Kategorie artykułu: Biznes Świat

Rumunia chce przyspieszyć. Sięga po inwestycje, o które zabiega też Polska

Rumunia chce przyciągać fabryki i nowe technologie, łącząc niższe koszty pracy z publicznym wsparciem inwestycji. Dla Polski to rosnąca konkurencja o kapitał, choć Bukareszt musi jeszcze pogodzić gospodarcze ambicje z ograniczaniem wysokiego deficytu.

Alexandru Nazare
Rumuński minister finansów Alexandru Nazare podczas Impact SEE w Bukareszcie, którego XYZ był patronem medialnym, przedstawił plan zwiększenia roli biznesu w gospodarce. Fot. materiały prasowe Impact

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Jak Rumunia chce przyciągać inwestycje produkcyjne i technologiczne.
  2. Jakie przewagi i słabości ma w konkurencji z Polską o kapitał.
  3. Od czego zależy powodzenie jej planu.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.

Bukareszt szykuje wsparcie dla produkcji i nowych technologii, a prywatny kapitał ma pomóc gospodarce wyjść ze stagnacji. Rumunia pozostaje tańsza od Polski pod względem kosztów pracy, ale o powodzeniu jej planu zdecydują również finanse publiczne, dostępność kadr i zdolność do wdrażania innowacji.

Rumunia chce, aby 2027 r. przyniósł zmianę kierunku w gospodarce. Po okresie słabego wzrostu i ograniczania deficytu zamierza wspierać inwestycje produkcyjne oraz projekty łączące badania z uruchamianiem fabryk.

Minister finansów Alexandru Nazare podczas Impact SEE w Bukareszcie, którego XYZ był patronem medialnym, przedstawił plan zwiększenia roli biznesu. Dla Polski oznacza to rozwijanie przez regionalnego konkurenta oferty dla inwestorów szukających miejsca na zakład lub centrum badawcze.

– Musimy przyciągnąć więcej prywatnego kapitału, aby wykonać ten skok na kolejnym etapie. Oznacza to powrót do koncesji, wykorzystanie partnerstwa publiczno-prywatnego i rozwój rynku kapitałowego. Chodzi o poszerzenie źródeł finansowania gospodarki w czasie, gdy budżet ma coraz mniej przestrzeni na samodzielne finansowanie jej modernizacji – mówił Nazare.

Dwa programy mają pobudzić produkcję

Pierwszym konkretem jest zapowiedziane przez ministra przeznaczenie 150 mln euro w 2027 r. na inwestycje produkcyjne w branżach, w których Rumunia odczuwa słabości bilansu handlowego. Nazare wymienił farmację, petrochemię i przetwórstwo żywności. Składanie projektów ma ruszyć 15 października, a selekcja zakończyć się przed początkiem przyszłego roku. Przedsiębiorstwa mogłyby dzięki temu rozpocząć inwestycje w 2027 r.

Drugim instrumentem jest TechUp România, łączący finansowanie badań i rozwoju z inwestycją w produkcję. Z komunikatu rządu opublikowanego w sierpniu wynika, że jego szacowany budżet wynosi do 5,3 mld lei, czyli  ok. 1 mld euro rozłożony na lata 2026-2032. Roczna alokacja wynosi około 759 mln lei, czyli około 150 mln euro. Kwota wymieniona przez Nazarego nie jest więc całym budżetem programu. Wsparcie obejmuje m.in. AI, mikroelektronikę, biotechnologię, magazynowanie energii, materiały zaawansowane i systemy autonomiczne.

Mechanizm odpowiada na problem opisany przez rumuński rząd: brak infrastruktury pomiędzy laboratorium a rynkiem skłania firmy do zlecania części badań i testów za granicą. TechUp ma wspierać także tworzenie zdolności produkcyjnych. Bukareszt chce więc zabiegać o większą część procesu powstawania produktu, od technologii po jej zastosowanie w fabryce.

Odbicie tak, ale po trudnym dostosowaniu

Punktem wyjścia jest słaba koniunktura. W prognozie z maja 2026 r. Komisja Europejska przewidywała wzrost rumuńskiego PKB o zaledwie 0,1 proc. w tym roku, po 0,7 proc. w 2025 r. Na 2027 r. zakładała przyspieszenie do 2,3 proc. Konsumpcję ograniczają dostosowanie fiskalne i wysoka inflacja, a gospodarkę wspierają inwestycje finansowane z UE. Dla porównania ta sama prognoza przewiduje wzrost polskiego PKB o 3,5 proc. w 2026 r. i 2,8 proc. w 2027 r.

– Ograniczanie deficytu powinno odbywać się przy utrzymaniu inwestycji. Nie poświęciliśmy inwestycji dla redukcji deficytu – mówił Nazare, opisując wykonanie budżetu w pierwszych ośmiu miesiącach roku.

Oszczędności w funkcjonowaniu państwa mają zachować wydatki zwiększające potencjał gospodarki. Rząd chce przekonać przedsiębiorców, że konsolidacja finansów nie zatrzyma rozbudowy infrastruktury.

Kilka słów o skali wyzwania. Według Komisji deficyt sektora instytucji rządowych i samorządowych wyniósł w 2025 r. 7,9 proc. PKB, wobec 9,3 proc. rok wcześniej. Prognoza zakłada jego ograniczenie do 6,2 proc. w 2026 r. i 5,8 proc. w 2027 r. To nadal znacznie powyżej unijnego limitu 3 proc. Rada UE wyznaczyła Rumunii termin zakończenia procedury nadmiernego deficytu na 2030 r. Zobowiązanie wymaga więc dalszych działań.

A co z planem inwestycyjnym? Prognoza Komisji ujawnia pewne napięcie. W 2026 r. nakłady publiczne mają wzrosnąć z około 6 proc. do niemal 7 proc. PKB. Rok później Komisja oczekuje ich osłabienia po zakończeniu unijnego instrumentu odbudowy RRF i większej roli inwestycji prywatnych. Zapowiedzi ministra odpowiadają na konkretną potrzebę: biznes ma podtrzymać aktywność, gdy impuls z wydatków publicznych zacznie słabnąć.

Ważny argument: tańsza praca

Według Eurostatu średni godzinowy koszt pracy w 2025 r. wynosił w Rumunii 13,6 euro, a w Polsce 19,1 euro. Rumuński poziom był więc o około 29 proc. niższy. Wskaźnik obejmuje wynagrodzenia i pozostałe koszty pracodawcy, a nie kwotę otrzymywaną przez pracownika. Dotyczy przedsiębiorstw zatrudniających co najmniej 10 osób, ale ważna uwaga: nie jest cennikiem zatrudnienia specjalisty w konkretnym mieście.

Różnica może mieć znaczenie przy działalności wymagającej dużej liczby pracowników. Koszt wytworzenia produktu zależy jednak również od wydajności.

Rumunia nie dysponuje też nieograniczonym zasobem pracowników. OECD wskazuje na kurczenie się i starzenie ludności oraz emigrację ograniczającą podaż kompetencji. W latach 2020-2021 w krajach OECD mieszkało około 3,9 mln rumuńskich emigrantów w wieku powyżej 15 lat. Pozyskanie kolejnych zakładów będzie wymagało aktywizacji mieszkańców, szkoleń i zatrzymywania specjalistów.

No i kwestie energii. Eurostat odnotował w Rumunii wzrost cen prądu dla odbiorców innych niż domowi o 15,4 proc. między drugim półroczem 2024 r. a drugim półroczem 2025 r., liczony w walucie krajowej. Był to największy wzrost w UE w badanej grupie zużycia od 500 do 2 tys. MWh rocznie. Porównanie lokalizacji musi więc obejmować pełny rachunek kosztów.

O technologie trudniej niż o fabrykę

Rumunia ma już doświadczenie w przyciąganiu kapitału. OECD podaje, że w latach 2014-2024 napływ bezpośrednich inwestycji zagranicznych wynosił średnio 2,5 proc. PKB, a ich skumulowana wartość w 2024 r. sięgała około 35 proc. PKB. Organizacja wskazuje jednak na potrzebę silniejszych powiązań między zagranicznymi przedsiębiorstwami a miejscowymi firmami, aby wiedza i technologie szerzej przenikały do gospodarki.

Największa luka dotyczy badań. Według Eurostatu Rumunia przeznaczyła w 2024 r. na B+R około 0,5 proc. PKB, przy unijnej średniej 2,2 proc. Polska, według GUS, osiągnęła 1,41 proc. PKB, choć był to spadek z 1,56 proc. rok wcześniej. Rumunia ma zatem do nadrobienia większy dystans. Oba państwa pozostają jednak poniżej średniej UE. Samo ustanowienie nowego programu nie oznacza, że Bukareszt szybko zamknie tę lukę.

Program TechUp można odczytać jako próbę zmiany modelu rozwoju. OECD zaleca Rumunii przechodzenie od przewagi kosztowej do działalności o wyższej wartości dodanej przez rozwój innowacji i kompetencji. Wsparcie projektu od badań po produkcję jest zatem spójny z tym kierunkiem.

Zdaniem eksperta

Stagnacja i oczekiwanie na ożywienie

W ciągu 20 lat rumuńska gospodarka rozwijała się bardzo szybko. Pod tym względem w całym regionie ustępowała jedynie Polsce. W konsekwencji PKB na osobę (mierzony w standardzie siły nabywczej) sięgnął 78 proc. unijnej średniej, według danych Eurostatu. Dla porównania, w przypadku Polski był to poziom 81 proc.

Z kolei cała rumuńska gospodarka w ujęciu nominalnym stała się drugą największą w regionie, wyprzedzając Czechy. W 2025 r. PKB Rumunii wyniosło 380 mld euro, z kolei w przypadku czeskiej gospodarki było to 347 mld euro. Przy czym populacja Rumunii jest ok. dwukrotnie większa, co sprawia, że to Czesi nadal pozostają znacznie zamożniejsi.

W ostatnich kilku latach Rumunia zmaga się z kryzysem finansów publicznych. W 2024 r. deficyt sektora finansów publicznych wyniósł aż 9,3 proc. PKB i był najwyższy w UE. Jednocześnie gospodarka miała podobnej wielkości deficyt na rachunku obrotów bieżących. Oznacza to, że import był wyższy niż eksport, a różnicę pokrywał wzrost zadłużenia zagranicznego.

W pewnym momencie rząd stanął przed koniecznością szybkiej redukcji deficytu budżetowego, ze względu na ryzyko odpływu inwestorów zagranicznych i braku możliwości finansowania wydatków. Rząd mocno podniósł podatki, co przełożyło się na wyższą inflację oraz spowolnienie gospodarcze. Deficyt wyraźnie jednak spada – w 2026 r. ma wynieść według prognoz KE 6,2 proc. PKB.

Obecnie gospodarka rumuńska znajduje się w stagnacji, jednak kolejne lata powinny przynieść ożywienie. Kluczowe jest to, że ta sytuacja nie jest wywołana przez problemy w realnej gospodarce (jak przeinwestowanie czy utrata konkurencyjności kluczowych branż), ale przez politykę fiskalną. Dzięki temu, kiedy już rząd upora się z nadmiernym deficytem, gospodarka będzie mogła dalej rosnąć.

Wiarygodność będzie równie ważna jak dotacje

Nazare połączył plan gospodarczy z dłuższą perspektywą: wyjściem z procedury nadmiernego deficytu do 2030 r. oraz możliwością przyjęcia euro do 2035 r. Drugą datę należy traktować jako wskazany przez ministra horyzont, a nie zatwierdzony termin akcesji. Przyjęcie wspólnej waluty wymaga spełnienia kryteriów konwergencji, w tym dotyczących inflacji i finansów publicznych, oraz co najmniej dwóch lat udziału w mechanizmie kursowym ERM II bez poważnych napięć.

W krótszym terminie większe znaczenie ma przewidywalność polityki gospodarczej. Komisja wskazuje, że niestabilność polityczna w Rumunii osłabia zaufanie do dostosowania fiskalnego. Inwestor musi ocenić, czy państwo utrzyma zachęty i warunki działalności przez okres dłuższy niż rok budżetowy. Dotyczy to szczególnie projektów wymagających wieloletnich nakładów, zanim zaczną przynosić przychody.

Słuchaj również: Rumunia kusi polskie firmy. Ale kopiowanie Polski może być pułapką

Dla Polski rumuński plan jest sygnałem, że regionalna konkurencja obejmuje coraz więcej elementów procesu inwestycyjnego. Bukareszt chce połączyć niższe koszty pracy ze wsparciem badań i produkcji, a jednocześnie poprawić wiarygodność finansów państwa. Nic w danych nie wskazuje jednak, że Rumunia już odbiera Polsce inwestycje. Dopiero realizacja zapowiedzianych programów pokaże, czy zdoła pozyskiwać więcej projektów, które inwestorzy mogliby ulokować nad Wisłą.

Główne wnioski

  1. Rumunia chce połączyć przewagę kosztową ze wsparciem bardziej zaawansowanych inwestycji. Zapowiedziane 150 mln euro na produkcję w 2027 r. oraz program TechUp România mają pomóc przyciągać zarówno fabryki, jak i projekty badawcze zakończone wdrożeniem. Dla Polski oznacza to rozwijanie oferty przez regionalnego konkurenta, choć dostępne dane nie dowodzą, że Rumunia już odbiera jej inwestycje.
  2. Niższe koszty pracy są mocnym argumentem, ale nie przesądzają o atrakcyjności lokalizacji. W 2025 r. średni godzinowy koszt pracy w Rumunii był o około 29 proc. niższy niż w Polsce. Inwestorzy muszą jednak uwzględnić także wydajność, dostępność specjalistów, koszty energii i zaplecze badawcze. Niskie nakłady na B+R oraz problemy demograficzne mogą ograniczać rumuńskie ambicje.
  3. Prywatny kapitał ma podtrzymać wzrost, gdy osłabnie impuls z inwestycji publicznych. Bukareszt próbuje zwiększyć zaangażowanie biznesu, jednocześnie ograniczając wysoki deficyt. Powodzenie tego planu zależy od przewidywalności polityki gospodarczej i sprawnego wdrażania zachęt. Wyjście z procedury nadmiernego deficytu do 2030 r. pozostaje zadaniem do wykonania, a wskazany przez ministra 2035 r. jest horyzontem możliwego przyjęcia euro.