Izraelski sąd najwyższy zablokował plan Netanjahu. Arabskie partie mogą wystartować w wyborach
Izraelski Sąd Najwyższy jednogłośnie skasował zakaz startu w wyborach partii arabskich. Zakaz ten wprowadziła Centralna Komisja Wyborcza, kontrolowana przez koalicję premiera Benjamina Netanjahu i jego skrajnie prawicowych sojuszników.

Zakaz startu, jak pisze Bloomberg, dotyczył Zjednoczonej Listy Arabskiej oraz Połączonej Listy, czyli koalicji trzech arabskich partii. „Pójdziemy masowo do wyborów” – zapowiedziała po decyzji SN Połączona Lista. To odpowiedź na słowa Netanjahu z 2015 r. Mówił on wtedy, że izraelska prawica jest w niebezpieczeństwie, bo izraelscy Arabowie pójdą masowo do urn.
Wcześniej izraelski SN zapowiedział, że prawdopodobnie utrzyma w mocy zakaz startu Samiego Abu Shehadeha. To polityk, który uznał atak Hamasu z 7 października 2023 r. za „naturalną odpowiedź na politykę Izraela”. Polityk zapowiedział jednak w piątek, że i tak wycofa się z wyborów.
W pierwszym głosowaniu po ataku Hamasu skrajna izraelska prawica ostro atakuje Arabów, twierdząc, że ich głos w izraelskim rządzie to zagrożenie bezpieczeństwa narodowego. Wskazuje m.in. na Zjednoczoną Listę Arabską, która współrządziła już w koalicji w latach 2021-2022.
Zniesienie zakazu może zmienić wyniki wyborów. Ani bowiem skrajnie prawicowa koalicja Benjamina Netanjahu, ani jego przeciwnicy, którym przewodzi były generał Gadi Eisenkot, nie osiągną – według sondaży – 61 mandatów. Ta liczba daje bowiem większość w Knesecie. Jako że mniejszość arabska stanowi około 20 proc. wyborców, jej głos może przeważyć szalę.