5,5 mld zł na ochronę ludności. Schrony to nie wszystko
Z ponad 6 tys. skontrolowanych budowli ochronnych żadna nie spełniała standardów. Polska nadrabia wieloletnie zaległości w ochronie ludności i obronie cywilnej. Miliardy złotych na schrony i sprzęt nie wystarczą jednak bez sprawnych procedur, przygotowanych samorządów i współpracy z biznesem.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Dlaczego stan polskiego systemu ochrony ludności pokazuje skalę wieloletnich zaniedbań.
- Dlaczego nawet miliardy złotych na schrony i sprzęt nie wystarczą bez procedur, ludzi i przygotowanych samorządów.
- Jak doświadczenia z rzeczywistych kryzysów pokazują słabe punkty systemu – od dostaw wody i paliwa po komunikację z mieszkańcami.
Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.
Ponad 6 tys. starych budowli ochronnych skontrolowanych w Polsce i ani jednej, którą można byłoby uznać za gotową do użycia według obecnych standardów. Państwo przeznacza miliardy złotych na odbudowę ochrony ludności, ale schrony są tylko jednym z elementów znacznie większego problemu. W kryzysie równie ważne mogą okazać się sprawny wodociąg, zapas paliwa, działający agregat, łączność i przygotowanie samorządów.
Polska zaczyna odbudowę systemu ochrony ludności z bardzo niskiego poziomu. Jeszcze w 2024 r. ochrona ludności i obrona cywilna funkcjonowały jako dwa rozdzielone systemy. Nie było Korpusu Obrony Cywilnej ani odrębnych planów ewakuacji, a administracja i służby rozwijały własne, często niespójne systemy alarmowania i łączności.
Stan samych budowli ochronnych dobrze pokazuje skalę zaległości.
– Do weryfikacji zgłoszono ponad 6 tys. starych budowli ochronnych, głównie z lat 50., 60. i 70. Większość z nich sprawdziły w 2025 r. wspólne zespoły Państwowej Straży Pożarnej i nadzoru budowlanego. Żadna nie została oceniona jako spełniająca obecne standardy i gotowa do użycia. Około połowa obiektów może natomiast nadawać się do remontu lub modernizacji – mówił podczas Międzynarodowe Forum Liderów Odporności, które odbyło się podczas MSPO, Robert Klonowski, zastępca dyrektora Departamentu Ochrony Ludności i Zarządzania Kryzysowego MSWiA.
Państwo próbuje teraz nadrabiać zaległości. Od początku 2025 r. działa zintegrowany system ochrony ludności i obrony cywilnej. Powstały wojewódzkie plany ewakuacji. Na ich podstawie opracowano Krajowy Plan Ewakuacji. Trwa tworzenie Korpusu Obrony Cywilnej oraz integrowanie systemów łączności, ostrzegania i alarmowania. Kolejnym krokiem mają być ćwiczenia – od poziomu lokalnego po międzynarodowy.
Miliardy złotych nie wystarczą
Zmiana nie będzie tania. W 2025 r. dodatkowe nakłady na ochronę ludności przekroczyły 4,5 mld zł, z czego 80 proc. skierowano do samorządów. W 2026 r. pula ma wynosić 5,5 mld zł. Do tego dochodzą fundusze dostępne m.in. z KPO.
Skala potrzeb jest jednak znacznie większa. W jednym z naborów obsługiwanych przez BGK samorządy w ciągu dwóch miesięcy zgłosiły projekty o wartości przekraczającej 11 mld zł. Około 27 proc. wniosków dotyczyło obiektów ochrony ludności.
Problem nie sprowadza się przy tym do znalezienia pieniędzy. Równie poważnym wyzwaniem jest bardzo nierówny poziom przygotowania poszczególnych gmin. Duże miasta mają rozbudowane struktury i większe zasoby kadrowe. W niewielkich samorządach jedna osoba często odpowiada jednocześnie za kilka obszarów, a jej nieobecność może oznaczać brak zastępstwa.
Samorządy wskazują również na brak jednolitych zasad wydawania pieniędzy. W jednym województwie możliwe może być finansowanie agregatów, koparek czy ciężkiego transportu, podczas gdy w innym podobne wydatki bywają interpretowane inaczej.
To pokazuje podstawowy problem: nawet nowoczesny schron nie stworzy odpornego systemu, jeżeli gmina nie będzie wiedziała, kogo ewakuować, gdzie znajdują się jej zasoby, kto ma dostęp do sprzętu i w jaki sposób utrzymać wodę, energię czy łączność.
– Odporność społeczna to nie koszt – to inwestycja, rynek i przyszłość – mówił podczas forum amb. Krzysztof Paturej, założyciel i prezes Międzynarodowego Centrum Bezpieczeństwa Obywatelskiego i Społecznego.
Jego zdaniem bezpieczeństwo nie może być już traktowane jako wyłączna odpowiedzialność administracji i profesjonalnych służb. Powinno obejmować również samorządy, przedsiębiorstwa, organizacje społeczne oraz samych mieszkańców.
Kryzys zaczyna się od bardzo prostych problemów
Jak wygląda to w praktyce, pokazała awaria systemu wodociągowego w Otwocku i Karczewie. Około 50 tys. mieszkańców straciło normalny dostęp do bieżącej wody.
– W ciągu kilku godzin trzeba było zorganizować alternatywne dostawy, zabezpieczyć szpitale, szkoły, przedszkola i placówki opiekuńcze oraz uruchomić punkty dystrybucji dla mieszkańców. Do działania włączono m.in. Rządowe Centrum Bezpieczeństwa, Rządową Agencję Rezerw Strategicznych, Wojska Obrony Terytorialnej, wojewodę, straż pożarną, policję i inspekcję sanitarną – opowiadał podczas forum prezydent Otwocka Jarosław Margielski.
Kryzys pokazał jednak, że posiadanie sprzętu nie oznacza jeszcze zdolności do jego wykorzystania.
– Trzeba wiedzieć, gdzie sprzęt się znajduje, kto może go uruchomić, jak szybko można przewieźć go na miejsce i czym zastąpić urządzenie, które właśnie uległo awarii. W praktyce brakować może rzeczy znacznie mniej spektakularnych niż schrony: odpowiedniej pompy, przygotowanego beczkowozu czy miejsca, w którym możliwy jest szybki przeładunek wody – zauważył Jarosław Margielski.
Doświadczenia Otwocka wskazują również na znaczenie prostych checklist i procedur. System nie powinien zależeć od tego, czy w czasie kryzysu na miejscu znajduje się najbardziej doświadczony burmistrz albo naczelnik odpowiedzialny za zarządzanie kryzysowe. Instrukcje dotyczące konkretnych zagrożeń powinny istnieć wcześniej.
Lekcje z Otwocka
Jedną z najważniejszych lekcji była komunikacja. Miasto wykorzystywało jednocześnie stronę internetową, media społecznościowe, media tradycyjne, informacje przekazywane przez parafie oraz fizyczne plakaty. Wyznaczono również osoby odpowiedzialne za oficjalne komunikaty i obserwowanie informacji pojawiających się w internecie.
Było to szczególnie ważne, gdy zaczęła krążyć fałszywa informacja, że problemy z wodą mogą mieć związek ze skażeniem radioaktywnym. Samorząd musiał nie tylko organizować dostawy, lecz także szybko przeciwdziałać dezinformacji.
Kryzys pokazał ponadto, że jeszcze przed awarią powinny istnieć listy kluczowych zasobów, porozumienia z sąsiednimi gminami, przygotowane miejsca przeładunku i wykazy obiektów wymagających priorytetowego wsparcia.

Paliwo trzeba zapewnić, zanim zgaśnie światło
Podobnie wygląda problem z energią. Zakup agregatu nie daje bezpieczeństwa, jeśli nikt wcześniej nie ustalił, skąd będzie dostarczane paliwo, kto uruchomi urządzenie oraz które obiekty muszą być zasilane w pierwszej kolejności.
Samorząd może wcześniej stworzyć listę odbiorców priorytetowych, sprawdzić przyłącza, wskazać miejsca ustawienia agregatów i zapewnić całodobowy kontakt do osób mogących podejmować decyzje u operatorów infrastruktury i dostawców paliwa.
To rozwiązania znacznie mniej widowiskowe niż budowa schronów lub zakup ciężkiego sprzętu, ale w rzeczywistym kryzysie właśnie od nich może zależeć działanie wodociągów, szpitali i innych podstawowych usług.
Podobny problem dotyczy państwowych zapasów.
– Żadna agencja nie jest w stanie zgromadzić takich rezerw, które zabezpieczą wszystkie potrzeby średniego czy dużego państwa – mówił podczas kieleckiej dyskusji Jan Rajchel, prezes Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych.
Dlatego RARS pracuje nad rozwiązaniami, które nie będą polegały wyłącznie na państwowych magazynach. Jednym z rozważanych modeli jest utrzymywanie części zapasów żywności w magazynach sieci handlowych i uruchamianie w sytuacji kryzysowej wcześniej przygotowanego mechanizmu dystrybucji. W kolejnych programach rezerw strategicznych mają pojawić się także zasoby informatyczne państwa.
Infrastruktura to nie pojedynczy obiekt
Zmiany wymagają również odejścia od myślenia o infrastrukturze krytycznej jako o zbiorze pojedynczych instalacji. Elektrownia może być bardzo dobrze chroniona, ale przestanie działać, jeżeli zabraknie paliwa, przestanie funkcjonować łączność albo zawiedzie podwykonawca dostarczający kluczowy element.
Nowy system ma dlatego w większym stopniu uwzględniać całe łańcuchy świadczenia usług oraz zależności między poszczególnymi sektorami. Według informacji przedstawionych przez Rządowe Centrum Bezpieczeństwa powstają nowe wykazy infrastruktury i podmiotów krytycznych.
Szczególne znaczenie ma dziś polskie wybrzeże.
– Na stosunkowo niewielkim obszarze mamy skoncentrowaną infrastrukturę o strategicznym znaczeniu: terminale LNG, Naftoport, porty, infrastrukturę energetyczną i telekomunikacyjną, a do tego powstające morskie farmy wiatrowe – mówił podczas panelu Zbigniew Muszyński, dyrektor Rządowego Centrum Bezpieczeństwa.
Ochrona Bałtyku coraz mniej przypomina więc wyłącznie problem wojskowy. Od bezpieczeństwa infrastruktury na morzu i wybrzeżu zależy rosnąca część funkcjonowania państwa oraz gospodarki.
Jedną z odpowiedzi ma być Centrum Bezpieczeństwa Morskiego integrujące działania służb, instytucji państwowych oraz operatorów infrastruktury krytycznej.
Pierwsza godzina może należeć do sąsiada
Najbardziej rozbudowany system państwowy nie zmienia jednak faktu, że w pierwszych minutach i godzinach kryzysu profesjonalne służby mogą jeszcze nie być na miejscu. Wtedy pierwszą reakcję podejmują mieszkańcy, ochotnicza straż pożarna, sołtys albo lokalne organizacje.
Dlatego w budowanym systemie coraz większą rolę mają odgrywać podmioty już funkcjonujące w społecznościach. Polski Czerwony Krzyż może szkolić z pierwszej pomocy, pracownicy samorządów i spółek komunalnych potrzebują kompetencji z zakresu cyberbezpieczeństwa, a lokalne wspólnoty mogą opracowywać własne plany działania.
– Stajemy przed koniecznością odejścia od modelu skupionego wyłącznie na odpowiedzialności struktur państwowych i administracji – uważa Marcel Rutkowski, ekspert think tanku Obserwatorium Bezpieczeństwa.
Dodaje, że w obliczu współczesnych zagrożeń o charakterze kaskadowym i wielowymiarowym państwo w pojedynkę nie jest w stanie zagwarantować pełnego bezpieczeństwa.
– System tworzą także obywatele, a w skrajnym scenariuszu – gdy instytucje nie zdążą zareagować – to właśnie oni stają się pierwszą linią obrony – precyzuje ekspert.
Potrzebna jest również trwała kultura bezpieczeństwa.
– Nie da się jej wprowadzić odgórnym rozporządzeniem. Odporność trzeba zacząć budować od poziomu jednostki, a następnie przenosić ją na lokalne wspólnoty i całe społeczeństwo – mówi Marcel Rutkowski.
Według niego podstawą są również więzi sąsiedzkie, przygotowanie do kryzysów oraz umiejętność rozpoznawania dezinformacji.
– Świadomy obywatel – taki, który potrafi oddzielić fakty od dezinformacji, zna podstawowe procedury i wie, jak zachować się w sytuacji kryzysowej – przestaje być biernym konsumentem bezpieczeństwa, a staje się jego aktywnym elementem – uważa ekspert.
Główne wnioski
- Polska odbudowuje system ochrony ludności po dekadach zaniedbań, a stan schronów jest tylko najbardziej widocznym symbolem problemu. Kontrola ponad 6 tys. starych budowli ochronnych nie wykazała ani jednego obiektu spełniającego obecne standardy i gotowego do użycia. Jednocześnie jeszcze niedawno ochrona ludności i obrona cywilna funkcjonowały jako rozdzielone systemy, brakowało spójnych planów ewakuacji, struktur obrony cywilnej oraz zintegrowanych systemów ostrzegania i łączności.
- O odporności państwa zdecyduje nie liczba kupionych agregatów czy wyremontowanych schronów, lecz zdolność do ich wykorzystania w pierwszych godzinach kryzysu. Doświadczenia samorządów pokazują, że nawet dostępny sprzęt jest mało użyteczny, jeśli nie wiadomo, gdzie się znajduje, kto może go uruchomić, jak dostarczyć paliwo lub w jaki sposób zastąpić urządzenie, które uległo awarii. Kryzys wodociągowy w Otwocku ujawnił znaczenie pozornie prostych elementów: aktualnych list zasobów, gotowych beczkowozów, odpowiednich pomp, miejsc przeładunku, porozumień z sąsiednimi gminami i sprawnej komunikacji z mieszkańcami. Odporność powstaje więc przede wszystkim przed kryzysem – poprzez procedury, ćwiczenia i jasny podział odpowiedzialności.
- Współczesnej ochrony ludności nie da się budować wyłącznie w administracji – musi obejmować całe łańcuchy funkcjonowania państwa i lokalne społeczności. Elektrownia, wodociąg, terminal LNG czy szpital mogą być dobrze chronione, ale ich działanie zależy od dostaw paliwa, energii, transportu, telekomunikacji, dostawców i ludzi. Z tego powodu coraz ważniejsza staje się współpraca administracji z operatorami infrastruktury, biznesem, organizacjami społecznymi i mieszkańcami. W praktyce odporność państwa oznacza zdolność do utrzymania podstawowych usług nawet wtedy, gdy część systemu przestaje działać – a w pierwszych minutach kryzysu kluczową rolę może odegrać nie centralna instytucja, lecz samorząd, strażak ochotnik, lokalna organizacja albo dobrze przygotowany obywatel.