Drogi, energia i internet to za mało. Jak rozwijają się silne regiony
Dobra infrastruktura może ograniczać skutki depopulacji i zwiększać atrakcyjność mniejszych miejscowości. Sama jednak nie wystarczy – potrzebne są także miejsca pracy, dostęp do usług i długoterminowe planowanie.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Co dziś decyduje o atrakcyjności inwestycyjnej i rozwoju regionów
- Jak infrastruktura, samorządy i biznes mogą wspólnie ograniczać różnice między regionami
- Dlaczego inwestycje trzeba planować z wyprzedzeniem i łączyć w spójny lokalny ekosystem.
Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.
Droga, szkoła, sieć energetyczna czy światłowód mogą zmienić lokalną gospodarkę, ale dopiero wtedy, gdy wzajemnie się uzupełniają. O tym, jak budować atrakcyjność inwestycyjną regionów, ograniczać skutki spadku liczby ludności i lepiej łączyć działania samorządów z potrzebami biznesu, rozmawiali uczestnicy panelu „Inwestycje regionalne, które napędzają zmianę”, który odbył się 8 września podczas XXXV Forum Ekonomicznego w Karpaczu.
Region potrzebuje czegoś więcej niż kapitału
O atrakcyjności inwestycyjnej regionu nie decyduje już wyłącznie dostępność działek, koszt pracy czy położenie przy ważnej trasie. Coraz większego znaczenia nabiera połączenie infrastruktury transportowej, energetycznej i cyfrowej z jakością usług publicznych, kompetencjami mieszkańców oraz sprawnością lokalnych instytucji.
Dla przedsiębiorstwa szybka droga do zakładu pozostaje ważna, ale równie istotne są niezawodna transmisja danych, dostęp do chmury oraz możliwość wdrażania automatyzacji i narzędzi opartych na AI. Z kolei dla mieszkańców dobra łączność oznacza dostęp do pracy, edukacji, ochrony zdrowia i administracji niezależnie od miejsca zamieszkania.
To zmienia także sposób myślenia o samych inwestycjach. Największy efekt przynoszą nie pojedyncze projekty, lecz przedsięwzięcia, które wzajemnie się uzupełniają. Jednocześnie infrastruktura powinna być projektowana z myślą o potrzebach, które pojawią się dopiero za kilka lat, a nie tylko o tych, które widać dziś.
Podobnie jest z innowacyjnością. Samo wdrożenie technologii nie przesądza jeszcze o zmianie. Znaczenie ma dopiero to, czy pozwala skrócić procesy, zwiększyć produktywność lub stworzyć nowe usługi.
Widać to choćby po rosnącej skali komunikacji między urządzeniami. W 2025 r. liczba kart SIM M2M w Polsce sięgnęła około 14 mln, rosnąc w ciągu roku o 40 proc. Technologie cyfrowe coraz częściej stają się więc nie dodatkiem do infrastruktury regionu, lecz jednym z jej fundamentów.
Skala rynku pokazuje, że infrastruktura cyfrowa ma już znaczenie systemowe dla rozwoju regionów. W 2025 r. przedsiębiorcy telekomunikacyjni zainwestowali w Polsce 12,7 mld zł, o 32,8 proc. więcej niż rok wcześniej. W zasięgu sieci światłowodowych znalazło się 80,1 proc. gospodarstw domowych, czyli około 13 mln. To w praktyce oznacza konieczność przejścia od myślenia „nie blokować inwestycji” do „planować je z wyprzedzeniem”.
Samorząd nie musi sam budować sieci, ale może przygotować przestrzeń, procedury i warunki, dzięki którym inwestor zrobi to szybciej i taniej.
Infrastruktura ma wyrównywać szanse
– Patrząc na inwestycje regionalne, warto oceniać przede wszystkim ich efekty: czy powstały nowe miejsca pracy, czy wzrosła atrakcyjność regionu, czy udało się ograniczyć odpływ mieszkańców. Z perspektywy operatora telekomunikacyjnego staramy się naszymi inwestycjami zmniejszać różnice między regionami w dostępie do usług cyfrowych – mówi Martin Stysiak, Senior Public Affairs Manager w Play.
Z perspektywy operatora telekomunikacyjnego staramy się naszymi inwestycjami zasypywać różnice między regionami w dostępie do usług cyfrowych.
Skala problemów i potrzeb jest jednak bardzo zróżnicowana. Piotr Deniszczuk, starosta chełmski, mówił o powiecie, który przez ostatnich 12 lat stracił około 10 tys. mieszkańców.
– Jeżeli chodzi o inwestycje, w pierwszej kolejności koncentrujemy się na drogach. W ciągu ostatnich 10 lat nową nawierzchnię otrzymało około 75 proc. wszystkich dróg powiatowych. To w znaczący sposób poprawia warunki funkcjonowania przedsiębiorców i rolników, ale również ułatwia poruszanie się turystom odwiedzającym nasz powiat – podkreślał Piotr Deniszczuk.
Drugim bardzo ważnym obszarem są scalenia gruntów rolnych.
– Na ten cel pozyskujemy bardzo duże środki zewnętrzne, które pokrywają 100 proc. kosztów. Obejmuje to zarówno porządkowanie stanów geodezyjnych, jak i zagospodarowanie poscaleniowe: budowę infrastruktury drogowej, przepustów, odwodnienia czy urządzeń melioracyjnych. Jako powiat wykorzystujemy około 50 proc. środków przeznaczanych na ten cel w województwie lubelskim – mówił podczas panelu starosta chełmski.
Samorząd jako partner inwestora
Inną perspektywę pokazała Ewelina Degowska, członkini zarządu Powiatu Warszawskiego Zachodniego i dyrektorka Stołecznego Zarządu Rozbudowy Miasta. Region stołeczny mierzy się z innymi wyzwaniami niż obszary dotknięte depopulacją – w powiecie warszawskim zachodnim liczba mieszkańców w ciągu dekady wzrosła o około 20 proc.
– Trzeba zacząć od określenia standardów, które pokażą profesjonalizm samorządu i urzędników. Inwestor musi wiedzieć, że po drugiej stronie ma kompetentnych ludzi, jasne zasady i partnera, z którym można bezpiecznie współpracować – podkreśliła Ewelina Degowska.
W regionach słabiej zurbanizowanych jednym z narzędzi rozwoju jest z kolei przygotowywanie terenów pod przyszłą działalność gospodarczą.
– Infrastruktura pomaga także przyciągać przedsiębiorców, a za nimi pojawiają się miejsca pracy. Na terenie gminy działa już m.in. zakład produkujący płyty budowlane ze słomy konopnej. W ramach nowych dokumentów planistycznych wyznaczyliśmy kolejne tereny pod działalność gospodarczą. Łącznie jest to blisko 200 hektarów – mówił Piotr Pasieczny, wójt Gminy Tarnawatka.
Ma to również znaczenie demograficzne.
– Dla nas szczególnie ważne jest to, że zdecydowana większość nowych domów powstających w gminie należy do młodych ludzi. To daje nadzieję, że nie będziemy się cofać demograficznie, a przynajmniej uda nam się utrzymać obecny poziom liczby mieszkańców – podkreślał Piotr Pasieczny.
Inwestycja uruchamia kolejne zmiany
Na jeszcze szerszy mechanizm zwracał uwagę Teodor Stępa, wiceprezes Wałbrzyskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej Invest-Park. Pojawienie się nowego przedsiębiorstwa nie sprowadza się bowiem do budowy hali produkcyjnej.
– Dzisiejszy przemysł wykorzystuje automatyzację, robotykę, informatykę i rozwiązania Przemysłu 4.0, dlatego potrzebuje pracowników o nowych kompetencjach. To oznacza konieczność dostosowania szkolnictwa zawodowego do realnych potrzeb przedsiębiorstw, m.in. poprzez rozwój kształcenia dualnego – stwierdził Teodor Stępa.
Korzyści wykraczają więc poza działalność samego przedsiębiorstwa. Nowy zakład może stać się impulsem dla całego lokalnego ekosystemu.
– Warunkiem powodzenia jest jednak współpraca wielu instytucji. Gmina odpowiada za część infrastruktury i planowania, powiat m.in. za drogi, pozwolenia czy szkolnictwo, województwo za kolejne elementy infrastruktury, a specjalna strefa ekonomiczna za przygotowanie i uzbrojenie terenów oraz obsługę inwestora – dodał wiceprezes Wałbrzyskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej.
O tym, że rozwój nie zależy wyłącznie od „twardej” infrastruktury, mówił z kolei Ondrej Lunter, marszałek kraju bańskobystrzyckiego. Zwracał uwagę na utrwaloną w wielu częściach Europy narrację o nieuchronnym wyludnianiu się obszarów położonych poza największymi ośrodkami. Taki sposób myślenia może wpływać nie tylko na mieszkańców, ale również na postrzeganie regionu przez potencjalnych inwestorów. Jako przykład podał szkołę, która po zmianie kierownictwa i zaangażowaniu lokalnej społeczności odwróciła wieloletni spadek zainteresowania, a liczba kandydatów w ciągu kilku lat się podwoiła.
– Jednym z atutów regionów położonych poza największymi miastami są niższe koszty mieszkań i życia. Jeżeli można wykonywać podobną pracę, otrzymywać podobne wynagrodzenie, a jednocześnie ponosić niższe koszty życia, atrakcyjność mniejszych miejscowości wyraźnie rośnie – mówił w Karpaczu Ondrej Lunter.
W praktyce oznacza to, że skuteczność polityki inwestycyjnej warto mierzyć szerzej niż tylko liczbą nowych projektów czy wartością poniesionych nakładów. Znaczenie ma również to, czy inwestycje pomagają zatrzymywać mieszkańców, pobudzają kolejną aktywność gospodarczą i zwiększają zdolność regionu do konkurowania o ludzi oraz kapitał.
Cyfrowa infrastruktura musi powstawać z wyprzedzeniem
Ten mechanizm coraz mocniej widać również w telekomunikacji. Play buduje rocznie około 700-1000 stacji bazowych, a w całym kraju ma ich ponad 13,5 tys. Równolegle rozwijana jest infrastruktura światłowodowa. Według danych przedstawionych podczas panelu sieć Polskiego Światłowodu Otwartego obejmuje około 5,5 mln gospodarstw domowych i funkcjonuje w modelu otwartym, dzięki czemu mogą z niej korzystać różni operatorzy.
Dostęp do infrastruktury cyfrowej otwiera mieszkańcom mniejszych miejscowości możliwości, które jeszcze kilkanaście lat temu były silnie związane z dużymi ośrodkami. Chodzi m.in. o pracę i edukację zdalną, telemedycynę czy korzystanie z elektronicznych usług administracji. Dla przedsiębiorstw oznacza z kolei możliwość prowadzenia działalności i korzystania z nowoczesnych technologii bez konieczności lokowania biznesu w największych metropoliach.
Operatorzy nadal napotykają jednak bariery administracyjne i planistyczne. Problemem bywają stare miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego, które ograniczają możliwość rozwoju infrastruktury telekomunikacyjnej. Wyzwaniem jest też brak koordynacji pomiędzy poszczególnymi inwestycjami. Droga albo chodnik mogą zostać wyremontowane bez przygotowania kanałów technologicznych, a kilka miesięcy później trzeba ponownie prowadzić roboty, aby rozbudować sieć.
Potrzebny jest prawdziwy dialog między inwestorem a samorządem.
W tym miejscu wraca więc wątek, który przewijał się przez całą dyskusję: atrakcyjnego regionu nie tworzy pojedyncza inwestycja. Powstaje wtedy, gdy samorząd, biznes i instytucje publiczne potrafią z wyprzedzeniem rozpoznać potrzeby i połączyć kolejne przedsięwzięcia w jeden system.
– Potrzebny jest prawdziwy dialog między inwestorem a samorządem. Jeżeli inwestycje będą planowane wspólnie i z wyprzedzeniem, można je zrobić raz, porządnie i w taki sposób, żeby przynosiły mieszkańcom rzeczywistą korzyść – podkreśla Martin Stysiak.
Miniwywiad
Regiony potrzebują infrastruktury planowanej z wyprzedzeniem
Czy samorządy są dziś kompetencyjnie przygotowane na potrzeby biznesu? Reforma planistyczna pokazała, że problemem są nie tylko pieniądze, lecz także kompetencje. Gdzie z perspektywy operatora telekomunikacyjnego znajdują się największe bariery?
Widzimy, że wiedza w samorządach jest coraz większa. Być może wynika to również ze zmiany pokoleniowej – samorządowcy coraz lepiej rozumieją potrzebę rozwoju infrastruktury telekomunikacyjnej.
Oczywiście, nadal zdarzają się osoby sceptycznie, a nawet negatywnie nastawione do takich inwestycji. Staramy się wtedy rozmawiać i tłumaczyć, dlaczego są potrzebne. Korzystamy również ze wsparcia Ministerstwa Cyfryzacji czy Instytutu Łączności, które angażują się w dialog z samorządami.
Trzeba pamiętać, że działamy na ściśle regulowanym rynku i mamy określone zobowiązania. Pozyskując częstotliwości, zobowiązujemy się przykładowo do zapewnienia odpowiedniego zasięgu i jakości sieci na określonych obszarach. W przypadku 5G dotyczy to m.in. szlaków komunikacyjnych, dróg, kolei oraz dużych miast.
Jedną z największych barier pozostają miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego – zwłaszcza stare i niedostosowane do obecnych potrzeb. Drugim problemem bywa wspomniana wcześniej niechęć części samorządów do inwestycji, choć pod tym względem sytuacja wyraźnie się poprawia.
Z naszego punktu widzenia bardzo istotne jest, aby samorząd pełnił wobec mieszkańców rolę edukacyjną – tłumaczył, dlaczego rozwój infrastruktury jest potrzebny i jakie przynosi korzyści.
Polska jest bardzo zróżnicowana regionalnie – infrastrukturalnie, społecznie i demograficznie. Czy z punktu widzenia operatora działającego w skali całego kraju jest to poważne wyzwanie?
Jesteśmy na to przygotowani. Oczywiście istnieją regiony bardziej specyficzne i trudniejsze z punktu widzenia rozwoju infrastruktury, ale nie powiedziałbym, że można dziś wskazać jedną prostą regułę.
Różnice pomiędzy poszczególnymi częściami kraju stopniowo się zmniejszają. Rośnie przy tym świadomość wszystkich stron zaangażowanych w cały proces. Jednocześnie nawet w największych miastach zdarzają się protesty przeciwko inwestycjom.
Znacznie poważniejszą kwestią są procedury i czas ich trwania. Budujemy infrastrukturę celu publicznego, a proces budowy stacji bazowej trwa średnio od 18 do 24 miesięcy. W podobnym czasie można wybudować dom jednorodzinny, choć nie jest on inwestycją celu publicznego.
Patrząc więc na skalę rozwoju sieci i tysiące realizowanych stacji bazowych, usprawnienie i uproszczenie procedur prawno-administracyjnych zdecydowanie przyspieszyłyby inwestycje.
Czy infrastruktura telekomunikacyjna powinna być traktowana podobnie jak drogi czy energetyka – jako infrastruktura strategiczna, którą trzeba uwzględniać już na etapie planowania innych inwestycji?
Zdecydowanie powinniśmy myśleć o niej w dłuższej perspektywie. Jeżeli budujemy drogę, warto równocześnie zaplanować infrastrukturę telekomunikacyjną, która będzie tam potrzebna w przyszłości.
Niestety w samorządach często brakuje takiego długoterminowego podejścia. Decyzje podejmowane są w perspektywie jednej kadencji lub najbliższych wyborów.
Biznes funkcjonuje inaczej. My planujemy inwestycje długoterminowo. Budujemy i rozwijamy sieć, wiedząc, że ruch w niej bardzo szybko rośnie. Zużycie danych zwiększa się mniej więcej o 20 proc. rocznie, dlatego sieć musi być stale rozbudowywana.
Jak wspomniałem, proces budowy jednej stacji bazowej trwa średnio około dwóch lat. Musimy więc uruchamiać wiele procesów z dużym wyprzedzeniem. To, co planujemy dzisiaj, będzie oddawane do użytku dopiero za wiele miesięcy, a czasem za kilka lat.
Branża budowlana i nieruchomości bardzo często wskazują dwa problemy: przewlekłość procedur administracyjnych, o której wspomnieliśmy, ale też nieprzewidywalność legislacyjną. Czy w telekomunikacji wygląda to podobnie?
Zdecydowanie tak. Nasza branża w szczególnym stopniu potrzebuje stabilności i przewidywalności otoczenia prawnego.
Czy spotykacie się z samorządami, które w związku z depopulacją dochodzą do wniosku, że nie warto już inwestować, bo mieszkańców będzie coraz mniej?
Nie. Wręcz przeciwnie – w ostatnich miesiącach, a właściwie już od ponad roku, otrzymujemy coraz więcej pism od samorządów z prośbą o budowę stacji bazowych na obszarach będących tzw. białymi plamami.
Takie miejsca nadal w Polsce istnieją, choć jest ich coraz mniej.
Czasami zdarza się, że nie mamy zaplanowanej budowy stacji w danej lokalizacji na najbliższe lata. Po zgłoszeniu samorządu możemy jednak zmienić harmonogram i przyspieszyć inwestycję.
Staramy się być dla samorządów partnerem. Chcemy, żeby rozumiały perspektywę inwestora budującego sieć. Na podstawie danych z naszych systemów wiemy, gdzie potrzebna jest kolejna stacja i gdzie trzeba zwiększyć przepustowość sieci.
Jednocześnie potrafimy być elastyczni. Jeżeli samorząd zgłasza konkretną potrzebę, a pozwalają na to możliwości inwestycyjne i budżet, możemy przyspieszyć realizację.
Polska ma bardzo rozwinięty rynek usług cyfrowych. Co napędza rozwój infrastruktury?
Jako mieszkańcy Polski bardzo szybko przyzwyczailiśmy się do usług cyfrowych. Widzimy to bardzo wyraźnie w naszych systemach – ruch w sieci stale rośnie.
Internet wykorzystujemy już nie tylko do pracy. Korzystamy z niego do rozrywki, zakupów, usług finansowych, załatwiania spraw urzędowych i wielu innych codziennych czynności. Bardzo duży skok nastąpił w ostatnich latach, szczególnie od czasu pandemii.
Dlatego mamy nowoczesną sieć – mieszkańcy Polski coraz intensywniej korzystają z internetu, a to wymusza kolejne inwestycje w jej rozwój.
Operatorzy telekomunikacyjni bardzo mocno ze sobą konkurują. Czy jednocześnie potraficie współpracować w sprawach dotyczących rozwoju całego rynku?
Tak. To naturalne. Konkurują ze sobą nasze piony marketingowe i sprzedażowe, natomiast w sprawach regulacyjnych czy prawnych współpracujemy m.in. w ramach izb branżowych.
Jeżeli pojawia się problem dotyczący całego rynku albo bariera utrudniająca inwestycje, działamy wspólnie.
Na polskim rynku mobilnym działa czterech głównych operatorów. Zupełnie inaczej wygląda natomiast rynek stacjonarny, gdzie funkcjonuje bardzo wielu operatorów, także małych i lokalnych. Część z nich działa wyłącznie na konkretnych osiedlach albo niewielkich obszarach. Mają tam swoich klientów, często bardzo przywiązanych do lokalnego dostawcy, i ten model nadal funkcjonuje.
Wracając do głównego tematu – w jaki sposób inwestycje telekomunikacyjne mogą napędzać rozwój regionów?
To jeden z najważniejszych elementów tej dyskusji. Rozwój infrastruktury telekomunikacyjnej w mniej zurbanizowanych regionach czy miejscach słabiej przyciągających inwestorów może zmniejszać dystans dzielący je od największych miast.
Mieszkaniec niewielkiej miejscowości może dziś mieć taki sam dostęp do usług cyfrowych jak mieszkaniec Warszawy. Jest to możliwe dzięki rozwojowi zarówno infrastruktury mobilnej, jak i stacjonarnej.
Dzięki temu może pracować zdalnie, uczyć się, korzystać z rozrywki czy załatwiać sprawy urzędowe przez internet. To jeden ze sposobów ograniczania wykluczenia cyfrowego.
Infrastruktura telekomunikacyjna tworzy też możliwości dla lokalnego biznesu. Na miejscu mogą powstawać przedsiębiorstwa oferujące nowoczesne usługi, ponieważ dostają dostęp do infrastruktury, na której mogą budować działalność.
Podobnie jest z samorządami. Mając odpowiednią infrastrukturę, mogą rozwijać cyfrowe usługi dla mieszkańców.
Czy da się zatem zmierzyć wpływ infrastruktury telekomunikacyjnej na rozwój gospodarczy regionów?
Takie badania istnieją, choć przede wszystkim za granicą. Są m.in. analizy brytyjskie i niemieckie pokazujące zależność pomiędzy rozwojem infrastruktury telekomunikacyjnej a rynkiem pracy czy wzrostem gospodarczym.
To ważne, ponieważ skutki cyfryzacji można obserwować na wielu poziomach – od rynku pracy po dostęp do usług publicznych i ochrony zdrowia.
Internet daje również młodym ludziom z mniejszych miejscowości możliwość zdobywania nowych kwalifikacji, uczestnictwa w kursach i podejmowania pracy zdalnej bez konieczności codziennych dojazdów do dużych miast.
Główne wnioski
- O rozwoju regionu nie decyduje pojedyncza inwestycja. Największe efekty przynosi połączenie infrastruktury transportowej, energetycznej i cyfrowej z edukacją, usługami publicznymi oraz sprawnym samorządem.
- Dobra infrastruktura może ograniczać skutki depopulacji i zmniejszać dystans między mniejszymi miejscowościami a dużymi ośrodkami. Ułatwia przyciąganie firm, tworzenie miejsc pracy, dostęp do usług i zatrzymywanie mieszkańców na miejscu.
- Kluczowe są współpraca i planowanie z wyprzedzeniem. Samorządy, biznes i instytucje publiczne powinny wcześniej uzgadniać potrzeby i łączyć inwestycje w jeden system, zamiast reagować dopiero wtedy, gdy pojawia się konkretny problem.
Artykuł powstał na zlecenie P4.