„Lalka” na Netfliksie. Płynie w niej krew i wysokie napięcie
Narkotyzujące się damy, szlachcice przetykający niemal każde zdanie bluzgami. Ktoś kończy nawet w kałuży krwi z odrąbanymi policzkami. Choć nikt nie spodziewałby się tego w „Lalce”, serial okazał się przejmujący. Jak czarny protest z parasolkami.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jak bardzo serialowa „Lalka” różni się od powieści Bolesława Prusa.
- Które ze scen przeczą realiom historycznym, a które uwypuklają istotne wątki, na które rzadko zwraca się uwagę podczas interpretacji książkowej „Lalki”.
- W jakich scenach w serialu pojawia się erotyka i rozlew krwi.
Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.
Są fraki i suknie z sutymi draperiami. Wyścigi konne, powozy na brukowanych ulicach Warszawy, a nawet pojawia się dynamit. Jest nawet pudel Ignacego Rzeckiego, chociaż chyba z porcelany. Poza tymi elementami oraz imionami bohaterów niewiele się tu pokrywa z powieściowymi wątkami. Od 16 września na platformie Netflix oglądać można serialową ekranizację „Lalki” w reżyserii Pawła Maślony. To sześć ponadgodzinnych odcinków, co do których monstrualnie spiętrzyły się nasze oczekiwania. Wielu, w tym pisząca te słowa, od nowa złapało nawet za opasłą powieść Bolesława Prusa, żeby przygotować grunt pod rzetelny odbiór. Tymczasem w „Lalce” proponowanej przez Netfliksa odnajdziemy zaledwie blady zarys historii, którą znamy. Reszta – jak pisał Herbert – nie jest jednak milczeniem. W serialu wybrzmiewa treść tak rozdzierająca i aktualna, że aż chciałoby się, żeby była jedynie ekranową fikcją.
Nóż w brzuch
Serialowa „Lalka”, w której Izabelę Łęcką gra Sandra Drzymalska, a Wokulskiego Tomasz Schuchardt, miała być zapewne zgodna z trendami. Jesienią 2023 r. na ekranach kin pojawili się przecież „Chłopi” w formie animacji, a na Netfliksie zagościł świeżo zekranizowany „Znachor”. Chciałoby się powiedzieć – lektury retro podane nowym pokoleniom na nowoczesnej tacy. Niebawem po tych premierach nadszedł chłodny dzień 1 listopada. Gdyby ktoś wybrał się wówczas na wieczorny spacer Powązkami, dostrzegłby pomarańczową łunę bijącą z płyty nagrobnej Władysława Reymonta. Dookoła wianuszek młodych ludzi, zadumanych, jakby sam Reymont był dla nich dziadkiem. Czy przewertowali chociaż książkę, czy zalegli jedynie w kinach lub na kanapach? (Nie spytałam!) Widok tych lampek odbijał coś istotniejszego, o szerszej skali. Była to moda – „Chłopi” stali się na moment rozchwytywanym towarem.
Jak więc zaadresować do młodego pokolenia „Lalkę”? Odkurzając ją w sferze obyczajów. Najnowsza serialowa interpretacja dosyć pobieżnie akcentuje dystynkcję, z jaką zwracano się do siebie w gronie XIX-wiecznych elit. Zatopiona w ideach, wycofana postać Rzeckiego (Dariusz Chojnacki) w filmie nabiera pełnokrwistej odwagi. Na okrągło rzuca się tu wulgaryzmami. Izabela już nie spuszcza wzroku, spływając różanymi rumieńcami. Nie fantazjuje też o posążku Apollina, tylko o uniesieniach, które w tamtej epoce jawiłyby się jako brudy niegodne główki szlachetnej panny. Scena pałacowego przyjęcia błyskawicznie przeradza się w absurdalny zgrzyt rodem z „Wesela” Wojciecha Smarzowskiego. Rozpruwa się tu trzewia stołowym nożem! Dlaczego? Bo ma się – nareszcie – coś więcej do powiedzenia.
Belciu, masz PMS
Skoro serialowa „Lalka” nie oddaje fabuły powieści, to czym pozostaje? Bolesnym komentarzem, wybudzającym nas ze skostniałej rutyny interpretacyjnej polskiej klasyki literackiej. Pamiętacie jeszcze, jak lektura ta przerabiana była w licealnym programie? Przeważnie jako opowieść o rozdeptanym sercu pracowitego kupca, który nie zdołał zaspokoić wydumanych smaków arystokracji. Trudno z tym dyskutować – los Wokulskiego to opowieść trudna. Książka jednak ma jeszcze drugą oś fabuły, która nie bywała tak ochoczo omawiana. Podobnie jak powieść „Emancypantki”, „Lalka” Prusa odnosi się również do społecznego poniżenia kobiet. Wartość panny mierzona jest nie tyle jej wdziękami, co zasobnością posagu.
Książkowa Izabela patrzy zza okna, jak na wieść o topniejących aktywach jej ojca kandydaci przestają stykać się z nią spojrzeniami. Chylą głowy, gdy tylko jaśnieją widoki na majątek, a mijają obojętnie, kiedy perspektywy bledną. Każdy się zgodzi, że takie panowały wówczas zasady, niemniej czemu nie odczytać „Lalki” właśnie jako dokumentu okrutnych obyczajów? W serialu dobitność emancypacyjnych wątków początkowo aż razi. Zamiast porcelanowej figurki oglądamy Izabelę, która ma okres, odpowiada kąśliwościami i dąży do tego, żeby realizować się dziennikarsko. Żebyśmy otrząsnęli się z przedwojennych kalek, którymi myślimy o „Lalce”, pokazano nam nawet pełnowymiarową scenę gwałtu. Z odrętwieniem, traumą i bez smyczkowej muzyki w tle.
Tarantino w pałacyku
Czy serial jest w tym przekazie jednostajny? Nic podobnego, zwłaszcza że z każdym odcinkiem wydaje się przechodzić w inny gatunek filmowy. Początkowo nie wybrzmiewa w nim groza, tylko konwencjonalna, choć niekoniecznie wierna adaptacja. Choć coraz bardziej wybiórczo odnosi się do książki, ciągle usilnie doszukujemy się tożsamych wątków. Sycimy się stopniowo obrazami kryształowych żyrandoli, snycerskich dekoracji i mięsistych, połyskujących adamaszków. W eleganckim lokalu posiłki umila grany na skrzypcach motyw z opery „Carmen”. Nic nie szkodzi, że sam utwór miał polską premierę w latach 80. XIX wieku, a fabuła „Lalki” rozgrywa się parę lat wcześniej. Ma się wrażenie, że konwencja zbliżać się będzie do „Marii Antoniny” w reżyserii Sofii Coppoli. Ekran lśnił będzie pałacowymi złoceniami, aż nagle pośród atłasowych krynolin dostrzeżemy współczesne trampki.
Serialowa „Lalka” pogrywa przecież równie śmiało z historycznymi realiami, uwzględniając chociażby udział dam w scenie honorowego pojedynku w Lasku Bielańskim. XIX-wieczny kodeks surowo tego zabraniał. Narracja pędzi jednak dalej, a filmowa formuła przybiera ton całkowicie inny, niż się zapowiadało. Następne odcinki budują jakby osobne reżyserskie formy – od kina pogrążonego w mroku i potęgującego niepokój po sceny groteskowego rozbryzgu krwi, których spodziewalibyśmy się prędzej po kinie Quentina Tarantino. Nurtujące zwroty tego formatu stawiają przy tym przed aktorami potężne zadanie. Ci udźwignęli jednak każde z oblicz: od goryczy rozczarowań po narkotyczną euforię.
W roli głównej: muzyka
Początkowo wydawało się nawet, że będzie to serial opowiadający nie tyle o obsesyjnym zatraceniu Stanisława Wokulskiego, co o potencjale aktorskim Jacka Braciaka. Tomasz Łęcki, w którego wcielił się aktor, targany był w końcu autentycznymi skrajnościami. Bezradność i presja ambicji przeciskały się przez kruszejące filary konwenansu. W serialu nikt zresztą nie zawiódł. Baron Krzeszowski grany przez Piotra Adamczyka, Florentyna oddana przez Julię Wyszyńską, wdowa Wąsowska flirtująca gestami Magdaleny Cieleckiej. W postać właścicielki majątku w Zasławku wcieliła się Małgorzata Hajewska-Krzysztofik, znana m.in. z przejmującej głównej roli w filmie „Kobieta z…” Małgorzaty Szumowskiej. Z postaci zupełnie nieprzewijających się przez powieść warto też wymienić rolę Agnieszki Grochowskiej, która miała zrównoważyć lukrowany świat arystokracji życiową prozą. Aktorka przekonująco wcieliła się w postać przewodzącej emancypantkom Elizy Orzeszkowej. Z książki Prusa nie będziemy też kojarzyć pokojówki zagranej na współczesną modłę przez Marię Kanię. Podobnie jak sylwetka Orzeszkowej, wniesie ona do narracji trudną prawdę o ówczesnym położeniu kobiet.

W rolach głównych wystąpili natomiast Sandra Drzymalska jako Izabela Łęcka, Tomasz Schuchardt jako Wokulski i muzyka, którą opracował warszawski kompozytor Bartosz Schmidt znany jako Baasch. Wszyscy troje doskonale zbudowali odrębność serialowej „Lalki” względem obyczajowości zarysowanej w książce. Izabela z podkrążonymi powiekami i opadającymi niedbale ramionami. Wokulski, w spazmach demonicznego śmiechu, obrzucający ją wyzwiskami. A co na to dźwięki? Momentami przywodziły na myśl słynną beethovenowską sonatę „quasi una fantasia”, innym razem przenosiły nas w swobodne podrygi przyjęć. Gdy trzeba, na długo milkły. Takiej relacji, jaką zbudowali Izabela, Wokulski i muzyka, nie możecie sobie odpuścić.
Główne wnioski
- Choć serialowa „Lalka” niezwykle wybiórczo podejmuje wątki znane z powieści, zwraca uwagę na utrwalone w kulturze powszechnej ścieżki interpretowania literackiej klasyki. Najczęściej lektura ta odczytywana jest jako historia miłosnego zawodu Stanisława Wokulskiego. Rzadziej jednak zwracamy uwagę na to, co Prus pisał o trudnym położeniu kobiet. Serial nas porusza nowymi wątkami, a jednocześnie drastycznie zmienia odbiór samej książki.
- „Lalka” w reżyserii Pawła Maślony składa się z sześciu odcinków, które przenoszą nas do zupełnie innych gatunków filmowych. Od konwencjonalnej adaptacji kostiumowej przez pełne niepokojów kino mroku po sceny rodem z produkcji Quentina Tarantino.
- Serialowa „Lalka” wpisuje się w trend współczesnych ekranizacji, które mają przyciągnąć uwagę młodszych pokoleń do klasyki. W 2023 r. o nowych widzów walczył m.in. świeżo nakręcony „Znachor” i „Chłopi” w formie animacji.
