Kategorie artykułu: Biznes Technologia

500 mln zł rocznie na inwestycje. MCI chce przejmować jeszcze większe firmy

Technologiczny fundusz jest zaangażowany w spółki warte kilka miliardów złotych, głównie z Polski. Rozważa jeszcze większe inwestycje niż do tej pory. Chce przyspieszyć cyfrową transformację w ochronie zdrowia.

Tomasz Czechowicz, prezes i założyciel MCI Capital
Tomasz Czechowicz musiał ćwierć wieku temu zdecydować, czy chce rozwijać portal Poland.com, czy fundusz MCI. Wybrał to drugie i z perspektywy czasu nie ma powodu, by żałować. Fot. materiały prasowe/MCI Capital

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Jakie plany inwestycyjne ma MCI.
  2. Dlaczego nie obawia się konkurencji ze strony giełdy, innych funduszy ani inwestorów branżowych.
  3. Jak różni się profil ryzyka MCI od funduszy venture capital mimo podzielania koncentracji na technologii.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.

Sektor nowych technologii kojarzy się w dużym stopniu ze startupami. Przybywa jednak dojrzałych, rentownych firm z różnych branż, dla których technologia jest fundamentem i opierają na niej przewagę konkurencyjną.

To tego rodzaju biznesu wyszukuje MCI Capital – największy w regionie technologiczny fundusz private equity, jedyny notowany na giełdzie. I ma apetyt na coraz większe transakcje.

– Mamy potencjał inwestowania w najbliższych latach średnio ok. 500 mln zł rocznie. Analizujemy w ciągu roku ok. 100 projektów, by zrealizować dwie, trzy inwestycje. Staramy się inwestować po 100-200 mln zł w spółkę. Biorąc pod uwagę wzrost skali funduszu chcemy przesuwać się w górę – mówi Paweł Borys, partner zarządzający MCI Capital.

500 mln zł inwestycji rocznie to realny cel

Tomasz Czechowicz, prezes i założyciel MCI Capital, zapewnia, że nakreślony cel rocznych inwestycji jest w najbliższych latach realny. W tym celu planuje powiększyć zespół funduszu – na razie to 24 ekspertów z sektorową specjalizacją. Rozważa też podniesienie tzw. ticketu, czyli minimalnej wartości pojedynczej inwestycji.

– Jesteśmy jednak bardzo selektywnym inwestorem. Jeśli nie mamy przekonania do powodzenia któregoś projektu, odpuszczamy. Zła inwestycja pozwala co najwyżej odzyskać pieniądze, a wymaga mnóstwa pracy i angażuje uwagę zespołu, którą moglibyśmy skierować na udane przedsięwzięcia – mówi Tomasz Czechowicz.

To właśnie potencjalnie niewystarczającą liczbę atrakcyjnych biznesów postrzega jako czynnik, który może hamować plany funduszu. Nie patrzy w ten sposób na presję konkurencyjną. Ani ze strony innych graczy private equity, ani branżowych inwestorów strategicznych.

– Zdarza się, że firmą są zainteresowane oba typy inwestorów. Tak było w przypadku IAI [oprogramowanie e-commerce – red.], a pewien przedsiębiorca miał 47 oferty – w tym od nas – i finalnie wybrał branżowego inwestora. Niemniej generalnie strateg kupuje teraźniejszość i synergie, a fundusz potencjał wzrostu wartości. I w segmencie transakcji 50-100 mln euro działa poza nami ledwie kilka lokalnych funduszy. Paneuropejscy i globalni gracze mierzą raczej w większe inwestycje, nawet do 1 mld euro – wyjaśnia Tomasz Czechowicz.

Zdaniem eksperta

Polska potrzebuje kapitału i wsparcia w budowie międzynarodowych czempionów

Koniec końców fundusz ocenia się po zwrotach z inwestycji. MCI ma się czym pochwalić w tym zakresie i łatwo go z tego rozliczyć jako spółkę giełdową. Seria udanych sprzedaży do uznanych inwestorów to efekt dobrej selekcji spółek i wieloletniej pracy nad ich rozwojem.

W Polsce potrzebujemy kapitału, który pomoże budować międzynarodowych czempionów. Duża firma na naszym rynku często jest jeszcze za mała dla dużych zagranicznych funduszy private equity. Dodatkową barierą bywa ich ograniczona znajomość Polski i szerzej: naszego regionu Europy. MCI dobrze wypełnia tę lukę. Zna lokalny rynek, potrafi organizować finansowanie i ma doświadczenie w M&A [fuzjach i przejęciach – red.] także za granicą.

Kolejny krok dla każdego polskiego podmiotu private equity to budowanie grona praktyków, którzy pomogą spółkom rozwijać zagraniczną sprzedaż, wzmacniać zarządy, integrować przejęcia i budować międzynarodowe marki. To trudne zadanie, być może wymagające międzynarodowych zespołów.

Z perspektywy założyciela warto ustalić już przed transakcją, jak takie wsparcie ma wyglądać. Sam kapitał nie wystarczy. Potrzebni są ludzie, którzy potrafią przełożyć go na wzrost.

Giełda przestała być konkurencją dla MCI

Dla MCI konkurencją nie jest też polska giełda. To istotna zmiana w ciągu ponad dwóch dekad.

– Gdy zaczynaliśmy 26 lat temu, małe IPO [pierwsze oferty publiczne – red.] były naszym głównym konkurentem. Aktywność funduszy emerytalnych napędzała wysokie wyceny. To hossa na GPW wypchnęła nas do Czech, gdzie realizowaliśmy najbardziej udane inwestycje. Dziś giełdowy debiut dla spółek z zyskiem EBITDA poniżej 100 mln zł nie ma sensu – mówi Tomasz Czechowicz.

Przekonuje, że atrakcyjne warunki w IPO mogą uzyskać firmy z dobrą historią sukcesu i zyskiem EBITDA rzędu kilkuset milionów złotych. Zastrzega jednak, że to nie lokalny trend, tylko obserwowany również m.in. w Wielkiej Brytanii i USA.

Cyfrowa transformacja zdrowia napędzi portfel funduszu

MCI koncentruje się na pięciu sektorach. Pierwszy to nowe technologie integralnie związane ze sztuczną inteligencją i automatyzacją.

– Mamy w portfelu dwie spółki AI-native: Webcon i Welyo. Druga z nich przeszła w dwa lata dużą transformację. Z tradycyjnej spółki SaaS [oferującej oprogramowanie w modelu abonamentowym – red.] dla systemu obsługi klienta zmieniła się w omnikanałową platformę usług głosowych opartą na agentach AI – mówi Paweł Borys.

Kolejne sektory to cyfrowe usługi turystyczne (reprezentowane przez eSky oraz Profitroom), fintech (Netrisk) oraz e-commerce (Nice To Fit You i Morele). Długo zapowiadane wejście w piątą branżę – ochronę zdrowia – zmaterializowało się w tym roku. We wrześniu MCI zawarł przedwstępną umowę przejęcia Kliniki Miracki. Za 67,5 proc. udziałów ma zapłacić 66,2 mln zł.

– To wicelider polskiego rynku medycyny estetycznej – wartego już ponad 1 mld zł – a w perspektywie 3-5 lat ma zostać liderem. Planujemy skonsolidować branżę, otwierając kolejne placówki i przejmując istniejące [na razie firma ma siedem klinik i wykonuje ok. 70 tys. zabiegów rocznie – red.]. Trendy demograficzne i makrogospodarcze będą przesuwać coraz większą część konsumenckich wydatków w stronę zdrowia, w tym tzw. długowieczności – mówi Paweł Borys.

– Szeroko rozumiana ochrona zdrowia jest na bardzo wczesnym etapie cyfrowej transformacji. Łatwo to odczuć przy próbie umówienia się do lekarza. Technologia, w tym AI, mogą bardzo dużo poprawić w tym sektorze. A my możemy wnosić do firm właśnie tego rodzaju kompetencje. Poza typowym dla funduszy wsparciem we wzmocnieniu zespołu zarządzającego, międzynarodowej ekspansji czy konsolidacji rynku – dodaje Tomasz Czechowicz.

Zdaniem eksperta

Ochrona zdrowia przyciąga coraz więcej inwestorów

Wejście MCI w ochronę zdrowia to kolejny sygnał potwierdzający atrakcyjność sektora dla funduszy private equity. Nawet tych, które dotychczas nie budowały w nim specjalizacji.

W przypadku MCI szczególnie interesująca jest ambicja konsolidacji rynku medycyny estetycznej. Pozostaje on silnie rozdrobniony i dotąd nie doczekał się platformy o ogólnopolskiej skali.

Zadanie nie jest łatwe. Ten biznes w dużym stopniu opiera się na reputacji i nazwiskach konkretnych lekarzy. A przy tym jest mocno konkurencyjny i w stu procentach oparty na prywatnym finansowaniu. Podobne wątpliwości pojawiały się jednak wcześniej np. w stomatologii, a rynek pokazał, że budowa dużych, wieloośrodkowych grup jest możliwa.

Spodziewam się umacniania trendu inwestycji funduszy private equity w ochronę zdrowia. Kolejnym krokiem mogą być segmenty dotąd mniej oczywiste dla inwestorów, takie jak badania kliniczne czy rehabilitacja. Kapitał, profesjonalizacja i konsolidacja mogą pomóc budować w Polsce silniejsze firmy medyczne, zdolne do dalszego wzrostu i ekspansji.

Biznesy warte miliardy złotych

MCI podkreśla wzrost przychodów spółek portfelowych średnio o 21 proc. rocznie przez ostatnie pięć lat, a zysku EBITDA o 15 proc. W pierwszej połowie 2026 r. wynik EBITDA wzrósł rok do roku o 34 proc., a uwzględniając wagę poszczególnych spółek w portfelu – o 48,7 proc.

– Mamy bardzo zdrowy portfel inwestycyjny. Jest wyceniany na mnożniku 12 razy zysk EBITDA za ostatnie 12 miesięcy, a na koniec roku powinno to być razy 10. Nasza wycena pozostaje więc na bardzo atrakcyjnym poziomie – mówi Paweł Borys.

Znormalizowany zysk EBITDA spółek portfelowych wyniósł w 2025 r. 510 mln zł. Biorąc pod uwagę wskazany mnożnik – pomijając nawet wzrost zysku w 2026 r. – wartość firm przekracza 5 mld zł. Jednak w żadnej z nich MCI nie ma 100 proc. udziałów. W konsekwencji na GPW jest on wyceniany na ok. 1,5 mld zł.

Zdaniem eksperta

Drabina finansowania w Polsce zaczyna być wreszcie kompletna

MCI z technologicznym rodowodem i inwestycjami rzędu 100-200 mln zł zajmuje ważny szczebel drabiny finansowania, którego w Polsce przez lata brakowało. Przedsiębiorca budujący firmę technologiczną potrzebuje kapitału na kolejnych etapach rozwoju, a każdy etap wymaga innego inwestora.

Długo mieliśmy w Polsce tylko niektóre szczeble: najpierw LBO [wykupy finansowe głównie długiem – red.] potem wczesna faza venture capital. Najlepsze spółki, które przeskoczyły finansowanie rzędu kilku milionów euro, często trafiały do zagranicznych inwestorów branżowych albo dużych funduszy private equity, zanim osiągnęły pełny potencjał.

Dziś ta drabina dopiero zaczyna być kompletna. Patrzymy z MCI na rynek bardzo podobnie. Szukamy firm technologicznych i tech-enabled [wspieranych technologią – red.], także w ochronie zdrowia, prowadzonych przez założycieli i budowanych w sposób efektywny kapitałowo. Czyli takich, które rosną dzięki wypracowanej gotówce, a nie kolejnym rundom finansowania.

Różni nas etap. W bValue Growth inwestujemy 5-15 mln euro, często jako partner mniejszościowy obok założyciela, i pomagamy firmie przejść od lokalnego lidera do skali regionalnej. Spółki, które zbudujemy razem z ich twórcami, naturalnie dorastają do profilu, którego szuka MCI. Fundusz tej wielkości może je dalej wynosić na poziom międzynarodowy, z centrum decyzyjnym w Polsce.

W ten sposób buduje się czempionów. Nie jednym dużym czekiem, tylko ciągłością kapitału na każdym etapie.

Inwestycje w technologie z ryzykiem niższym niż w startupach

Choć MCI koncentruje się na spółkach technologicznych, ma inny profil ryzyka niż fundusze venture capital. One skupiają się na startupach, często na najwcześniejszej fazie rozwoju, gdy niepewność jest największa.

– Fundusze venture capital tracą na ok. 80., a teraz chyba nawet 90 proc. spółkach. Działają w znacznie mniej przewidywalnych warunkach i muszą opierać się na przewidywaniach, a te nie zawsze się sprawdzają. W private equity czynników ryzyka jest znacznie mniej. Nieudana inwestycja to taka, która tylko zwróci pieniądze – mówi Tomasz Czechowicz.

Wskazuje, że MCI najmniej historycznie zarobił na Netii: 1,19 razy zainwestowany kapitał (wartość transakcji z 2015 r. wyniosła ok. 158 mln zł). Fundusz wycofał się wcześniej, niż zakładał, bo nie widział szans na zrealizowanie założonych celów.

– Natomiast rekordu spodziewamy się w Netrisku. Liczymy na zwrot rzędu 8-9 razy zainwestowany kapitał. Na razie doszliśmy do ok. 6 razy – zapowiada Tomasz Czechowicz.

Główne wnioski

  1. 500 mln zł inwestycji rocznie. MCI Capital planuje inwestować w najbliższych latach ok. 500 mln zł rocznie. Analizuje w ciągu roku ok. 100 projektów, by zrealizować dwie, trzy inwestycje. Na jedną przeznacza 100-200 mln zł. Rozważa jednak zwiększenie minimalnej inwestycji, by w jego zasięgu znalazło się więcej firm. Angażuje się wyłącznie w te, co do których potencjału jest przekonany. – Zła inwestycja pozwala co najwyżej odzyskać pieniądze, a wymaga mnóstwa pracy i angażuje uwagę zespołu, którą moglibyśmy skierować na udane przedsięwzięcia – mówi Tomasz Czechowicz, założyciel MCI Capital.
  2. Ograniczona konkurencja. Jako główny czynnik, który może hamować jego plany, fundusz wskazuje potencjalnie niewystarczającą liczbę atrakcyjnych biznesów. Podkreśla, że innych graczy private equity jest w jego segmencie rynku zaledwie kilku, a inwestorzy branżowi zazwyczaj szukają innego rodzaju spółek. Presji konkurencyjnej nie odczuwa też ze strony GPW, w przeciwieństwie do początków swojej działalności. – Dziś giełdowy debiut dla spółek z zyskiem EBITDA poniżej 100 mln zł nie ma sensu – przekonuje Tomasz Czechowicz.
  3. Ochrona zdrowia jednym z kluczowych sektorów. MCI koncentruje się na pięciu sektorach. Pierwszy to nowe technologie integralnie związane ze sztuczną inteligencją i automatyzacją. Kolejne sektory to cyfrowe usługi turystyczne, fintech oraz e-commerce. W tym roku fundusz wszedł jeszcze – zgodnie z zapowiedziami – w ochronę zdrowia. Zapłaci 66,2 mln zł za kontrolny pakiet Kliniki Miracki. W ten sposób angażuje się w polski rynek medycyny estetycznej, wart ponad 1 mld zł. – Szeroko rozumiana ochrona zdrowia jest na bardzo wczesnym etapie cyfrowej transformacji. Łatwo to odczuć przy próbie umówienia się do lekarza – mówi Tomasz Czechowicz.