Kategoria artykułu: Sport

Doping w szarej strefie. Sześć historii, które pokazują, jak działa antydoping

Na hasło „pozytywny wynik testu antydopingowego” większość z nas myśli o oszuście, który postanowił nielegalnie wspomóc się w drodze po sukces. Tymczasem świat antydopingu jest dużo bardziej zawiły. Czasami wina leży zupełnie gdzie indziej. Nietypowe historie z ostatnich dwóch lat dobrze to pokazują.

Marketa Vondrousova, czeska tenisistka
Markéta Vondroušová nie miała pozytywnego wyniku testu antydopingowego. Mimo to została zdyskwalifikowana na 4 lata. Fot. Christopher Pike/Getty Images

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Dlaczego nie każdy pozytywny wynik testu antydopingowego oznacza dyskwalifikację sportowca.
  2. Jak zawodnicy udowadniają, że zakazana substancja dostała się do ich organizmów przypadkowo.
  3. Czy obecność narkotyków w organizmie sportowca można wybronić.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.

W prawie karnym obowiązuje domniemanie niewinności. W świecie antydopingu jest inaczej, bo pełna odpowiedzialność za obecność zakazanej substancji w organizmie spoczywa na sportowcu, niezależnie od winy. Wystarczy, że substancję znaleziono w próbce.

– Jesteśmy przyzwyczajeni, że to organ musi najpierw ponad wszelką wątpliwość wykazać, że ktoś jest winny, żeby móc nałożyć na niego określoną sankcję. W przepisach antydopingowych organizacja antydopingowa musi wykazać obecność substancji albo naruszenie procedury. Od tego momentu cały ciężar dowodu przechodzi na zawodnika i to on musi wskazać okoliczności, które go tłumaczą. Nie ma więc domniemania złej woli, ale nie ma też żadnego domniemania działającego na korzyść zawodnika. To nie jest to samo, do czego jesteśmy przyzwyczajeni w prawie karnym – tłumaczy Łukasz Klimczyk, adwokat specjalizujący się sprawach antydopingowych.

1. Iga Świątek: ślad w próbce i zanieczyszczona melatonina

W 2024 roku polskich kibiców tenisa uderzyła informacja, że w próbce pobranej od Igi Świątek po starcie na igrzyskach olimpijskich w Paryżu wykryto zabronioną trimetazydynę. Polka została zawieszona, a jej sztab rozpoczął niełatwy proces przekonywania, że substancja znalazła się w organizmie Polki przez przyjmowanie zanieczyszczonej nią melatoniny.

Zespół Polki zlecił badanie używanego przez nią opakowania. Wyniki wskazały na obecność trimetazydyny w tabletkach, co rozpoczęło poszukiwania oryginalnie zamkniętego opakowania z tej samej partii.

Oba opakowania – to już używane przez Polkę oraz fabrycznie zamknięte – wysłano do niezależnego laboratorium, akredytowanego przez Międzynarodową Agencję Antydopingową (WADA). Po ich przebadaniu laboratorium poinformowało, że trimetazydynę wykryto w tabletkach z obu opakowań. W zamkniętym opakowaniu znajdowała się więc ta sama substancja. To było w postępowaniu dowodowym najważniejsze.

– Kodeks WADA wskazuje, że w sprawach dotyczących produktu zanieczyszczonego zawodnik musi wykazać zarówno źródło substancji, jak i odpowiedni stopień braku winy lub zaniedbania – przekazała XYZ Kinga Kwiecień z Polskiej Agencji Antydopingowej POLADA.

Iga Świątek
Iga Świątek przymusowo pauzowała przez miesiąc. Fot. EPA/ALESSANDRO DI MEO Dostawca: PAP/EPA.

2. Dorota Borowska: problemy z psimi ranami

Dobrze wie o tym kajakarka Dorota Borowska – przed paryskimi igrzyskami w jej organizmie wykryto zabroniony klostebol. Polka została tymczasowo zawieszona.

Zawodniczka wyjaśniała, że substancja dostała się do jej organizmu bez jej wiedzy – klostebol znajdował się w maści, używanej przez kajakarkę do leczenia ran jej psa. W związku z tym zaskarżyła zawieszenie do Międzynarodowego Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu (CAS), który uznał, że doszło do naruszenia przepisów antydopingowych, ale stwierdził „brak winy lub zaniedbania”. Zawieszenie zniesiono, a Dorota Borowska mogła wystąpić w Paryżu.

– Czułość laboratoriów jest obecnie niezwykle wysoka, przez co wykrywane są minimalne stężenia substancji. Przez to incydentalny kontakt z substancją w sposób nieświadomy może mieć konsekwencje związane z antydopingowym postępowaniem dyscyplinarnym – mówi Łukasz Klimczyk, który reprezentował zawodniczkę przed CAS.

W takich sytuacjach wymagana jest biegła znajomość przepisów, ale i wiedza specjalistów z konkretnej dziedziny.

– Potrzebny jest toksykolog, który oceni, czy stwierdzone stężenie w ogóle daje się pogodzić z zadeklarowanym scenariuszem przyjęcia substancji. Często też biegły w zakresie analizy włosów lub analityk, który weryfikuje otrzymaną dokumentację laboratoryjną, a jeszcze niekiedy farmakolog, dietetyk sportowy albo – jak w sprawie Doroty Borowskiej – lekarz weterynarii – mówi Łukasz Klimczyk.

3. Nick Kyrgios: kokaina, która nie zawsze oznacza doping

Konsekwencje przyjęcia niektórych zakazanych substancji różnią się w zależności od kontekstu ich przyjęcia.

– Kodeks WADA wyodrębnia kategorię „Substances of Abuse”, czyli substancji często nadużywanych w społeczeństwie poza kontekstem sportowym. Obecnie zalicza się do niej kokaina, THC, MDMA oraz diamorfina, czyli heroina – tłumaczy Kinga Kwiecień.

W przypadku tych substancji niezwykle istotne są dwie odrębne kwestie: kiedy doszło do ich przyjęcia oraz w jakim celu.

– Jeżeli zawodnik wykaże, że przyjęcie nastąpiło poza okresem zawodów i nie miało związku z poprawą wyników sportowych, Kodeks przewiduje szczególny, trzymiesięczny okres dyskwalifikacji, który może zostać skrócony do jednego miesiąca po ukończeniu zatwierdzonego programu leczenia dotyczącego nadużywania substancji – mówi Kinga Kwiecień.

Dokładnie tak wyglądała w tym sezonie dopingowa wpadka Nicka Kyrgiosa. Podczas jednego z turniejów w organizmie australijskiego tenisisty wykryto metabolit kokainy. Zawodnik zapewniał, a następnie dowiódł, że zażywał zakazaną substancję poza zawodami, a celem jej przyjęcia nie była poprawa wyniku sportowego. Jego zawieszenie potrwało miesiąc.

4. Markéta Vondroušová: cztery lata bez żadnego pozytywnego testu

Zaskakująca może wydawać się historia Markéty Vondroušovej. Czeska tenisistka, mistrzyni Wimbledonu z 2023 roku, nigdy nie miała pozytywnego wyniku testu. Mimo to otrzymała czteroletnie zawieszenie po tym, gdy odmówiła oddania próbki.

W grudniu 2025 do drzwi domu tenisistki zapukał kontroler. Był wieczór. Czeszka uznała, że jest późno i że nie podda się badaniu. Później tłumaczyła, że kontroler nie przedstawił się zgodnie z procedurami, że bała się o swoje bezpieczeństwo i że była w bardzo złym stanie psychicznym. Niezależny trybunał uznał jednak, że nie ma „przekonującego uzasadnienia” odmowy. Vondroušová zapewnia, że nigdy nie stosowała dopingu, a trzy dni po incydencie przeszła kolejną kontrolę z wynikiem negatywnym. Odwołała się do CAS, czeka na rozprawę.

– Światowy Kodeks Antydopingowy przewiduje odrębne naruszenie polegające na uchylaniu się od pobrania próbki, zagrożone identycznie jak odmowa. Jeżeli kontroler ustali, że zawodnik był na miejscu i celowo się nie ujawnił, mówimy o tym samym poziomie odpowiedzialności. Ponadto kara za odmowę została zrównana z karą za obecność w organizmie substancji zabronionej. Zrobiono to celowo, żeby odmowa nie stała się drogą wyjścia dla zawodnika, który wie, że próbka będzie dodatnia. Logika jest zrozumiała – tłumaczy Łukasz Klimczyk.

Sportowcy objęci przepisami antydopingowymi muszą codziennie podawać miejsce pobytu i godzinne okienko, w którym na pewno będą dostępni dla kontrolerów. POLADA wyjaśnia, dlaczego nie ma tu miejsca na żadną tolerancję.

– Ten przedział nie jest jedynym okresem, w którym zawodnik może zostać skontrolowany. Kontrola może zostać przeprowadzona także w innym czasie i miejscu. 60-minutowe okno ma przede wszystkim zagwarantować, że przynajmniej przez godzinę dziennie zawodnik będzie możliwy do odnalezienia bez uprzedzenia – wyjaśnia Kinga Kwiecień.

5 i 6. Sawicki i Januchowski: laboratoria nie są nieomylne

Siatkarz Mikołaj Sawicki z Bogdanki LUK Lublin przeszedł kontrolę po finale ligowego sezonu 2025. Po pozytywnym wyniku testu (metabolit modafinilu) zawodnika zawieszono. Stracił m.in. miejsce w reprezentacji. Groziły mu nawet cztery lata dyskwalifikacji.

Mikołaj Sawicki, siatkarz Bogdanki Luk Lublin
Mikołaj Sawicki, 26-letni siatkarz Bogdanki Luk Lublin został zawieszony za pozytywny wynik testu antydopingowego w maju ubiegłego roku. Fot. Wojtek Jargiło/PAP

Zawodnik od początku kwestionował wynik i wskazywał, że przyjmował lek, który mógł być źródłem wykrytego metabolitu. W marcu 2026 r. WADA zakwestionowała metodę zastosowaną przez Polskie Laboratorium Antydopingowe. Mikołaj Sawicki mógł wrócić do gry, a ponowne badanie próbki w zagranicznym laboratorium akredytowanym przez WADA dało wynik negatywny – nie wykryto modafinilu ani jego metabolitów. W kwietniu 2026 r. Panel Dyscyplinarny zamknął postępowanie i stwierdził brak naruszenia przepisów. Kibiców wzburzył nie tylko błąd laboratorium, ale także jego konsekwencje: siatkarz stracił cały sezon.

– Mechanizm tymczasowego zawieszenia musi pozostać i to nie jest kwestia sporna. Przy substancjach nieokreślonych – czyli tych, które potocznie nazywa się „twardym dopingiem” – zawieszenie jest obligatoryjne i pełni funkcję ochronną zarówno wobec pozostałych zawodników, jak i wobec integralności wyników sportowych – mówi Łukasz Klimczyk

Bardzo podobna jest historia tenisisty Jakuba Januchowskiego. Został zawieszony w lipcu 2024 r. po wykryciu w jego próbce także metabolitu modafinilu. Panel Dyscyplinarny nałożył na niego czteroletnią dyskwalifikację. Tenisista odwołał się do CAS. W 2026 r., po zakwestionowaniu przez WADA metody zastosowanej przez Polskie Laboratorium Antydopingowe w jego sprawie, sytuacja się zmieniła. CAS tymczasowo zawiesił wykonanie dyskwalifikacji, dzięki czemu zawodnik mógł wrócić do rywalizacji. Samo postępowanie przed CAS nadal trwa; dodatkowe analizy próbki mają ustalić, czy wykryty metabolit rzeczywiście pochodził z zabronionego modafinilu.

– Sprawy te pokazały przede wszystkim, jak istotna jest możliwość niezależnej, dodatkowej weryfikacji wyniku analitycznego, jeśli pojawiają się poważne wątpliwości dotyczące zastosowanej metody. Jednocześnie należy podkreślić, że laboratoria antydopingowe są od POLADA niezależne w zakresie wykonywania analiz i stosowanych metod badawczych. POLADA jako organizacja zarządzająca wynikami nie może ingerować w rezultat analizy laboratoryjnej. Rozdzielenie tych kompetencji jest jednym z elementów wiarygodności całego systemu antydopingowego – mówi Kinga Kwiecień.

Łatka, którą trudno zerwać

Różne historie, z różnymi finałami. W procesie weryfikacji, czy zawodnicy nie wspomagają się zabronionymi substancjami, liczą się sposób dostania się danej substancji do organizmu, czas i cel jej zażycia, a także wola i determinacja sportowca do dochodzenia swoich racji.

Nauka zaszła dziś daleko, że w laboratoriach można wychwycić naprawdę śladowe ilości substancji, które faktycznie mogą dostać się do organizmu przypadkowo. Z drugiej strony laboratoria nadal nie są bezbłędne. A metkę „dopingowicza” wyjątkowo trudno oderwać.

– System antydopingowy nie przewiduje żadnej realnej rekompensaty związanej z takimi sytuacjami. Zawodnik odzyskuje prawo startu – i na tym koniec. Nie odzyskuje sezonu, kontraktu, powołania do kadry ani reputacji nadszarpniętej łatką „dopingowicza”. Przepisy antydopingowe przewidują wprawdzie zaliczenie okresu tymczasowego zawieszenia na poczet kary, ale ten mechanizm staje się bezwartościowy dokładnie w tej sytuacji, w której powinien działać – gdy kary ostatecznie nie ma – tłumaczy Łukasz Klimczyk.

Dlatego za każdym razem, gdy przeczytamy o „złapanym na dopingu”, dobrze wgryźć się w szczegóły i poczekać na finały sprawy. Wbrew pozorom świat (anty)dopingu nie jest czarno-biały.

Główne wnioski

  1. W procedurach antydopingowych nie obowiązuje zasada domniemania niewinności. Jeśli testowana próbka da wynik pozytywny, to na sportowcu ciąży odpowiedzialność udowodnienia swojej niewinności.
  2. Nie każdy pozytywny wynik testu antydopingowego oznacza winę zawodnika. W niektórych przypadkach zakazane substancje dostają się do organizmu sportowca przypadkiem, np. przez zanieczyszczony suplement diety.
  3. Sprawdzające próbki laboratoria nie są bezbłędne. Przypadki Mikołaja Sawickiego i Jakuba Januchowskiego pokazały, że nauka też może się pomylić i wskazać na winę ostatecznie niewinnego sportowca.