Dlaczego Google wybrało Finlandię, a nie Polskę? 13 mld euro i wyścig o centra danych
Polska ma świetnych specjalistów od nowych technologii, ale to nie wystarcza, by przyciągać największe inwestycje w infrastrukturę AI. Wysokie ceny energii, przewlekłe procedury i ograniczony dostęp do kapitału sprawiają, że miliardowe projekty trafiają gdzie indziej.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Dlaczego Google wybrało Finlandię na miejsce swojej największej pojedynczej inwestycji w Europie i co decyduje dziś o lokalizacji wielkich centrów danych.
- Dlaczego Polska, mimo silnego zaplecza specjalistów i rosnącego znaczenia gospodarczego, ma trudności z przyciąganiem miliardowych inwestycji w infrastrukturę AI.
- Jakie korzyści gospodarcze mogą przynieść centra danych, z jakimi kosztami środowiskowymi wiąże się ich budowa i co Polska powinna zrobić, aby skuteczniej zabiegać o takie projekty.
Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.
9 września Google ogłosiło gigantyczną inwestycję w rozbudowę infrastruktury cyfrowej w Finlandii. Kwota robi wrażenie: co najmniej 13 mld euro. To największa pojedyncza inwestycja amerykańskiego koncernu w Europie. Obejmuje zarówno budowę nowych centrów danych, jak i rozwój istniejącej infrastruktury, w tym ośrodka w Haminie.
Pieniądze mają zostać zainwestowane w latach 2027-2028. Według prognoz przedstawionych przez Google przedsięwzięcie będzie generować średnio 3,6 mld euro rocznego wkładu do fińskiego PKB w okresie budowy. W tym czasie ma wspierać ponad 37 tys. miejsc pracy, z czego około 16 tys. w budownictwie. Po uruchomieniu nowych obiektów ich funkcjonowanie ma wspierać około 7 tys. miejsc pracy rocznie – zarówno bezpośrednio w centrach danych, jak i u dostawców sprzętu, usług oraz w lokalnej gospodarce.
I tu pojawia się pytanie: dlaczego nie Polska? Paradoksalnie najłatwiejszą do przyjęcia odpowiedzią byłaby ta, którą nieraz słyszeliśmy przy okazji inwestycji motoryzacyjnych. Po prostu nie zaoferowaliśmy tak korzystnych warunków podatkowych jak inne kraje regionu. Rzeczywistość jest jednak mniej pocieszająca.
Jak wynika z nieoficjalnych informacji XYZ, Google nie rozważało poważnie Polski jako potencjalnej lokalizacji inwestycji tej skali. Takie głosy usłyszeliśmy zarówno z kręgów rządowych, jak i biznesowych. Biuro prasowe firmy Google w odpowiedzi na nasze pytania nie odniosło się do kwestii Polski jako potencjalnego miejsca do realizacji tak dużej inwestycji. Podkreśliło jednak przyczyny, dla których firma wybrała Finlandię.
Bitwa o prąd
Jednym z najważniejszych powodów jest dostęp do energii elektrycznej. Kluczowe znaczenie ma umowa podpisana z fińskim koncernem energetycznym Fortum. Chodzi o tzw. PPA (Power Purchase Agreement), czyli długoterminową umowę zakupu energii elektrycznej. Taki kontrakt pozwala odbiorcy przewidywać koszty zaopatrzenia w prąd, a producentowi daje większą pewność przychodów. Ta ostatnia jest szczególnie istotna przy planowaniu wieloletnich inwestycji energetycznych.
W ramach porozumienia z Fortum Google zakontraktowało docelowo do 50 proc. mocy produkcyjnych elektrowni jądrowej Loviisa. Umowa obejmuje 22 lata. Zacznie obowiązywać w 2028 r., a w latach 2030-2049 ma już obejmować połowę mocy elektrowni. Dzięki zapewnieniu długoterminowych przychodów Fortum będzie mogło kontynuować program inwestycji. Pozwoli on utrzymać działanie obiektu do 2050 r. i zwiększyć jego moc. Obecnie wynosi ona 1014 MW, a planowana modernizacja ma podnieść ją łącznie o 48 MW.
Google zamierza również współpracować z Fortum przy rozwoju nowych źródeł energii, w tym przy analizie możliwości budowy kolejnych reaktorów jądrowych.
To nie koniec energetycznych porozumień koncernu w Finlandii. Google zawarło także umowy dotyczące energii z farm wiatrowych rozwijanych przez Valorem i Suomen Hyötytuuli. Według firmy łączna moc nowych fińskich instalacji wiatrowych objętych jej kontraktami wynosi już 629 MW. Koncern zakontraktował ponadto magazyn energii o mocy 94 MW, który ma powstać w pobliżu centrum danych w Kajaani. Jego zadaniem będzie wspieranie stabilności sieci i ograniczanie wahań cen energii.
A jak jest w Polsce
Średnia hurtowa cena energii elektrycznej w Polsce wynosiła w 2025 r. około 104 euro/MWh, wobec około 41 euro/MWh w Finlandii. Różnicę widać również w cenach płaconych przez przedsiębiorstwa. Według Eurostatu w drugiej połowie 2025 r. odbiorcy zużywający rocznie od 500 do 2000 MWh płacili średnio 191,50 euro/MWh w Polsce i 74,80 euro/MWh w Finlandii. To ponad dwuipółkrotna różnica.
Drogi prąd nie jest jednak jedyną przeszkodą. Pokazują to starania o budowę polskiej gigafabryki AI w ramach unijnego programu. Zgodnie z jego założeniami wybrane konsorcja mają uruchomić pierwszą fazę infrastruktury w ciągu 18 miesięcy. Unijne wsparcie może przyjąć m.in. formę gwarantowanego zakupu dostępu do mocy obliczeniowych. Problem w tym, że w Polsce przygotowanie i realizacja podobnej inwestycji potrafią trwać latami.
– Tego typu inwestycje nie zdarzają się w Polsce, bo procesy uzyskiwania zgód na nie są zbyt długie i nieprzyjazne. W momencie, gdy rzeczy w AI dzieją się tak szybko, decydujące jest tak zwane „time to power”. Same ceny energii stają się drugorzędne. Przykładowo, dla GPU H100 koszt energii to kilka procent. W przypadku serwowania tokenów przez zoptymalizowany system koszty energii jeszcze bardziej się zmniejszają – zauważa Piotr Sankowski, szef Instytutu Badawczego IDEAS.
Wyzwań jest jednak więcej niż dostępność i cena prądu czy tempo uzyskiwania pozwoleń.
– Przykład Finlandii pokazuje jednak, że o największe inwestycje nie konkuruje się wyłącznie jednym parametrem, np. ceną energii. Przy wyborze lokalizacji kluczowe znaczenie mają m.in. klimat, dostęp do niskoemisyjnej energii, stabilność otoczenia regulacyjnego, sprawna infrastruktura oraz istniejące kompetencje technologiczne. Inwestor ocenia całe środowisko biznesowe, w którym projekt ma funkcjonować – mówi Krystian Pypłacz, ekspert rynku centrów danych z Polskiego Związku Centrów Danych (PLDCA).
Wpływ na gospodarkę
Prognozy Google pokazują, jak duże znaczenie podobne przedsięwzięcia mogą mieć dla lokalnej gospodarki. Zdaniem ekspertów Polska również potrzebuje takich inwestycji.
– Obecnie jesteśmy szóstą gospodarką Unii Europejskiej, a posiadamy mniej niż 2 proc. mocy obliczeniowych rynku europejskiego. Jest to istotna dysproporcja i powinniśmy wykorzystać każdą sposobność, aby nadrobić tę lukę technologiczną. Jeżeli Polska chce uczestniczyć w tworzeniu gospodarki AI, potrzebuje własnej infrastruktury obliczeniowej zlokalizowanej na miejscu. A nie wyłącznie korzystania z mocy ulokowanych w innych państwach – zaznacza Krystian Pypłacz.
Jak wynika z raportu PLDCA przygotowanego we współpracy z PwC Polska, w samym 2025 r. sektor centrów danych wygenerował w Polsce 10,6 mld zł wartości dodanej brutto i 4,3 mld zł wpływów fiskalnych. Przyczynił się także do utrzymania blisko 41 tys. miejsc pracy w całej gospodarce. To znaczące liczby, zwłaszcza jeśli uwzględnić stosunkowo niewielką skalę polskiego rynku.
Za aktywnym zabieganiem o podobne projekty opowiada się również Damian Król, odpowiedzialny za inwestycje w funduszu Distressed Real Estate.
– Polska powinna aktywnie zabiegać o takie projekty. Przykład Google'a w Finlandii pokazuje, że w Europie toczy się o nie realna konkurencja, która jest stymulowana przez działania takie jak projekt Gigafactory AI, na którego aktualnie toczy się postępowanie naboru wniosków – zauważa Damian Król.
Jego zdaniem jedną z barier pozostaje dostęp do kapitału.
– Grono inwestorów, którzy aktywnie inwestują w centra danych w Europie Środkowo-Wschodniej, wciąż jest wąskie. Wiele międzynarodowych funduszy traktuje wciąż nasz region jako drugorzędny czy nawet trzeciorzędny. Jednak jeśli centra nie powstaną u nas, popyt zostanie obsłużony w krajach nordyckich czy w Niemczech. Razem z nim odpłyną inwestycje, podatki i kompetencje – tłumaczy przedstawiciel funduszu.
Zdaniem eksperta
Bariery i możliwości
Finlandia zapewnia inwestorom to, czego dziś szczególnie potrzebują centra danych: dostęp do relatywnie taniej, stabilnej i niskoemisyjnej energii, możliwość zawierania wieloletnich kontraktów oraz infrastrukturę, którą można dostosowywać do potrzeb dużych odbiorców. Do tego dochodzą warunki klimatyczne, które pozwalają obniżyć koszty chłodzenia.
W Polsce głównymi barierami pozostają energetyka i przewlekłość procesu inwestycyjnego. Jeżeli duży projekt wymaga wieloletnich uzgodnień, a inwestor nie ma pewności co do kosztów i dostępności energii, trudno oczekiwać, że wybierze nasz rynek wyłącznie ze względu na kompetencje inżynierów.
Tymczasem budowa centrum danych to znacznie więcej niż postawienie serwerowni. To również zamówienia dla budownictwa, dostawców technologii, firm zajmujących się utrzymaniem infrastruktury i lokalnych usługodawców. Polska powinna więc zabiegać o podobne projekty, a jednocześnie rozwijać własny ekosystem technologiczny i tworzyć warunki, w których większa część wartości dodanej, podatków i kompetencji pozostanie w kraju. Wtedy obecność globalnego inwestora stanie się elementem szerszej strategii rozwojowej, a nie tylko pojedynczym sukcesem inwestycyjnym.
A co ze środowiskiem?
Gigantyczna inwestycja firmy Google w Finlandii szybko wywołała kontrowersje. Fińskie media donosiły o podejrzeniach nielegalnej wycinki lasów w rejonie Muhos. Policja rozpoczęła czynności wyjaśniające, a fiński organ nadzoru LVV nakazał wstrzymanie prac przygotowawczych przy dwóch planowanych centrach danych – w Muhos i Kajaani – do czasu zakończenia wymaganych ocen oddziaływania na środowisko.
Google przyznało, że w tej sprawie nie sprostało własnym wysokim standardom, i zapowiedziało współpracę z fińskimi władzami.
Podobnych sporów nie brakuje. W Australii firma Goodman Group zrezygnowała z realizacji projektu Mars – centrum danych o mocy 90 MW. Miało ono powstać w odległości zaledwie 20 metrów od zabudowań mieszkalnych w Sydney. Inwestycji sprzeciwiali się mieszkańcy, obawiający się m.in. hałasu, zużycia energii i wody oraz wpływu na najbliższe otoczenie.
Także w amerykańskim East Fishkill, w stanie Nowy Jork, mieszkańcy sprzeciwiali się budowie kolejnych dużych centrów danych. Co ciekawe, od ponad pół wieku w tej miejscowości działa zaplecze badawczo-rozwojowe IBM związane z półprzewodnikami. Obecność przemysłu technologicznego nie oznacza więc automatycznej akceptacji dla każdej nowej inwestycji.
Krystian Pypłacz przekonuje jednak, że przy zastosowaniu odpowiednich technologii bilans korzyści może przemawiać na rzecz rozwoju tego sektora.
– W mojej opinii bilans korzyści jednoznacznie przemawia za realizacją tego typu inwestycji. Wpływ nowoczesnego centrum danych na środowisko – przy zastosowaniu odpowiednich technologii – nie odbiega znacząco od oddziaływania centrów logistycznych. Negatywne opinie na temat sektora data center wynikają głównie z bezrefleksyjnego przenoszenia doświadczeń z krajów o znacznie niższych standardach środowiskowych – zauważa ekspert.
Przedstawiciel PLDCA wskazuje na kilka rozwiązań ograniczających koszty środowiskowe. Pierwszym z nich są umowy PPA powiązane z rozwojem odnawialnych źródeł energii, pozwalające zabezpieczyć dostawy niskoemisyjnego prądu. Drugim – odzyskiwanie ciepła wytwarzanego przez serwery. Według analiz związku potencjał odzysku ciepła z polskich centrów danych może w 2030 r. sięgnąć 19,7 tys. TJ rocznie, czyli około 7 proc. obecnej produkcji ciepła sieciowego. W dalszej perspektywie miałby odpowiadać nawet 17 proc. zapotrzebowania ciepłownictwa systemowego.
Trzecim rozwiązaniem jest wykorzystanie zamkniętych obiegów chłodzenia cieczą oraz systemów chłodzenia suchego. Pozwalają one ograniczyć zużycie wody, choć jego skala zależy od zastosowanej technologii.
– Zapotrzebowanie na wodę jest w nich ograniczone do tego stopnia, że więcej zużywa jej pracujący na miejscu personel niż procesy technologiczne – zauważa przedstawiciel PLDCA.
Czy budować?
Piotr Sankowski nie ma wątpliwości, że Polska powinna zabiegać o duże inwestycje w infrastrukturę obliczeniową. Zastrzega jednak, że trzeba patrzeć szerzej niż tylko na wartość nakładów inwestycyjnych.
– Zdecydowanie tak, ale powinniśmy to robić w dyskusji o tym, w jaki sposób te centra danych przyczynią się do budowania naszego ekosystemu. Może oczekiwać jednocześnie badawczego offsetu? – tłumaczy.
Chodzi więc nie tylko o sprowadzenie zagranicznego inwestora, lecz także o zapewnienie korzyści polskim firmom, naukowcom i całemu sektorowi technologicznemu.
Zdaniem Sankowskiego koszty środowiskowe istnieją, ale debata na ich temat bywa oderwana od rzeczywistej skali problemu.
– Oczywiście zużycie energii elektrycznej przez centra danych będzie rosło. Historia pokazuje jednak, że w krajach, gdzie zużycie energii na mieszkańca jest większe, ceny też są niższe. Większy popyt zwiększa podaż, co prowadzi do niższych cen. Podobnie zużycie wody często urasta do niebotycznych rozmiarów. Warto jednak pamiętać, że pola golfowe w USA zużywają rocznie około 30 razy więcej wody niż wszystkie centra danych w tym państwie razem wzięte – zauważa Piotr Sankowski.
W dłuższej perspektywie, przekonuje ekspert, Polska powinna rozwijać własne ośrodki obliczeniowe, w których będą działać krajowe modele AI. Pozwolą one rodzimym firmom czerpać korzyści z rosnącego zapotrzebowania na moc obliczeniową.
Podobnie uważa Jacek Dolny z DCX, polskiej firmy rozwijającej systemy chłodzenia cieczą dla centrów danych.
– Kraj, który nie inwestuje w centra danych, będzie importował moc obliczeniową. Razem z nią będzie importował zależność technologiczną i utraci kontrolę nad swoimi danymi – przekonuje Jacek Dolny.
Jak zdobyć inwestycje?
Zdaniem Krystiana Pypłacza Polska ma atuty pozwalające rywalizować o wielkie projekty technologiczne. Żeby je jednak wykorzystać, musi usunąć bariery, które obecnie odstraszają inwestorów.
– Polska ma silne zaplecze kompetencyjne w postaci blisko 800 tys. specjalistów z branży ICT. Aby jednak wygrać wyścig o nowe projekty, musimy znacząco podnieść naszą konkurencyjność – zauważa ekspert.
Najważniejsze zadania to rozwój sieci elektroenergetycznej i niskoemisyjnych źródeł energii oraz skrócenie i uproszczenie procedur administracyjnych. Równie ważna jest ich przewidywalność.
– Żaden inwestor planujący wielomiliardowe przedsięwzięcie nie zaangażuje kapitału na rynku, na którym procesy formalnoprawne rozciągają się na lata. Tymczasem według danych PLDCA przygotowanie inwestycji data center w Polsce zajmuje obecnie średnio około 49 miesięcy i angażuje blisko 20 instytucji. Jeśli chcemy skutecznie konkurować z państwami skandynawskimi czy Europą Zachodnią, musimy skrócić ten okres co najmniej o połowę – komentuje ekspert.
Dane PLDCA pokazują, że z 49 miesięcy całego procesu inwestycyjnego około 25 przypada na uzyskiwanie decyzji administracyjnych, procedury odwoławcze i uzgodnienia. Pozostałe 24 miesiące obejmują przygotowanie projektu, dokumentacji i budowę. To istotne rozróżnienie. Polska nie musi bowiem konkurować wyłącznie wysokością publicznych dotacji. Może również zaoferować inwestorom coś równie cennego: przewidywalny czas uruchomienia przedsięwzięcia.
Zdaniem eksperta
Warto się postarać
Moim zdaniem korzyści mogą przewyższać koszty, pod warunkiem że inwestycjom będzie towarzyszył rozwój czystych źródeł energii. Jeśli dodatkowe zapotrzebowanie na prąd zostanie pokryte przez większą produkcję energii z węgla, wzrosną emisje i koszty środowiskowe. Trudno mówić o opłacalności przedsięwzięcia, jeżeli miałoby się ono odbywać kosztem zdrowia mieszkańców.
W Polsce, szczególnie w dużych miastach, jakość powietrza w sezonie jesienno-zimowym wciąż pozostawia wiele do życzenia. Dlatego popieram takie inwestycje, ale pod warunkiem zapewnienia im zasilania, które ograniczy szkody środowiskowe i nie pogorszy dostępu do energii dla pozostałych odbiorców.
Co na to ministerstwo?
Ministerstwo Cyfryzacji zapytaliśmy, czy Google planowało lub planuje inwestycje w Polsce. Chcieliśmy się również dowiedzieć, czy resort prowadzi rozmowy dotyczące innych dużych projektów zagranicznych firm technologicznych.
Ministerstwo nie odpowiedziało wprost na pytania dotyczące firmy Google. Poinformowało natomiast, że wspiera rozwój polskiego ekosystemu sztucznej inteligencji, w tym infrastruktury obliczeniowej. Wskazało na realizowane już projekty PIAST-AI w Poznaniu i Gaia AI Factory w Krakowie oraz zaangażowanie Polski w europejską inicjatywę gigafabryk AI.
– Ministerstwo Cyfryzacji wspiera powyższe inicjatywy od strony formalnej i informacyjnej. Wybór konsorcjów odpowiedzialnych za realizację projektów Fabryk AI i Gigafabryk AI odbywa się na poziomie europejskim, w ramach otwartego i konkurencyjnego postępowania prowadzonego przez EuroHPC JU – napisano w odpowiedzi na nasze pytania.
Do kwestii potencjalnych inwestycji prywatnych, w tym projektów zagranicznych koncernów technologicznych, resort się nie odniósł.
Warto wiedzieć
Ekspert o mitach wokół kosztów środowiskowych
Chłodzenie może odpowiadać za znaczną część zużycia energii przez centrum danych. Zastosowanie chłodzenia cieczą w obiegu zamkniętym pozwala istotnie ograniczyć zapotrzebowanie na wodę i poprawić efektywność energetyczną. Wytwarzane w ten sposób ciepło można również wykorzystać.
Dobrym przykładem jest fińska Hamina, gdzie ciepło odpadowe z centrum danych Google ma pokrywać około 80 proc. rocznego zapotrzebowania lokalnej sieci ciepłowniczej. – Jako DCX uczestniczyliśmy także w projekcie w Finlandii, w którym udało się wykorzystać ciepło z serwerowni do ogrzewania około 11 tys. gospodarstw domowych. Polska ma jedne z najlepiej rozwiniętych sieci ciepłowniczych w Europie. Dzięki temu centrum danych mogłoby być u nas nie tylko odbiorcą energii elektrycznej, lecz także źródłem ciepła dla miast – ocenia Jacek Dolny z DCX.
Jego zdaniem nie powinniśmy bezrefleksyjnie przenosić na Europę wszystkich doświadczeń ze Stanów Zjednoczonych. – Nasza branża spotyka się ostatnio z dużą falą negatywnych opinii, tymczasem standardy i warunki realizacji inwestycji potrafią się znacząco różnić. Istotna jest również różnica między trenowaniem dużych modeli AI a ich wykorzystywaniem, czyli inferencją. Trenowanie należy do najbardziej zasobochłonnych zastosowań infrastruktury obliczeniowej. Z tego powodu gigafabryki AI mogą mieć inne wymagania niż centra danych obsługujące tradycyjne usługi cyfrowe – dodaje ekspert.
W Europie coraz większą wagę przywiązuje się do efektywności energetycznej, zamkniętych obiegów chłodzenia i odzyskiwania ciepła. Szwajcarski Infomaniak D4 również wykorzystuje ciepło odpadowe, a kampus Digital Realty korzysta z energii ze źródeł odnawialnych. Z kolei niderlandzki operator Switch Datacenters, aby uzyskać pozwolenie na działalność w rejonie metropolitalnym Amsterdamu, musi spełniać wymagania dotyczące odnawialnych źródeł energii i przekazywania ciepła odpadowego.
Chodzi o to, aby rozwój centrów danych przynosił korzyści również lokalnym społecznościom, a jednocześnie w możliwie najmniejszym stopniu obciążał ich otoczenie.
Główne wnioski
- Finlandia wygrała nie tylko ceną energii, ale również przewidywalnością. Google ogłosiło inwestycje o wartości co najmniej 13 mld euro w latach 2027-2028. Kraj oferuje dostęp do relatywnie taniej i niskoemisyjnej energii, rozwiniętą infrastrukturę oraz możliwość zawierania wieloletnich kontraktów energetycznych. Z nieoficjalnych ustaleń XYZ wynika, że Polska nie była poważnie rozważana jako lokalizacja tej inwestycji.
- Polska ma kompetencje, ale traci czas na procedury. Wysokie koszty energii, długotrwałe uzgodnienia i ograniczony dostęp do kapitału utrudniają przyciąganie największych inwestycji w infrastrukturę AI. Według PLDCA realizacja centrum danych zajmuje w Polsce średnio 49 miesięcy, z czego około 25 przypada na procedury administracyjne i uzgodnienia. W branży, w której liczy się szybkie uruchomienie infrastruktury, to poważna bariera konkurencyjności.
- Centra danych mogą wspierać rozwój gospodarki, ale nie za wszelką cenę. Nowe inwestycje oznaczają potencjalne miejsca pracy, wpływy podatkowe i rozwój kompetencji technologicznych. Jednocześnie wymagają dużych ilości energii i odpowiedzialnego zarządzania wpływem na środowisko. Polska powinna zabiegać o takie projekty, łącząc rozwój infrastruktury z inwestycjami w czystą energię, odzyskiwanie ciepła i budowanie krajowego potencjału technologicznego. Ministerstwo Cyfryzacji wskazuje na realizowane już projekty fabryk AI, ale nie przedstawiło konkretnych informacji dotyczących potencjalnych inwestycji firmy Google w Polsce.