Cichy sukces. Dlaczego Polacy rzadko mówią o swoich osiągnięciach
Na wschodzie Polski niemal połowa badanych uważa, że w ich otoczeniu rzadko mówi się otwarcie o sukcesach. Na południowym zachodzie kraju to już trzy na dziesięć osób. Gdy jednak pytanie dotyczy własnego komfortu w opowiadaniu o swoich osiągnięciach, różnice między regionami niemal znikają.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Dlaczego Polacy częściej dostrzegają własne sukcesy, niż są gotowi mówić o nich innym.
- Jak porównywanie się z innymi i media społecznościowe wpływają na ocenę własnych osiągnięć.
- Skąd bierze się kulturowa niechęć do chwalenia się sukcesem.
Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.
Raport „Postrzeganie sukcesu przez Polaków” zrealizowany na zlecenie Erste Bank Polska przez agencję YOTTA (Publicis Groupe), pokazuje różnice geograficzne. Przekonanie, że „ludzie wokół rzadko mówią o sukcesach” różni się w zależności od regionu – od 30 proc. na południowym zachodzie po 49 proc. na wschodzie, a komfort mówienia o własnych osiągnięciach jest w całym kraju podobnie niski, od 30 do 39 proc. w zależności od makroregionu (przy średniej dla całego kraju na poziomie 37 proc.)
Skąd w nas taka skromność?
Cudzy sukces widzimy inaczej niż własny
– Wyniki pokazują, że Polacy postrzegają sukces znacznie szerzej niż tylko przez pryzmat osiągnięć finansowych czy zawodowych. Co ciekawe, kiedy myślą o ludziach sukcesu, równie często wskazują szczęście, spokój i równowagę (21 proc.), co pieniądze i majątek (20 proc.). Oznacza to, że sukces nie jest utożsamiany wyłącznie z tym, co można zmierzyć czy pokazać na zewnątrz – mówi Beata Kajcińska, Research Manager w YOTTA.
Dodaje, że interesujące jest to, że podobny sposób myślenia jest widoczny w definicji własnego sukcesu. Można przypuszczać, że oceniając innych ludzi, w pewnym stopniu odwołujemy się do tych samych kryteriów, które stosujemy wobec samych siebie.
– To pokazuje, że dla wielu Polaków sukces nie ma jednego wymiaru. O sukcesie nie decyduje wyłącznie to, co udało się osiągnąć, ale również to, jakiej jakości życie udało się dzięki temu zbudować. Być może właśnie dlatego w ocenie sukcesu innych osób obok pieniędzy i majątku tak często pojawiają się szczęście, spokój i równowaga – mówi Beata Kajcińska.
Ten mechanizm ma swoje wytłumaczenie także w psychologii.
– Mózg nie jest bezstronnym sędzią. To raczej adwokat, który z góry wie, jaki wyrok chce uzyskać i dobiera argumenty pod tezę. W psychologii nazywamy to asymetrią atrybucyjną: własne sukcesy tłumaczymy cechami wewnętrznymi – talentem, ciężką pracą, charakterem – a porażki okolicznościami zewnętrznymi („zły moment”, „nieprzychylny szef”, „pech”). Sukces innych działa dokładnie odwrotnie – chętniej przypisujemy go szczęściu, koneksjom czy „byciu we właściwym miejscu i czasie” niż realnym kompetencjom. To wygodny mechanizm obronny: pozwala nam czuć się sprawcami własnego życia, a jednocześnie nie musieć się aż tak bardzo mierzyć z tym, że ktoś inny mógł po prostu zasłużenie nas wyprzedzić – mówi prof. ALK dr hab. Anna Baczyńska z Akademii Leona Koźmińskiego.
Do tego dochodzi zjawisko opisane dekady temu przez amerykańskiego psychologa Leona Festingera, według którego nie potrafimy docenić własnej wartości w próżni, więc bez przerwy zerkamy na innych.
– Późniejsze badania, m.in. Shelley Taylor i Marci Lobel doprecyzowały ten mechanizm: porównania „w górę” potrafią motywować, ale częściej rodzą frustrację, a porównania „w dół” chwilowo poprawiają samopoczucie, lecz niewiele budują na dłuższą metę – dodaje prof. Baczyńska.
Wskazuje, że to zjawisko ciekawie wpisuje się też w efekt lepszego niż przeciętny, który zakłada, że większość ludzi jest przekonana, że jeździ samochodem lepiej niż przeciętny kierowca, co statystycznie i matematycznie nie jest możliwe.
Ten sam mechanizm działa przy sukcesie. Każdy wierzy, że jego droga do niego była trudniejsza i uczciwsza niż droga innych
– Ten sam mechanizm działa przy sukcesie. Każdy wierzy, że jego droga do niego była trudniejsza i uczciwsza niż droga innych – mówi prof. Anna Baczyńska.
Komentarz partnera cyklu
Pieniądze są środkiem, nie miarą sukcesu
Potwierdzają to wyniki naszego badania. 61 proc. Polaków deklaruje, że w ciągu ostatnich pięciu lat wzrosło dla nich znaczenie stabilności i bezpieczeństwa finansowego. Jednocześnie, gdy pytamy o to, czym sukces jest dzisiaj, finanse zajmują dopiero czwarte miejsce – przed nimi są zdrowie, szczęście i satysfakcja z życia oraz bliskie relacje. Co ciekawe, aż 76 proc. badanych uważa, że sukces to nie tylko osiągnięcia zawodowe, ale również satysfakcja, szczęście i stabilność finansowa, na które sami zapracowali.
Dlatego mam wrażenie, że zmienił się również sposób, w jaki chcemy mówić o finansowym sukcesie. Nie musi on oznaczać pokazywania innym konkretnego stanu konta. Dla coraz większej liczby osób jest raczej czymś bardzo osobistym – świadomością, że stać mnie na wybór, mam finansową poduszkę i nie muszę podejmować każdej decyzji pod presją pieniędzy.
Co więcej, raport pokazuje pewien paradoks: choć 47 proc. Polaków deklaruje, że w ich otoczeniu sukces mierzy się głównie pieniędzmi, to 54 proc. uważa, że sukces w mediach społecznościowych jest przedstawiany nierealistycznie. Być może więc coraz wyraźniej oddzielamy sukces, który dobrze wygląda z zewnątrz, od sukcesu, który po prostu dobrze się przeżywa.
Skąd bierze się dyskomfort w mówieniu o sukcesach
– Z badania „Postrzeganie sukcesu przez Polaków”, zrealizowanego na zlecenie Erste Bank Polska, wynika ciekawy paradoks: ponad połowa badanych, 54 proc. kobiet i 52 proc. mężczyzn, uważa, że odniosła sukces w życiu. To wcale niemało. A jednak deklarowanie tego na głos to zupełnie inna sprawa niż samo poczucie – mówi prof. Anna Baczyńska.
Ekspertka wskazuje, że komfort mówienia o osiągnięciach najlepiej obrazuje scena z kultowej animacji „Shrek”, w której tytułowy bohater tłumaczy Osłowi, że ogry mają warstwy. Każdy sukces jest jak warstwa naniesiona w innym momencie życia i ciężko „zdjąć” tylko jedno osiągnięcie bez ruszania całej reszty. Pierwszą warstwą, którą wymienia prof. Anna Baczyńska jest wychowanie.
– Pokolenie, które dorastało w czasach, gdy wychylanie się było ryzykowne, towarzysko i systemowo, uczyło dzieci, że skromność jest cnotą, a chwalenie się czymś, co nie wypada. „Pochwal się, jak coś zepsujesz” to nie tylko żart, ale skrót całej filozofii wychowawczej: sukcesy się wstydliwie chowa, porażki się rozgłasza jako pouczające historie – mówi prof. Anna Baczyńska.
Następną warstwą są normy społeczne.
– W Polsce wciąż silnie działa coś na kształt skandynawskiego Prawa Jante, tyle że nieformalnego: „nie myśl, że jesteś kimś lepszym”. Osoba, która otwarcie mówi o swoich osiągnięciach, ryzykuje etykietę zarozumiałej szybciej niż w kulturach anglosaskich, gdzie self-promotion jest wręcz oczekiwaną kompetencją zawodową – wskazuje profesor.
Do tego dochodzi jeszcze środowisko zawodowe.
– To ono w praktyce decyduje, czy powiedzenie: „udało mi się zamknąć ten projekt świetnym wynikiem”, zostanie odebrane jako fakt czy jako przechwałka. W kulturach organizacyjnych nastawionych na feedback i docenianie mówienie o sukcesach jest częścią pracy, nie odstępstwem od normy – mówi prof. Anna Baczyńska.
Beata Kajcińska przypuszcza, że dla wielu osób sukces jest przede wszystkim doświadczeniem osobistym.
– Jeśli sukces rozumiany jest głównie jako poczucie, że życie układa się dobrze, może to częściowo tłumaczyć, dlaczego częściej jest on przeżywany niż komunikowany – mówi Beata Kajcińska.
Dodaje, że możliwym wyjaśnieniem jest również pewna ostrożność w mówieniu o własnych osiągnięciach.
Z badania wynika też, że to, co wspiera Polaków w osiąganiu sukcesu, nie ma wiele wspólnego z widowiskowością. U kobiet najwyżej ocenianymi czynnikami są dobre samopoczucie psychiczne (89 proc. wskazań), wytrwałość (88 proc.) i wsparcie bliskich (87 proc.); u mężczyzn te same trzy czynniki plasują się w tej samej kolejności, choć z niższymi wynikami – 80, 79 i 77 proc.
– Sukces okazuje się być mniej efektem błysku geniuszu, a bardziej nudnej regularności. Trochę jak w treningu. Nikt nie robi relacji na Instagramie z dnia, w którym po prostu wstał i poszedł pobiegać, mimo że to właśnie te dni budują formę – mówi prof. Anna Baczyńska.
Miniwywiad
O lęku przed sukcesem i sztuce doceniania siebie
Dlaczego możemy mieć poczucie, że odnieśliśmy sukces, a jednocześnie nie czuć się komfortowo, mówiąc o swoich osiągnięciach innym?
Bo poczucie sukcesu i gotowość do mówienia o nim to dwie różne rzeczy. Możemy wewnętrznie wiedzieć, że zrobiliśmy coś ważnego, a jednocześnie mieć opór przed wypowiedzeniem tego na głos. I bardzo często nie chodzi wcale o brak wiary w siebie, tylko o to, jak zostaliśmy nauczeni funkcjonowania w relacjach społecznych i jakie przekonania dotyczące sukcesu w sobie nosimy.
Jakie przekonania mogą wpływać na to, jak postrzegamy własne osiągnięcia?
W wielu przypadkach mamy w głowie bardzo silny schemat: „nie wychylaj się”, „kobiety nie powinny być ambitne”, „nie chwal się, bo zetną Ci głowę”, „nie przypisuj sobie zbyt wiele”, „kobieta musi być skromna, nie przystoi, żeby mówiła o pieniądzach”. Choć to brzmi szokująco mówimy nawet o poważnej psychologicznej blokadzie do pokonania – lęku przed sukcesem, który uaktywnia sabotujące, często nieuświadomione zachowania. Inną kwestią jest to, że gdy osiągamy coś obiektywnie ważnego, niejednokrotnie pomniejszamy własny sukces. Mówimy: „udało mi się”, „to nic takiego”, „miałem szczęście”, zamiast: „zapracowałem na to”.
Co sprawia, że mówienie o własnych osiągnięciach może być dla nas trudne?
Pokazanie sukcesu oznacza pokazanie części siebie. Możemy zacząć się zastanawiać: „czy ktoś pomyśli, że się wywyższam?”, „czy ktoś uzna, że miałem łatwiej i będzie na mnie zły, zazdrosny?”. Mamy mnóstwo wewnętrznych sabotażystów: jak perfekcjonizm, lęk przed porażką, życie według cudzych oczekiwań czy zwyczajnie – brak wiary w siebie. Jest jeszcze jeden ważny element: syndrom oszusta. Ktoś może osiągać bardzo dobre rezultaty, a mimo to uważać, że nie ma wystarczających kompetencji, a inni prędzej czy później odkryją, że ten sukces był dziełem przypadku. Wtedy mówienie o osiągnięciach jest trudne, bo wewnętrzny głos natychmiast je podważa.
Jak w takim razie znaleźć zdrowy balans i nie popaść w narcyzm czy wywyższanie się, a jednocześnie nie umniejszać swojej pracy?
Zdrowa pewność siebie nie polega na tym, że uważamy się za najlepszych. Polega na tym, że potrafimy uczciwie nazwać to, co zrobiliśmy dobrze, bez potrzeby przepraszania za własny sukces.
To jest szczególnie istotne z uwagi na budowanie odporności psychicznej. Jednym z jej elementów jest zdolność do realistycznego uznania własnych kompetencji i osiągnięć, bez potrzeby natychmiastowego porównywania się z kimś innym. Jeżeli nie potrafimy przyjąć własnego sukcesu, to oddajemy innym ludziom prawo do decydowania o tym, czy możemy być z siebie zadowoleni. Chodzi o coś znacznie prostszego: nie odbierajmy sobie prawa do powiedzenia „jestem z siebie dumny”, „cieszę się z tego osiągniecia, to kawał dobrej roboty”, „jestem z siebie zadowolony”.
Jak możemy zmienić sposób, w jaki oceniamy własne osiągnięcia?
Dziś jest to wszechobecne i szczególnie silne, bo wszyscy używamy mediów społecznościowych. Dlatego warto nauczyć się zmieniać punkt odniesienia. Sukces nie powinien być wyłącznie rankingiem społecznym. Jeżeli za każdym razem muszę być lepszy od kogoś, żeby uznać własne osiągnięcie, to nigdy nie będę miał poczucia, że naprawdę jestem ok, czy przysłowiowo wygrałem. Podczas swoich kursów zachęcam do wykonania prostego ćwiczenia: zanim porównamy się z kimś innym, porównajmy się z samym sobą sprzed roku. To często pokazuje sukcesy, których na co dzień już nawet nie zauważamy.
Media społecznościowe – fabryka cudzych sukcesów w wersji premium
Prof. Baczyńska zwraca uwagę, że media społecznościowe zmieniły skalę porównań społecznych z poziomu: sąsiad i kilku znajomych z pracy na kilkuset wyselekcjonowanych zwycięzców z całego świata, oglądanych codziennie.
To nie jest już porównywanie się z rzeczywistością, to porównywanie własnych kulis z cudzą premierą. Widzimy awans, ale nie widzimy dwóch lat niepewności przed nim. Widzimy zdjęcie z wakacji, ale nie widzimy kredytu, który je sfinansował, ani kłótni w samochodzie po drodze na lotnisko
– To nie jest już porównywanie się z rzeczywistością, to porównywanie własnych kulis z cudzą premierą. Widzimy awans, ale nie widzimy dwóch lat niepewności przed nim. Widzimy zdjęcie z wakacji, ale nie widzimy kredytu, który je sfinansował, ani kłótni w samochodzie po drodze na lotnisko – mówi prof. Anna Baczyńska.
Zjawisko to w psychologii nazywa się efektem highlight reel, które opisuje działanie algorytmu promującego treści budzące silne emocje, głównie za pomocą pokazywania sukcesu bez kontekstu.
– Badanie Chou i Edge z 2012 roku, wymownie zatytułowane „Wszyscy są szczęśliwsi ode mnie”, pokazało, że im więcej czasu ktoś spędza na Facebooku, tym silniej wierzy, że innym w życiu wiedzie się lepiej, niezależnie od tego, jak naprawdę wygląda jego własne życie. To trochę jak ocenianie własnego wzrostu, stojąc bez przerwy obok koszykarzy – w pewnym momencie zaczyna się wydawać, że coś jest z nami nie tak, choć po prostu źle dobraliśmy grupę odniesienia – mówi prof. Anna Baczyńska.
Ekspertka zwraca uwagę na paradoks, jaki wynika z tego mechanizmu.
– Jest w tym pewna ironia: platformy, które miały nas łączyć, skutecznie nauczyły wielu ludzi milczeć o prawdziwych sukcesach, żeby nie przesadzić, i milczeć o porażkach, żeby nie zepsuć wizerunku. Zostaje wąski korytarz neutralności, w którym najbezpieczniej nic nie mówić – wskazuje prof. Anna Baczyńska.
Dlaczego Polacy rzadko mówią o swoich osiągnięciach
Raport pokazuje, że 40 proc. Polaków wskazuje, że w ich otoczeniu ludzie rzadko mówią o swoich sukcesach, a zdaniem profesor jest to wynikiem splecenia się kilku wątków. Pierwszym z nich jest historia i dekady, w których wyróżnianie się bywało ryzykowne. Zostawiły przekonanie, że lepiej nie wystawać ponad tłum.
Następny wątek to kulturowo-religijny, w którym skromność jako cnota jest w nas bardzo mocno zakorzeniona. Dodaje, że magicznym i wciąż żywym wątkiem jest przekonanie, że chwalenie się „zapeszy”, czyli postrzeganie sukcesu jako coś kruchego i przez to lepiej nie mówić o nim głośno.
– Zjawisko to australijski badacz Norman Feather nazwał syndromem wysokiego maku. W społeczeństwach silnie egalitarnych osoba, która „wyrasta ponad grządkę”, bywa symbolicznie ścinana przez otoczenie, niezależnie od tego, jak uczciwie do tego wzrostu doszła – mówi prof. Anna Baczyńska.
Do tego dochodzi syndrom oszusta.
Według klasycznych już badań Clance i Imes nawet większość wysoko osiągających osób w pewnym momencie kariery ma poczucie, że ich sukces to przypadek, a nie efekt kompetencji. Trudno mówić głośno o czymś, co w głębi duszy podejrzewa się o bycie pomyłką losu
– Według klasycznych już badań Clance i Imes nawet większość wysoko osiągających osób w pewnym momencie kariery ma poczucie, że ich sukces to przypadek, a nie efekt kompetencji. Trudno mówić głośno o czymś, co w głębi duszy podejrzewa się o bycie pomyłką losu – mówi prof. Anna Baczyńska.
Główne wnioski
- Poczucie sukcesu nie oznacza gotowości do mówienia o nim. Ponad połowa Polaków uważa, że odniosła w życiu sukces, ale komfort mówienia o własnych osiągnięciach deklaruje tylko 37 proc.
- Sukces ma dla Polaków wiele wymiarów. Obok pieniędzy i majątku równie ważne są szczęście, spokój i równowaga.
- Skromność ma kulturowe i społeczne źródła, a przekonanie, że nie należy się wychylać czy zbyt otwarcie mówić o swoich osiągnięciach, może utrudniać ich świadome docenianie.


