żyją krócej. Kobiety – bo przechodzą na emeryturę wcześniej, więc ich świadczenia są niższe.
Jeszcze w maju głos w tej sprawie zabrał także Krzysztof Gawkowski, wicepremier i minister cyfryzacji z Nowej Lewicy. Na antenie Radia Zet przyznał, że jest przeciwko podwyższaniu wieku emerytalnego. Stanowczo sprzeciwiał się zwłaszcza podnoszeniu wieku emerytalnego kobiet.
Powrót projektu o emeryturach stażowych
Jak podało w tym tygodniu RMF FM, Nowa Lewica chce złożyć po wakacjach projekt ustawy o emeryturach stażowych. Mają być alternatywą dla przechodzenia na emeryturę w wieku powszechnie ustalonym na poziomie 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn. Projekt ma zakładać zrównanie wieku uprawniającego do przejścia na emeryturę stażową. W medialnych spekulacjach mowa o 35 lub 37 latach.
– Ten projekt był już składany i miał pierwsze czytanie. Złożymy go ponownie z istotną zmianą. Chcemy, by wiek emerytalny dla kobiet i mężczyzn był równy. 4 września na wyjazdowym posiedzeniu klubu Lewicy podejmiemy decyzję, na jakim poziomie staż pracy będzie połączony z okresem składkowym określonym w projekcie ustawy – mówi XYZ rzecznik prasowy Nowej Lewicy Łukasz Michnik.
Nie pierwszy taki projekt
Poprzednie podejście do prac nad takim projektem miało miejsce jeszcze na początku 2024 r. Miał on dawać kobietom możliwość przejścia na emeryturę po 35 latach płacenia składek. Dla mężczyzn miało to być 40 lat. Projekt utknął jednak na poziomie sejmowych komisji.
Wprowadzenie emerytur stażowych zapowiadało w poprzednich latach Prawo i Sprawiedliwość, o czym przez lata przypominali politykom PiS związkowcy z NSZZ „Solidarność”. W 2021 r. projekt ustawy o emeryturach stażowych skierował do Sejmu poprzedni prezydent Andrzej Duda. Zakładał on możliwość przejścia na wcześniejszą emeryturę kobietom po przepracowaniu 39 lat i mężczyznom po przepracowaniu 44 lat.
Czy tym razem, w przypadku drugiego projektu Nowej Lewicy, będzie inaczej? W nieoficjalnych rozmowach w partii słychać, że ma w tym pomóc pozycja Włodzimierza Czarzastego, marszałka Sejmu, któremu będzie zależało na procedowaniu tego projektu.
Emerytury stażowe. Eksperci sceptyczni
Artur Krawczyk, ekonomista i ekspert Centrum Myśli Gospodarczej, w rozmowie z XYZ wskazuje minusy pomysłu Nowej Lewicy. Jego zdaniem skutkiem takiej propozycji byłoby zwiększenie obciążenia emerytalnego, które w Polsce już jest wysokie i rośnie. Z wyliczeń ekonomisty wynika, że pięcioletnia różnica w wieku emerytalnym kobiet i mężczyzn w Polsce kosztuje sektor finansów publicznych ok. 42 mld zł rocznie.
– Mówimy o gigantycznym koszcie. Będzie on stale, corocznie ponoszony przez ludzi, którzy na emeryturę nie przechodzą. Na emeryturę przechodziłyby osoby w wieku 55-57 lat. To osoby, które w większości są sprawne, zdolne do dalszej pracy i pewnie będą pracować dalej, otrzymując świadczenie, które nie realizowałoby wtedy celu emerytalnego – komentuje Artur Krawczyk.
Rozmontowanie systemu
Ekonomista uważa, że propozycja Nowej Lewicy abstrahuje od faktu wypłacania emerytur z bieżących dochodów wypracowywanych przez osoby w wieku produkcyjnym.
– System emerytalny nie jest systemem kar i nagród – nie otrzymujemy emerytury w nagrodę ani nie pracujemy za karę. Emerytura ma być źródłem utrzymania dla osób, które w pewnym wieku mają problemy z dalszą pracą zawodową. Nie należy traktować tego systemu jako zbioru przywilejów, a niestety z systemu stażowego może tak wynikać. Taka propozycja rozmontowuje działanie systemu emerytalnego, nie realizuje żadnego istotnego celu społecznego, a ponadto jest bardzo droga – ocenia ekspert.
Krytycznie pomysł Nowej Lewicy ocenia także dr Marcin Wojewódka, radca prawny i prezes Instytutu Emerytalnego. Jego zdaniem wprowadzenie emerytur stażowych oznaczałoby konieczność bardzo długiej pracy i płacenia wysokich podatków przez kolejne pokolenia. Prawnik ocenia ruch Nowej Lewicy mianem „kiełbasy wyborczej” na przyszłoroczne wybory.
– Nie negując i nie deprecjonując faktu, że ktoś już przepracował kilkadziesiąt lat i może być zmęczony wykonywaną pracą, trzeba przypomnieć, że na takie potrzeby w naszym systemie odpowiadają renty oraz wcześniejsze emerytury, przyznawane np. z tytułu pracy w warunkach szczególnych. Ale w kalkulacjach politycznych lepiej to pominąć – komentuje dr Marcin Wojewódka.
Niskie świadczenia
Prawnik uważa, że wcześniejsze przechodzenie na emeryturę będzie szkodliwe dla osób, które się na to zdecydują.
– Sytuacja, w której będziemy mieli w Polsce możliwość przechodzenia na emeryturę np. w wieku lat 53 – bo do tego sprowadza się wymóg 35 lat stażu pracy dla kobiety, która zaczęła ją, mając lat 18 – oznacza ni mniej, ni więcej tylko dalsze nieodpowiedzialne obniżanie powszechnego wieku emerytalnego. I niskie świadczenia, co będzie szczególnie dotkliwe dla kobiet. Bo emerytury stażowe oznaczają, że będziemy mieć osoby przechodzące na emeryturę kilka lat wcześniej niż obecnie. Mam wrażenie, że niektórzy politycy udają, że nie rozumieją, jak działa polski system emerytalny. Udają, że nie rozumieją, że wysokość emerytury wynika przede wszystkim z wielkości zgromadzonego kapitału, ale także momentu przejścia na emeryturę. Czy naprawdę politycy chcą skazywać Polki na niższe emerytury? – pyta ekspert.
Dr Marcin Wojewódka ironizuje, że batalia o emerytury stażowe to „najdłuższa wojna III Rzeczpospolitej”. Przypomina, że obaj zwycięzcy trzech ostatnich kampanii prezydenckich deklarowali poparcie dla emerytur stażowych. Zdaniem dra Wojewódki dobrze się stało, że te obietnice nie zostały spełnione.
– Powinniśmy być wdzięczni kandydatom, że obiecali, a nie zrealizowali swoich obietnic wyborczych. Gorzej, jeśli teraz ktoś, kto, jak widać, nie bardzo lubi przyszłe pokolenia naszych rodaków, niestety to zrobi – ocenia prezes Instytutu Emerytalnego.
Nie tylko Lewica myśli o zmianach
O wieku emerytalnym chce dyskutować także Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz. Szefowa Polski 2050 wiosną kilkukrotnie podkreślała, że jest zwolenniczką zrównania wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn. Jako argumenty podaje demografię oraz narastającą liczbę seniorów, których przybywa więcej niż dzieci. W lipcu w programie Wirtualnej Polski sugerowała, że wiek emerytalny kobiet powinien być uzależniony od posiadania dzieci. Matki miałyby przechodzić na emeryturę wcześniej niż mężczyźni, a kobiety bezdzietne – w tym samym wieku co mężczyźni.
Podczas Campusu Polska Przyszłości do takich sugestii odniosła się Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, ministra pracy i polityki społecznej z Nowej Lewicy. Stanowczo sprzeciwiła się uzależnianiu wieku emerytalnego od posiadania dzieci.
Niski wiek emerytalny na tle unijnym
Polska jest jednym z kilku ostatnich krajów Unii Europejskiej, w których kobiety przechodzą na emeryturę wcześniej niż mężczyźni i nie rozpoczęto procesu wyrównywania wieku emerytalnego. Ponad połowa państw unijnych ma równy lub dążący do równego wiek emerytalny. Najwyższy (67 lat) jest w Bułgarii, Danii, Grecji, we Włoszech i w Holandii. Wiek emerytalny mężczyzn jest w Polsce na poziomie porównywalnym z resztą Unii. Zdaniem Artura Krawczyka wcześniejszy wiek emerytalny dla kobiet w Polsce jest na tle unijnym bardzo niski.
– Zwłaszcza biorąc pod uwagę przewidywaną rosnącą długość życia. Pierwszym krokiem powinno być zrównanie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn na poziomie 65 lat. Wiek emerytalny nie jest jednak jedynym problemem systemu – uważa Artur Krawczyk.
Zdaniem eksperta Centrum Myśli Gospodarczej na system emerytalny negatywnie wpływają przywileje rolników, mundurowych oraz sędziów i prokuratorów.
Trzy kroki
Kilka sugestii ma też dr Marcin Wojewódka. Uważa, że składki emerytalne powinny być wyższe, choć przyznaje, że może to budzić społeczną, a więc także polityczną niechęć. Radzi również zrównanie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn, a przede wszystkim podniesienie go i powiązanie z przeciętną długością życia wzorem państw Europy Zachodniej.
– Jeśli nie wykonamy tych niepolarnych działań, to dalej będziemy zdani na łaskę i niełaskę polityków, którzy będą rzucali różne obietnice wyborcze w rodzaju tzw. 13. czy 14. emerytury, renty wdowiej, dodatków emerytalnych dla sołtysów czy członków ochotniczych straży pożarnych albo dofinansowania składek emerytalnych dla artystów. Dalej będziemy żyli w świecie emerytalnej ściemy, a prawdziwe przyczyny niskich emerytur, szczególnie Polek, nie będą przedmiotem debaty publicznej. Ale widać komuś z badań wyszło, że warto dalej oszukiwać emerytalnie Polaków – ocenia dr Marcin Wojewódka.
Bez większych szans
Choć o potrzebie zmian w wieku emerytalnym mówią zarówno politycy mniejszych partii koalicyjnych, jak i eksperci, to w najbliższej przyszłości raczej do nich nie dojdzie. Taka próba już była, jednak okazała się politycznie kosztowna dla premiera. W 2012 r., za poprzednich rządów Donalda Tuska, wiek emerytalny został nie tylko zrównany, ale też podniesiony. Dla kobiet i mężczyzn miał wynosić 67 lat. Dla mężczyzn miał obowiązywać od 2020 r., a dla kobiet od 2040 r. Oznacza to, że nowy wiek emerytalny objąłby kobiety urodzone po 1973 r.
Propozycja spotkała się jednak z negatywnym odbiorem społecznym, na czym skorzystało Prawo i Sprawiedliwość. W kampanii wyborczej w 2015 r. zarówno PiS, jak i jego kandydat na prezydenta Andrzej Duda, zapowiadali przywrócenie poprzedniego wieku emerytalnego. Tak też się stało w 2016 r. Premier Donald Tusk w kolejnych latach przyznał parokrotnie, że zmiana wieku emerytalnego była jego politycznym błędem. Trudno więc się spodziewać, że premier zdecydowałby się na zmiany. Zwłaszcza w roku przedwyborczym.
Ewentualnemu podwyższaniu wieku emerytalnego może sprzeciwić się prezydent Karol Nawrocki, co niejednokrotnie deklarował.
Główne wnioski
- Politycy Nowej Lewicy od dłuższego czasu mówią o potrzebie zmian w systemie emerytalnym. Dotychczas padały sugestie o zrównaniu wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn, a także uwzględnianiu stażu i rodzaju pracy. Po wakacjach Nowa Lewica ma złożyć nowy projekt ustawy o emeryturach stażowych, w którym wiek emerytalny byłby równy niezależnie od płci. 4 września partia ma podjąć decyzję w sprawie granicy wieku.
- Eksperci uważają, że wprowadzenie emerytur stażowych dla osób, które pracowały i opłacały składki krócej niż 40 lat, może być niebezpieczne dla systemu emerytalnego w kontekście rosnącej długości życia oraz coraz większej liczby osób pobierających emerytury. Może też oznaczać niższe świadczenia.
- Zdaniem ekspertów wiek emerytalny powinien być równy dla kobiet i mężczyzn. Powinien być także wyższy, podobnie jak w innych krajach Unii Europejskiej. Politycznego ryzyka związanego z ponownym podwyższeniem wieku emerytalnego może obawiać się premier Donald Tusk. Zgody na to nie wyraziłby zresztą prezydent Karol Nawrocki.