Sport nie tylko dla pasjonatów historii. Czym jest łucznictwo konne i jakie mamy w nim sukcesy?
Mają kilkanaście sekund na to, by z galopującego konia trafić strzałą do celu. Choć na pierwszy rzut oka ich zmagania mogą wyglądać jak rekonstrukcja historyczna, łucznictwo konne to dyscyplina sportu. Anna Sokólska wywalczyła w niej srebro na igrzyskach sportów koczowniczych.
Z tego odcinka dowiesz się…
- Na czym polega łucznictwo konne.
- Na którym z najsłynniejszych polskich obrazów łucznicy są błędnie namalowani.
- Jak wyglądają współczesne łuki i z jakich materiałów wykonywano te sprzed 200 lat.
Wideocast
Powiększ audio
Wideocast
Powiększ video
90-metrowy tor, galopujący koń i kilkanaście sekund na oddanie celnego strzału. Łucznictwo konne łączy precyzję, opanowanie i oczywiście umiejętność zapanowania nad wierzchowcem.
– Zabrzmi to głupio, ale nie potrzebujemy celowników do swoich łuków, jak jest to w łucznictwie olimpijskim. Nie mamy czasu, żeby przymierzyć. Liczy się pamięć mięśniowa, czyli to, co wypracujemy na treningach strzelania z ziemi. A takich strzałów oddałam pewnie miliony – mówi w podcaście „Sport to pieniądz” Anna Sokólska, łuczniczka konna z klub AMM Archery.
W Polsce sportowo tą dyscypliną zajmuje się ok. 120 osób. Na świecie najpopularniejsza jest w Kirgistanie i Kazachstanie, gdzie do łucznictwa konnego pochodzi się z namaszczeniem, przynależnym kultywowanej na stepach tradycji.
– Na galopującym koniu w ciągu sekundy pokonujemy około 15 metrów – czyli w takim tempie przesuwa się przed nami cel. Dlatego czasami mówimy, że to jest łucznictwo intuicyjne albo instynktowne, bo część pracy wykonuje za nas podświadomość. Jeżeli odrobimy pracę domową z ziemi, wykonamy tysiące strzałów, to później podczas jazdy konnej następuje taki trochę magiczny proces. Jedziemy, patrzymy na cel, myślimy, żeby ta strzała trafiła, wypuszczamy ją i ona trafia w środek – opowiada Michał Sanczenko, także uprawiający łucznictwo konne, a przy tym będący wiceprezydentem światowej federacji tego sportu.
Historia, kultura, sport
Łucznicy na koniach byli niegdyś bardzo pożądanymi wojownikami. Najlepsi potrafili trafić wroga z odległości kilkudziesięciu metrów. Taki rodzaj wojska był specjalnością m.in. Tatarów czy Mongołów. Do dziś w tych krajach dba się o to, by łucznictwo konne było kultywowane – tym razem już w formie sportowej.
Tegoroczne światowe igrzyska nomadów zgromadziły w Kirgistanie około trzech tysięcy zawodników ze stu krajów i ponad czterdzieści tradycyjnych dyscyplin. Pod względem liczby uczestników i rozmachu organizacyjnego, nie ustępowały zimowym igrzyskom olimpijskim.
– Braliśmy udział w wielu zawodach oraz inscenizacjach historycznych, gdzie było
A tutaj? W ceremonii otwarcia na stadionie było chyba było ze 150 koni w jednym czasie. W
różnych konfiguracjach, w różnych układach. To naprawdę robiło bardzo, bardzo duże wrażenie – wspomina Anna Sokólska.
Dla niej były to trzecie igrzyska. Wróciła z nich ze srebrnym medalem.
Zapasy na koniach i rzuty korpusem kozy... Trwają nietypowe igrzyska. Polacy zdobyli już pierwsze medale
Łucznictwo przyjazne dla koni
Umiejętności łucznicze i jeździeckie to jedno, ale bez dobrego konia można zapomnieć o sportowym sukcesie. Koń jest partnerem, od którego również zależy wynik. Ważne są jego ruch, charakter, reakcja na zawodnika i to, jak radzi sobie z atmosferą zawodów. A przede wszystkim to, jak szybko się porusza.
– Na zawody, na które możemy dojechać autem, zabieramy swoje konie. Ale np. w Kirgistanie konie się losowało. A to, na jakiego konia się trafi, może zdeterminować cały start – mówi Michał Sanczenko.
Potwierdza to Anna Sokólska.
– Mogę wylosować wolnego konia, którego będę musiała poganiać, ściskając nogami. Co też dekoncentruje, bo robię już więcej rzeczy niż przy koniu, który niesie sam, przez co mogę skupić się tylko na łuku. Jak koń jest za szybki, to z kolei trudniej o celność. Ale możemy też wylosować takiego, który ucieka w lewo, w prawo, nie chce się trzymać toru. Wtedy oczywiście sporo zależy od umiejętności jeździeckich – mówi łuczniczka.
I przekonuje, że w tej dyscyplinie konie się nie męczą.
– Konie rekreacyjne bardzo szybko łapią o co chodzi, bo nikt nie trzyma ich za wodze. A chodzi o swobodny galop po torze. Koń dużo się nie męczy czy to podczas zwykłych treningów, czy na zawodach – tłumaczy.
Sport dla każdego?
Uprawiający łucznictwo konne to nie tylko wyborowi strzelcy, ale i wyborni jeźdźcy. Umiejętność poradzenia sobie z koniem bez użycia rąk jest niezbędna, by w pełni skupić się na oddaniu celnego strzału.
– Jak już ktoś potrafi jeździć konno, łuk jest tylko dodatkiem, który jest bardzo łatwo dołożyć. Średnio dobry jeździec jest w stanie szybciej dojść do wysokich poziomów w łucznictwie konnym niż bardzo dobry łucznik, który jeszcze nie potrafi za bardzo jeździć konno. Natomiast naszych szkoleniach jesteśmy w stanie w ciągu dwóch dni nauczyć jeźdźców strzelać z łuku na
poziomie podstawowym – mówią Anna Sokólska i Michał Sanczenko.
Ci, którzy nie mają jeździeckiego doświadczenia, nie powinni się jednak zrażać.
– Można zacząć uprawiać łucznictwo konne od nauki łucznictwa z ziemi, jednocześnie zapisać się na zajęcia jeździeckie i powoli to połączyć. To jest forma rekreacji albo sportu praktycznie dla każdego. Ostatnio odwiedził nas 68-letni Frederick z Kalifornii. Jeździł konno, ale nie strzelał z łuku. Po pięciu dniach wracał zadowolony do Stanów, bo już potrafił strzelać do trzech czy czterech tarcz seryjnie. Tak więc to nie jest aż tak bardzo wymagający sport, jeśli chodzi o stronę fizyczną – tłumaczy Michał Sanczenko.
W Polsce znajduje się około dziesięciu ośrodków, gdzie można zapisać się na lekcje łucznictwa konnego. Można też wybrać się na zawody w roli obserwatora.
– W przyszłym roku, w majówkę, będziemy prawdopodobnie organizować w Białymstoku Grand Prix,. Z dziewczynami wskoczyłyśmy z Grupy B do Grupy A, więc będzie można zobaczyć najlepszych z Europy u nas, czyli w Podlaskim Muzeum Kultury Ludowej – zapowiada Anna Sokólska.