Afera wyborcza w Szwecji. Ewentualne powtórzenie głosowania w jednym z okręgów może zmienić wynik wyborów
Szwedzka prokuratura wszczęła śledztwo ws. oszustwa wyborczego. Jego wynik może doprowadzić do powtórzenia głosowania w okręgu Dalarna. Jest tam bowiem do obsadzenia 11 mandatów, a różnica między zwycięskim blokiem lewicowym a prawicą wyniosła po wyborach zaledwie trzy mandaty.

Śledczy sprawdzają, jak 30-letni Mohamed Abdukardir Ali dostał się do parlamentu z dziewiątego miejsca w Dalarnie. To region leżący około 215 km na północny zachód od Sztokholmu. Postępowanie dotyczy podwożenia wyborców do lokali, wręczania zakreślonych kart oraz płacenia za głosy na kandydata Partii Lewicy.
Szwedzkie media dodają, że w 2024 r. Urząd Migracyjny odmówił obywatelstwa Somalijczykowi z powodu długów. Mężczyzna odwołał się od tej decyzji, dostał paszport i mógł startować w wyborach. Według „Expressen” Ali mieszkał też przez kilka lat z jednym z członków gangu.
Ali zdobył dla Partii Lewicy jeden mandat w Dalarnie, choć jako działacz partii był nieznany. Z tej samej listy nie dostała się za to liderka partii, wieloletnia parlamentarzystka Kajsa Fredholm. Cała partia dostała zaś w kraju 30 mandatów.
Śledztwo może doprowadzić do powtórnego głosowania w okręgu. To może całkowicie odmienić wynik wyborów. Lewicowa opozycja zdobyła bowiem we wrześniowych wyborach 176 mandatów, a rządząca prawica 173 mandaty w 349-osobowym parlamencie.
Postępowanie uderza też, według mediów, nie tylko w Partię Lewicy, ale też w liderkę Partii Robotniczej-Socjaldemokratów Magdalenę Andersson. By zdobyć większość, musi mieć głosy Partii Lewicy. Ta jednak jeszcze nie skomentowała podejrzeń ws. afery. Prawa ręka Andersson, Tobias Baudin, powiedział z kolei, że podejrzenia prokuratury są „bardzo poważne”.