Z tego artykułu dowiesz się…
- Dlaczego niemieckie koncerny motoryzacyjne wywiesiły białą flagę.
- Jak Bruksela chciała utemperować napływ chińskich aut i dlaczego Pekin mówił „nie”.
- Co sprawiło, że obie strony w końcu się dogadały.
Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.
Chińska motoryzacja miała być jak ożywcza bryza. Ta jednak przerodziła się w huragan, którego skutków prawie nikt nie przewidział. Prezydent Joe Biden zareagował najszybciej: nie dość, że zatrzasnął drzwi i okna, to jeszcze zabił je dechami, czyli wprowadzonymi w 2024 roku zaporowymi cłami, sięgającymi 102,5 proc.
Bruksela? Tylko przymknęła drzwi – podwyższyła cła na chińskie elektryki o 7,8-35,3 procent.
Efekt? W USA nie ma chińskich aut. W Europie wypierają tutejszych producentów, niszczą ich marże, zmuszają do masowych cięć etatów.
Europejscy producenci machają białą flagą
Już w 2025 roku było jasne, że przymknięcie drzwi elektrykom nie wystarczy. Zaś w tym roku chińskie koncerny wyrwały okno wraz z framugą i praktycznie przejęły rynek hybryd z wtyczką – już prawie co drugi PHEV sprzedawany w Europie (47,2 proc. w drugim kwartale) pochodzi z Chin.

Bruksela, która jeszcze w styczniu wykluczała rozciągnięcie „elektrycznych” ceł na PHEV-y, latem zmieniła zdanie. M.in. pod wpływem alarmujących liczb i niemieckich koncernów, które poprosiły o ratunek. Te ostatnie przyjęły trzy ciosy na raz: załamanie sprzedaży na chińskim rynku, 10-krotne podwyższenie ceł importowych Trumpa, no i zalew europejskiego rynku tańszymi o ponad 20 procent chińskimi autami. Od BMW po Volkswagena zaczęły ogłaszać największe w historii motoryzacji plany redukcji etatów.
Bruksela zrozumiała, że musi zrobić coś, z czym zwykle ma problem: zareagować szybko.
Albo Chińczycy sami się ograniczą, albo…
Wrzesień 2026 roku. Komisja Europejska prosi Pekin o dobrowolne ograniczenie eksportu (VER – Voluntary Export Restraint) pojazdów hybrydowych do około 15 proc. udziału w unijnym rynku. Pekin mówi „nie”. Chińskie Ministerstwo Handlu stwierdza, że „tak zwane dobrowolne ograniczenie eksportowe narusza zasady Światowej Organizacji Handlu”. Zdaniem analityków prawdziwy powód jest inny: intratny i prestiżowy rynek europejski stał się wentylem bezpieczeństwa dla rozsadzanego nadprodukcją największego rynku świata.

KE rozważa więc inną opcję: bezcłowy kontyngent taryfowy (Tariff-Rate Quota). TRQ z powodzeniem funkcjonuje w Kanadzie. W tym roku 49 tys. „chińczyków” jest tam zwolnionych z cła. Reszta będzie objęta stuprocentową stawką. Zalety? Uchylając bezcłową furtkę Ottawa może nieco obniżyć średnie ceny nowych elektryków nie ryzykując losu miejscowych producentów aut i podzespołów.
– Jeśli Chińczycy sami nie ograniczą eksportu na nasz rynek, my to zrobimy. Musimy działać. Chodzi o powstrzymanie deindustrializacji – powiedział „Financial Times” przedstawiciel KE.
Szybki sukces
8 października Maroš Šefčovič leci do Pekinu na rozmowy z chińskim ministrem handlu Wang Wentao. Ku zaskoczeniu wszystkich już nazajutrz ogłaszają sukces. A ściślej 16-punktowe porozumienie obejmujące m.in. eksport metali ziem rzadkich, towarów podwójnego zastosowania (mogących służyć także do celów wojskowych), handel produktami rolnymi, częściami maszyn i samochodów oraz ograniczenie gwałtownego wzrostu eksportu hybryd. Nawet o 50 proc.
„Osiągnęliśmy z ministrem Wentao porozumienie w sprawie ograniczenia o połowę eksportu pojazdów typu HEV [klasycznych hybryd] i PHEV [hybryd z wtyczką – red.]” – napisał Maroš Šefčovič na X. W rozmowie z dziennikarzami to doprecyzował.
– Porozumienie otwiera perspektywę zmniejszenia chińskiego eksportu w ciągu czterech lat o kilka milionów aut w porównaniu ze scenariuszem zakładającym brak zmian – powiedział unijny komisarz ds. handlu.
Sprawdzamy kalkulacje komisarza
„Kilka milionów”, czy aby nie przesadził?
Okazuje się, że nie. W tym roku do Europy trafi ponad pół miliona chińskich hybryd. Nawet jeśli dynamika ich napływu nieco spadnie, do 2030 roku uzbierałoby się blisko 4 mln HEV-ów i PHEV-ów. Połowa z tego to 2 mln. Jeśli porozumienie wejdzie w życie, o tyle mniej chińskich hybryd trafi na europejskie drogi. Czy to dużo? Od jednej czwartej do prawie jednej trzeciej wszystkich samochodów osobowych chińskich marek, które w tym czasie najpewniej trafią naunijny rynek (ACEA).
A ile dziś trafia ich na polskie drogi? Od stycznia do września – 53 tys., czyli więcej niż w całym ubiegłym roku (dane Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego Samar). Najwięcej PHEV-ów (34,5 proc.), potem HEV-ów (32,6 proc.), „benzyn” (24,3 proc.) i elektryków (7,5 proc.).
Ponad miliard euro dziennie
Październikowe spotkanie było drugim w cyklu rozmów handlowo-inwestycyjnych (TIC – Trade and Investment Consulting) między Pekinem a Brukselą. Maroš Šefčovič określił je jako „finał pierwszego etapu konsultacji”. Ich celem jest zmniejszenie deficytu UE w handlu z Chinami wynoszącego 1,18 mld euro… dziennie.
– Pierwszy raz Chiny przystały na ograniczenie eksportu bez grożenia retorsjami. Najwyraźniej zauważyły narastającą presję polityczną w państwach członkowskich napędzaną obawami o zapaść europejskiej motoryzacji i utratę setek tysięcy miejsc pracy – podsumował Maroš Šefčovič.
Co dalej? W czwartek przywódcy UE przeanalizują porozumienie na szczycie w Brukseli i zaproponują procedury ułatwiające ograniczenie importu pojazdów hybrydowych.
Pozwoli to osłabić skutki chińskiej motonawałnicy. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, strzegąca unijnego rynku Bruksela prócz drzwi, przymknie jeszcze dwa z trzech okien.
Zdaniem eksperta
Skorzystają obie strony
Wiemy, że te rozmowy były długie, bo trwały prawie dwa lata. I że piątkowe porozumienie jest korzystne także dla Chin. Z kilku względów:
– Od kilku miesięcy tamtejsi producenci toczą w Europie bratobójczą wojnę cenową. Ograniczenia ilościowe pozwoliłyby im na podniesienie cen i poprawę rentowności,
– Chiny zorientowały się, że Europa jest dobrym rynkiem zbytu dla metali ziem rzadkich i nie chciałyby go stracić,
– Owo porozumienie dotyczy nie tylko samochodów.
Krótko mówiąc, obie strony zrozumiały, że są na siebie skazane. A wojna cenowa tylko by im zaszkodziła.
Jakieś „ale”? Chińczycy są bardzo elastyczni, więc mogą zwiększać sprzedaż nieobjętych żadnymi restrykcjami konwencjonalnych aut spalinowych.
Zdaniem eksperta
Oby chińscy producenci nie „uciekli” w auta spalinowe
Na polskim rynku ewentualne ograniczenia mogą wpłynąć na udziały chińskich marek, politykę rabatową oraz atrakcyjność poszczególnych napędów, również w segmencie flotowym, leasingu i wynajmu długoterminowego. Dziś to marki chińskie dominują w segmencie hybryd typu plug-in i to one odpowiadają za jego dynamiczny rozwój. W naszym przypadku, gdy PHEV stanowi alternatywę – spokojne przejście z motoryzacji spalinowej na elektryczną – jakiekolwiek ograniczenia mogą przynieść negatywne skutki w postaci ponownego przesunięcia sprzedaży w stronę czystych silników spalinowych, pogarszając bilans emisyjny polskich importerów.
Główne wnioski
- Jeszcze w pandemii europejskie koncerny nie obawiały się chińskiej motoryzacji. Ta jednak jak taran wbiła się na unijny rynek. I to mimo karnych ceł, jakie dwa lata temu Bruksela nałożyła na chińskie elektryki. Producenci tych ostatnich szybko przestawili zwrotnicę na hybrydy z wtyczką (PHEV), które zdominowały europejski rynek (47,2 proc. w drugim kwartale). W dodatku przenieśli wojnę cenową z Chin do Europy. Niemieccy motogiganci ogłosili ogromne zwolnienia w ramach cięć kosztów mających uratować topniejące marże. I poprosili Brukselę o pomoc.
- Już w 2025 r. Komisja Europejska uznała, że musi interweniować. W styczniu 2026 r. zaproponowała chińskim producentom minimalne ceny importowe (MIP), które zrównałyby cenowo chińskie elektryki z ich europejską konkurencją. Jednak Chińczycy zlekceważyli MIP-y. Latem KE rozważała objęcie chińskich hybryd bezcłowym kontyngentem taryfowym (TQR). We wrześniu poprosiła Pekin o dobrowolne ograniczenie eksportu (VER) pojazdów hybrydowych do około 15 procent udziału w unijnym rynku. Chińczycy znów odpowiedzieli „nie”.
- 8 października Maroš Šefčovič, unijny komisarz ds. handlu, udał się do Pekinu na rozmowy z tamtejszym ministrem handlu. Nazajutrz ogłosili porozumienie w sprawie ograniczenia o połowę eksportu hybryd (z wtyczką i bez). Pozwoli to zmniejszyć napływ chińskich aut o około 2 mln sztuk w ciągu czterech lat, czyli mniej więcej o 30 procent. Korzyści odniosą obie strony: europejscy producenci, bo łatwiej będzie im się pozbierać oraz ich chińscy konkurenci, bo będą mogli przerwać bratobójczą wojnę cenową i poprawić rentowność.