Uczelnie sprzedają kompetencje na sztuki. Przełom dla rynku pracy?
Krótki kurs, nowa umiejętność lub wiedza i cyfrowy certyfikat, który można wkleić do profilu w mediach społecznościowych – to mikropoświadczenia, które szturmem zdobywają polskie uczelnie. Otwierają zupełnie nowy rozdział na rynku pracy, ale na razie wie o nich garstka firm.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Co to są mikropoświadczenia i dlaczego stają się coraz bardziej popularną formą zdobywania nowych umiejętności.
- Jak nowy model poszerzania kompetencji może zmienić rynek pracy i rekrutacji w firmach.
- Które uczelnie wyższe uruchamiają nowe kursy kończące się mikropoświadczeniami.
Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.
Polskie uczelnie masowo wprowadzają kursy nowych kompetencji zakończone cyfrowymi mikropoświadczeniami. Słowo „masowo” nie jest nadużyciem. Jak się dowiedzieliśmy, pewien uniwersytet planuje w tym roku wydać aż 300 tys. mikropoświadczeń na zakończenie organizowanych kursów. A w tę ścieżkę inwestuje w tym roku wiele polskich uczelni.
Z początkiem roku akademickiego systemy organizacji nowych kursów na najróżniejsze tematy, które będą się kończyć wydawaniem mikropoświadczeń, uruchomiło w Polsce co najmniej 15 nowych uczelni. W sumie w ich wdrażanie jest już zaangażowanych przeszło 60 szkół wyższych i kilka innych instytucji.
Co umiesz robić?
To zmiana w modelu edukacji wyższej i zdobywania nowych, konkretnych umiejętności – także po studiach, co bardzo promuje Unia Europejska. Nowe podejście może też zrewolucjonizować rynek pracy. Mikropoświadczenia przesuwają bowiem rekrutację z pytania: „jakie masz wykształcenie?” na: „co konkretnie umiesz dziś robić?” Rola rekrutacji opartych na konkretnych umiejętnościach będzie rosła w miarę rozwoju i podaży mikrokursów i mikropoświadczeń.
Na czym polega innowacja mikropoświadczeń, która skłania wyższe uczelnie do masowego wprowadzania takiej oferty? Podstawowa różnica między mikropoświadczeniami a dotychczasowymi usługami szkoleniowymi na rynku jest taka, że nowe kursy są bardzo krótkie, skoncentrowane na wąskich zakresach tematycznych i konkretnych kompetencjach. No i zawsze kończą się cyfrowym certyfikatem. Gdy trafi on w niedalekiej przyszłości do cyfrowego portfela europejskiego (a jest na to duża szansa) będzie działał nie tylko w kraju, ale i za granicą.
Przełom na rynku kompetencji?
Mikropoświadczenia w Polsce rozwijają się dzięki pilotażowemu programowi ministerstwa funduszy, które zleciło jego realizację Instytutowi Badań Edukacyjnych (IBE). Pilotaż miał się skończyć we wrześniu, ale jego wyniki są tak obiecujące, że został przedłużony aż do początku 2028 roku.
W tym roku mikropoświadczenia zaczynają na większą skalę wchodzić do regularnej oferty uczelni. W komunikatach szkół wyższych można potwierdzić co najmniej siedem uczelni, które w letnim semestrze (do czerwca) wydały swoje pierwsze mikropoświadczenia. To ostrożna liczba. Nie obejmuje bowiem uczelni, które eksperymentowały z takim modelem już wcześniej, ale właśnie teraz mocno rozszerzają ofertę. W sumie jest ich już kilkadziesiąt.
Politechnika Białostocka pierwsze w swojej historii mikropoświadczenia wydała w marcu. W pilotażu uczestniczyli studenci z siedmiu państw. Także w marcu o pierwszych certyfikatach poinformowała Politechnika Poznańska. Do końca letniego semestru uczelnia miała ich już na swoim koncie 144. Warszawski Uniwersytet Medyczny wydał pierwsze mikropoświadczenia w kwietniu uczestnikom kursu „Podstawy negocjacji i rozwiązywania konfliktów”. Zapowiedział kolejne.
Uniwersytet Ekonomiczny w Poznaniu przyznał pierwsze mikropoświadczenia w maju po warsztatach „Praca zespołowa z AI w organizacjach”. Dokument potwierdza m.in. umiejętność projektowania współpracy człowieka z AI. Państwowa Akademia Nauk Stosowanych w Krośnie pierwsze cyfrowe dokumenty wydała w czerwcu studentom inżynierii środowiska. Dotyczyły m.in. AutoCAD i projektowania w technologii BIM.
Kolejka nowych kursów
Początek nowego roku akademickiego przynosi wiele ciekawych zapowiedzi.
Uniwersytet Ekonomiczny w Krakowie pierwszy kurs przeprowadził już we wrześniu, a w całym zimowym semestrze zapowiada kolejne. Uniwersytet Ignatianum w Krakowie w lipcu przystąpił do pilotażu IBE, Uniwersytet Gdański przyjął w tym roku uczelniane zasady tworzenia programów mikropoświadczeń, a Uniwersytet Pomorski w Słupsku pracuje nad własnym systemem.
– Mamy podpisane umowy z prawie 50 uczelniami, a zgłaszają się następne. Nie wszystkie są na tym samym etapie i nie wszystkie wydają dokumenty na dużą skalę, ale zainteresowanie wystrzeliło – mówi Michał Nowakowski, który kieruje w IBE projektem mikropoświadczeń.
Ponadto część szkół realizuje swoje kursy poza systemem IBE – np. przez Europass, inne rozwiązania we współpracy z firmami komercyjnymi albo w projektach międzynarodowych (wówczas cyfrowy certyfikat może wystawić zagraniczna uczelnia).
UEK rusza z zapałem
– Przygotowywaliśmy się do tego od początku 2026 roku. Przygotowywaliśmy system, podstawy prawne i oczywiście kursy. Na razie wszystkie są nieodpłatne – mówi prof. Małgorzata Tyrańska, prorektor UEK.
Pierwsze programy informatyczne rozpoczęły się we wrześniu, następne od października. Uczelnia rozwija program m.in. w międzynarodowym projekcie, w którym przygotowano 12 kursów dotyczących kompetencji potrzebnych na rynku freelancingu. Co ważne, UEK chce wdrożyć do regulaminu studiów możliwość wykorzystania punktów ECTS zdobytych w ramach mikrokursów do zaliczenia programu studiów.
Uczelnia chce też poszerzyć grupę odbiorców.
– Chcemy upowszechnić te mikroprogramy tak, żeby osoby spoza uniwersytetu też mogły zdobywać w ten sposób nowe kompetencje – mówi prorektor UEK.
Na razie programy są finansowane z projektów europejskich i są bezpłatne. Uczelnia dopuszcza jednak stworzenie później odpłatnego modelu. Prof. Małgorzata Tyrańska mówi, że UEK chce wcześniej zebrać doświadczenia z innych uczelni.
Wrocław z Padwą w słusznej sprawie
Uniwersytet Wrocławski uruchomił pierwsze międzynarodowe mikropoświadczenie wspólnie z Uniwersytetem w Padwie. Program „Microbial Agents in Bioremediation” jest poświęcony zastosowaniu mikroorganizmów w ochronie i rekultywacji środowiska, m.in. zabytkowej architektury. Program potrwa dwa miesiące, jest prowadzony online po angielsku.
Na jednym programie Wrocław nie skończy.
– To pierwszy kurs z mikropoświadczeniami w trybie międzynarodowym, ale będą kolejne od semestru letniego. I będą z zupełnie innych dziedzin – zapowiada prof. Patrycja Matusz, prorektor Uniwersytetu Wrocławskiego ds. umiędzynarodowienia.
Uczelnia też chce kierować ofertę szerzej – nie tylko do własnych studentów.
– Świat się zmienia, musimy nadążać, a elastyczne formy nauki zwiększają dotarcie do tych, którzy chcą poszerzać wiedzę i ułatwiają pozyskiwanie kompetencji istotnych dziś na rynku pracy, a nie np. za dwa lata – mówi prof. Patrycja Matusz.
Mikropoświadczenia szczególnie dobrze pasują, jej zdaniem, do wąskiej specjalistycznej wiedzy przygotowywanej pod konkretną potrzebę.
To istota całej zmiany. W szybko zmieniającym się otoczeniu zawodowym pracownik nie zawsze potrzebuje szerokiego, wielomiesięcznego programu z elementami, które być może nigdy nie będą mu przydatne. Czasem musi opanować nowe narzędzie, regulację, technologię, metodę pracy czy zastosowanie narzędzia, jak np. sztucznej inteligencji i musi to zrobić to w ciągu kilku tygodni, a nie dwóch lat.
Łazarski goni peleton
Wdrażanie systemu do wystawiania mikropoświadczeń zapowiedziała ostatnio w głośnym wywiadzie prof. Małgorzata Gałązka-Sobotka, nowa rektor Akademii Łazarskiego.
– Dostawca systemu cyfrowego, który wdrożymy na Łazarskim, został już wybrany. Pierwsze mikropoświadczenia chcemy wydać w tym roku akademickim, być może jeszcze w tym roku kalendarzowym. To jedno z naszych najważniejszych zadań operacyjnych – zapowiedziała rektor Akademii Łazarskiego.
Nie tylko obok, ale też w ramach dyplomu
Nieco inną drogą poszła Wyższa Szkoła Zarządzania i Bankowości w Krakowie (WSZiB). Uczelnia powiązała mikropoświadczenia z wybranymi przedmiotami w ramach wymaganego planu zajęć. Po zakończeniu każdej sesji mikropoświadczenia są automatycznie przyznawane studentom spełniającym kryteria. Ten wymóg to zdanie modułu obejmującego mikropoświadczenie na ocenę co najmniej 4.
Do marca uczelnia informowała już o 648 wydanych dokumentach. Student po zdanym egzaminie otrzymuje więc nie tylko ocenę i punkty wynikające z programu studiów, ale także osobny cyfrowy dowód potwierdzający nowy „odcinek” zdobytej wiedzy.
Wrocław przygląda się takiemu modelowi. Prof. Patrycja Matusz dopuszcza w przyszłości możliwość składania większej całości z mniejszych programów.
– Jestem za tym, żeby z takich mikropoświadczeń można było budować dyplom magisterski – mówi Patrycja Matusz.
Na razie jest to kierunek, a nie rozwiązanie funkcjonujące w polskim prawie. Pokazuje jednak, jak bardzo mikropoświadczenia mogą wyjść poza rolę dodatkowego certyfikatu.
Krótsza edukacja ma nadążać za technologią
Mikropoświadczenia trafiają w zmianę zachodzącą na rynku. Technologie, narzędzia pracy i regulacje zawodowe zmieniają się coraz szybciej. Kompetencje potrzebne pięć lat temu nie zawsze wystarczają dziś, a umiejętności zdobywane obecnie mogą wymagać aktualizacji znacznie wcześniej niż pod koniec zawodowej kariery.
Dlatego mikropoświadczenie ma odpowiadać na konkretną potrzebę i ma potwierdzić, że dana umiejętność rzeczywiście została zdobyta.
Często są to unikatowe kompetencje, które potrzebują nietypowego uwiarygodnienia.
– Na Akademii Muzycznej w Łodzi, z którą współpracujemy, integralną częścią mikropoświadczenia jest plik wideo (MP4), zawierający fragment końcowego egzaminu gry na wybranym instrumencie. Takie nagranie stanowi konkretny dowód osiągniętych efektów uczenia się, a właśnie ich potwierdzanie jest istotą mikropoświadczeń – mówi Maciej Stopierzyński z DoxyChain, firmy wdrażającej system do mikropoświadczeń.
W innych programach takim dowodem może być jakiś projekt wykonany przez uczestnika. Cel jest prosty: pracodawca dostaje możliwość zweryfikowania nie tylko nazwy szkolenia, lecz także konkretnej umiejętności. To odróżnia mikropoświadczenie od ogromnej liczby certyfikatów uczestnictwa, które już dziś trafiają do CV i profili zawodowych.
Firmy mogą budować kompetencje „jak z klocków”
Mikropoświadczenia zmienia nie tylko sposób pozyskiwania nowych umiejętności, ale też rynek zatrudniania pracowników. Zmiana ma więc znaczenie również dla przedsiębiorstw, które coraz częściej muszą uzupełniać kompetencje istniejących zespołów.
– Przedsiębiorstwo może w takim modelu budować własne ścieżki rozwoju pracowników, a poszczególne potrzebne mu właśnie teraz elementy dobierać tak jak klocki – wyjaśnia Marcin Kowalski z Human Partner, który szkoli firmy z zakresu mikropoświadczeń.
Mikropoświadczenia mogą być użyteczne wtedy, gdy potwierdzają konkretną umiejętność potrzebną pracownikowi w danym momencie.
W praktyce firma może określić zestaw umiejętności potrzebnych w danym stanowisku, dobrać do nich krótkie programy i wysyłać pracowników na szkolenie lub pozyskiwać tych, którzy sami na różnych kursach uzupełnili umiejętności. Część kompetencji mogą dostarczać uczelnie, część organizacje branżowe i inne firmy szkoleniowe.
Ten model szczególnie pasuje do obszarów, w których kwalifikacje szybko się dezaktualizują: sztucznej inteligencji, analizy danych, cyberbezpieczeństwa, transformacji energetycznej, nowych regulacji prawnych.
Skills-based hiring, czyli co kandydat naprawdę umie
Michał Nowakowski z IBE wskazuje na rozwijający się w Stanach Zjednoczonych kierunek rekrutacji oparty bardziej na umiejętnościach niż na ukończonej szkole.
– Skills based hiring, czyli rekrutacja oparta na umiejętnościach, bardzo zyskuje na popularności w Stanach Zjednoczonych. Jeśli firma potrzebuje realizacji konkretnych zadań, to mniej ją interesuje jaki uniwersytet skończyłeś – szuka człowieka, który zrobi coś bardzo konkretnego. Mikrokursy i mikropoświadczenia pozwalają to szybko mieć – mówi Michał Nowakowski.
Mikropoświadczenie nie zastępuje dyplomu ani doświadczenia zawodowego. Dostarcza innego rodzaju informacji. Dyplom pokazuje szerokie wykształcenie zdobyte w określonym momencie życia. Mikropoświadczenie może pokazać, że jego właściciel pół roku temu zdobył i zweryfikował konkretną umiejętność. To element procesu uczenia się przez całe życie.
Uczelnie są przed biznesem
Na razie tempo zmian jest wyraźnie większe po stronie uczelni niż przedsiębiorstw. Firmy mało jeszcze o tym wiedzą.
– Dużo bardziej aktywne są uczelnie niż same firmy – przyznaje Małgorzata Lewicka z Konfederacji Lewiatan.
Lewiatan właśnie prowadzi wśród swoich członków ankietę dotyczącą mikropoświadczeń.
– Pytamy przedsiębiorców, czy znają to rozwiązanie, czy już z niego korzystają, czy chcieliby w taki sposób rozwijać pracowników oraz czy informacja o mikropoświadczeniach byłaby dla nich przydatna przy ocenie kandydatów do pracy – mówi Małgorzata Lewicka.
To jedna z najważniejszych barier rozwoju nowego rynku. Uczelnie zaczynają tworzyć ofertę szybciej, niż biznes nauczył się z niej korzystać. A Lewiatan chce ten dystans zmniejszyć. Organizacja od kilku lat popularyzuje temat, a teraz chce lepiej zidentyfikować potrzeby firm.
– Staramy się przy różnych okazjach pokazywać przedsiębiorstwom, że to temat wart poznania, bo te rozwiązania będą dla nich korzystne – mówi Małgorzata Lewicka.
Zmiana musi być systemowa
Znacznie ważniejsze od samej promocji może być jednak włączenie mikropoświadczeń do mechanizmów finansowania rozwoju pracowników. Lewiatan postuluje, żeby w konkursach i instrumentach wspierających podnoszenie kompetencji premiowane były również szkolenia i kursy kończące się takim dokumentem. Organizacja chce też uwzględnienia tego rozwiązania przy pracach nad kolejną perspektywą finansową UE po 2028 r.
Pojawienie się mikropoświadczeń w instrumentach, z których przedsiębiorstwa już finansują szkolenia, może znacznie szybciej przenieść je z uczelni do praktyki HR.
Uczelnie też się włączają w promowanie nowego narzędzia. Bez zainteresowania firm wystawiony na uczelni certyfikat nowo nabytych umiejętności pozostanie bowiem tylko kolejnym „papierem” w teczce z CV.
– Zadaniem uczelni będzie również wypromowanie mikropoświadczeń wśród pracodawców. Nasza Akademia, jako jedna z nielicznych uczelni w kraju, wstąpiła niedawno do organizacji Pracodawcy RP. Chcemy promować nowe rozwiązania edukacyjne, takie jak mikropoświadczenia, ale jednocześnie zbierać informację zwrotną: czego biznes oczekuje od uczelni i co możemy zmienić, żeby lepiej odpowiadać na potrzeby pracodawców – mówi prof. Małgorzata Gałązka-Sobotka.
Uniwersytet Wrocławski chce włączyć przedsiębiorstwa w tworzenie takich kursów.
– Warto, by były robione wspólnie z biznesem – mówi prof. Patrycja Matusz.
Chce prowadzić kampanię skierowaną do przedsiębiorstw, ponieważ współpraca przy przygotowywaniu programów może być korzystna zarówno dla uczelni, jak i dla pracodawców szukających ludzi z określonym zestawem umiejętności.
Mikropoświadczenia muszą być transparentne
Cyfrowość dokumentu nie rozwiąże problemu zaufania. Dokument musi zawierać informacje pozwalające ocenić, kto go wystawił, czego dotyczyła nauka, w jaki sposób sprawdzono efekty i jak duży był nakład pracy.
Nie każdy nowy pomysł musi się przebić. Małgorzata Lewicka z Lewiatana przypomina też doświadczenie Zintegrowanego Systemu Kwalifikacji, który również miał ułatwiać przedsiębiorstwom orientację w kompetencjach pracowników.
– Został tak przeregulowany, że przestał być funkcjonalny – uważa Małgorzata Lewicka.
Dodaje, że mimo dużego nakładu pracy system „jakoś wśród pracodawców się nie przyjął”.
Jakość i wiarygodność
Dla mikropoświadczeń to ważna lekcja. Standard musi zapewniać wiarygodność, ale sam system nie może stać się tak skomplikowany, że dział HR nie będzie chciał z niego korzystać.
Marcin Kowalski z Human Partner oddziela ukończenie kursu od potwierdzenia kompetencji. To jeden z jego najważniejszych argumentów: mikropoświadczenie ma odpowiadać na pytanie „co ten człowiek rzeczywiście umie?”, a nie tylko „w jakim szkoleniu uczestniczył?”.
Kowalski ostrzegał również przed zbyt łatwym wydawaniem mikropoświadczeń po opłaceniu kursu.
– Żeby ten system naprawdę uznawali pracodawcy, powinien mieć jasne standardy, wiarygodnych wydawców i rzeczywistą walidację – mówi szkoleniowiec.
Michał Nowakowski ma świadomość, że rynek może zostać zalany dokumentami o bardzo różnej wartości. Dlatego IBE chce budować nie tylko aplikację do wystawiania cyfrowych odznak, ale cały krajowy system mikropoświadczeń oparty na wspólnych zasadach jakości. System ma obsługiwać europejskie standardy cyfrowych poświadczeń, tak aby dokumenty nie były zamknięte wyłącznie w polskich granicach.
– Wydaliśmy już w tym projekcie ponad 10 tys. mikropoświadczeń objętych systemem zapewniania jakości – mówi Michał Nowakowski z IBE.
Ryzyka rosną razem z rozwojem sektora
Michał Nowakowski podkreśla, że ekosystem mikropoświadczeń IBE będzie gwarantował ich jakość.
– Kluczowa jest ich rozpoznawalność – zarówno dla uczelni, jak i dla firm. To właśnie rozpoznawalność to jedno z największych wyzwań całego przedsięwzięcia. Krajowy system ma dawać pracodawcy możliwość ustalenia, kto dokument wydał, co zostało sprawdzone i według jakich zasad – wylicza promotor mikropoświadczeń z IBE.
Na razie mikropoświadczenia wciąż nie są jeszcze poświadczone żadną ustawą. Nie wiadomo, kto miałby finansować system po zakończeniu pilotażu. Jest to niezbędne do utrzymania infrastruktury cyfrowej oraz systemu weryfikacji jakości wydawanych certyfikatów. Bez trwałego ekosystemu, przy szybko rosnącej podaży różnych kursów i zaświadczeń, gdy każdy podmiot, który zainwestuje w cyfryzację dokumentu, będzie mógł wydawać je za dowolne „osiągnięcia”, łatwo będzie jakość stracić. I powielić losy kiepskich kursów MBA.
Główne wnioski
- Polskie uczelnie zaczęły na szeroką skalę wdrażać mikropoświadczenia. To krótkie kursy kończące się cyfrowymi certyfikatami zdobycia nowych, zwykle wąskich kompetencji. W tym roku akademickim system uruchomiło co najmniej kolejnych 15 szkół, a w całość zaangażowanych jest już ponad 60 uczelni, a także firmy i inne podmioty szkoleniowe. Pilotaż, który popularyzuje mikropoświadczenia został przedłużony o ponad rok.
- Mikropoświadczenia dotyczą wąskich, konkretnych kompetencji i zawsze kończą się cyfrowym certyfikatem. Promotorzy tego rozwiązania starają się, by mikropoświadczenia stały się częścią europejskiego portfela cyfrowego. To pozwoli na ich uznawanie także poza Polską.
- Mikropoświadczenia przesuwają rekrutację z pytania o wykształcenie na pytanie, co kandydat realnie umie. Model pasuje do współczesnego rynku, gdzie wiele umiejętności dezaktualizuje się, a pracodawcy potrzebują znajomości nowych umiejętności. Firmy mogą składać ścieżki rozwoju „z klocków”, ale na razie biznes wciąż wie o tym mało. Brakuje też pełnego systemu i rozpoznawalności dokumentów oraz jasnych standardów jakości.
